środa, 4 maja 2016

Rozdział 27

Przepraszam was za taką długą przerwę, a powstała ona ze względu na to ze mam problemy ze szkoła a konkretnie babą od matmy. Nw czy zdam ale jebie już na to, tak więc wracajmy do opowiadania.

Na jakiś czas przestępstwa ustępowały w mieście i służba nie miała nic do roboty. Król Francis postanowił otworzyć punkt zgłoszeń i problemów w swoim pałacu by ludzie mogli tam spisywać jakieś zażalenia lub skargi na sąsiadów lub zgłaszać przestępstwo by służba nie bawiła się w detektywa. Mieszkańcy od razu na tym skorzystali, ale czasem nadużywają tego przywileja. W nagrodę za dobrą służbę, król kupił kamerdynerom telewizor (pierwszy model na świecie) i nowe radio, oraz oddał jeden z pokoi do udekorowania go według gustu służby i wykorzystywania go do pracy.

Tym razem przy biurku do obsługi siedziała Meredith i sama obsługiwała petentów. Daimon i Kayla oglądali boks w nowym telewizorze, niedaleko od biurka, Sebastian uczył bliźnięta gry na skrzypcach kilkadziesiąt pokoi dalej, a Nael jak zwykle przy kwiatach w ogrodzie. Do Meredith stała baardzo długa kolejka składająca się z ok. 20 osób.
-Która to runda?-Spytała Kayla kolegę, uderzając go z otwartej dłoni w lewe ramię.
-Uspokój się dopiero szósta, jeszcze pięć.
-Widziałeś jak mu przywalił?! W tył głowy- Odpowiedziała dziewczyna, szturchając w tył głowy Daimona.-A teraz w jajaj- Nie powstrzymując się w odpowiedniej chwili dziewczyna uderzyła chłopaka w czuły punkt, a on trzymając się w miejsce ostatniego uderzenia otworzył usta w kształt 0.
-Sędzia chyba jest ociemniały!-Kontynuowała, klepiąc Daimona po głowie.- Ale mamy szczęście, będziemy mieć mistrza świata. KO CHAM ślepców, niech żyją ślepi, jutro wyśle prośbę o przyjmowanie ślepych w każdym zawodzie. Ty popatrz...HAHA UGRYZŁ GO!

-Czy wie pan co to był za kot?-Spytała Meredith petenta z podrapaną w nos córką , pisząc coś na kartce.
-Tak, Pers sąsiadów z na przeciwka i to się zdarza nie pierwszy raz.-W tym samym czasie, Kayla ugryzła marynarkę Daimona.
-WYDRAP MU OCZY NA CO CZEKASZ BIERZ GO!
-I co według pana mamy zrobić?
-UŚPIĆ TEGO KOTA ZANIM KTOŚ BĘDZIE MIAŁ GŁĘBSZE RANY!
-ZABIJ GO! (Kayla)
-Obiecuje Panu, że poślę tam najkrwawszego kamerdynera z naszej służby.
-A mogłaby to być ta pani?- odpowiedział mężczyzna pokazują na Kaylę, która za bardzo okazywała emocje.
-Obiecuję, że tak się stanie- powiedziała czarnowłosa sprzedając uśmiech do petenta.- proszę następną osobę!
-Co to ma być?! Uderzył do po komendzie stop!- krzyknęła czerwonowłosa, patrząc jak jej idol obrywa od przeciwnika, a sparing kończy się jego przegraną.
-Na moje oko to on zaraz wstanie, tylko zbiera siły-Odpowiedział kolega, pocieszając dziewczynę.
-Nooo to już koniec- Kayla usiadła na parapecie, łapiąc się rozpaczliwie za głowę.

Kiedy petenci już sobie poszli, Kayla dostała od Lissianny zadania do zrobienia zadane przez jej brata. Dziewczyna nie wiedziała jak się do tego zabrać. Po krótkiej chwili, popatrzyła na biurko.
-Meruś, pomogłabyś mi?-Zapytała Kayla z tonem niewiniątka. Czarnowłosa nie zwracała na nią uwagi.-Wiem jak ty miałaś dużo roboty ja oglądałam mecz, ale obiecuję ci, że z tym koniec. Już nigdy nie będę oglądała boksu...ww pracy.
Po dłuższym zastanowieniu...
-No dobra...pomogę ci.
-Ja to mam fart co?! Nic nie wspomniałam o piłce nożnej i narciarstwie.- Dziewczyna z dumą oparła się szafkę z której spadły kwiatki i paprotki Nael'a, a z doniczek wysypała się ziemia wprost na dywan.
-Ty to miałaś fart.
-Może poczekamy, aż twój brat wróci.
-Miotła jest w kuchni-odpowiedizała Meredith z lekkim uśmiechem.

