Szli ostrożnie po schodach, najciszej jak się dało. Na przedzie stał Sebastian, który prowadził resztę na górę. Jak na razie nigdzie nie było widać strażników. To wywołało liczne podejrzenia, ale mogli tylko iść dalej. Było im to na rękę. Nie mogli tracić czasu na walkę. Musieli odbić Lissianę.
- Nie wydaje wam się tu za... cicho? - Powiedziała po pewnym czasie Meredith, a reszta grupy przytaknęła jej głowami.
Przez chwilę myślała, że strażnicy po prostu poszli jeść, czy coś w tym stylu.
Wyszli z lochów i szli przez pusty korytarz. Każdy rozglądał się wokół siebie i w myślach zadawali sobie to samo pytanie, którego nikt nie miał odwagi wypowiedzieć na głos, aby nie zwabić strażników. Gdzie się wszyscy podziali?
Cisza wydawała się nieznośna, ale otaczała ich z każdej strony. Meredith słyszała przyspieszone oddechy innych. Adrenalina powoli ich pobudzała, a wroga można było spodziewać się z każdej strony.
- Kayla... - Sebastian urwał i zatrzymał ich gestem.
Damon zmrużył oczy, starając się dostrzec to, co zobaczył czarnowłosy. Otwarte drzwi, a w nich znajomy głosik. W tym momencie zrozumiał czemu wymówił imię czerwonowłosej. Chciał dać jej do zrozumienia, że muszą być ostrożni.
Dziewczyna skinęła głową, w geście zrozumienia i ostrożnie zaczęli iść w tamtym kierunku.
Na łóżku siedziała Lissiana z morką od łez twarzą i śladami na nadgarstkach od wiążących ją lin. Szlochała cicho.
- Panienko... - Zaczęła ognistowłosa, powoli wchodząc do pokoju.
Dziewczynka spojrzała na nią z przestrachem, ale po chwili popędziła ku niej i ją przytuliła. Brakowało jej swojego obrońcy i powiernicy za razem.
- Kayla... Uciekajmy. - Pociągnęła nosem, nadal jej nie puszczając.
Nagle ktoś głośno kichnął, a wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę Grella.
- To takie urooooocze! - Wytarł łezkę. - Miłość, która jest niczym rozkwitający pąk...
Sebastian przyłożył mu rękę do twarzy, tym samym zatykając mu usta. Grell wyglądał na co najmniej zadowolonego, że jego ukochany Sebcio wreszcie się nim zainteresował.
Wnet rozległ się alarm.
Światła zaczęły migać na czerwony kolor, a na korytarzu dało się usłyszeć szybkie kroki ludzi.
- GRELL! - Krzyknęli na jego chórem, a Żniwiarz zrobił przepraszającą minę.
Yuzuki wzięła Lissianę na ręce i zaczęli biec przez korytarz.
Wydawał się niemiłosiernie długi. Słyszeli jak strażnicy przeładowują broń i biegną ku nim z obu stron. Wszyscy przygotowali swoje ostrza i stanęli w pozycjach bojowych. Nie uciekali. Nie mieli najmniejszego zamiaru.
Pierwszą kulę wypuścił starszy mężczyzna, który po chwili leżał na ziemi cały we krwi. Daimon podszedł do niego i wyciągnął swój nóż.
- Ktoś chce jeszcze szybko zginąć? - Z uśmiechem zatoczył krąg nożem, a luzie zaczęli się odsuwać. Zaśmiał się urywanym śmiechem, ale zaraz zobaczył, jak ktoś celuje ku Meredith obróconej tyłem.
W jednej minucie stało się tyle, że tylko demon mógł to ogarnąć. Mer zdążyła uniknąć ciosu i zaczęła się strzelanina. Jako, ze Demony były szybsze i silniejsze, z wrodzona gracją unikali lub chwytali pociski w palce. Na końcu został tylko jeden człowiek. Pan posiadłości.
- Czyń honory. - Sebastian podał jej nóż.
Kayla ułożyła go odpowiednio w dłoni i przywarła mężczyznę do ściany. Strach czaił się w jego oczach, a jego ciało dygotało. Przystawiła czubek ostrza do jego piersi i już miała je zatopić, gdy główne drzwi otworzyły się z hukiem.
Strzał padł szybko i celnie, a człowiek po chwili uciekł, rozgryzając z kim ma poczynienia.
- Seb... - Meredith spojrzała na swój brzuch. Osunęła się na ziemię. A krew zaczęła bluzgać podłogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz