***
- Zatem, chcę odnaleźć rodziców i zniszczyć ich wszystkich wrogów. – oznajmił chłopiec z zadziwiającą pewnością siebie.Oko zniknęło, a on poczuł rozrywający ból. Zaczął wrzeszczeć i drapać bolące miejsce. Na jego szyi ukazał się znak. Zrozumiał, że już nigdy nie będzie tak samo jak wcześniej.
Królewskie rodzeństwo po zawarciu paktu zasnęło .Kayla i Mer wzięły swoich panów na ręce i zaniosły ich do swoich sypialni. Kiedy demony spotkały się na korytarzu, wpadła im jednocześnie ta sama myśl.
-Wiesz, co teraz powinniśmy zrobić?- Zapytała Kayla lekko uśmiechając się pod nosem.
-Tak, wypadałoby pozbyć się tej bandy z pałacu. -Powiedziała Mer łapiąc się dwoma palcami za podbródek, wymyślając plan ataku.
-Nie wiem czemu tak rozmyślasz. Ja wolę działać.- Kayla ruszyła w stronę sali tronowej.
-Kayla czekaj!- Meredith próbowała zatrzymać przyjaciółkę, ale jak zwykle było po jej myśli.
***
Kayla idąc stanowczo w stronę sali tronowej zauważyła na drugim korytarzu kilka strażników z bronią palną, byli trochę daleko więc Kayla nie mogła ustalić typu broni i roku produkcji, a nosa do broni miała jak nikt inny. Gdyby cokolwiek wiedziała o ich uzbrojeniu wiedziałaby co użyć przeciwko nim...W jednym momencie przyszedł jej pomysł do głowy.Powoli zbliżając się do jednego ze strażników po cichu zablokowała mu ręce i zasłoniła mu usta, żeby nie mógł wołać o pomoc. Zabrała mu broń i połamała mu nogi i żebra. Uczucie bólu było ja oderwanie kończyn zardzewiałym hakiem. Ochroniarz skonał, płacząc, a z jego ust leciała krew.
W jednej chwili, Kayla wyszła zza ściany i zaczęła strzelać, za co ochroniarze oddali jej z nawiązką postrzelając ją w ramie i w brzuch.
-Cholerny karabin szturmowy AK-47 jak oni mogą z tego strzelać? - Kayla rozczarowana z broni zaczęła używać własnych rąk. Zaczęła łamać kości każdemu. Krzyki i jęki były straszne, wręcz nie do zniesienia.
Kayla zauważyła, że straciła tu dużo czasu i reszta mafii mogła to wszystko usłyszeć i zdążyć uciec, więc szybko pobiegła przez główny korytarz.
Za nią zdyszana Meredith zrobiła sobie krótką przerwę na korytarzu gdzie doszło do masakry. Krew płynęła strumieniami z ludzkiego ścierwa.
- Woach.- powiedziała Mer biegnąc i patrząc na połamane ludzkie ciała. - Niezła jesteś.
-Nareszcie! - krzyknęła Kayla, stojąc przed wielkimi, złotymi drzwiami do sali tronowej. Nagle nastąpił huk od mocnego kopnięcia w drzwi, glanem.Szef mafii zaskoczony nadejściem dziewczyny ubranej na czarno rozkazał swoim ludziom strzelać .Kayla uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła unikać kul skacząc po ścianach, po suficie i po żyrandolu. W między czasie szef uciekł z najlepszymi ludźmi. Nie spodobało się to Kayli, że nie uda się jej zabić wszystkich .Wyciągnęła z czarnego płaszcza czarne róże po czym błyskawicznie rozrzucając je w stronę gangsterów. Róże wbijały się bezpośrednio w głowę: w czoło, oczy i usta. Po chwili ochroniarze leżeli z przebitymi głowami, ale i tak dziewczynie nie przyniosło to satysfakcji.
Po chwili do sali wbiegła Meredith.
- Co ty tu zrobiłaś?! -Krzyknęła Mer dysząc.- Wszędzie leżą ciała i jakby co ty to sprzątasz... A tak poza tym już wszystko okay?
-Nie... Ich szef uciekł z najlepszymi ludźmi i wiem, że jeszcze tu przyjdą. A teraz muszę się przebrać, pozbierać te ciała i przygotować śniadanie.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz