Przepraszam was za taką długą przerwę, a
powstała ona ze względu na to ze mam problemy ze szkoła a konkretnie babą od
matmy. Nw czy zdam ale jebie już na to, tak więc wracajmy do opowiadania.
Na jakiś czas przestępstwa ustępowały w
mieście i służba nie miała nic do roboty. Król Francis postanowił otworzyć
punkt zgłoszeń i problemów w swoim pałacu by ludzie mogli tam spisywać jakieś
zażalenia lub skargi na sąsiadów lub zgłaszać przestępstwo by służba nie bawiła
się w detektywa. Mieszkańcy od razu na tym skorzystali, ale czasem nadużywają
tego przywileja. W nagrodę za dobrą służbę, król kupił kamerdynerom telewizor
(pierwszy model na świecie) i nowe radio, oraz oddał jeden z pokoi do
udekorowania go według gustu służby i wykorzystywania go do pracy.
Tym razem przy biurku do obsługi
siedziała Meredith i sama obsługiwała petentów. Daimon i Kayla oglądali boks w
nowym telewizorze, niedaleko od biurka, Sebastian uczył bliźnięta gry na
skrzypcach kilkadziesiąt pokoi dalej, a Nael jak zwykle przy kwiatach w
ogrodzie. Do Meredith stała baardzo długa kolejka składająca się z ok. 20 osób.
-Która to runda?-Spytała Kayla kolegę,
uderzając go z otwartej dłoni w lewe ramię.
-Uspokój się dopiero szósta, jeszcze
pięć.
-Widziałeś jak mu przywalił?! W tył
głowy- Odpowiedziała dziewczyna, szturchając w tył głowy Daimona.-A teraz w
jajaj- Nie powstrzymując się w odpowiedniej chwili dziewczyna uderzyła chłopaka
w czuły punkt, a on trzymając się w miejsce ostatniego uderzenia otworzył usta
w kształt 0.
-Sędzia chyba jest
ociemniały!-Kontynuowała, klepiąc Daimona po głowie.- Ale mamy szczęście,
będziemy mieć mistrza świata. KO CHAM ślepców, niech żyją ślepi, jutro wyśle
prośbę o przyjmowanie ślepych w każdym zawodzie. Ty popatrz...HAHA UGRYZŁ GO!
-Czy wie pan co to był za kot?-Spytała
Meredith petenta z podrapaną w nos córką , pisząc coś na kartce.
-Tak, Pers sąsiadów z na przeciwka i to
się zdarza nie pierwszy raz.-W tym samym czasie, Kayla ugryzła marynarkę
Daimona.
-WYDRAP MU OCZY NA CO CZEKASZ BIERZ GO!
-I co według pana mamy zrobić?
-UŚPIĆ TEGO KOTA ZANIM KTOŚ BĘDZIE MIAŁ
GŁĘBSZE RANY!
-ZABIJ GO! (Kayla)
-Obiecuje Panu, że poślę tam
najkrwawszego kamerdynera z naszej służby.
-A mogłaby to być ta pani?- odpowiedział
mężczyzna pokazują na Kaylę, która za bardzo okazywała emocje.
-Obiecuję, że tak się stanie- powiedziała
czarnowłosa sprzedając uśmiech do petenta.- proszę następną osobę!
-Co to ma być?! Uderzył do po komendzie
stop!- krzyknęła czerwonowłosa, patrząc jak jej idol obrywa od przeciwnika, a
sparing kończy się jego przegraną.
-Na moje oko to on zaraz wstanie, tylko
zbiera siły-Odpowiedział kolega, pocieszając dziewczynę.
-Nooo to już koniec- Kayla usiadła na
parapecie, łapiąc się rozpaczliwie za głowę.
Kiedy petenci już sobie poszli, Kayla
dostała od Lissianny zadania do zrobienia zadane przez jej brata. Dziewczyna
nie wiedziała jak się do tego zabrać. Po krótkiej chwili, popatrzyła na biurko.
-Meruś, pomogłabyś mi?-Zapytała Kayla z
tonem niewiniątka. Czarnowłosa nie zwracała na nią uwagi.-Wiem jak ty miałaś
dużo roboty ja oglądałam mecz, ale obiecuję ci, że z tym koniec. Już nigdy nie
będę oglądała boksu...ww pracy.
Po dłuższym zastanowieniu...
-No dobra...pomogę ci.
-Ja to mam fart co?! Nic nie wspomniałam
o piłce nożnej i narciarstwie.- Dziewczyna z dumą oparła się szafkę z której
spadły kwiatki i paprotki Nael'a, a z doniczek wysypała się ziemia wprost na
dywan.
-Ty to miałaś fart.
-Może poczekamy, aż twój brat wróci.
-Miotła jest w kuchni-odpowiedizała
Meredith z lekkim uśmiechem.
Późnym popołudniem zaczęło padać. Przez
okna nie było widać nawet drzew w ogrodzie. Sebastian, Meredith i Kayla
siedzieli w "swoim" pokoju, a Nael i Daimon poszli patrolować ulice
miasta. Meredith czytała książkę, a pozostała dwójka zajmowała się sobą
nawzajem. Nagle drzwi do pokoju otwierają się z hukiem. W progu stali Daimon i
Nael w płaszczach przeciwdeszczowych.
-Wiecie co stoi przed pałacem?-Zapytał
Daimon.
-NIE!-Odpowiedzieli mu koledzy, wracając
do swoich poprzednich czynności.
-A chcecie się dowiedzieć?
-NIE!
-Przed pałacem stoi wózek z
niemowlakiem-Odpowiedział w końcu Nael.
-Sam tak stoi?-zapytała Meredith nie
odrywając nosa z książki
-Tak sam…bez matki-Odpowiedział Nael ze
smutnym wyrazem twarzy. W pokoju nastała cisza. Sebastian i Kayla przestali
zajmować się sobą, a Meredith przestała czytać.
-NO TO BIEGNIJCIE PO TEN WÓZEK ZANIM
DZIECKO SIĘ PRZEZIĘBI!-Krzyknął Sebastian, jednocześnie zrywając się z kanapy.
Na tą komendę, Nael pobiegł na dwór, a Daimon powiesił płaszcz na wieszaku przy
drzwiach, po czym rozsiadł się zmęczony w fotelu.
Nie minęła minuta, kiedy Nael wbiegł z
wózkiem do pokoju, a z niego wydobywał się płacz dziecka. Wszyscy oprócz Kayli
pobiegli zobaczyć niemowlę. W wózku była kartka po której grupa zbladła. Cisza
byłą za bardzo krępująca.
-Zostawcie ten wózek przy drzwiach
frontowych, dopóki rodzice po niego nie wrócą.-odezwała się Kayla
-Ojciec nie wróci…Zostawił
list-Powiedział tępym tonem Daimon po czym dał czerwonowłosej kartkę.
-Hmmm (dziewczyna zaczyna czytać) „Zaopiekujcie
się Sabriną R”, a skąd wiecie, że to do nas?
-Nie do nas…do ciebie-odpowiedziała jej
koleżanka, bujając wózek by dziecko przestało płakać.
-JAK TO DO MNIE?!
-Twoje nazwisko to Raven zgadza się?-Zapytał
Nael
-No tak…aaale nie wmówicie mi, że to
moje!-Dziewczynę zszokowało, a jednocześnie roześmiało poczucie humoru
kolegów-Sebastian no powiedz im coś…
-…Podobna do ciebie-Odpowiedział jej z
miną „Ty chyba sobie żartujesz?!”
-Naprawdę?- Kayla podeszła do wózka sama
porównać. Dziecko dalej płakało, a jak zobaczyło dziewczynę to ucichło.-Ja się tak nie krzywię jak zobaczę
kogoś miłego.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej,
Sebastian szybko opuścił okój, a zaraz po nim wyszła jego siostra.
-Hej a wy dokąd?!-Krzyknęła Kayla,łapiąc
Daimona i Naela za ramię.-Wy mi ją tu przynieśliście, to też mi z nią
pomożecie. Daimon leć do sklepu i kup….to co się daje małym dziewczynkom, aha i
kilo pampersów. A ty Nael pomożesz mi tutaj na miejscu. Na początek….weź ją
uśpij bo mnie boli głowa.
Kayla usiadła fotelu, łapiąc się za
głowę, a Nael chodził z dzieckiem po pokoju próbując je uśpić, lecz nic nie
pomagało. Nael znalazł i bibliotece książkę na temat opieki nad dziećmi.
-Mi się wydaję, że ona chce jeść
-JEŚĆ?! ONA CHCE JEŚĆ!
-Uspokój się jesteś w szoku.
-Musimy dać jej jeść.
