czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział: 12

Dzień zaczął się jak każdy inny. Obsługa zaczęła swoje zadania w kuchni, by przygotować śniadanie. Meredith i Kayla poszły obudzić królewskie rodzeństwo, a Nael poszedł sprawdzić pocztę. Zasłony sypialni wolno zaczęły się odchylać wpuszczając do różowego pokoju promyki wschodzącego słońca. Światło padało na twarz panienki, żeby ją zbudzić, lecz ona przewróciła się na drugą stronę.
-Proszę wstawać panienko, zaraz z pani bratem zejdziemy na śniadanie- Powiedziała Kayla zdejmując kołdrę z ciała Lissiany. Jej blada skóra błyszczała w słońcu co pięknie komponowało się z jej brzoskwiniową piżamą. Dziewczynka zaczęła się budzić i ledwo co podniosła się z poduszki, przecierając oczy i ziewając.
-Jak ci się spało panienko?-zapytała rudowłosa. Lissiana podniosła głowę patrząc na nią śpiącymi oczami.
-Bardzo fajnie- Powiedziała dziewczynka uśmiechając się do swojego kamerdynera. Kayla zaczęła przygotowywać poranną toaletę. Przyniosła suknię, buty, bieliznę, i biżuterię. Kamerdyner zdjął piżamę po czym...chciał, żeby panienka sama założyła bieliznę (hehe chcielibyście wy zboczuchy XP). Kayla założyła morską suknie swojej pani po czym zaczęła ubierać jej buty a na końcu biżuterie. Po umyciu zębów i twarzy czas na... włosy. Lissiana miała długie i gęste włosy, a uczesanie ich to było prawdziwe wyzwanie. Nawet Kayla miała z nimi problem, ale w końcu udało jej się ogarnąć ten gąszcz. Zeszły obydwie na dół do jadalni gdzie wszyscy na nich czekali. Włosy Lissiany były spięte spinką z tyłu, a jej dwa ogromne loki opadały na klatkę piersiową.
-Znowu przyszłyście ostatnie- wypomniał im to Francis, który przeglądał gazetę przy stole.
-Przepraszam braciszku, wiesz, że moje włosy ciężko się układa. To zajmuje trochę czasu-powiedziała dziewczynka szczerym tonem. Francis już nie zwracał na to uwagi tylko kazał podać śniadanie. Stół został wyposażony w różne, apetycznie wyglądające dania. Kiedy rodzeństwo jadło już śniadanie, obsługa na chwile opuściła jadalnie, ponieważ Daimon zauważył przez okno Naela który machał rękami, żeby wszyscy zeszli na dół. Obsługa zaczęła biec w kierunku wyjścia prosto do ogrodu gdzie znajdował się blondyn. Nael stał koło fontanny i trzymał czarny list w dłoni.
-Słuchajcie dostaliśmy wiadomość ze szkoły. Cała nasza piątka musi wrócić na szkolny turniej.-Powiedział Nael. Wszyscy byli zdziwieni, że tak szybko dostali wiadomość o turnieju. przecież on zaczyna się w lipcu, a mamy koniec maja.
-A napisali kiedy będzie ten turniej?- zapytał Daimon. Nael popatrzyła na kartkę po czym doznał szoku.
-....Jutro...-powiedział tępym głosem chłopak. Wszystkich ogarnęła martwa cisza.
-CCOOOO?! TO JUŻ JUTRO!?-Grupa krzyknęła chórem. Jak oni mogli dostać wiadomość tak późno. Nawet nie byli spakowani, ale to nie wszystko. Po pierwsze byli zdziwieni, że turniej rozpoczyna się za wcześnie, a po drugie...nie wiedzą jak dostać się do piekła bo wszystkie portale jakie znają są zamknięte. Mówiąc krótko...mieli przejebane.
-Czekajcie, chyba wiem gdzie może być jeden ukryty portal-powiedziała Meredith. Grupa zaczęła jej uważnie słuchać.- W pobliżu Londynu jest taki jeden zakon. Podobno tam były kiedyś ziemie, które należały do demonów. Możemy tam zobaczyć czy nie ma portalu.
Własnie wtedy do ogrodu wszedł Francis z Lissianą. Panicz patrzył na nich groźnie.
-Trzeba posprzątać po śniadaniu więc, jazda do jadalni, a tak poza tym gdzie się wybieracie?-zapytał Francis.
-Mój panie, musimy wrócić do domu ponieważ mamy turniej szkolny i musimy w nim uczestniczyć inaczej oblejemy test i będziemy zmuszeni rozerwać nasz pakt- Powiedziała Meredith. Lissiana od razu się zgodziła bo nie chciała tracić Kayli, ponieważ bardzo ją lubiła, więc błagała brata by im pozwolił. Po długiej namowie chłopak ustąpił i pozwolił im opuścić posiadłość na czas turnieju.
Lissiana kiedy to usłyszała wyściskała brata po czym rozkazała się wszystkim spakować, ponieważ zaraz będą musieli ruszyć.


 Londyn znajdował się poza morzem więc, musieli jeszcze przepłynąć statkiem. Tak wolna jazda bardzo się dłużyła, ale po baardzo dłużącym się rejsie, w końcu trafili do celu swojej podróży. Sebastian był przerażony, ponieważ był już tutaj z Cielem. Bał się, że spotka tamtą osobę...Kayla o niej nie wie, ale boi się kary jaka go czeka. Mimo to wszedł do katedry i to szybkim krokiem bo miał nadzieję, że nie spotka tej osoby.
-O witaj, miło że wróciłeś. Widzę, że masz inne towarzystwo-powiedział znany Sebastianowi dziewczęcy głos. Nie mylił się...była to ta sama dziewczyna z którą...to zrobił z przymusu.
-A przepraszam kim pani jest i skąd pani go zna?-zapytała Meredith. Dziewczyna spojrzała na nią ze zdziwieniem. Oczywiście odpowiedziała na pytanie.
-Nazywam się Matilda Simmons. Znamy się od kiedy uczynił mnie nieczystą. Nawet nie znam jego imienia- Zakonnica mówiła to drugie zdanie szczęśliwym tonem. Sebastian wiedział, że ma przechlapane kiedy Kayla się dowie o co chodzi tej zakonnicy.
-A o co chodzi pani z tą "nieczystą"?-zapytała Kayla z zainteresowaniem. Matilda podeszła do Kayli po czy zaczęła jej szeptać do ucha. Rudowłosa była zszokowana tym co usłyszała. Podeszła się na Sebastiana i popatrzyła się na niego.
-Jak mogłeś...-powiedziała Kayla cichym głosem. Chłopak nie umiał jej tego wytłumaczyć więc siedział w milczeniu.-Jak mogłeś mi wmawiać takie bzdury o tym jak kochałeś mnie od dziecka, że nie wiedziałeś jak mi to powiedzieć przez tyle że mnie kochasz. Muszę się dowiadywać o tym od tej rudej dziwki!?
-Tylko nie dziwki, czerwonowłosa szmato!-krzyknęła Matilda. Kayla nie umiała się powstrzymać. Podbiegła do zakonnicy po czym walneła ją z pięści w twarz. Widziała jak z jej ust wypadły dwa zęby trzonowe. Po zadanym ciosie Kayla chciała tak samo potraktować Sebastiana, ale zatrzymała pięść w ostatniej chwili.
-Jak mogłeś?-Powiedziała Kayla szlochającym głosem. Cała jej złość przemieniła się w łzy i rozpacz. Dziewczyna wybiegła z katedry zalana łzami.


Przyjaciele nie mogli uwierzyć w to co się stało.
-Zrobię to za nią-Powiedziała Meredith po czym uderzyła brata z liścia- Nie znałam cię od tej strony bracie.
Po tych słowach Meredith pobiegła za Kaylą by ją pocieszyć. Nael i Daimon zrobili to samo.
-Ale dałeś ciała stary- powiedział Daimon wychodząc z Naelem z katedry. Sebastian wiedział, że Kayla mu tego nie wybaczy. Czuł, że cały jego świat runął. Znalazł na podłodze list, który Nael zgubił. Przeczytał go dokładnie i dowiedział się, że on będzie zasiadać w tym roku w jury, więc musiał się spieszyć. Wziął swoje rzeczy poszedł szukać portalu.

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział: 11 SPECJALNY

Po paru dniach Meredith w końcu zaczęła normalnie funkcjonować. Czekało ją wiele pracy żeby nadrobić te zaległości, ale dziewczyna sobie poradzi, ponieważ ma geny swojego starszego brata. Ubrała się w coś porządnego co sama wzieła ze swojego domu. Były to czarne spodnie z wysokim stanem , biała koszula ze srebrymi guzikami oraz czarny kardigan
(sweter z guzikami), do tego również czarne balerinki. Kiedy się wreszcie ogarneła i wyszła z pokoju, ruszyła w stronę salonu. Wszyscy na nią czekali wraz z Daimonem. Kiedy chłopak ją zobaczył w pełni zdrową, wstał z fotela, objął ukochaną po czym sprzedał jej czułego całusa. Meredith była zdziwiona, ponieważ Sebastian patrzył na nich uśmiechnięty.
- Ee, braciszku ty nic nie powiesz ?- spytała dziewczyna. Czuła, że coś jest nie tak z jej bratem, ponieważ on nie lubił jak Daimon się do niej przystawiał w szkole, a teraz kiedy są razem, on jest szczęśliwy.
-Mi to już nie przeszkadza, ponieważ Daimon pokazał, że umie być poważny w danej sytuacji i zauważyłem, że mu na tobie zależy, kiedy byłaś ranna.- Powiedział Sebastian. Dziewczyna była szczęśliwa, że jej nadopiekuńczy brat zaakceptował Daimona. Czuła się wtedy bardzo szczęśliwa.
- Zróbcie sobie dziś wszyscy wolne moi drodzy- Powiedziała Lissiana z szerokim uśmiechem. Demony patrzyły na nią z osłupieniem.
-COOOOOOOOOOO?!- wykrzykneły chórem cała demoniczna obsługa.
-No właśnie...COOOOO?!- Powtórzył jej brat Francis. Widać, że nie był zadowolony z pomysłu siostry. Kochał ją, ale wydawało mu się, że jest dla tych demonów za miła. Niedość, że Meredith nic nie robiła bo była ranna to jeszcze dostała dodatkowy dzień wolny.
-Och uspokój się braciszku. Daje im dzień wolnego, ponieważ dziś są Walentynki, święto zakochanych- powiedziała dziewczynka uśmiechając w stronę obsługi.
- Po co to komu?! Ja nie potrzebuje wolnego! Mogę dzisiaj pracować- Powiedziała Kayla zrywając się z fotela. Reszta grupy wyszła z pomieszczenia. Kayla też chciała wyjść, lecz ktoś ją złapał za ręke.
-Poczekaj, Kayla...- powiedziała Lissiana- chce z tobą porozmawiać na osobności. Panienka usiadła na kanapie, a zaraz po niej jej kamerdyner. Kayla czuła się źle w sukience więc przebrała się w nowy "strój roboczy". Były to czarne legginsy, biała, jedwabna koszula i czarny żakiet dopięty tylko w połowie ( nice :3 ), a do tego czarne glany.
Dziewczynka patrzyła na demona prosto w oczy po czym zapytała- Kayla, czy ty nikogo nie kochasz? W kwestii takiej prawdziwej miłości, nie chodzi mi oczywiście o miłość do przyjaciół.
-Nie...- Powiedziała Kayla ciężko wzdychając. Wiedziała, że jej nie wolno nikogo pokochać, ponieważ ona za niedługo zostanie wybrana do armii piekielnej. Była specjalnie szkolona do tego. Jej osoba służy jedynie do zabijania. Lissiana spojrzała na nią ze smutkiem po czym się do niej przytuliła.
-Spokojnie, jeszcze znajdziesz sobie kogoś-Powiedziała panienka. Kaylę zamurowała ta reakcja. Zwykle ( jak jej to opowiadał Sebastian) nasi "pracodawcy" są dla kamerdynerów podli i niemili. Czuła, że pofarciło jej się.
-Dobrze panienko, ja teraz muszę przygotować drugie śniadanie. Na co panienka ma ochotę?- spytała "sztucznie" się uśmiechając.
-Hmmm niech pomyślę...aha, omlet z przepiórzych jaj usmarzony na prosciutto z koprem włoskim i kaparami- odpowiedziała Lissiana. Kayla stała, patrząc się na panienkę z wytrzeszczem.
-Z czym?- Zapytała rudowłosa. Pierwszy raz słyszała o czym takim jak kapar.
- Z pośpiechem- Odpowiedziała dziewczynka po czym zaśmiała się pod nosen. Kayla wyszła z pokoju myśląc gdzie znajdzie coś takiego.
- Ale ludzie mają pomysły- Pomyślała, no ale niestety. Podjeła zadanie kamerdynera, więc musi zrobić wszystko co ona rozkaże.Musi poszukać w całym mieście tego czegoś. Kiedy dziewczyna znikneła wśród korytarzy, Lissiana pobiegła poszukać Sebastiana. Z nim też chciała koniecznie pogadać. Wreszcie znalazła go w bibliotece, właśnie wycierał książki z kurzu ( a trochę tych książek było ).
-Umm, Sebastian?- Podeszła następczyni tronu do wysokiego mężczyzny ubranego na czarno.
-??? .Co się stało panienko? W czymś pomóc?- Zapytał chłopak. W porównaniu do wzrostu Lissiana była tak wysoka jak jego nogi.
-Chciałam z tobą porozmawiać- odpowiedziała dziewczynka. Obydwoje usiedli na fotelach do czytania znajdujące się na drugim końcu pokoju. Sebastian odłożył ścierkę na poręcz swojego fotela.- Sebastian, czy ty lubisz Kaylę?- zapytała.
-Ummm, yyy....- Chłopak nie wiedział co powiedzieć. To pytanie zawiesiło go zupełnie.
- Spokojnie, nic jej nie powiem. To może inaczej. Jaka była kiedyś. Opisz mi waszą znajomość- Dziewczynka nie dawała za wygraną. Chciała w pełni wszystko wiedzieć. Zawsze była bardzo przekonująca.
-Więc tak hmm.... Poznałem ją jak miałem 8 lat. Bawiłem się z siostrą na placu zabaw. Meredith nigdy nie miała kogoś z kim się mogła pobawić...miała tylko mnie. Nagle moja siostra poszła na polanę, która była blisko placu by pozbierać kwiaty (budowaliśmy zamek z piasku, a ona chciała go upiększyć). Nagle zobaczyłem czerwonowłosą dziewczynkę, która stała sama przy ogrodzieniu placu zabaw. To była Kayla. Chciałem do niej podejść i zaprosić do zabawy kiedy nagle usłyszałem krzyki Meredith. Zobaczyłem, że pewna dziewczynka znęca się nad moją siostrą. To była Seraphine, najgorsze co mogło spotkać Meredith. Chciałem jej pomóc, ale nagle zauważyłem, że Kayla idzie w ich stronę i nagle powiedziała:
-Zostaw tą dziewczynę w spokoju!-Powiedziała Kayla
-Heh, bo co mi zrobisz? Nie masz tyle siły by mnie zmusić! Przy moich umiejętnościach jesteś nikim!-Powiedziała złośliwie Seraphine. Na te słowa Kayla nie wytrzymała i sprzedała jej taką bułę (uderzenie pięścią) w twarz, aż Seraphine się przewróciła. Po jej upadku, Kayla rzuciła się na nią i zablokowała ręce i nogi Seraphine. Byłem pod wielkim wrażeniem jej umiejętności w tak młodym wieku. Kiedy było wszystkim podniosłem Meredith z ziemi po czym podziękowałem Kayli, a potem zapytałem ją czy chce się przyłączyć do zabawy. I tak zaczeła się nasza przyjaźń. Wiem, że to głupio zabrzmi, ale kiedy widze Kaylę to czuje...takie ciepło w środku. Kayla jest piękna i miła i ma twardy charakter.
-Aha mam cie!- krzykneła Lissiana wskazując na Sebastiana palcem- Wiedziałam, że ją kochasz!
-...No dobrze tu mnie panienka ma. Dałem się podejść jak dziecko- powiedział chłopak, po czym się zarumienił.
-Jak ją kochasz to weź jej powiedz. Znacie się tyle lat. Nie wstydź się- poweidziała dziewczynka uśmiechając się. Sebastian pokiwał w kierunku Lissiany po czym wyszedł szybki krokiem z pokoju. Szukał Kayle w wielu pokojach, aż w końcu znalazł ją w ogrodzie. Była zmęczona, ponieważ szukała po całym mieście tego rzadkiego składnika do śniadania. Siedziała na ławce i patrzyła na fontannę. Sebastian podszedł do ławki, a potem usiał koło niej.
-O cześć Sebastian, fajnie cie widzieć, słuchaj wiesz ile musiałam się naszukać by znaleść ten kapar!?- powiedziała rudowłosa zmęczonym głosem. Widać było, że nieźle się naszukała.
-Umm, Kayla ja muszę ci coś powiedzieć...tylko nie uciekaj-powiedział Sebastian. Dziewczyna już czuła strach.-Ja....cię ll...lubię...-odpowiedział w końcu chłopak wzdychając.
-Ja też cię lubię jesteśmy w końcu przyjaciółmi co nie?-odpowiedziała Kayla, uśmiechając się lekko. Sebastianowi było jeszcze ciężej jej to wytłumaczyć przez to, że tak ładnie się uśmiechała. Z trudem przełknął ślinę po czym jeszcze raz powiedział:
-Ale nie chodzi mi o przyjaźń. Ja.... cię kocham- Jego ton się ściszał z następnym słowem. Wtedy Kayla już zrozumiała i patrzyła na niego z niedowierzaniem- od dziecka się w tobie kocham. Zawsze kiedy się bawiliśmy, patrzyłem się na ciebie jak pięknie się śmiałaś wraz z moją siostrą. Nic nie mówiłem przez tyle lat, ponieważ bałem się twojej reakcji...- Sebastian skończył przemowę z głową w dolę. Po chwili dziewczyna podniosła jego głowę, chwytając go za podbródek po czym...pocałowała go w usta. Chłopak nie dowierzał, że ta chwila nadeszła. Czuł pełne szczęście. Chciał by ta chwila się nie kończyła.
-Ja też cię kocham...-odpowiedziała dziewczyna wtulając się w niego. Chłopak objął ją w talii i siedzieli tak przez 10 minut. Ta chwila była dla nich wspaniałym wydarzeniem.


Parę kilometrów stąd na dachu jednego z budynków dwaj Shinigami obserwowali ulicę patrząc czy w pobliżu nie ma żadnych ofiar. Grell patrzył na Yuzuki jak bardzo skupia się na pracy. Zrobiła na nim ogromne wrażenie, więc w walentynki chciał dać jej jakiś upominek. Wyciągnął z płaszcza pudełko w kształcie serca owinięte czerwoną wstążką (znak rozpoznawczy) i podszedł do dziewczyny.
-Proszę to dla ciebie z okazji walentynek- Powiedział Grell wręczając Yuzuki pudełko. Dziewczyna rozwiązała wstążkę, zdjęła wieczko, a w pudełku był naszyjnik z turkusowym kamieniem, który bardzo jej się spodobał w takim jednym sklepie jubilerskim.
- A ja też mam dla pana coś na tą okazję, proszę zamknąć oczy-Powiedziała Yuzuki. Chłopak posłuchał ją i przymknął powieki. Yuzuki zbliżyła się do niego, położyła dłonie na jego ramionach po czym pocałowała go. Grell otworzył oczy i patrzył na swojego kompana. Nie przeszkadzał mu ten prezent wręcz przeciwnie...bardzo mu się spodobał. Nie wiedział, że Yuzuki tak dobrze całuje. Przytulił ją do ciebie i całowali się tak jeszcze przez jakiś czas.

TEN ODCINEK ZOSTAŁ NAPISANY SPECJALNIE DLA WAS W DZIEŃ ZAKOCHANYCH WRAZ Z MEL ŻYCZYMY WAM WESOŁYCH WALENTYNEK I TAKIEJ MIŁOŚCI NA PRZYSZŁOŚĆ JAK KAYLI I SEBASTIANA LUB MEREDITH I DAIMONA LUB YUZUKI I GRELLA

                                                                                                                   KAYLA RAVEN & MEL

piątek, 6 lutego 2015

Rozdział: 10

MEREDITH!!!!-krzyknęła rudowłosa na widok krwawiącej i nieprzytomnej przyjaciółki. Jej poziom wściekłości wzrósł z maksymalną prędkością. W ułamku sekundy wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet, który nie zdołała użyć (była taka sytuacja w chyba 2 rozdziały wcześniej). Z wielką furią zaczęła dźgać starszego mężczyznę prosto w serce. Sebastian zauważył że jej oczy zaczęły zmieniać kolor na czerwony ale za chwilę zmieniły się w poprzedni złoty odcień. Po wyżyciu się, Kayla się uspokoiła po czym upuściła sztylet na podłogę.
-Słuchajcie nie ma dużo czasu, musimy się pospieszyć!- krzyknął Daimon po czym wziął ranną dziewczynę na ręce.
-Yuzuki, mogłabyś oddać w moje ręce panienkę Lissianę?- zapytała Kayla, dysząc po zadanych ciosach. Młoda Shinigami oddała małą następczynię tronu na ręce demonowi po czym dziewczynka przytuliła się do jej klatki piersiowej. Było wyraźnie widać, że była wyczerpana fizycznie i psychicznie.
-Daimon ma racje szybko!-Sebastian popędził grupę. Biegł pierwszy, żeby poprowadzić ich w dobrym kierunku do wyjścia. Dobrze pamiętał gdzie ono jest. Liczyła się każda sekunda!
Kiedy w końcu wybiegli z budynku za nimi biegła cała ochrona. Większość była już wyczerpana od tego biegania. Sebastian nie widział innej możliwości jak tylko walczyć z tymi ludźmi. Nagle usłyszał tętent koni ciągnących karetę, które biegły w ich kierunku. Karoca nagle się zatrzymała przed nimi.
-  Hejka, podwieść was?- Karetą kierował Nael. Wszyscy ucieszyli się na jego widok i od razu wsiedli do niej. Tylko Grell i Yuzuki nie wsiedli. Woleli wskoczyć na dach jakiegoś domu. Demony pojechały w kierunku posiadłości.
-Eee...słuchaj Yuzuki. Miałem ci ją dać jak wrócimy do biblioteki Shinigami, ale już trudno...proszę-Powiedział Grell wręczając Yuzuki... jej własną kosę śmierci! Dziewczyna była szczęśliwa, zaczęła skakać ze szczęścia, aż w końcu...pocałowała z radości swojego partnera.
-Ojej przepraszam...-Dziewczyna w końcu się ogarnęła. Zakryła usta dłońmi i wystraszona patrzyła na rudowłosego. Bała się, że zacznie na nią krzyczeć.
-...Nic się nie stało...- Powiedział Grell uśmiechając się do niej.- to może wrócimy do bazy, co?
-....dobrze.....- powiedziała szeptem dziewczyna.
Kareta jechała bardzo szybko. Konie nie miały już sił mimo to blondyn kazał im biec szybciej. Daimon miał na swoich umięśnionych udach głowę Meredith gdzie na jej wargach była widoczna krew. Chłopak głaskał jej głowę i mówił do niej szeptem "Wszystko będzie dobrze"
Kiedy wrócili do posiadłości szybko pobiegli do głownego salonu. Położyli dziewczyną na kanapie i zatrzymali najpierw krwotok z jej brzucha.
-Chyba wiem jak jej pomóc- Powiedział Daimon wyciągając z kieszeni szmaragd w którym była niezwykła zawartość. Demony nie mają mocy ożywiania jak anioły, ale mogą używać podobnych artefaktów. Chłopak złamał kamień z którego wydobywała się turkusowa maź.
Daimon nalał ją na dłonie po czym położył je na brzuchu Meredith. Substancja powoli zaczęła się wchłaniać w ranę. Powoli zaczęła się goić. Zniecierpliwiony demon przyłożył ucho do jej ust by sprawdzić czy oddycha......udało się. Meredith ożyła. Sebastian szczęśliwy przytulił Daimona w ramach podziękowania, po czym wziął siostrę na ręce i zaniósł do jej pokoju.


Następnego dnia Daimon przyniósł nieprzytomnej dziewczynie śniadanie do łóżka. Przez przypadek przewrócił pusty wazon na jej szafce nocnej ale się nie stłukł. Dziewczyna zaczęła się budzić.
-Daimon...co ty tu robisz?-zapytała Meredith nieprzytomnym głosem-Dlaczego jeszcze żyje?
-Przyniosłem ci śniadanie. A żyjesz dlatego, że...ja cię...uleczyłem -Powiedział chłopak. Czarnowłosa nie mogła uwierzyć w to co mówi.-Bałem się o ciebie czy przeżyjesz ponieważ... zależy mi na tobie.
-...Daimon..-Meredith była zszokowana tą odpowiedzią. Zbliżyła się do niego, a on do niej.Już mieli się styknąć ustami, kiedy nagle do pokoju wszedł Nael uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Słuchajcie, dostaliśmy wiadomość od dyrektora szkoły. Ja, ty Daimon i Sebastian mamy zostać w tej posiadłości i pomagać dziewczynom do końca ich służby tutaj! Czyż to nie cudowne!? Będziemy wszyscy razem jak kiedyś!
-Naprawdę? To cudownie!- Powiedziała Meredith.
Nael zamknął drzwi do pokoju. Kiedy już nikt im nie przeszkadzał zastygli w czułym i przyjemnym pocałunku.