Dzień zaczął się jak każdy inny. Obsługa zaczęła swoje zadania w kuchni, by przygotować śniadanie. Meredith i Kayla poszły obudzić królewskie rodzeństwo, a Nael poszedł sprawdzić pocztę. Zasłony sypialni wolno zaczęły się odchylać wpuszczając do różowego pokoju promyki wschodzącego słońca. Światło padało na twarz panienki, żeby ją zbudzić, lecz ona przewróciła się na drugą stronę.
-Proszę wstawać panienko, zaraz z pani bratem zejdziemy na śniadanie- Powiedziała Kayla zdejmując kołdrę z ciała Lissiany. Jej blada skóra błyszczała w słońcu co pięknie komponowało się z jej brzoskwiniową piżamą. Dziewczynka zaczęła się budzić i ledwo co podniosła się z poduszki, przecierając oczy i ziewając.
-Jak ci się spało panienko?-zapytała rudowłosa. Lissiana podniosła głowę patrząc na nią śpiącymi oczami.
-Bardzo fajnie- Powiedziała dziewczynka uśmiechając się do swojego kamerdynera. Kayla zaczęła przygotowywać poranną toaletę. Przyniosła suknię, buty, bieliznę, i biżuterię. Kamerdyner zdjął piżamę po czym...chciał, żeby panienka sama założyła bieliznę (hehe chcielibyście wy zboczuchy XP). Kayla założyła morską suknie swojej pani po czym zaczęła ubierać jej buty a na końcu biżuterie. Po umyciu zębów i twarzy czas na... włosy. Lissiana miała długie i gęste włosy, a uczesanie ich to było prawdziwe wyzwanie. Nawet Kayla miała z nimi problem, ale w końcu udało jej się ogarnąć ten gąszcz. Zeszły obydwie na dół do jadalni gdzie wszyscy na nich czekali. Włosy Lissiany były spięte spinką z tyłu, a jej dwa ogromne loki opadały na klatkę piersiową.
-Znowu przyszłyście ostatnie- wypomniał im to Francis, który przeglądał gazetę przy stole.
-Przepraszam braciszku, wiesz, że moje włosy ciężko się układa. To zajmuje trochę czasu-powiedziała dziewczynka szczerym tonem. Francis już nie zwracał na to uwagi tylko kazał podać śniadanie. Stół został wyposażony w różne, apetycznie wyglądające dania. Kiedy rodzeństwo jadło już śniadanie, obsługa na chwile opuściła jadalnie, ponieważ Daimon zauważył przez okno Naela który machał rękami, żeby wszyscy zeszli na dół. Obsługa zaczęła biec w kierunku wyjścia prosto do ogrodu gdzie znajdował się blondyn. Nael stał koło fontanny i trzymał czarny list w dłoni.
-Słuchajcie dostaliśmy wiadomość ze szkoły. Cała nasza piątka musi wrócić na szkolny turniej.-Powiedział Nael. Wszyscy byli zdziwieni, że tak szybko dostali wiadomość o turnieju. przecież on zaczyna się w lipcu, a mamy koniec maja.
-A napisali kiedy będzie ten turniej?- zapytał Daimon. Nael popatrzyła na kartkę po czym doznał szoku.
-....Jutro...-powiedział tępym głosem chłopak. Wszystkich ogarnęła martwa cisza.
-CCOOOO?! TO JUŻ JUTRO!?-Grupa krzyknęła chórem. Jak oni mogli dostać wiadomość tak późno. Nawet nie byli spakowani, ale to nie wszystko. Po pierwsze byli zdziwieni, że turniej rozpoczyna się za wcześnie, a po drugie...nie wiedzą jak dostać się do piekła bo wszystkie portale jakie znają są zamknięte. Mówiąc krótko...mieli przejebane.
-Czekajcie, chyba wiem gdzie może być jeden ukryty portal-powiedziała Meredith. Grupa zaczęła jej uważnie słuchać.- W pobliżu Londynu jest taki jeden zakon. Podobno tam były kiedyś ziemie, które należały do demonów. Możemy tam zobaczyć czy nie ma portalu.
Własnie wtedy do ogrodu wszedł Francis z Lissianą. Panicz patrzył na nich groźnie.
-Trzeba posprzątać po śniadaniu więc, jazda do jadalni, a tak poza tym gdzie się wybieracie?-zapytał Francis.
-Mój panie, musimy wrócić do domu ponieważ mamy turniej szkolny i musimy w nim uczestniczyć inaczej oblejemy test i będziemy zmuszeni rozerwać nasz pakt- Powiedziała Meredith. Lissiana od razu się zgodziła bo nie chciała tracić Kayli, ponieważ bardzo ją lubiła, więc błagała brata by im pozwolił. Po długiej namowie chłopak ustąpił i pozwolił im opuścić posiadłość na czas turnieju.
Lissiana kiedy to usłyszała wyściskała brata po czym rozkazała się wszystkim spakować, ponieważ zaraz będą musieli ruszyć.
-Proszę wstawać panienko, zaraz z pani bratem zejdziemy na śniadanie- Powiedziała Kayla zdejmując kołdrę z ciała Lissiany. Jej blada skóra błyszczała w słońcu co pięknie komponowało się z jej brzoskwiniową piżamą. Dziewczynka zaczęła się budzić i ledwo co podniosła się z poduszki, przecierając oczy i ziewając.
-Jak ci się spało panienko?-zapytała rudowłosa. Lissiana podniosła głowę patrząc na nią śpiącymi oczami.
-Bardzo fajnie- Powiedziała dziewczynka uśmiechając się do swojego kamerdynera. Kayla zaczęła przygotowywać poranną toaletę. Przyniosła suknię, buty, bieliznę, i biżuterię. Kamerdyner zdjął piżamę po czym...chciał, żeby panienka sama założyła bieliznę (hehe chcielibyście wy zboczuchy XP). Kayla założyła morską suknie swojej pani po czym zaczęła ubierać jej buty a na końcu biżuterie. Po umyciu zębów i twarzy czas na... włosy. Lissiana miała długie i gęste włosy, a uczesanie ich to było prawdziwe wyzwanie. Nawet Kayla miała z nimi problem, ale w końcu udało jej się ogarnąć ten gąszcz. Zeszły obydwie na dół do jadalni gdzie wszyscy na nich czekali. Włosy Lissiany były spięte spinką z tyłu, a jej dwa ogromne loki opadały na klatkę piersiową.
-Znowu przyszłyście ostatnie- wypomniał im to Francis, który przeglądał gazetę przy stole.
-Przepraszam braciszku, wiesz, że moje włosy ciężko się układa. To zajmuje trochę czasu-powiedziała dziewczynka szczerym tonem. Francis już nie zwracał na to uwagi tylko kazał podać śniadanie. Stół został wyposażony w różne, apetycznie wyglądające dania. Kiedy rodzeństwo jadło już śniadanie, obsługa na chwile opuściła jadalnie, ponieważ Daimon zauważył przez okno Naela który machał rękami, żeby wszyscy zeszli na dół. Obsługa zaczęła biec w kierunku wyjścia prosto do ogrodu gdzie znajdował się blondyn. Nael stał koło fontanny i trzymał czarny list w dłoni.
-Słuchajcie dostaliśmy wiadomość ze szkoły. Cała nasza piątka musi wrócić na szkolny turniej.-Powiedział Nael. Wszyscy byli zdziwieni, że tak szybko dostali wiadomość o turnieju. przecież on zaczyna się w lipcu, a mamy koniec maja.
-A napisali kiedy będzie ten turniej?- zapytał Daimon. Nael popatrzyła na kartkę po czym doznał szoku.
-....Jutro...-powiedział tępym głosem chłopak. Wszystkich ogarnęła martwa cisza.
-CCOOOO?! TO JUŻ JUTRO!?-Grupa krzyknęła chórem. Jak oni mogli dostać wiadomość tak późno. Nawet nie byli spakowani, ale to nie wszystko. Po pierwsze byli zdziwieni, że turniej rozpoczyna się za wcześnie, a po drugie...nie wiedzą jak dostać się do piekła bo wszystkie portale jakie znają są zamknięte. Mówiąc krótko...mieli przejebane.
-Czekajcie, chyba wiem gdzie może być jeden ukryty portal-powiedziała Meredith. Grupa zaczęła jej uważnie słuchać.- W pobliżu Londynu jest taki jeden zakon. Podobno tam były kiedyś ziemie, które należały do demonów. Możemy tam zobaczyć czy nie ma portalu.
Własnie wtedy do ogrodu wszedł Francis z Lissianą. Panicz patrzył na nich groźnie.
-Trzeba posprzątać po śniadaniu więc, jazda do jadalni, a tak poza tym gdzie się wybieracie?-zapytał Francis.
-Mój panie, musimy wrócić do domu ponieważ mamy turniej szkolny i musimy w nim uczestniczyć inaczej oblejemy test i będziemy zmuszeni rozerwać nasz pakt- Powiedziała Meredith. Lissiana od razu się zgodziła bo nie chciała tracić Kayli, ponieważ bardzo ją lubiła, więc błagała brata by im pozwolił. Po długiej namowie chłopak ustąpił i pozwolił im opuścić posiadłość na czas turnieju.
Lissiana kiedy to usłyszała wyściskała brata po czym rozkazała się wszystkim spakować, ponieważ zaraz będą musieli ruszyć.
Londyn znajdował się poza morzem więc, musieli jeszcze przepłynąć statkiem. Tak wolna jazda bardzo się dłużyła, ale po baardzo dłużącym się rejsie, w końcu trafili do celu swojej podróży. Sebastian był przerażony, ponieważ był już tutaj z Cielem. Bał się, że spotka tamtą osobę...Kayla o niej nie wie, ale boi się kary jaka go czeka. Mimo to wszedł do katedry i to szybkim krokiem bo miał nadzieję, że nie spotka tej osoby.
-O witaj, miło że wróciłeś. Widzę, że masz inne towarzystwo-powiedział znany Sebastianowi dziewczęcy głos. Nie mylił się...była to ta sama dziewczyna z którą...to zrobił z przymusu.
-A przepraszam kim pani jest i skąd pani go zna?-zapytała Meredith. Dziewczyna spojrzała na nią ze zdziwieniem. Oczywiście odpowiedziała na pytanie.
-Nazywam się Matilda Simmons. Znamy się od kiedy uczynił mnie nieczystą. Nawet nie znam jego imienia- Zakonnica mówiła to drugie zdanie szczęśliwym tonem. Sebastian wiedział, że ma przechlapane kiedy Kayla się dowie o co chodzi tej zakonnicy.
-A o co chodzi pani z tą "nieczystą"?-zapytała Kayla z zainteresowaniem. Matilda podeszła do Kayli po czy zaczęła jej szeptać do ucha. Rudowłosa była zszokowana tym co usłyszała. Podeszła się na Sebastiana i popatrzyła się na niego.
-Jak mogłeś...-powiedziała Kayla cichym głosem. Chłopak nie umiał jej tego wytłumaczyć więc siedział w milczeniu.-Jak mogłeś mi wmawiać takie bzdury o tym jak kochałeś mnie od dziecka, że nie wiedziałeś jak mi to powiedzieć przez tyle że mnie kochasz. Muszę się dowiadywać o tym od tej rudej dziwki!?
-Tylko nie dziwki, czerwonowłosa szmato!-krzyknęła Matilda. Kayla nie umiała się powstrzymać. Podbiegła do zakonnicy po czym walneła ją z pięści w twarz. Widziała jak z jej ust wypadły dwa zęby trzonowe. Po zadanym ciosie Kayla chciała tak samo potraktować Sebastiana, ale zatrzymała pięść w ostatniej chwili.
-Jak mogłeś?-Powiedziała Kayla szlochającym głosem. Cała jej złość przemieniła się w łzy i rozpacz. Dziewczyna wybiegła z katedry zalana łzami.
-O witaj, miło że wróciłeś. Widzę, że masz inne towarzystwo-powiedział znany Sebastianowi dziewczęcy głos. Nie mylił się...była to ta sama dziewczyna z którą...to zrobił z przymusu.
-A przepraszam kim pani jest i skąd pani go zna?-zapytała Meredith. Dziewczyna spojrzała na nią ze zdziwieniem. Oczywiście odpowiedziała na pytanie.
-Nazywam się Matilda Simmons. Znamy się od kiedy uczynił mnie nieczystą. Nawet nie znam jego imienia- Zakonnica mówiła to drugie zdanie szczęśliwym tonem. Sebastian wiedział, że ma przechlapane kiedy Kayla się dowie o co chodzi tej zakonnicy.
-A o co chodzi pani z tą "nieczystą"?-zapytała Kayla z zainteresowaniem. Matilda podeszła do Kayli po czy zaczęła jej szeptać do ucha. Rudowłosa była zszokowana tym co usłyszała. Podeszła się na Sebastiana i popatrzyła się na niego.
-Jak mogłeś...-powiedziała Kayla cichym głosem. Chłopak nie umiał jej tego wytłumaczyć więc siedział w milczeniu.-Jak mogłeś mi wmawiać takie bzdury o tym jak kochałeś mnie od dziecka, że nie wiedziałeś jak mi to powiedzieć przez tyle że mnie kochasz. Muszę się dowiadywać o tym od tej rudej dziwki!?
-Tylko nie dziwki, czerwonowłosa szmato!-krzyknęła Matilda. Kayla nie umiała się powstrzymać. Podbiegła do zakonnicy po czym walneła ją z pięści w twarz. Widziała jak z jej ust wypadły dwa zęby trzonowe. Po zadanym ciosie Kayla chciała tak samo potraktować Sebastiana, ale zatrzymała pięść w ostatniej chwili.
-Jak mogłeś?-Powiedziała Kayla szlochającym głosem. Cała jej złość przemieniła się w łzy i rozpacz. Dziewczyna wybiegła z katedry zalana łzami.
Przyjaciele nie mogli uwierzyć w to co się stało.
-Zrobię to za nią-Powiedziała Meredith po czym uderzyła brata z liścia- Nie znałam cię od tej strony bracie.
Po tych słowach Meredith pobiegła za Kaylą by ją pocieszyć. Nael i Daimon zrobili to samo.
-Ale dałeś ciała stary- powiedział Daimon wychodząc z Naelem z katedry. Sebastian wiedział, że Kayla mu tego nie wybaczy. Czuł, że cały jego świat runął. Znalazł na podłodze list, który Nael zgubił. Przeczytał go dokładnie i dowiedział się, że on będzie zasiadać w tym roku w jury, więc musiał się spieszyć. Wziął swoje rzeczy poszedł szukać portalu.
-Zrobię to za nią-Powiedziała Meredith po czym uderzyła brata z liścia- Nie znałam cię od tej strony bracie.
Po tych słowach Meredith pobiegła za Kaylą by ją pocieszyć. Nael i Daimon zrobili to samo.
-Ale dałeś ciała stary- powiedział Daimon wychodząc z Naelem z katedry. Sebastian wiedział, że Kayla mu tego nie wybaczy. Czuł, że cały jego świat runął. Znalazł na podłodze list, który Nael zgubił. Przeczytał go dokładnie i dowiedział się, że on będzie zasiadać w tym roku w jury, więc musiał się spieszyć. Wziął swoje rzeczy poszedł szukać portalu.