Do pokoju wchodzi Daimon z torbą pełną
różnych zabawek, ubranek i paczką pampersów pod pachą.
-Jestem ciekawy kto za to wszystko
zapłaci-odpowiedział Daimon z jeszcze jedną paczką pampersów w ustach.
-Oj tam. Wujek Francis się zrzuci, czyyli
zapłaci.-Odpowiedziała Kayla czytając rozdział o praniu ubranek (jaka
temperatura wody, jaki proszek lub mydło użyć by dziecko nie dostało alergii itp.)
-Uprałem pampersa- powiedział Nael,
dumnie trzymając swoje pranie nad miską z wodą. Kiedy dziewczyna to zobaczyła,
zamknęła książkę nie zdejmując wzroku z chłopaka, po czym podeszła do niego
próbując mu je zabrać.
-Zaczekaj…Musi wyschnąć- Nael położył
pranie przy kominku.
Po porze karmienia, Kayla dała rozkaz
Daimonowi by nosił dziewczynkę na rękach dopóki się jej nie odbije. Dziewczyna
wróciła do czytania, a Nael dalej zajmował się praniem.
*burp*
-! BEKNĘŁA!
-Przestań bo ogłuchnie!- Krzyknęła
czerwonowłosa, sama ze strachu zrywając się z fotela, po czym zabrała dziecko z
rąk kolegi i położyła ją do wózka. Cała trójca zebrała się przy niemowlaku.
-Towarzyska panienka-powiedział Nael
lekko się uśmiechając w stronę dziecka
(Dialog Kayla-Daimon)
-Wiadomo, ma to po mnie
-A co ma po ojcu?- zapytał zaciekawiony
Daimon
-No przecież to idiota, nic by po nim nie
odziedziczyła
-Skąd wiesz, że to idiota?
-A czy normalna osoba oddała obcym
ludziom takie cudo?
-Oj tam obcym. Jesteś jej mamą.
-Nie nie jestem
-Znowu zaczynasz?
-No nie mogę być jej mamą, bo jedyną
osobą z którą TO robię…Jest Sebastian. A tak poza tym widziałeś, żebym kiedykolwiek
była w ciąży?
Chłopak zamilkł.
Coś trzeba z nią zrobić-powiedział Nael-
trzeba ją oddać. Tylko gdzie?
-….Do domu dziecka?!-zapytał przerażony
Daimon
-Przyznam się do niej i zostanie z nami.
-Nie pozwolą ci zachować nie swoje
dziecko- odpowiedział jej Nael stanowczo.
Nagle było słychać ciche pukanie do
drzwi. Daimon poszedł zobaczyć kto to, a Nael i Kayla powoli wychodzili z
pokoju razem z wózkiem. Po pewnym czasie do drzwi podbiegli Sebastian, Meredith
i bliźnięta.
Daimon delikatnie otworzył drzwi , a za
nimi stała kobieta w czarnym płaszczu, którą szybko zaprosił do środka by mogła
schronić się przed deszczem.
-Dobry wieczór-odezwała się kobieta-
Zostawiłam tu rano wózek. O właśnie tamten.- Kiedy kobieta dotknęła daszku
wózka, Kayla gwałtownie się z nim cofnęła.
-Skąd pani może wiedzieć, że to akurat
pani dziecko?- Zapytał Kayla
-Ponieważ zostawiłam list w jej wózku.
-Nieprawda. Ten list zostawił ojciec tego
niemowlęcia i napisał „Zaopiekujcie się Sabriną R” R jak Raven. Ja jestem Raven
-To wcale nie tak chciałam napisać „Zaopiekujcie
się Sabriną Ratunku!”, ale pióro przestało mi pisać i zostało R. Proszę mi
oddać dziecko!- Mimo starań kobiety odzyskania wózka, Kayla była dla niej za
szybka.
-Kto daje i zabiera ten się w piekle
poniewiera
-No dobrze. Pójdę za to do piekła, ale
wie pani to był..chwilowy okres…załamania.
-Załamania? A ja już zdążyłam się
zakochać…Ty głupia kobieto- Czerwonowłosa patrzyła czule na dziewczynkę która
przeżuwała swoje palce u rąk.
-No wie pani miałam…Trudne dni.
Kiedy sytuacja została wyjaśniona,
kobieta zabrała wózek, przeprosiła za zamieszanie i odeszła, nigdy już nie
wracając.