czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział : 7

Oszołomienie trwało jeszcze kilka godzin przez które wszyscy byli w głębokim śnie.Meredith pierwsza otworzyła oczy nie mając świadomości gdzie się znajduje. Zauważyła, że na jej prawym ramieniu leży nieprzytomny Daimon. Czarnowłosa jeszcze przez moment wpatrywała się w kolegę, który spał z takim słodkim i niewinnym wyrazem twarzy. Po chwili odwróciła wzrok na lewe ramie gdzie spała Kayla, a na jej ramieniu rudowłosej leżał Sebastian. Czarnowłosa natychmiast obudziła Daimona, unosząc ramię i trzęsąc nim ręką. Chłopak nie chciał wstać, ponieważ Meredith tak ładnie pachniała, a jej skóra była tak miła w dotyku, ale po chwili w pełni się obudził.
Obydwoje zauważyli, że znajdują się w celi. Było tam wilgotno, zimno i prawie ciemno , ponieważ mieli tylko jedno, małe okienko. Daimon popatrzył w lewo na resztę swojej grupy i zaczął mieć skojarzenia widząc jak jego kumpel i ruda koleżanka śpią koło siebie opierając się nawzajem głowami.
-Hehe, ja mu zazdroszczę. Sam bym się też chętnie do Kaylusi przytulił - Daimon miał taki wyraz twarzy która wyrażała, że właśnie sobie wyobraża taką scenę.
- Zamknij się!- Meredith dalej była wściekła że widzi swoją przyjaciółkę i jej brata w takiej sytuacji mimo, że robią to nieświadomie.- Ty obudź Sebastiana, a ja obudzę Kayle- Powiedziała Meredith po czym zaczęła szturchać rudą dziewczynę, ale nic z tego. Natomiast Sebastian od razu się obudził i krzyknął " To nie ja !", a potem zauważył gdzie jest. Widział również, że Kayla jest dalej nieprzytomna i nie chce się obudzić.
-To bez sensu. Daimon, połóż Kaylę na pryczy. Spróbuje jeszcze raz ją obudzić.- powiedziała czarnowłosa.
Chłopak wziął koleżankę na ręce po czym położył na na łóżku. Kayla była cała poobijana i krwawiła z wielu miejsc. Sebastian bardzo martwił się o Kaylę. Wiedział, że nie ma nikogo, więc traktuje ją jak członka rodziny.
-Ale wszystko będzie w porządku prawda?- Zapytał z wielkim niepokojem swoją siostrę.
- Nie wiem, będę próbować, a jak się nie uda to poczekamy, aż sama się obudzi- Powiedziała dziewczyna patrząc się na stan koleżanki.
-Ale czemu nie obudziła się tak szybko jak my?- Zapytał Daimon, siadają obok Kayli na pryczy. Meredith popatrzyła na Daimona z wielkim smutkiem na twarzy i odpowiedziała smutnym tonem:
- Wydaje mi się, że to dlatego bo Kayla stała najbliżej tej przeklętej księgi- Meredith po chwili znowu spojrzała na Kaylę- Nigdy mnie nie słucha... DLACZEGO TY ZAWSZE MUSISZ DZIAŁAĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ! NIE PODARUJE CI TEGO JAK SIĘ NIE OBUDZISZ SŁYSZYSZ!!!- Meredith z wielkim żalem zaczęła krzyczeć do przyjaciółki, lecz odpowiedziała jej cisza. Nie wytrzymując tego wszystkiego, czarnowłosa z wściekłości zacisnęła wargi po czym...zaczęła płakać. Przytuliła się do brzucha Kayli, płacząc i szlochając. Dziewczyna nie wyobrażała sobie bez niej życia. W dzieciństwie nie miała żadnych przyjaciół, tylko Kayla wyciągnęła do niej rękę z prośbą o przyjaźń. Sebastianowi i Daimonowi też poleciały łzy na policzkach. Wszyscy bardzo ją lubili, dlatego też chcieli zobaczyć jak ich przyjaciółka jeszcze raz otwiera oczy.
-Co wy robicie. Ryczycie jakby ktoś umarł- Nagle wszyscy usłyszeli znajomy głos po czym, podnieśli głowy i zobaczyli Kaylę ze zdziwioną miną. Dla wszystkich to było mega szczęście! Nie mogli się powstrzymać i rzucili się na towarzyszkę tuląc ją mocno.
-Nigdy więcej nas tak nie strasz- powiedziała Meredith ze łzami w oczach.
- Zobaczysz, nie daruje ci jak jeszcze raz tak będziesz żartować- powiedział Daimon uśmiechając się szeroko w stronę koleżanki.
- Nie pozwolimy ci znowu umrzeć dlatego nigdy się nie puścimy- Sebastian po tych słowach uniósł głowę i popatrzył na rudowłosą. Jej policzki się zaczerwieniły.
-Hehe, mogę was zapewnić, że na razie nigdzie się z tąd nie wybieram- Powiedziała Kayla uśmiechając się delikatnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz