piątek, 6 lutego 2015

Rozdział: 10

MEREDITH!!!!-krzyknęła rudowłosa na widok krwawiącej i nieprzytomnej przyjaciółki. Jej poziom wściekłości wzrósł z maksymalną prędkością. W ułamku sekundy wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet, który nie zdołała użyć (była taka sytuacja w chyba 2 rozdziały wcześniej). Z wielką furią zaczęła dźgać starszego mężczyznę prosto w serce. Sebastian zauważył że jej oczy zaczęły zmieniać kolor na czerwony ale za chwilę zmieniły się w poprzedni złoty odcień. Po wyżyciu się, Kayla się uspokoiła po czym upuściła sztylet na podłogę.
-Słuchajcie nie ma dużo czasu, musimy się pospieszyć!- krzyknął Daimon po czym wziął ranną dziewczynę na ręce.
-Yuzuki, mogłabyś oddać w moje ręce panienkę Lissianę?- zapytała Kayla, dysząc po zadanych ciosach. Młoda Shinigami oddała małą następczynię tronu na ręce demonowi po czym dziewczynka przytuliła się do jej klatki piersiowej. Było wyraźnie widać, że była wyczerpana fizycznie i psychicznie.
-Daimon ma racje szybko!-Sebastian popędził grupę. Biegł pierwszy, żeby poprowadzić ich w dobrym kierunku do wyjścia. Dobrze pamiętał gdzie ono jest. Liczyła się każda sekunda!
Kiedy w końcu wybiegli z budynku za nimi biegła cała ochrona. Większość była już wyczerpana od tego biegania. Sebastian nie widział innej możliwości jak tylko walczyć z tymi ludźmi. Nagle usłyszał tętent koni ciągnących karetę, które biegły w ich kierunku. Karoca nagle się zatrzymała przed nimi.
-  Hejka, podwieść was?- Karetą kierował Nael. Wszyscy ucieszyli się na jego widok i od razu wsiedli do niej. Tylko Grell i Yuzuki nie wsiedli. Woleli wskoczyć na dach jakiegoś domu. Demony pojechały w kierunku posiadłości.
-Eee...słuchaj Yuzuki. Miałem ci ją dać jak wrócimy do biblioteki Shinigami, ale już trudno...proszę-Powiedział Grell wręczając Yuzuki... jej własną kosę śmierci! Dziewczyna była szczęśliwa, zaczęła skakać ze szczęścia, aż w końcu...pocałowała z radości swojego partnera.
-Ojej przepraszam...-Dziewczyna w końcu się ogarnęła. Zakryła usta dłońmi i wystraszona patrzyła na rudowłosego. Bała się, że zacznie na nią krzyczeć.
-...Nic się nie stało...- Powiedział Grell uśmiechając się do niej.- to może wrócimy do bazy, co?
-....dobrze.....- powiedziała szeptem dziewczyna.
Kareta jechała bardzo szybko. Konie nie miały już sił mimo to blondyn kazał im biec szybciej. Daimon miał na swoich umięśnionych udach głowę Meredith gdzie na jej wargach była widoczna krew. Chłopak głaskał jej głowę i mówił do niej szeptem "Wszystko będzie dobrze"
Kiedy wrócili do posiadłości szybko pobiegli do głownego salonu. Położyli dziewczyną na kanapie i zatrzymali najpierw krwotok z jej brzucha.
-Chyba wiem jak jej pomóc- Powiedział Daimon wyciągając z kieszeni szmaragd w którym była niezwykła zawartość. Demony nie mają mocy ożywiania jak anioły, ale mogą używać podobnych artefaktów. Chłopak złamał kamień z którego wydobywała się turkusowa maź.
Daimon nalał ją na dłonie po czym położył je na brzuchu Meredith. Substancja powoli zaczęła się wchłaniać w ranę. Powoli zaczęła się goić. Zniecierpliwiony demon przyłożył ucho do jej ust by sprawdzić czy oddycha......udało się. Meredith ożyła. Sebastian szczęśliwy przytulił Daimona w ramach podziękowania, po czym wziął siostrę na ręce i zaniósł do jej pokoju.


Następnego dnia Daimon przyniósł nieprzytomnej dziewczynie śniadanie do łóżka. Przez przypadek przewrócił pusty wazon na jej szafce nocnej ale się nie stłukł. Dziewczyna zaczęła się budzić.
-Daimon...co ty tu robisz?-zapytała Meredith nieprzytomnym głosem-Dlaczego jeszcze żyje?
-Przyniosłem ci śniadanie. A żyjesz dlatego, że...ja cię...uleczyłem -Powiedział chłopak. Czarnowłosa nie mogła uwierzyć w to co mówi.-Bałem się o ciebie czy przeżyjesz ponieważ... zależy mi na tobie.
-...Daimon..-Meredith była zszokowana tą odpowiedzią. Zbliżyła się do niego, a on do niej.Już mieli się styknąć ustami, kiedy nagle do pokoju wszedł Nael uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Słuchajcie, dostaliśmy wiadomość od dyrektora szkoły. Ja, ty Daimon i Sebastian mamy zostać w tej posiadłości i pomagać dziewczynom do końca ich służby tutaj! Czyż to nie cudowne!? Będziemy wszyscy razem jak kiedyś!
-Naprawdę? To cudownie!- Powiedziała Meredith.
Nael zamknął drzwi do pokoju. Kiedy już nikt im nie przeszkadzał zastygli w czułym i przyjemnym pocałunku.

1 komentarz:

  1. akcje rozgrywa się tak szybko, że pomału nie nadążam xD
    umieram z ciekawości, czekając na kolejne rozdziały i rozwinięcie romansów~

    OdpowiedzUsuń