Szli ostrożnie po schodach, najciszej jak się dało. Na przedzie stał Sebastian, który prowadził resztę na górę. Jak na razie nigdzie nie było widać strażników. To wywołało liczne podejrzenia, ale mogli tylko iść dalej. Było im to na rękę. Nie mogli tracić czasu na walkę. Musieli odbić Lissianę.
- Nie wydaje wam się tu za... cicho? - Powiedziała po pewnym czasie Meredith, a reszta grupy przytaknęła jej głowami.
Przez chwilę myślała, że strażnicy po prostu poszli jeść, czy coś w tym stylu.
Wyszli z lochów i szli przez pusty korytarz. Każdy rozglądał się wokół siebie i w myślach zadawali sobie to samo pytanie, którego nikt nie miał odwagi wypowiedzieć na głos, aby nie zwabić strażników. Gdzie się wszyscy podziali?
Cisza wydawała się nieznośna, ale otaczała ich z każdej strony. Meredith słyszała przyspieszone oddechy innych. Adrenalina powoli ich pobudzała, a wroga można było spodziewać się z każdej strony.
- Kayla... - Sebastian urwał i zatrzymał ich gestem.
Damon zmrużył oczy, starając się dostrzec to, co zobaczył czarnowłosy. Otwarte drzwi, a w nich znajomy głosik. W tym momencie zrozumiał czemu wymówił imię czerwonowłosej. Chciał dać jej do zrozumienia, że muszą być ostrożni.
Dziewczyna skinęła głową, w geście zrozumienia i ostrożnie zaczęli iść w tamtym kierunku.
Na łóżku siedziała Lissiana z morką od łez twarzą i śladami na nadgarstkach od wiążących ją lin. Szlochała cicho.
- Panienko... - Zaczęła ognistowłosa, powoli wchodząc do pokoju.
Dziewczynka spojrzała na nią z przestrachem, ale po chwili popędziła ku niej i ją przytuliła. Brakowało jej swojego obrońcy i powiernicy za razem.
- Kayla... Uciekajmy. - Pociągnęła nosem, nadal jej nie puszczając.
Nagle ktoś głośno kichnął, a wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę Grella.
- To takie urooooocze! - Wytarł łezkę. - Miłość, która jest niczym rozkwitający pąk...
Sebastian przyłożył mu rękę do twarzy, tym samym zatykając mu usta. Grell wyglądał na co najmniej zadowolonego, że jego ukochany Sebcio wreszcie się nim zainteresował.
Wnet rozległ się alarm.
Światła zaczęły migać na czerwony kolor, a na korytarzu dało się usłyszeć szybkie kroki ludzi.
- GRELL! - Krzyknęli na jego chórem, a Żniwiarz zrobił przepraszającą minę.
Yuzuki wzięła Lissianę na ręce i zaczęli biec przez korytarz.
Wydawał się niemiłosiernie długi. Słyszeli jak strażnicy przeładowują broń i biegną ku nim z obu stron. Wszyscy przygotowali swoje ostrza i stanęli w pozycjach bojowych. Nie uciekali. Nie mieli najmniejszego zamiaru.
Pierwszą kulę wypuścił starszy mężczyzna, który po chwili leżał na ziemi cały we krwi. Daimon podszedł do niego i wyciągnął swój nóż.
- Ktoś chce jeszcze szybko zginąć? - Z uśmiechem zatoczył krąg nożem, a luzie zaczęli się odsuwać. Zaśmiał się urywanym śmiechem, ale zaraz zobaczył, jak ktoś celuje ku Meredith obróconej tyłem.
W jednej minucie stało się tyle, że tylko demon mógł to ogarnąć. Mer zdążyła uniknąć ciosu i zaczęła się strzelanina. Jako, ze Demony były szybsze i silniejsze, z wrodzona gracją unikali lub chwytali pociski w palce. Na końcu został tylko jeden człowiek. Pan posiadłości.
- Czyń honory. - Sebastian podał jej nóż.
Kayla ułożyła go odpowiednio w dłoni i przywarła mężczyznę do ściany. Strach czaił się w jego oczach, a jego ciało dygotało. Przystawiła czubek ostrza do jego piersi i już miała je zatopić, gdy główne drzwi otworzyły się z hukiem.
Strzał padł szybko i celnie, a człowiek po chwili uciekł, rozgryzając z kim ma poczynienia.
- Seb... - Meredith spojrzała na swój brzuch. Osunęła się na ziemię. A krew zaczęła bluzgać podłogę.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
wtorek, 13 stycznia 2015
Rozdział:8
Minęło kilka godzin od kiedy Kayla się obudziła ale i tak wszyscy dalej ją trzymali w swoich ramionach. Rudowłosa bynajmniej miała z tego jakąś korzyść...było jej ciepło , a wadą tego było brak własnej przestrzeni. W końcu dziewczyna wyrwała się z przyjacielskiego grupowego uścisku i podeszła w stronę krat. Powoli wyciągnęła rękę w ich stronę i nagle pojawiła się iskra przez którą po dziewczynie przeszedł dreszcz. Wiedziała, że przy uwięzieniu jej grupy maczały palce anioły.
Ciężko jest złamać taką barierę zwłaszcza przy takich mizernych umiejętnościach. Miała jeden pomysł, ale nie wiedziała czy się uda. Cofnęła się trzy kroki do tyłu, zrobiła głęboki wdech... i w jednej sekundzie, pięści rudowłosej zajęły się ogniem. Uderzyła w kraty z całej siły próbując przebić się, lecz niestety zostały tylko tylko porysowane, a na nogi Kayli zostały przez to porażone prądem i strasznie ją bolały.
Meredith siedziała w milczeniu. Nie wiedziała jak się stąd wydostać. Zauważyła, że bariera jest naprawdę silna ponieważ Kayla nie mogła sobie z nią poradzić. Wspólne umiejętności całej czwórki też by nic nie dało. Krótko mówiąc... Nic nie da się zrobić.
Rudowłosa była załamana...Jeszcze nigdy się tak nie czuła...tak...bezradnie. Usiadła na podłodze opierając się o ścianę, powoli podnosząc głowę w stronę sufitu. Wiedziała, że zawiodła swoją panią i nie uratuje ją od przymusowego ślubu.
Sebastian smutnym wzrokiem popatrzył na nią po czym powoli podszedł do ściany gdzie siedziała Kayla, usiadł koło niej po czym...przytulił ją czule do siebie.
-Spokojnie jakoś się stąd wydostaniemy... obiecuje ci to- Wyszeptał jej do ucha Sebastian. Kayla była zszokowana i trochę skrępowana. Ten ciepły uścisk miał pokazać Kayli, że czarnowłosy chłopak bardzo się o nią troszczy i nie pozwoli, żeby była smutna. Dziewczyna chciała się zrewanżować, więc również go przytuliła. Dla Meredith nie miało to już znaczenia. Wiedziała, że jej przyjaciółka potrzebuje pocieszenia, dlatego nic nie mówiła.
-Ee... Meruś, może to nieodpowiedni moment...ale...mogę się też do ciebie przytulić?-zapytał Daimon który stał naprzeciwko czarnowłosej.
-Eh, jak musisz- Dziewczynie nie zależało na czułościach, ale nie chciała zrobić przykrości koledze. Chłopak rzucił się na nią i mocno ją wyściskał. Meredith też objęła go rękami i przytuliła się do jego klatki piersiowej...czuła jak mocno bije mu serce, a jego koszula pachniała perfumami. W tym momencie Mer poczuła do Daimona coś więcej niż przyjaźń.
Nagle, tą miłą atmosferę przerwał dźwięk rozbitej szyby na korytarzu. Grupa słyszała, że idą w ich stronę dwie osoby. Kayla wiedziała, że to ich szansa na ucieczkę, więc wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet. Wtedy rozległ się błysk od czegoś metalowego co oślepiło wszystkich więźniów.
-Co jest do cholery?!- spytała dziewczyna z rubinowymi włosami. Przed ich celą ujawniły się dwie sylwetki. Wyglądało na to,że to mężczyna i kobieta.
-Kim wy jesteście?- spytała Meredith ze złym nastawieniem do gości. Męska sylwetka bliżyła się do krat po czym chwyciła je dwoma rękami.
-Chcemy wam pomóc a ty dziewucho się do nas tak odzywasz?-powiedział nieznajomy. Sebastian dziwnie skojarzył ten głos, ale nie mógł sobie przypomnieć kto to był. W jednej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk uruchamiania piły łańcuchowej, która bez problemu przepiłowała kraty.
Demony patrzyły na to z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że zwykła piła złamała anielską pieczęć.
-W końcu cię znalazłem...- Powiedział mężczyzna-...Sebastianku!!! Nagle z cienia wyszedł facet ubrany w czerwony płaszcz o długich, czerwonych włosach. Sebastian chciał szybko uwolnić się od uścisku tego kolesia bo wiedział, że Kayla na to patrzy i nie chciał z siebie zrobić geja.
-Zawsze mnie odpychałeś...lubię jak zgrywasz takiego niedostępnego!- Wykrzyknął nieznajomy.
-Panie Grell proszę się uspokoić! Nigdy między nami nic nie było!- wykrzyknął Sebastian trochę podirytowany.
-Nigdy nie mów nigdy Sebciu!- powiedział Grell wysyłając mu całusa, na co Sebastian machnął ręką jako gest odrzucenia.
-E przepraszam nie chce przerywać tych zalotów, ale chciałabym się przedstawić- odpowiedział nieznajoma- Jestem Yuzuki Venus, kosiarz rangi średniej. Jestem towarzyszką pana Grella, który jest dla mnie wzorem do naśladowania- uśmiechnęła się Yuzuki. Partnerka Grella była ubrana w uniform (wybrany przez siebie) przypominający zbroję, a na nosie miała czarne okulary (przypominające kujonki). Miała krótkie, czarne włosy oraz piękne zielono-niebieskie oczy oraz była o pół głowy niższa od Grella.
-Jak to możliwe, że tak łatwo złamaliście tak silną pieczęć, która nas tu trzymała!?-Spytała rudowłosa- Użyłam najsilniejszego swoje uderzenia i nic.
-Cóż... my Shinigami jesteśmy osobami neutralnymi.Możemy złamać każdą pieczęć swoimi kosami śmierci-Powiedziała Yuzuki, delikatnie się uśmiechając- Ja jeszcze swojej nie mam, ale niedługo ją dostane.
-Eh, no dobra pośpieszmy się. Musimy szybko wyjść z tych piwnic na górę. Kayla...jesteś ranna..chodź, wezmę cię na ręce.-Powiedział Sebastian podnosząc koleżankę. Grell był strasznie zazdrosny o Kaylę... sądził, że to jego Sebastian powinien nosić na rękach.
-Umm, Panie Grell, może chodźmy za nimi- zapytała niewinnie i cicho Yuzuki widząc, że jej starszy partner jest wściekły. Grell westchnął ciężko.
-Eh, no dobrze chodźmy Yuzuki- mówiąc te słowa, Grell wziął dziewczynę za rękę biegnąc za grupą demonów.
Ciężko jest złamać taką barierę zwłaszcza przy takich mizernych umiejętnościach. Miała jeden pomysł, ale nie wiedziała czy się uda. Cofnęła się trzy kroki do tyłu, zrobiła głęboki wdech... i w jednej sekundzie, pięści rudowłosej zajęły się ogniem. Uderzyła w kraty z całej siły próbując przebić się, lecz niestety zostały tylko tylko porysowane, a na nogi Kayli zostały przez to porażone prądem i strasznie ją bolały.
Meredith siedziała w milczeniu. Nie wiedziała jak się stąd wydostać. Zauważyła, że bariera jest naprawdę silna ponieważ Kayla nie mogła sobie z nią poradzić. Wspólne umiejętności całej czwórki też by nic nie dało. Krótko mówiąc... Nic nie da się zrobić.
Rudowłosa była załamana...Jeszcze nigdy się tak nie czuła...tak...bezradnie. Usiadła na podłodze opierając się o ścianę, powoli podnosząc głowę w stronę sufitu. Wiedziała, że zawiodła swoją panią i nie uratuje ją od przymusowego ślubu.
Sebastian smutnym wzrokiem popatrzył na nią po czym powoli podszedł do ściany gdzie siedziała Kayla, usiadł koło niej po czym...przytulił ją czule do siebie.
-Spokojnie jakoś się stąd wydostaniemy... obiecuje ci to- Wyszeptał jej do ucha Sebastian. Kayla była zszokowana i trochę skrępowana. Ten ciepły uścisk miał pokazać Kayli, że czarnowłosy chłopak bardzo się o nią troszczy i nie pozwoli, żeby była smutna. Dziewczyna chciała się zrewanżować, więc również go przytuliła. Dla Meredith nie miało to już znaczenia. Wiedziała, że jej przyjaciółka potrzebuje pocieszenia, dlatego nic nie mówiła.
-Ee... Meruś, może to nieodpowiedni moment...ale...mogę się też do ciebie przytulić?-zapytał Daimon który stał naprzeciwko czarnowłosej.
-Eh, jak musisz- Dziewczynie nie zależało na czułościach, ale nie chciała zrobić przykrości koledze. Chłopak rzucił się na nią i mocno ją wyściskał. Meredith też objęła go rękami i przytuliła się do jego klatki piersiowej...czuła jak mocno bije mu serce, a jego koszula pachniała perfumami. W tym momencie Mer poczuła do Daimona coś więcej niż przyjaźń.
Nagle, tą miłą atmosferę przerwał dźwięk rozbitej szyby na korytarzu. Grupa słyszała, że idą w ich stronę dwie osoby. Kayla wiedziała, że to ich szansa na ucieczkę, więc wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet. Wtedy rozległ się błysk od czegoś metalowego co oślepiło wszystkich więźniów.
-Co jest do cholery?!- spytała dziewczyna z rubinowymi włosami. Przed ich celą ujawniły się dwie sylwetki. Wyglądało na to,że to mężczyna i kobieta.
-Kim wy jesteście?- spytała Meredith ze złym nastawieniem do gości. Męska sylwetka bliżyła się do krat po czym chwyciła je dwoma rękami.
-Chcemy wam pomóc a ty dziewucho się do nas tak odzywasz?-powiedział nieznajomy. Sebastian dziwnie skojarzył ten głos, ale nie mógł sobie przypomnieć kto to był. W jednej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk uruchamiania piły łańcuchowej, która bez problemu przepiłowała kraty.
Demony patrzyły na to z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że zwykła piła złamała anielską pieczęć.
-W końcu cię znalazłem...- Powiedział mężczyzna-...Sebastianku!!! Nagle z cienia wyszedł facet ubrany w czerwony płaszcz o długich, czerwonych włosach. Sebastian chciał szybko uwolnić się od uścisku tego kolesia bo wiedział, że Kayla na to patrzy i nie chciał z siebie zrobić geja.
-Zawsze mnie odpychałeś...lubię jak zgrywasz takiego niedostępnego!- Wykrzyknął nieznajomy.
-Panie Grell proszę się uspokoić! Nigdy między nami nic nie było!- wykrzyknął Sebastian trochę podirytowany.
-Nigdy nie mów nigdy Sebciu!- powiedział Grell wysyłając mu całusa, na co Sebastian machnął ręką jako gest odrzucenia.
-E przepraszam nie chce przerywać tych zalotów, ale chciałabym się przedstawić- odpowiedział nieznajoma- Jestem Yuzuki Venus, kosiarz rangi średniej. Jestem towarzyszką pana Grella, który jest dla mnie wzorem do naśladowania- uśmiechnęła się Yuzuki. Partnerka Grella była ubrana w uniform (wybrany przez siebie) przypominający zbroję, a na nosie miała czarne okulary (przypominające kujonki). Miała krótkie, czarne włosy oraz piękne zielono-niebieskie oczy oraz była o pół głowy niższa od Grella.
-Jak to możliwe, że tak łatwo złamaliście tak silną pieczęć, która nas tu trzymała!?-Spytała rudowłosa- Użyłam najsilniejszego swoje uderzenia i nic.
-Cóż... my Shinigami jesteśmy osobami neutralnymi.Możemy złamać każdą pieczęć swoimi kosami śmierci-Powiedziała Yuzuki, delikatnie się uśmiechając- Ja jeszcze swojej nie mam, ale niedługo ją dostane.
-Eh, no dobra pośpieszmy się. Musimy szybko wyjść z tych piwnic na górę. Kayla...jesteś ranna..chodź, wezmę cię na ręce.-Powiedział Sebastian podnosząc koleżankę. Grell był strasznie zazdrosny o Kaylę... sądził, że to jego Sebastian powinien nosić na rękach.
-Umm, Panie Grell, może chodźmy za nimi- zapytała niewinnie i cicho Yuzuki widząc, że jej starszy partner jest wściekły. Grell westchnął ciężko.
-Eh, no dobrze chodźmy Yuzuki- mówiąc te słowa, Grell wziął dziewczynę za rękę biegnąc za grupą demonów.
czwartek, 8 stycznia 2015
Rozdział : 7
Oszołomienie trwało jeszcze kilka godzin przez które wszyscy byli w głębokim śnie.Meredith pierwsza otworzyła oczy nie mając świadomości gdzie się znajduje. Zauważyła, że na jej prawym ramieniu leży nieprzytomny Daimon. Czarnowłosa jeszcze przez moment wpatrywała się w kolegę, który spał z takim słodkim i niewinnym wyrazem twarzy. Po chwili odwróciła wzrok na lewe ramie gdzie spała Kayla, a na jej ramieniu rudowłosej leżał Sebastian. Czarnowłosa natychmiast obudziła Daimona, unosząc ramię i trzęsąc nim ręką. Chłopak nie chciał wstać, ponieważ Meredith tak ładnie pachniała, a jej skóra była tak miła w dotyku, ale po chwili w pełni się obudził.
Obydwoje zauważyli, że znajdują się w celi. Było tam wilgotno, zimno i prawie ciemno , ponieważ mieli tylko jedno, małe okienko. Daimon popatrzył w lewo na resztę swojej grupy i zaczął mieć skojarzenia widząc jak jego kumpel i ruda koleżanka śpią koło siebie opierając się nawzajem głowami.
-Hehe, ja mu zazdroszczę. Sam bym się też chętnie do Kaylusi przytulił - Daimon miał taki wyraz twarzy która wyrażała, że właśnie sobie wyobraża taką scenę.
- Zamknij się!- Meredith dalej była wściekła że widzi swoją przyjaciółkę i jej brata w takiej sytuacji mimo, że robią to nieświadomie.- Ty obudź Sebastiana, a ja obudzę Kayle- Powiedziała Meredith po czym zaczęła szturchać rudą dziewczynę, ale nic z tego. Natomiast Sebastian od razu się obudził i krzyknął " To nie ja !", a potem zauważył gdzie jest. Widział również, że Kayla jest dalej nieprzytomna i nie chce się obudzić.
-To bez sensu. Daimon, połóż Kaylę na pryczy. Spróbuje jeszcze raz ją obudzić.- powiedziała czarnowłosa.
Chłopak wziął koleżankę na ręce po czym położył na na łóżku. Kayla była cała poobijana i krwawiła z wielu miejsc. Sebastian bardzo martwił się o Kaylę. Wiedział, że nie ma nikogo, więc traktuje ją jak członka rodziny.
-Ale wszystko będzie w porządku prawda?- Zapytał z wielkim niepokojem swoją siostrę.
- Nie wiem, będę próbować, a jak się nie uda to poczekamy, aż sama się obudzi- Powiedziała dziewczyna patrząc się na stan koleżanki.
-Ale czemu nie obudziła się tak szybko jak my?- Zapytał Daimon, siadają obok Kayli na pryczy. Meredith popatrzyła na Daimona z wielkim smutkiem na twarzy i odpowiedziała smutnym tonem:
- Wydaje mi się, że to dlatego bo Kayla stała najbliżej tej przeklętej księgi- Meredith po chwili znowu spojrzała na Kaylę- Nigdy mnie nie słucha... DLACZEGO TY ZAWSZE MUSISZ DZIAŁAĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ! NIE PODARUJE CI TEGO JAK SIĘ NIE OBUDZISZ SŁYSZYSZ!!!- Meredith z wielkim żalem zaczęła krzyczeć do przyjaciółki, lecz odpowiedziała jej cisza. Nie wytrzymując tego wszystkiego, czarnowłosa z wściekłości zacisnęła wargi po czym...zaczęła płakać. Przytuliła się do brzucha Kayli, płacząc i szlochając. Dziewczyna nie wyobrażała sobie bez niej życia. W dzieciństwie nie miała żadnych przyjaciół, tylko Kayla wyciągnęła do niej rękę z prośbą o przyjaźń. Sebastianowi i Daimonowi też poleciały łzy na policzkach. Wszyscy bardzo ją lubili, dlatego też chcieli zobaczyć jak ich przyjaciółka jeszcze raz otwiera oczy.
-Co wy robicie. Ryczycie jakby ktoś umarł- Nagle wszyscy usłyszeli znajomy głos po czym, podnieśli głowy i zobaczyli Kaylę ze zdziwioną miną. Dla wszystkich to było mega szczęście! Nie mogli się powstrzymać i rzucili się na towarzyszkę tuląc ją mocno.
-Nigdy więcej nas tak nie strasz- powiedziała Meredith ze łzami w oczach.
- Zobaczysz, nie daruje ci jak jeszcze raz tak będziesz żartować- powiedział Daimon uśmiechając się szeroko w stronę koleżanki.
- Nie pozwolimy ci znowu umrzeć dlatego nigdy się nie puścimy- Sebastian po tych słowach uniósł głowę i popatrzył na rudowłosą. Jej policzki się zaczerwieniły.
-Hehe, mogę was zapewnić, że na razie nigdzie się z tąd nie wybieram- Powiedziała Kayla uśmiechając się delikatnie.
Obydwoje zauważyli, że znajdują się w celi. Było tam wilgotno, zimno i prawie ciemno , ponieważ mieli tylko jedno, małe okienko. Daimon popatrzył w lewo na resztę swojej grupy i zaczął mieć skojarzenia widząc jak jego kumpel i ruda koleżanka śpią koło siebie opierając się nawzajem głowami.
-Hehe, ja mu zazdroszczę. Sam bym się też chętnie do Kaylusi przytulił - Daimon miał taki wyraz twarzy która wyrażała, że właśnie sobie wyobraża taką scenę.
- Zamknij się!- Meredith dalej była wściekła że widzi swoją przyjaciółkę i jej brata w takiej sytuacji mimo, że robią to nieświadomie.- Ty obudź Sebastiana, a ja obudzę Kayle- Powiedziała Meredith po czym zaczęła szturchać rudą dziewczynę, ale nic z tego. Natomiast Sebastian od razu się obudził i krzyknął " To nie ja !", a potem zauważył gdzie jest. Widział również, że Kayla jest dalej nieprzytomna i nie chce się obudzić.
-To bez sensu. Daimon, połóż Kaylę na pryczy. Spróbuje jeszcze raz ją obudzić.- powiedziała czarnowłosa.
Chłopak wziął koleżankę na ręce po czym położył na na łóżku. Kayla była cała poobijana i krwawiła z wielu miejsc. Sebastian bardzo martwił się o Kaylę. Wiedział, że nie ma nikogo, więc traktuje ją jak członka rodziny.
-Ale wszystko będzie w porządku prawda?- Zapytał z wielkim niepokojem swoją siostrę.
- Nie wiem, będę próbować, a jak się nie uda to poczekamy, aż sama się obudzi- Powiedziała dziewczyna patrząc się na stan koleżanki.
-Ale czemu nie obudziła się tak szybko jak my?- Zapytał Daimon, siadają obok Kayli na pryczy. Meredith popatrzyła na Daimona z wielkim smutkiem na twarzy i odpowiedziała smutnym tonem:
- Wydaje mi się, że to dlatego bo Kayla stała najbliżej tej przeklętej księgi- Meredith po chwili znowu spojrzała na Kaylę- Nigdy mnie nie słucha... DLACZEGO TY ZAWSZE MUSISZ DZIAŁAĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ! NIE PODARUJE CI TEGO JAK SIĘ NIE OBUDZISZ SŁYSZYSZ!!!- Meredith z wielkim żalem zaczęła krzyczeć do przyjaciółki, lecz odpowiedziała jej cisza. Nie wytrzymując tego wszystkiego, czarnowłosa z wściekłości zacisnęła wargi po czym...zaczęła płakać. Przytuliła się do brzucha Kayli, płacząc i szlochając. Dziewczyna nie wyobrażała sobie bez niej życia. W dzieciństwie nie miała żadnych przyjaciół, tylko Kayla wyciągnęła do niej rękę z prośbą o przyjaźń. Sebastianowi i Daimonowi też poleciały łzy na policzkach. Wszyscy bardzo ją lubili, dlatego też chcieli zobaczyć jak ich przyjaciółka jeszcze raz otwiera oczy.
-Co wy robicie. Ryczycie jakby ktoś umarł- Nagle wszyscy usłyszeli znajomy głos po czym, podnieśli głowy i zobaczyli Kaylę ze zdziwioną miną. Dla wszystkich to było mega szczęście! Nie mogli się powstrzymać i rzucili się na towarzyszkę tuląc ją mocno.
-Nigdy więcej nas tak nie strasz- powiedziała Meredith ze łzami w oczach.
- Zobaczysz, nie daruje ci jak jeszcze raz tak będziesz żartować- powiedział Daimon uśmiechając się szeroko w stronę koleżanki.
- Nie pozwolimy ci znowu umrzeć dlatego nigdy się nie puścimy- Sebastian po tych słowach uniósł głowę i popatrzył na rudowłosą. Jej policzki się zaczerwieniły.
-Hehe, mogę was zapewnić, że na razie nigdzie się z tąd nie wybieram- Powiedziała Kayla uśmiechając się delikatnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)