Grupa młodych demonów wreszcie ruszyła z misją ratunkową, tym razem wszystko zostało przemyślane i przygotowane tak jak zawsze chciała postępować Meredith. Na tą okazje wybrali najelegantszą karoce w posiadłości. Kształtem przypominała bombkę choinkową ,która była cała czarna, a koła, brzegi karocy i ramy okien były pozłacane. Z tyłu widniał herb rodziny Penhallow, czyli feniks otoczony własnymi płomieniami, a na czubku pojazdu była zawieszona flaga biało,pomarańczowo, czerwona.
Wszyscy siedzieli w milczeniu ponieważ nikomu nie chciało się rozmawiać po tym co się stało. Meredith ze smutkiem patrzyła się na Kaylę, która opierała podbródek o swoją dłoń i patrzyła przez okno zmartwiona, myśląc tylko o Lissianie.
W końcu zajechali pod dom gdzie miała się rozpocząć uroczystość. To był Dom całego klanu Silent. Dom wyglądał na zewnątrz pięknie: wielki, biały dom w stylu barokowym, lecz wszyscy z daleka czuli odrażający zapach kryminału za drzwiami.
Przed budynkiem stał wielki i napakowany ochroniarz i garniturze. Wyglądał idiotycznie, więc Kayla z trudem powstrzymywała śmiech, zasłaniając usta. Grupa podeszła do mężczyzny patrząc się wysoko w górę by zobaczyć jego głowę.
-Dzień dobry, poproszę o państwa zaproszenie.-Powiedział, bardzo grubym tonem. To było takie wrażenie jakby ziemia się zatrzęsła.
Meredith szybko wyciągnęła rękę przed siebie z kartką. Nawet ją to przeraziło.
-mhmm...Dobrze mogą państwo wejść-Po tym słowach otworzył drzwi i zrobił gest drugą ręką zapraszając do środka. Grupka weszła powoli, by pokazać swoje maniery. Skręcili na boczny korytarz i zaczęli po cichu dyskutować.
-Dobra, teraz musimy udawać "pary"-powiedziała Mer po czym przeszły jej dreszcze na samą myśl.
-Ooo to jja będę z Merusią-uniósł się Daimon biorąc ją pod ramię.
-Aaa idioto, nie ściskaj tak mojej ręki będę miała przez ciebie siniaki- Meredith zrobiła taką minę jakby się dusiła i próbowała poluźnić uścisk kolegi. Sebastian patrzył na Daimona jakby chciał go zabić.
-A tylko ją skrzywdzisz to pożałujesz, wiesz, że jestem od ciebie silniejszy- Sebastian wyciągnął palec wskazujący przed twarzą Daimona.
-yy okay okay, ja tylko bardzo lubię Merusie i chce tylko udawać-Powiedział demon wiedząc,że stąpa po kruchym lodzie.
-Dobra nie kłóćmy się, Mer nie gniewaj się, ale chce by twój brat mi towarzyszył-powiedziała Kayla bardzo niewinnym i spokojnym tonem co było trochę dziwne ponieważ Kayla lubi podnosić głos i rzadko mówiła spokojnie.
-Nie no okay wiem, że to tylko na pokaz nie mam nic przeciwko-powiedziała Meredith mimo, że w głębi nie chciała tego widzieć jak jej najlepsza przyjaciółka i jej starszy brat idą razem jakby byli ze sobą.
Chłopcy wzięli swoje partnerki pod ramie i udali się na salę, gdzie miał się odbyć ślub, usiedli blisko ołtarza, by Kayla wiedziała co się dzieje z Lissianą. Kiedy już wszyscy goście przybyli na miejsce zaczęła się uroczystość. Wszyscy wstali, a przy ołtarzu stał już pan młody.
-Patrzcie, to ten niby przyszły mąż mojej pani. Pff....Ona zasługuje na coś lepszego-Powiedziała Kayla, szturchając Mer łokciem. Nagle drzwi do sali otworzyły się a w nich stała Lissiana ubrana w suknię ślubną, która powoli szła w stronę ołtarza. Inni goście tego nie widzieli, ale miała związanie ręce szorstkim sznurem co sprawiało jej ból i robiło jej bolące odciski na rekach. Kayla to poczuła i zaczęła czuć gniew. Miała ochotę wskoczyć tam przed ołtarz i zabić wszystkich na sali oprócz przyjaciół i swojej pani.
Kiedy ksiądz zaczął ceremonie i zapytał czy Lissiana bierze go za męża nastała cisza. Nie miała ochoty wymawiać tych słów komuś kogo nie kocha. Ojciec pana młodego to zauważył i kazał strażnikowi dyskretnie zranić ją nożem. Lissianie spływała łza po lewym policzku a z rany leciała krew. Już miała powiedzieć "biorę" gdy nagle Kayla wstała.
-Co ty robisz do cholery?-zapytała Meredith gniewnie patrząc na koleżankę.
-Robię to co do mnie należy- Po tych słowach,oczy Kayli zmieniły barwę na róż.
-Kayla! - Lissiana była szczęśliwa widząc swojego lokaja chciała do niej pobiec, ale w ostatniej chwili złapał ją jeden z ochroniarzy.
-Wiedziałem,że przyjdziecie porwać przyszłą,żonę mojego syna wy piekielne ścierwa- powiedział Baron zrywając się z miejsca.
-Skąd wiesz kim jesteśmy?!- Meredith była zszokowana tymi słowami.
-Przyszedł do mnie jeden z waszych największych wrogów i wszystko mi wytłumaczył-powiedział, trzymając dla nich niespodziankę za plecami.
-Cholera...był tutaj anioł-Sebastian od razu wiedział czyja to sprawka, ponieważ on również gardził aniołami.
-Mam tu coś dla was demony-krzyknął Baron Silent po czym wyciągnął anielską księgę, którą skierował na demony. Z księgi wydostał się piorun na tyle silny by powalić najsilniejszego demona w piekle.
Ból był nie do zniesienia, a po chwili wszyscy stracili przytomność.
-Dobra, straże zabierzcie ich do celi a ceremonie przesuwamy na pojutrze- Kayli udało się tylko te słowa usłyszeć z ust Barona po czym nastąpiła ciemność....
Nie mogę się doczekać dalszej części *-*
OdpowiedzUsuń