Późnym popołudniem zaczęło padać. Przez okna nie było widać nawet drzew w ogrodzie. Sebastian, Meredith i Kayla siedzieli w "swoim" pokoju, a Nael i Daimon poszli patrolować ulice miasta. Meredith czytała książkę, a pozostała dwójka zajmowała się sobą nawzajem. Nagle drzwi do pokoju otwierają się z hukiem. W progu stali Daimon i Nael w płaszczach przeciwdeszczowych.
-Wiecie co stoi przed pałacem?-Zapytał Daimon.
-NIE!-Odpowiedzieli mu koledzy, wracając do swoich poprzednich czynności.
-A chcecie się dowiedzieć?
-NIE!
-Przed pałacem stoi wózek z niemowlakiem-Odpowiedział w końcu Nael.
-Sam tak stoi?-zapytała Meredith nie odrywając nosa z książki
-Tak sam…bez matki-Odpowiedział Nael ze smutnym wyrazem twarzy. W pokoju nastała cisza. Sebastian i Kayla przestali zajmować się sobą, a Meredith przestała czytać.
-NO TO BIEGNIJCIE PO TEN WÓZEK ZANIM DZIECKO SIĘ PRZEZIĘBI!-Krzyknął Sebastian, jednocześnie zrywając się z kanapy. Na tą komendę, Nael pobiegł na dwór, a Daimon powiesił płaszcz na wieszaku przy drzwiach, po czym rozsiadł się zmęczony w fotelu.
Nie minęła minuta, kiedy Nael wbiegł z wózkiem do pokoju, a z niego wydobywał się płacz dziecka. Wszyscy oprócz Kayli pobiegli zobaczyć niemowlę. W wózku była kartka po której grupa zbladła. Cisza byłą za bardzo krępująca.
-Zostawcie ten wózek przy drzwiach frontowych, dopóki rodzice po niego nie wrócą.-odezwała się Kayla
-Ojciec nie wróci…Zostawił list-Powiedział tępym tonem Daimon po czym dał czerwonowłosej kartkę.
-Hmmm (dziewczyna zaczyna czytać) „Zaopiekujcie się Sabriną R”, a skąd wiecie, że to do nas?
-Nie do nas…do ciebie-odpowiedziała jej koleżanka, bujając wózek by dziecko przestało płakać.
-JAK TO DO MNIE?!
-Twoje nazwisko to Raven zgadza się?-Zapytał Nael
-No tak…aaale nie wmówicie mi, że to moje!-Dziewczynę zszokowało, a jednocześnie roześmiało poczucie humoru kolegów-Sebastian no powiedz im coś…
-…Podobna do ciebie-Odpowiedział jej z miną „Ty chyba sobie żartujesz?!”
-Naprawdę?- Kayla podeszła do wózka sama porównać. Dziecko dalej płakało, a jak zobaczyło dziewczynę  to ucichło.-Ja się tak nie krzywię jak zobaczę kogoś miłego.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, Sebastian szybko opuścił okój, a zaraz po nim wyszła jego siostra.
-Hej a wy dokąd?!-Krzyknęła Kayla,łapiąc Daimona i Naela za ramię.-Wy mi ją tu przynieśliście, to też mi z nią pomożecie. Daimon leć do sklepu i kup….to co się daje małym dziewczynkom, aha i kilo pampersów. A ty Nael pomożesz mi tutaj na miejscu. Na początek….weź ją uśpij bo mnie boli głowa.
Kayla usiadła fotelu, łapiąc się za głowę, a Nael chodził z dzieckiem po pokoju próbując je uśpić, lecz nic nie pomagało. Nael znalazł i bibliotece książkę na temat opieki nad dziećmi.
-Mi się wydaję, że ona chce jeść
-JEŚĆ?! ONA CHCE JEŚĆ!
-Uspokój się jesteś w szoku.
-Musimy dać jej jeść.
Do pokoju wchodzi Daimon z torbą pełną różnych zabawek, ubranek i paczką pampersów pod pachą.
-Jestem ciekawy kto za to wszystko zapłaci-odpowiedział Daimon z jeszcze jedną paczką pampersów w ustach.
-Oj tam. Wujek Francis się zrzuci, czyyli zapłaci.-Odpowiedziała Kayla czytając rozdział o praniu ubranek (jaka temperatura wody, jaki proszek lub mydło użyć by dziecko nie dostało alergii itp.)
-Uprałem pampersa- powiedział Nael, dumnie trzymając swoje pranie nad miską z wodą. Kiedy dziewczyna to zobaczyła, zamknęła książkę nie zdejmując wzroku z chłopaka, po czym podeszła do niego próbując mu je zabrać.
-Zaczekaj…Musi wyschnąć- Nael położył pranie przy kominku.
Po porze karmienia, Kayla dała rozkaz Daimonowi by nosił dziewczynkę na rękach dopóki się jej nie odbije. Dziewczyna wróciła do czytania, a Nael dalej zajmował się praniem.
*burp*
-! BEKNĘŁA!
-Przestań bo ogłuchnie!- Krzyknęła czerwonowłosa, sama ze strachu zrywając się z fotela, po czym zabrała dziecko z rąk kolegi i położyła ją do wózka. Cała trójca zebrała się przy niemowlaku.
-Towarzyska panienka-powiedział Nael lekko się uśmiechając w stronę dziecka
(Dialog Kayla-Daimon)
-Wiadomo, ma to po mnie
-A co ma po ojcu?- zapytał zaciekawiony Daimon
-No przecież to idiota, nic by po nim nie odziedziczyła
-Skąd wiesz, że to idiota?
-A czy normalna osoba oddała obcym ludziom takie cudo?
-Oj tam obcym. Jesteś jej mamą.
-Nie nie jestem
-Znowu zaczynasz?
-No nie mogę być jej mamą, bo jedyną osobą z którą TO robię…Jest Sebastian. A tak poza tym widziałeś, żebym kiedykolwiek była w ciąży?
Chłopak zamilkł.
Coś trzeba z nią zrobić-powiedział Nael- trzeba ją oddać. Tylko gdzie?
-….Do domu dziecka?!-zapytał przerażony Daimon
-Przyznam się do niej i zostanie z nami.
-Nie pozwolą ci zachować nie swoje dziecko- odpowiedział jej Nael stanowczo.

