Minęło kilka godzin od kiedy Kayla się obudziła ale i tak wszyscy dalej ją trzymali w swoich ramionach. Rudowłosa bynajmniej miała z tego jakąś korzyść...było jej ciepło , a wadą tego było brak własnej przestrzeni. W końcu dziewczyna wyrwała się z przyjacielskiego grupowego uścisku i podeszła w stronę krat. Powoli wyciągnęła rękę w ich stronę i nagle pojawiła się iskra przez którą po dziewczynie przeszedł dreszcz. Wiedziała, że przy uwięzieniu jej grupy maczały palce anioły.
Ciężko jest złamać taką barierę zwłaszcza przy takich mizernych umiejętnościach. Miała jeden pomysł, ale nie wiedziała czy się uda. Cofnęła się trzy kroki do tyłu, zrobiła głęboki wdech... i w jednej sekundzie, pięści rudowłosej zajęły się ogniem. Uderzyła w kraty z całej siły próbując przebić się, lecz niestety zostały tylko tylko porysowane, a na nogi Kayli zostały przez to porażone prądem i strasznie ją bolały.
Meredith siedziała w milczeniu. Nie wiedziała jak się stąd wydostać. Zauważyła, że bariera jest naprawdę silna ponieważ Kayla nie mogła sobie z nią poradzić. Wspólne umiejętności całej czwórki też by nic nie dało. Krótko mówiąc... Nic nie da się zrobić.
Rudowłosa była załamana...Jeszcze nigdy się tak nie czuła...tak...bezradnie. Usiadła na podłodze opierając się o ścianę, powoli podnosząc głowę w stronę sufitu. Wiedziała, że zawiodła swoją panią i nie uratuje ją od przymusowego ślubu.
Sebastian smutnym wzrokiem popatrzył na nią po czym powoli podszedł do ściany gdzie siedziała Kayla, usiadł koło niej po czym...przytulił ją czule do siebie.
-Spokojnie jakoś się stąd wydostaniemy... obiecuje ci to- Wyszeptał jej do ucha Sebastian. Kayla była zszokowana i trochę skrępowana. Ten ciepły uścisk miał pokazać Kayli, że czarnowłosy chłopak bardzo się o nią troszczy i nie pozwoli, żeby była smutna. Dziewczyna chciała się zrewanżować, więc również go przytuliła. Dla Meredith nie miało to już znaczenia. Wiedziała, że jej przyjaciółka potrzebuje pocieszenia, dlatego nic nie mówiła.
-Ee... Meruś, może to nieodpowiedni moment...ale...mogę się też do ciebie przytulić?-zapytał Daimon który stał naprzeciwko czarnowłosej.
-Eh, jak musisz- Dziewczynie nie zależało na czułościach, ale nie chciała zrobić przykrości koledze. Chłopak rzucił się na nią i mocno ją wyściskał. Meredith też objęła go rękami i przytuliła się do jego klatki piersiowej...czuła jak mocno bije mu serce, a jego koszula pachniała perfumami. W tym momencie Mer poczuła do Daimona coś więcej niż przyjaźń.
Nagle, tą miłą atmosferę przerwał dźwięk rozbitej szyby na korytarzu. Grupa słyszała, że idą w ich stronę dwie osoby. Kayla wiedziała, że to ich szansa na ucieczkę, więc wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet. Wtedy rozległ się błysk od czegoś metalowego co oślepiło wszystkich więźniów.
-Co jest do cholery?!- spytała dziewczyna z rubinowymi włosami. Przed ich celą ujawniły się dwie sylwetki. Wyglądało na to,że to mężczyna i kobieta.
-Kim wy jesteście?- spytała Meredith ze złym nastawieniem do gości. Męska sylwetka bliżyła się do krat po czym chwyciła je dwoma rękami.
-Chcemy wam pomóc a ty dziewucho się do nas tak odzywasz?-powiedział nieznajomy. Sebastian dziwnie skojarzył ten głos, ale nie mógł sobie przypomnieć kto to był. W jednej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk uruchamiania piły łańcuchowej, która bez problemu przepiłowała kraty.
Demony patrzyły na to z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że zwykła piła złamała anielską pieczęć.
-W końcu cię znalazłem...- Powiedział mężczyzna-...Sebastianku!!! Nagle z cienia wyszedł facet ubrany w czerwony płaszcz o długich, czerwonych włosach. Sebastian chciał szybko uwolnić się od uścisku tego kolesia bo wiedział, że Kayla na to patrzy i nie chciał z siebie zrobić geja.
-Zawsze mnie odpychałeś...lubię jak zgrywasz takiego niedostępnego!- Wykrzyknął nieznajomy.
-Panie Grell proszę się uspokoić! Nigdy między nami nic nie było!- wykrzyknął Sebastian trochę podirytowany.
-Nigdy nie mów nigdy Sebciu!- powiedział Grell wysyłając mu całusa, na co Sebastian machnął ręką jako gest odrzucenia.
-E przepraszam nie chce przerywać tych zalotów, ale chciałabym się przedstawić- odpowiedział nieznajoma- Jestem Yuzuki Venus, kosiarz rangi średniej. Jestem towarzyszką pana Grella, który jest dla mnie wzorem do naśladowania- uśmiechnęła się Yuzuki. Partnerka Grella była ubrana w uniform (wybrany przez siebie) przypominający zbroję, a na nosie miała czarne okulary (przypominające kujonki). Miała krótkie, czarne włosy oraz piękne zielono-niebieskie oczy oraz była o pół głowy niższa od Grella.
-Jak to możliwe, że tak łatwo złamaliście tak silną pieczęć, która nas tu trzymała!?-Spytała rudowłosa- Użyłam najsilniejszego swoje uderzenia i nic.
-Cóż... my Shinigami jesteśmy osobami neutralnymi.Możemy złamać każdą pieczęć swoimi kosami śmierci-Powiedziała Yuzuki, delikatnie się uśmiechając- Ja jeszcze swojej nie mam, ale niedługo ją dostane.
-Eh, no dobra pośpieszmy się. Musimy szybko wyjść z tych piwnic na górę. Kayla...jesteś ranna..chodź, wezmę cię na ręce.-Powiedział Sebastian podnosząc koleżankę. Grell był strasznie zazdrosny o Kaylę... sądził, że to jego Sebastian powinien nosić na rękach.
-Umm, Panie Grell, może chodźmy za nimi- zapytała niewinnie i cicho Yuzuki widząc, że jej starszy partner jest wściekły. Grell westchnął ciężko.
-Eh, no dobrze chodźmy Yuzuki- mówiąc te słowa, Grell wziął dziewczynę za rękę biegnąc za grupą demonów.
awwwwww Grelluś, nareszcie <3
OdpowiedzUsuń