Nagle było słychać ciche pukanie do drzwi. Daimon poszedł zobaczyć kto to, a Nael i Kayla powoli wychodzili z pokoju razem z wózkiem. Po pewnym czasie do drzwi podbiegli Sebastian, Meredith i bliźnięta.
Daimon delikatnie otworzył drzwi , a za nimi stała kobieta w czarnym płaszczu, którą szybko zaprosił do środka by mogła schronić się przed deszczem.
-Dobry wieczór-odezwała się kobieta- Zostawiłam tu rano wózek. O właśnie tamten.- Kiedy kobieta dotknęła daszku wózka, Kayla gwałtownie się z nim cofnęła.
-Skąd pani może wiedzieć, że to akurat pani dziecko?- Zapytał Kayla
-Ponieważ zostawiłam list w jej wózku.
-Nieprawda. Ten list zostawił ojciec tego niemowlęcia i napisał „Zaopiekujcie się Sabriną R” R jak Raven. Ja jestem Raven
-To wcale nie tak chciałam napisać „Zaopiekujcie się Sabriną Ratunku!”, ale pióro przestało mi pisać i zostało R. Proszę mi oddać dziecko!- Mimo starań kobiety odzyskania wózka, Kayla była dla niej za szybka.
-Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera
-No dobrze. Pójdę za to do piekła, ale wie pani to był..chwilowy okres…załamania.
-Załamania? A ja już zdążyłam się zakochać…Ty głupia kobieto- Czerwonowłosa patrzyła czule na dziewczynkę która przeżuwała swoje palce u rąk.
-No wie pani miałam…Trudne dni.


Kiedy sytuacja została wyjaśniona, kobieta zabrała wózek, przeprosiła za zamieszanie i odeszła, nigdy już nie wracając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz