To już drugi dzień odkąd anioł zagościł w posiadłości rodziny Penhallow. Ostatnie wydarzenie przewróciło życie służby oraz bliźniaków do góry nogami. Klątwa nie ustąpiła, przez co Kayla i Yuzuki były ciągle więzione w ciałach dzieci. Francis ustalił, że Grell zajmie się Yuzuki, a Sebastian Kaylą, ponieważ Meredith ma obowiązek usługiwać jemu, a nie swoim znajomym. Nael tymczasowo przejął opiekę nad Lissianną, ponieważ tylko on był w stanie znieść bajkowy świat dziewczynki.
Sebastian obudził się bardzo wcześnie, ponieważ musiał przygotować śniadanie dla ich wysokości, oraz dla Kayli. Kiedy ubierał śnieżnobiałą koszulę, spoglądał na śpiące dziecko, które leżało w kojcu, należące kiedyś do Lissianny, lecz leżało przez lata w piwnicy. Chłopak stracił rachubę czasu, przez co miał niewielkie opóźnienie. Sprintem pobiegł w kierunku kuchni, gdzie zaczął przygotowywać omlety z kozim mlekiem i malinami, sałatkę owocową a na deser pudding waniliowy z truskawkowym syropem. Oprócz tych przysmaków musiał jeszcze ugotować mleko w butelce dla Kayli.
Parę minut czekał, aż woda zacznie się gotować. Wiedział, że mleko nie może być za gorące, żeby dziecko nie poparzyło sobie podniebienia. Kiedy mleko w butelce zaczęło lekko bulgotać, Sebastian wyciągnął je z garnka, podwinął lewy rękaw marynarki i koszuli, po czym pokropił mlekiem nadgarstek. Było wprost idealne. Wszystkie dania były w 100% gotowe. Wyszedł z kuchni z wózkiem pełnym dań, kierując się w stronę jadalni. Wchodząc do wielkiej sali pełnej fresków, zobaczył Meredith i Daimona, przygotowujących stół do śniadania. Rozłożyli na stole różowo-złoty obrus ze złotymi zdobieniami, na środku stołu Meredith położyła wazon z żółtymi różami, Daimon zaczął rozkładać sztućce z najlepszej próbki srebra dostępnego na rynku oraz złote serwetki złożone w stożki. Na koniec Sebastian zaczął rozkładać talerze z przysmakami.
Kiedy praca została wykonana, Sebastian pobiegł w stronę swojego pokoju z butelką. Wszedł po cichu, żeby nie obudzić dziecka. Na jego nieszczęście, Kayla otworzyła oczy razem z otwierającymi się drzwiami.
Kiedy chłopak zamknął je za sobą, zauważył, że dziewczynka już wstała i trzyma się ogrodzenia łóżeczka. Sebastian uśmiechnął się do niej, podchodząc w stronę kojca. Położył butelkę na komodzie, żeby wziąć Kaylę na ręce. Kamerdyner usiadł na łóżku z niemowlakiem karmiąc ją na swoich kolanach. Nie zauważył kiedy Kayla podniosła rączki, obejmując butelkę i jednocześnie lewą rękę Sebastiana, patrząc na niego wielkimi oczkami. Chłopak patrzył na nią ciepłym spojrzeniem i pocałował ją w czoło. Czuł jak rodzi się w nim instynkt rodzicielski.
W jednej chwili z hukiem do pokoju wszedł Grell z płaczącą Yuzuki na rękach. Przez huk drzwi, Kayla również zaczęła płakać.
-Sebas-chan proszę, pomóż mi! Nie wiem co robić! Robię co mogę, a Yuzuki dalej płacze!
-Widzisz co zrobiłeś?! Przestraszyłeś Kaylę!
-Przepraszam ale ja sobie nie radzę z tym zadaniem.
- A próbowałeś ją karmić?
-Tak
-Próbowałeś z nią się bawić?
-Tak próbowałem wszystkiego!
-A próbowałeś ją przewinąć?
-....Yyy nie. Nie pomyślałem o tym.
-Ehhh, idź do łazienki i przewiń ją. W szafce po lewej stronie są pieluszki. Aha i zamknij za sobą drzwi.
Shinigami wyszedł z płaczącym dzieckiem na korytarz. Sebastian próbował uspokoić Kaylę kołysając ją na rękach, lecz to nie pomagało. Kiedy zaczął znowu karmić dziecko, płacz ustanął.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kayla po trzech godzinach zabawy z Sebastianem, zasnęła od razu po położeniu ją w łóżeczku. Chłopak nie mógł się napatrzeć na tak cudne stworzenie jak ona. Kiedy Sebastian przykrył dziecko kocykiem, do pokoju po cichu weszła Meredith.
-Posłuchaj Panicz Francis kazał mi wszystkich zawołać do jego biura.- powiedziała dziewczyna podchodząc do kojca. Poczuła takie ciepło w sobie widząc słodko śpiące dziecko. Zauważyła jak Sebastian troszczy się o dziewczynę w tej ciężkiej sytuacji, lecz nie mieli czasu na rozmowę o opiece nad dziećmi. Rodzeństwo po cichu zamknęło za sobą drzwi, po czym szybkim krokiem poszli w stronę biura.
Kiedy weszli, zauważyli, że wszyscy już byli na miejscu. Podeszli w stronę biurka i stanęli koło reszty służby.
- Posłuchajcie, tak dalej być nie może.-powiedział Francis, siedząc za biurkiem z poważnym wyrazem twarz- Kayla i Yuzuki muszą wrócić do pierwotnej postaci. Dlatego musicie znaleźć te anielice i stawić jej czoła, zabrać jej to berło i znaleźć antidotum na tą klątwę. Ruszycie za chwilę i nie radze wam wrócić z pustymi rękami. A TERAZ JAZDA!
niedziela, 29 listopada 2015
środa, 14 października 2015
Rozdział: 24
Jedyne miejsce w posiadłości, które nie zostało jeszcze sprawdzone to ogród do którego Nael zabrał ze sobą Yuzuki i Grell'a. Sebastian, Kayla, Meredith, Daimon, Lissianna i Francis towarzyszyli Will'owi w drodze na zewnątrz. Do ogrodu królewskiego prowadziły wielkie szklane drzwi z białymi, drewnianymi akcentami i pozłacaną klamką. Sebastian bez wahania otworzył szklane drzwi i prowadził dalej w wzdłuż ogrodu.
Po jego minie nie było widać ani trochę strachu ani zmartwienia. Szczerze mówiąc, Sebastian dalej miał uraz do Shinigami, a zwłaszcza do Will'a, który mocno zaszedł mu za skórę kiedy z Cielem prowadził dochodzenie w sprawie zaginięcia małych dzieci, które ślady prowadziły do cyrku "Arka Noego".
Przy fontannie siedział Nael, który na spokojnie przycinał gałązki krzaków róży. Kiedy zobaczył gościa, wstał, przywitał się i odpowiadał na pytania zadane przez Shinigami.
-Ależ proszę, może pan obejrzeć każdy zakamarek tego pięknego ogrodu, którym opiekuję się od dłuższego czasu- powiedział Nael uśmiechając się szeroko i pokazując lewą dłonią resztę ogrodu, który miał naprawdę wielką przestrzeń.
Will uważnie przyglądał się każdemu krzakowi, każdej grządce i każdemu drzewu napotkanemu po drodze. Jak na razie wszystko było w porządku. Po uciekinierach nie było ani śladu.
-Hmmm, no cóż nie udało mi się ich znaleźć w waszej posiadłości, ale to nie znaczy że wam ufam. Będę was miał na oku- po tych słowach, Will wskoczył na mur ogrodu po czym zniknął w drzewach otaczających posiadłość. Kiedy Nael wiedział, że zagrożenie minęło, podszedł do fontanny i wcisnął jeden z kamieni znajdujących się w jej dolnej części. Przed chłopakiem ukazała się dziura i kamienne schody prowadzące na dół. Z pomieszczenia wyskoczyli Grell i Yuzuki.
-Dziękuje wam bardzo za ochronę, ale nie możemy tu zostać na długo. Jutro zamierzamy opuścić posiadłość w poszukiwaniu jakiegoś innego schronienia.- powiedział Grell, obejmując Yuzuki prawym ramieniem.
-A jak zamierzacie dalej funkcjonować?-zapytał Nael zszokowany wiadomością na temat odejścia gości. Bardzo polubił tą dwójkę (Nale bardzo łatwo się zaprzyjaźnia).
-Z tych pieniędzy, które jeszcze nam zostały, zamierzamy założyć własną działalność Shinigami u Undertaker'a.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na następny dzień, Shinigami byli już gotowi do drogi. To pożegnanie nie było łatwe dla Lissianny, Naela oraz...Yuzuki. Bardzo polubiła całą gromadę służących oraz właścicieli domu. Nie chciała go opuszczać bo czuła się tutaj jak u siebie. Nie obeszło się bez uścisków dłoni oraz przytulania na do widzenia. Kiedy goście mieli już wychodzić, w domu zaczęło emanować dziwną energią.
Z miejsca gdzie wisiał diamentowy żyrandol zaczęło rozbłyskiwać światło o wiele bardziej mocniejsze niż z żyrandola. W powietrzu zwisała kobieta z blond włosami, błękitnymi oczami oraz bladą jak śnieg skórą. Była ubrana w białą, zwiewną suknię, a na stopach miała owinięte złote bluszcze winogrona.
-Która z was to Kayla Raven?- zapytała srogim głosem osoba. Kayla nie czekając na cud wyszła z tłumu by się ujawnić.
-Czego ode mnie chcesz?!
- Hmmm...czyli to ty? Mój przyjaciel dużo mi o tobie mówił. Nawet jesteście do siebie podobni....No ale cóż to jest prezent od niego!
-Coo!?
Dziewczyna spod rękawa wyciągnęła szklane berło z niebieskim klejnotem na czubku, który po chwili zaczął świecić. Z berła wystrzelił promień, który był niewyobrażalnie oślepiający. Nikt nie wiedział co się działo, lecz Yuzuki mogła dostrzec bieg wydarzeń dzięki swoim okularom Shinigami w postaci pilotek z przyciemnianymi szkłami. Młoda Shinigami pobiegła w kierunku demona w celu zepchnięcia jej z celownika, lecz nie poszło to tak jak ona zaplanowała. Kiedy promień strzelił w ziemię, cały hol był spowinięty dymem.
Nieznajoma natomiast uwolniła anielskie skrzydła po czym uciekła, rozbijając witraż nad głównym wejściem. Kiedy już dym opadł, Sebastian zobaczył Meredith, która zasłoniła Francisa przed urazem, Lissiannę, którą uratowali Nael i Daimon, Grella który musiał chronić się sam :'(, tylko nie widział Kayli oraz Yuzuki. Gwałtownym ruchem wstał z podłogi i pobiegł tam gdzie jeszcze przed chwilą stała czerwonowłosa. TO co zobaczył było dla niego oraz dla pozostałych szokiem. Kayla i Yuzuki....zostały zamienione w... 2-latki!
Wyglądały wprost uroczo!!! Kayla miała wielkie, czerwone oczka i krótkie czerwone włoski, natomiast Yuzuki wielkie zielono-szare oczka pod malutkimi pilotkami i krótkie czarne włoski. Nawet ich ubranka się skurczyły. Kiedy Grell zobaczył co stało się z jego partnerką był przerażony a jednocześnie zachwycony urokiem dziewczynki.
-Cóż, wygląda na to, że będziemy musieli tu jeszcze zostać- powiedział Grell biorąc małą Yuzuki na ręce.
OPINIE O ROZDZIALE PROSZĘ W KOMENTARZACH ^^
Po jego minie nie było widać ani trochę strachu ani zmartwienia. Szczerze mówiąc, Sebastian dalej miał uraz do Shinigami, a zwłaszcza do Will'a, który mocno zaszedł mu za skórę kiedy z Cielem prowadził dochodzenie w sprawie zaginięcia małych dzieci, które ślady prowadziły do cyrku "Arka Noego".
Przy fontannie siedział Nael, który na spokojnie przycinał gałązki krzaków róży. Kiedy zobaczył gościa, wstał, przywitał się i odpowiadał na pytania zadane przez Shinigami.
-Ależ proszę, może pan obejrzeć każdy zakamarek tego pięknego ogrodu, którym opiekuję się od dłuższego czasu- powiedział Nael uśmiechając się szeroko i pokazując lewą dłonią resztę ogrodu, który miał naprawdę wielką przestrzeń.
Will uważnie przyglądał się każdemu krzakowi, każdej grządce i każdemu drzewu napotkanemu po drodze. Jak na razie wszystko było w porządku. Po uciekinierach nie było ani śladu.
-Hmmm, no cóż nie udało mi się ich znaleźć w waszej posiadłości, ale to nie znaczy że wam ufam. Będę was miał na oku- po tych słowach, Will wskoczył na mur ogrodu po czym zniknął w drzewach otaczających posiadłość. Kiedy Nael wiedział, że zagrożenie minęło, podszedł do fontanny i wcisnął jeden z kamieni znajdujących się w jej dolnej części. Przed chłopakiem ukazała się dziura i kamienne schody prowadzące na dół. Z pomieszczenia wyskoczyli Grell i Yuzuki.
-Dziękuje wam bardzo za ochronę, ale nie możemy tu zostać na długo. Jutro zamierzamy opuścić posiadłość w poszukiwaniu jakiegoś innego schronienia.- powiedział Grell, obejmując Yuzuki prawym ramieniem.
-A jak zamierzacie dalej funkcjonować?-zapytał Nael zszokowany wiadomością na temat odejścia gości. Bardzo polubił tą dwójkę (Nale bardzo łatwo się zaprzyjaźnia).
-Z tych pieniędzy, które jeszcze nam zostały, zamierzamy założyć własną działalność Shinigami u Undertaker'a.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na następny dzień, Shinigami byli już gotowi do drogi. To pożegnanie nie było łatwe dla Lissianny, Naela oraz...Yuzuki. Bardzo polubiła całą gromadę służących oraz właścicieli domu. Nie chciała go opuszczać bo czuła się tutaj jak u siebie. Nie obeszło się bez uścisków dłoni oraz przytulania na do widzenia. Kiedy goście mieli już wychodzić, w domu zaczęło emanować dziwną energią.
Z miejsca gdzie wisiał diamentowy żyrandol zaczęło rozbłyskiwać światło o wiele bardziej mocniejsze niż z żyrandola. W powietrzu zwisała kobieta z blond włosami, błękitnymi oczami oraz bladą jak śnieg skórą. Była ubrana w białą, zwiewną suknię, a na stopach miała owinięte złote bluszcze winogrona.
-Która z was to Kayla Raven?- zapytała srogim głosem osoba. Kayla nie czekając na cud wyszła z tłumu by się ujawnić.
-Czego ode mnie chcesz?!
- Hmmm...czyli to ty? Mój przyjaciel dużo mi o tobie mówił. Nawet jesteście do siebie podobni....No ale cóż to jest prezent od niego!
-Coo!?
Dziewczyna spod rękawa wyciągnęła szklane berło z niebieskim klejnotem na czubku, który po chwili zaczął świecić. Z berła wystrzelił promień, który był niewyobrażalnie oślepiający. Nikt nie wiedział co się działo, lecz Yuzuki mogła dostrzec bieg wydarzeń dzięki swoim okularom Shinigami w postaci pilotek z przyciemnianymi szkłami. Młoda Shinigami pobiegła w kierunku demona w celu zepchnięcia jej z celownika, lecz nie poszło to tak jak ona zaplanowała. Kiedy promień strzelił w ziemię, cały hol był spowinięty dymem.
Nieznajoma natomiast uwolniła anielskie skrzydła po czym uciekła, rozbijając witraż nad głównym wejściem. Kiedy już dym opadł, Sebastian zobaczył Meredith, która zasłoniła Francisa przed urazem, Lissiannę, którą uratowali Nael i Daimon, Grella który musiał chronić się sam :'(, tylko nie widział Kayli oraz Yuzuki. Gwałtownym ruchem wstał z podłogi i pobiegł tam gdzie jeszcze przed chwilą stała czerwonowłosa. TO co zobaczył było dla niego oraz dla pozostałych szokiem. Kayla i Yuzuki....zostały zamienione w... 2-latki!
Wyglądały wprost uroczo!!! Kayla miała wielkie, czerwone oczka i krótkie czerwone włoski, natomiast Yuzuki wielkie zielono-szare oczka pod malutkimi pilotkami i krótkie czarne włoski. Nawet ich ubranka się skurczyły. Kiedy Grell zobaczył co stało się z jego partnerką był przerażony a jednocześnie zachwycony urokiem dziewczynki.
-Cóż, wygląda na to, że będziemy musieli tu jeszcze zostać- powiedział Grell biorąc małą Yuzuki na ręce.
OPINIE O ROZDZIALE PROSZĘ W KOMENTARZACH ^^
środa, 16 września 2015
Rozdział: 23
Powrót do "domu" okazał się dla kamerdynerów bardzo przyjemnym uczuciem. Szczególnie kiedy widzieli w jak opłakanym stanie znajduje się posiadłość. Odpoczynek musiał zamienić się w sprzątanie generalne.(Masakra!) Ale kiedy jest się demonem, takie sprzątanie nie sprawia problemu. Po całej pracy, grupa służących odpoczywała w kuchni przy filiżankach kawy i maślanych ciasteczkach w czasie gdy królewskie bliźniaki jeszcze spały. Atmosfera była bardzo przyjemna, w towarzystwie żartów i śmiechów wypełniające cały pokój. Całą sielankę zakłócił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę nie przeszkadzajcie sobie.-Powiedziała Meredith, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi. Ruszyła w kierunku głównego holu, który znajdował się po drugiej stronie jednego z pobocznych korytarzy wypełnionych portretami i obrazami ukazującymi krajobrazy z każdego krańca świata. Dzwonek zaczął dzwonić coraz intensywniej i szybciej, przez co czarnowłosa musiała przyspieszyć. Kiedy podirytowana dźwiękiem dziewczyna otworzyła drzwi, staranowały ją dwie osoby, które chciały jak najszybciej wejść do środka.
-Zamknij drzwi! SZYBKO!- krzyknęła męska postać. Meredith szybko spełniła prośbę gościa i z hukiem zamknęła za sobą wielkie wrota. Kiedy odwróciła się w stronę postaci, poczuła, że skądś je zna...Ten sam głos, te same sylwetki i błysk odbijający się od okularów...
-Pani Yuzuki i Pan Grell! Co wy tu....
-Nie mamy czasu na rozmowę chcemy się szybko zobaczyć z państwem Penhallow-krzyknął Grell. Meredith szybko upomniała Shinigami gestem ciszy.
-Nie możecie w tym momencie, ponieważ państwo jeszcze śpią po podróży. Nie wolno im przeszkadzać.
-Już nie śpimy....- Odezwał się chłopięcy głosik. Na schodach prowadzących na 1 piętro stali dwaj następcy tronu w piżamach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobrze, a więc co was tu sprowadza?-powiedział Francis. Rozmowa toczy się już w zupełnie innym pokoju, a tak w ogóle to w salonie. Cały personel posiadłości stał na baczność obok swoich podopiecznych. Dwaj Shinigami siedzieli na kanapie naprzeciw właścicieli domu. Yuzuki milczała, spuszczając głowę w dół. Grell z trudem przełknął ślinę i zaczął rozmowę.
-Chciałbym prosić państwa o pomoc....
-Pomoc?
-Tak a w zasadzie to o nocleg. Jesteśmy zmuszeni prosić o to, ponieważ Will, ta wredna kreatura podstępem przyłapała mnie i Yuzuki na pocałunku....
Yuzuki w tym momencie zalała się jeszcze większym rumieńcem.
-.....I zostałem oskarżony o romans z uczennicą. Teraz ścigają nas wszystkie jednostki Shinigami. Raz udało nam się ich wykiwać dzięki sprytowi Yuzu, ale nie jestem pewny czy to długo podziała. Dlatego pomyślałem, że poprosimy was o pomoc. To miejsce to ostatnia rzecz jaka im wpadnie do głowy.
Francis długo zastanawiał się nad odpowiedzią. Lissiana patrzyła z niepokojem na brata oraz zmartwionych Shinigami, trzymających się za rękę. Kamerdynerzy również patrzyli się na chłopca, ale nie z niepokojem tylko z pogardą.
-Jestem wam winny przysługę za to, że pomogliście w ratowaniu mojej siostry. Dlatego pozwolę wam tu się zadomowić, ale wy też musicie pracować jak nasi słudzy. Umowa stoi?- Francis w tym momencie wyciągnął rękę przed Grellem. Po chwili wahania mężczyzna wyciągnął swoją dłoń w celu zawarcia umowy.
-Nasi kamerdynerzy pokażą wam co i jak. Zaczniecie prace za godzinę, a jeśli coś zrobicie nie tak....to lepiej żebym się o tym nie dowiedział. Chłopaki zajmiecie się panem Grellem, a dziewczęta panią Yuzuki. A teraz do pracy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Minął już tydzień od kiedy nasi goście pełnią rolę służących w posiadłości Penhallow. Na razie nic się nie dzieje, ponieważ Grell ma już doświadczenie co do służącego, za to Yuzuki zachowuje się trochę niezdarnie. Kiedy coś stłucze albo zepsuje, próbuje płakać, ale Kayla i Meredith uspokajają ją słowami "Nic się nie stało". Poza tym to wszystko było ok. Jak zawsze kiedy bliźniaki śpią demony robią sobie przerwę w postaci filiżanki kawy i ciasteczek. Tym razem były to czekoladowo-waniliowe.
-Cóż muszę pochwalić pana Grella, że od tygodnia nic nie nabroił, a przy tym ani razu się do mnie nie dobierał- powiedział Sebastian, zamaczając swoje ciastko w kawie.
-To dlatego, że mam już miłość swojego życia, mimo że nie ma na sobie nic czerwonego to i tak jest dla mnie najważniejsza.- powiedział Grell przytulając do siebie młodą Shinigami.- Cieszę się, że jesteś z Kaylą. Ona docenia czerwień i za to ją lubię.
Kayla zaniemówiła, patrząc na Grella a potem na Sebastiana, który uśmiechał się do niej bez przerwy, po czym zanurzyła wargi w filiżance. Tą miłą jak zawsze sielankę, ktoś przerwał dzwonkiem do drzwi.
-Echh...Tym razem ja otworzę- powiedziała Kayla po czym z zabójczą prędkością wybiegła z kuchni w stronę drzwi frontowych. Po kilku sekundach była na miejscu. Popatrzyła przez judasza sprawdzić kto to...Nie wierze! Kayla wróciła ponownie do kuchni z jeszcze większą szybkością.-Will tutaj jest szybko chowajcie się!
-A...Ale gdzie?!-krzyknęła spanikowana Yuzuki, łapiąc mocno Grella za jego czerwoną marynarkę.
-W ogrodzie jest tajne wejście do schronu, szybko zaprowadzę was!-powiedział Nael wybiegając z Shinigami w stronę tylnych drzwi. Natomiast Daimon i Meredith pobiegli by otworzyć drzwi niezapowiedzianemu gościowi.
-Witamy pana w posiadłości Penhallow, w czym mogę służyć?-zapytał Daimon z fałszywym uśmiechem. Meredith by nie zwracać na siebie podejrzeń robiła to samo co jej chłopak.
-Szukam dwóch Shinigami: Grella Suttclif i Yuzuki Venus. Są poszukiwani przez wszystkie nasze oddziały- powiedział Will pokazując zdjęcie dwójki. Meredith wzięła zdjęcie do ręki.
-Nie znamy nikogo takiego- powiedziała czarnowłosa, lecz Shinigami nie wierzył jej nawet na słowo.
-Czy ja cię skądś znam? Przypominasz mi jednego z tych obleśnych demonów...-Daimon po tych słowach nie mógł się potrzymać i próbował rzucić się na Willa z rękami, lecz Meredith była szybsza i zablokowała.
-Kogo nazywasz obleśnym, okularniku?!
-Jak pan śmie nazywać nas obleśnymi?!
-Aha...Już wiem kim jesteś. Jesteś krewną tego....hmmm..Sebastiana prawda?
-Tak to mój brat, a tak w ogóle co panu do tego?
-A bo mam z nim niewyrównane rachunki...
W tym właśnie momencie do holu wbiegli Kayla i Sebastian.
-Och..Kogo ja widzę. Dawno się nie widzieliśmy Williamie T.Spears.-Powiedział Sebastian
Kayla patrzyła na niego z takim wyrzutem, jakby zaraz miała go przerzucić przez ogrodzenie posiadłości. W jednej chwili kosa Williama kierowała się w stronę Sebastiana, lecz Kayla zdołała go ochronić za pomocą róż (no co? Jak Sebastian używał sztućców to było ok?).
-Widzę, że znalazłeś sobie kogoś do obrony. Tylko szkoda, że to taki babochłop.
Sebastian po tych słowach ze strachem popatrzył na Kaylę i miał powód. Włosy dziewczyny dosłownie zaczęły się PALIĆ! Wystarczyła sekunda by podbiec do Shinigami i z całej siły sprzedać mu cios prosto w zęby. Po chwili mężczyzna leżał na podłodze.
-Ej gdzie są moje okulary?! Wiesz, że okularników się nie biję w twarz?!
-Ja pierdolę na zasady...-powiedziała dziewczyna odchodząc dumnie w stronę Sebastiana, obejmując jego lewe ramię. Shinigami zobaczył jakie ma potłuczone i zgniecione okulary, więc wyciągnął z kieszeni marynarki parę zapasową.
-Dobra potem się z wami rozliczę, ale najpierw chce przejrzeć tę posiadłość w celu odnalezienia uciekinierów.
Kamerdynerzy nie mieli nic przeciwko temu. Grupa zwiedziła cały dom, lecz został jeszcze ogród. Obyś Nael dobrze ich ukrył!
-Ja otworzę nie przeszkadzajcie sobie.-Powiedziała Meredith, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi. Ruszyła w kierunku głównego holu, który znajdował się po drugiej stronie jednego z pobocznych korytarzy wypełnionych portretami i obrazami ukazującymi krajobrazy z każdego krańca świata. Dzwonek zaczął dzwonić coraz intensywniej i szybciej, przez co czarnowłosa musiała przyspieszyć. Kiedy podirytowana dźwiękiem dziewczyna otworzyła drzwi, staranowały ją dwie osoby, które chciały jak najszybciej wejść do środka.
-Zamknij drzwi! SZYBKO!- krzyknęła męska postać. Meredith szybko spełniła prośbę gościa i z hukiem zamknęła za sobą wielkie wrota. Kiedy odwróciła się w stronę postaci, poczuła, że skądś je zna...Ten sam głos, te same sylwetki i błysk odbijający się od okularów...
-Pani Yuzuki i Pan Grell! Co wy tu....
-Nie mamy czasu na rozmowę chcemy się szybko zobaczyć z państwem Penhallow-krzyknął Grell. Meredith szybko upomniała Shinigami gestem ciszy.
-Nie możecie w tym momencie, ponieważ państwo jeszcze śpią po podróży. Nie wolno im przeszkadzać.
-Już nie śpimy....- Odezwał się chłopięcy głosik. Na schodach prowadzących na 1 piętro stali dwaj następcy tronu w piżamach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobrze, a więc co was tu sprowadza?-powiedział Francis. Rozmowa toczy się już w zupełnie innym pokoju, a tak w ogóle to w salonie. Cały personel posiadłości stał na baczność obok swoich podopiecznych. Dwaj Shinigami siedzieli na kanapie naprzeciw właścicieli domu. Yuzuki milczała, spuszczając głowę w dół. Grell z trudem przełknął ślinę i zaczął rozmowę.
-Chciałbym prosić państwa o pomoc....
-Pomoc?
-Tak a w zasadzie to o nocleg. Jesteśmy zmuszeni prosić o to, ponieważ Will, ta wredna kreatura podstępem przyłapała mnie i Yuzuki na pocałunku....
Yuzuki w tym momencie zalała się jeszcze większym rumieńcem.
-.....I zostałem oskarżony o romans z uczennicą. Teraz ścigają nas wszystkie jednostki Shinigami. Raz udało nam się ich wykiwać dzięki sprytowi Yuzu, ale nie jestem pewny czy to długo podziała. Dlatego pomyślałem, że poprosimy was o pomoc. To miejsce to ostatnia rzecz jaka im wpadnie do głowy.
Francis długo zastanawiał się nad odpowiedzią. Lissiana patrzyła z niepokojem na brata oraz zmartwionych Shinigami, trzymających się za rękę. Kamerdynerzy również patrzyli się na chłopca, ale nie z niepokojem tylko z pogardą.
-Jestem wam winny przysługę za to, że pomogliście w ratowaniu mojej siostry. Dlatego pozwolę wam tu się zadomowić, ale wy też musicie pracować jak nasi słudzy. Umowa stoi?- Francis w tym momencie wyciągnął rękę przed Grellem. Po chwili wahania mężczyzna wyciągnął swoją dłoń w celu zawarcia umowy.
-Nasi kamerdynerzy pokażą wam co i jak. Zaczniecie prace za godzinę, a jeśli coś zrobicie nie tak....to lepiej żebym się o tym nie dowiedział. Chłopaki zajmiecie się panem Grellem, a dziewczęta panią Yuzuki. A teraz do pracy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Minął już tydzień od kiedy nasi goście pełnią rolę służących w posiadłości Penhallow. Na razie nic się nie dzieje, ponieważ Grell ma już doświadczenie co do służącego, za to Yuzuki zachowuje się trochę niezdarnie. Kiedy coś stłucze albo zepsuje, próbuje płakać, ale Kayla i Meredith uspokajają ją słowami "Nic się nie stało". Poza tym to wszystko było ok. Jak zawsze kiedy bliźniaki śpią demony robią sobie przerwę w postaci filiżanki kawy i ciasteczek. Tym razem były to czekoladowo-waniliowe.
-Cóż muszę pochwalić pana Grella, że od tygodnia nic nie nabroił, a przy tym ani razu się do mnie nie dobierał- powiedział Sebastian, zamaczając swoje ciastko w kawie.
-To dlatego, że mam już miłość swojego życia, mimo że nie ma na sobie nic czerwonego to i tak jest dla mnie najważniejsza.- powiedział Grell przytulając do siebie młodą Shinigami.- Cieszę się, że jesteś z Kaylą. Ona docenia czerwień i za to ją lubię.
Kayla zaniemówiła, patrząc na Grella a potem na Sebastiana, który uśmiechał się do niej bez przerwy, po czym zanurzyła wargi w filiżance. Tą miłą jak zawsze sielankę, ktoś przerwał dzwonkiem do drzwi.
-Echh...Tym razem ja otworzę- powiedziała Kayla po czym z zabójczą prędkością wybiegła z kuchni w stronę drzwi frontowych. Po kilku sekundach była na miejscu. Popatrzyła przez judasza sprawdzić kto to...Nie wierze! Kayla wróciła ponownie do kuchni z jeszcze większą szybkością.-Will tutaj jest szybko chowajcie się!
-A...Ale gdzie?!-krzyknęła spanikowana Yuzuki, łapiąc mocno Grella za jego czerwoną marynarkę.
-W ogrodzie jest tajne wejście do schronu, szybko zaprowadzę was!-powiedział Nael wybiegając z Shinigami w stronę tylnych drzwi. Natomiast Daimon i Meredith pobiegli by otworzyć drzwi niezapowiedzianemu gościowi.
-Witamy pana w posiadłości Penhallow, w czym mogę służyć?-zapytał Daimon z fałszywym uśmiechem. Meredith by nie zwracać na siebie podejrzeń robiła to samo co jej chłopak.
-Szukam dwóch Shinigami: Grella Suttclif i Yuzuki Venus. Są poszukiwani przez wszystkie nasze oddziały- powiedział Will pokazując zdjęcie dwójki. Meredith wzięła zdjęcie do ręki.
-Nie znamy nikogo takiego- powiedziała czarnowłosa, lecz Shinigami nie wierzył jej nawet na słowo.
-Czy ja cię skądś znam? Przypominasz mi jednego z tych obleśnych demonów...-Daimon po tych słowach nie mógł się potrzymać i próbował rzucić się na Willa z rękami, lecz Meredith była szybsza i zablokowała.
-Kogo nazywasz obleśnym, okularniku?!
-Jak pan śmie nazywać nas obleśnymi?!
-Aha...Już wiem kim jesteś. Jesteś krewną tego....hmmm..Sebastiana prawda?
-Tak to mój brat, a tak w ogóle co panu do tego?
-A bo mam z nim niewyrównane rachunki...
W tym właśnie momencie do holu wbiegli Kayla i Sebastian.
-Och..Kogo ja widzę. Dawno się nie widzieliśmy Williamie T.Spears.-Powiedział Sebastian
Kayla patrzyła na niego z takim wyrzutem, jakby zaraz miała go przerzucić przez ogrodzenie posiadłości. W jednej chwili kosa Williama kierowała się w stronę Sebastiana, lecz Kayla zdołała go ochronić za pomocą róż (no co? Jak Sebastian używał sztućców to było ok?).
-Widzę, że znalazłeś sobie kogoś do obrony. Tylko szkoda, że to taki babochłop.
Sebastian po tych słowach ze strachem popatrzył na Kaylę i miał powód. Włosy dziewczyny dosłownie zaczęły się PALIĆ! Wystarczyła sekunda by podbiec do Shinigami i z całej siły sprzedać mu cios prosto w zęby. Po chwili mężczyzna leżał na podłodze.
-Ej gdzie są moje okulary?! Wiesz, że okularników się nie biję w twarz?!
-Ja pierdolę na zasady...-powiedziała dziewczyna odchodząc dumnie w stronę Sebastiana, obejmując jego lewe ramię. Shinigami zobaczył jakie ma potłuczone i zgniecione okulary, więc wyciągnął z kieszeni marynarki parę zapasową.
-Dobra potem się z wami rozliczę, ale najpierw chce przejrzeć tę posiadłość w celu odnalezienia uciekinierów.
Kamerdynerzy nie mieli nic przeciwko temu. Grupa zwiedziła cały dom, lecz został jeszcze ogród. Obyś Nael dobrze ich ukrył!
czwartek, 27 sierpnia 2015
Rozdział: 22
Dzisiaj Kayla opuszcza salę chorych i jednocześnie wraca do świata ludzi. Wszystko było już spakowane i gotowe do drogi. Seraphine na wskutek licznych obrażeń zostanie tu jeszcze przez tydzień. W tym czasie Kayla pakowała swoje ostatnie rzeczy. Cała grupa czekała tylko i wyłącznie na nią wraz z jej bagażami, żeby nie musiała dźwigać w takim stanie. Kiedy czerwonowłosa kierowała się do wyjścia, do pokoju weszła Kaede, żeby się z nią pożegnać.
-Posłuchaj kochanie, zanim wyjdziesz chciałabym o czymś z tobą jeszcze porozmawiać. Usiądź proszę.
Dziewczyna posłuchała się swojej babci i usiadła na łóżku. Szamanka wzięła krzesło i postawiła naprzeciwko swojej wnuczki.
-Kayla chyba już wiesz co się stało z tobą w czasie igrzysk?
Dziewczyna potaknęła.
-Dobrze, ponieważ o tym chce z tobą pomówić. Sądze, że jesteś już wystarczająco dojrzała by poznać prawdę...." 18 lat temu w jednej ze świątyń była uwięziona bestia, która setki lat temu zagrażała nie tylko nam ale również aniołom. Z czasem bariera, która więziła bestię z czasem zaczęła słabnąć. Dla tego potwora to była idealna okazja na ucieczkę. Mnisi, którzy pilnowali więźnia słyszeli jak bestia zaczęła uderzać w barierę, żeby ją osłabić. Wojownicy robili co mogli by bariera się nie rozpadła, lecz wiedzieli, że na długo tego nie powstrzymają. Wiem o tym, ponieważ sama tam byłam. Rada ustaliła, że zapieczętują bestie w ciele jakiegoś demona, lecz nikt niestety nie nadawał się. Stwierdzono, że trzeba porwać jedną z dusz, która oczekuje w czyśćcu na sąd ostateczny. Jeden z najlepszych w tych czasach szpiegów podjął się tego zadania i solo wybrał się po duszę ( dusze w czyśćcu wyglądały jak niemowlęta).....Minęły trzy dni, kiedy wrócił. Nie czekaliśmy na decyzję rady tylko sami odprawiliśmy rytuał pieczęci. W czasie pieczętowania bestii, dziecko płakało i krzyczało jak opętane, lecz po 9 godzinach było już po wszystkim. Bestia zniknęła na dobre i nikt nie musiał już jej pilnować. Myśleliśmy, że wszystko za nami, lecz myliliśmy się. Po tygodniu niebo wypowiedziało nam wojnę, ponieważ dowiedziało się o porwaniu. To była najjaskrawsza wojna jaką przeżyłam. W czasie wojny umarli też rodzice Sebastiana i Meredith. Umierali na moich rękach....Nigdy tego nie zapomnę..."
-No dobrze babciu, ale...co ma jedne do drugiego?!
-Ta dusza....tym dzieckiem byłaś ty...
...Kayla zaniemówiła. Dowiedziała się przed chwilą, że jest pół bestią, która stanowi poważne zagrożenie dla jej bliskich. Głowa dziewczyny opadła...jej wargi zaczęły drżeć, a spod powiek poleciały łzy. Nie mogła potrzymać się od płaczu i nie nadążała z wycieraniem policzków. Kaede wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i podała wnuczce.
- Po zapieczętowaniu był jeszcze jeden problem oprócz wojny. Nie mogliśmy znaleźć dla ciebie domu i dlatego ja jedyna zgłosiłam się, w kwestii o opiekę nad tobą. A wiesz czemu to zrobiłam? Bo wiedziałam, że jesteś wyjątkowym dzieckiem.
Kaede promiennie uśmiechnęła się, odgarniając z twarzy dziewczyny jej czerwone włosy. Kayla przytuliła się mocno do swojej babci, płacząc na jej ramieniu, a szamanka głaskała ją po włosach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy Kayla się uspokoiła, pożegnała się z babcią i poszła w kierunku parku głównego, gdzie czekali na nią przyjaciele. Kiedy dziewczyna dotarła na miejsce spotkania, grupa wzięła swoje bagaże i ruszyła w kierunku ruin znajdujących się poza miastem. Wyprawa zajęła im z pół godziny lub więcej. W grupie znajdowały poszczególne osoby : Daimon, Nael, Meredith, Sebastian, Kayla, Francis i Lissiana ( ponieważ nie wiedzieli jak wrócić do domu).
Kiedy wszyscy byli gotowi wskoczyć do portalu, Kayla stała przy wejściu do ruin i wyglądała, jakby na kogoś czekała. Zaciekawiona Meredith podeszła do dziewczyny po cichu.
-Chodź już jesteśmy gotowi. Można ruszać.
-Poczekajcie proszę jeszcze chwilę ok?
Meredith zdziwiona zachowaniem dziewczyny, odeszła bez zastanowienia. Kiedy była już z pozostałymi przy portalu usiadła na swojej torbie i patrzyła się na Kaylę. Nagle z daleka było słychać jak ktoś idzie i stawia wielkie, potężne i głośne kroki. Nael i Daimon myśleli na początku, że to trzęsienie ziemi, ale po chwili było widać dwie ogromne sylwetki.
Daimon zaczął na cały głos się drzeć i ze strachu wskoczył na ramiona Meredith, która była zaskoczona zachowaniem chłopaka. Przed ich związkiem udawał Casanove i nieustraszonego, a tu nagle okazało się,że to wszystko było kłamstwo. Meredith z gniewną miną upuściła Daimona, który z hukiem spadł na kość ogonową. Chłopak popatrzył się na czarnowłosą, pocierając bolący tyłek. Dziewczyna zrobiła minę typu "Wstyd mi za ciebie"
Dwie wspomniane wcześniej sylwetki w końcu stanęły w jasnym świetle. Byli to dwumetrowi bliźniacy, umięśnieni jak hardcorowy koksu. Wyglądali dokładnie tak samo: blond włosy na żel, brązowe oczy i stroje zapaśnicze z logiem szkoły. Ci dwaj to kapitanowie szkolnej reprezentacji w zapasach. Brutus i Roco.
-Kayla, po co ty na nich czekałaś?!-powiedział Sebastian
-Ponieważ, ci dwaj wiszą mi przysługę. Pół roku temu pokonałam ich w jednym pojedynku i w zamian mają zrobić co im rozkaże. Niestety nie miałam nigdy okazji tego wykorzystać, ale teraz nie żałuję.
Kiedy już NAPRAWDĘ WSZYSCY byli na miejscu, można było rozpocząć powrót do domu. Kayla, Meredith i Lissiana skoczyły do portalu pierwsze, potem Francis, Nael, Sebastian, Daimon a na koniec Brutus i Roco. Miejsce "wysadzenia" nie zmienił się. Znowu grupa wylądowała w tym samym zakonie co wcześniej. Wzrok Kayli latał na wszystkie strony, lecz na próżno. Kiedy wszyscy wyszli na dwór, czerwonowłosa ucieszyła się...Jest. Ta sama zakonnica co widzieliśmy wcześniej.
-Brutus, Roco...Wiecie co macie robić- Dziewczyna pstryknęła palcami, a zapaśnicy poszli w stronę zakonnicy uśmiechnięci, złapali ją tak, by nie mogła uciec i zabrali ją do tej sławnej szopy:
Po chwili ciszy zaczęły się krzyki i....trzęsienie ziemi! Sebastian już domyślił się co tam się dzieje i nie spodziewał się, że Kayla jest do tego zdolna. Dziewczyna tylko chwilę popatrzyła się na szopę i odwróciła się w stronę lasu. Pod nosem było widać wyrazisty uśmiech oraz widoczny thug life.
-Posłuchaj kochanie, zanim wyjdziesz chciałabym o czymś z tobą jeszcze porozmawiać. Usiądź proszę.
Dziewczyna posłuchała się swojej babci i usiadła na łóżku. Szamanka wzięła krzesło i postawiła naprzeciwko swojej wnuczki.
-Kayla chyba już wiesz co się stało z tobą w czasie igrzysk?
Dziewczyna potaknęła.
-Dobrze, ponieważ o tym chce z tobą pomówić. Sądze, że jesteś już wystarczająco dojrzała by poznać prawdę...." 18 lat temu w jednej ze świątyń była uwięziona bestia, która setki lat temu zagrażała nie tylko nam ale również aniołom. Z czasem bariera, która więziła bestię z czasem zaczęła słabnąć. Dla tego potwora to była idealna okazja na ucieczkę. Mnisi, którzy pilnowali więźnia słyszeli jak bestia zaczęła uderzać w barierę, żeby ją osłabić. Wojownicy robili co mogli by bariera się nie rozpadła, lecz wiedzieli, że na długo tego nie powstrzymają. Wiem o tym, ponieważ sama tam byłam. Rada ustaliła, że zapieczętują bestie w ciele jakiegoś demona, lecz nikt niestety nie nadawał się. Stwierdzono, że trzeba porwać jedną z dusz, która oczekuje w czyśćcu na sąd ostateczny. Jeden z najlepszych w tych czasach szpiegów podjął się tego zadania i solo wybrał się po duszę ( dusze w czyśćcu wyglądały jak niemowlęta).....Minęły trzy dni, kiedy wrócił. Nie czekaliśmy na decyzję rady tylko sami odprawiliśmy rytuał pieczęci. W czasie pieczętowania bestii, dziecko płakało i krzyczało jak opętane, lecz po 9 godzinach było już po wszystkim. Bestia zniknęła na dobre i nikt nie musiał już jej pilnować. Myśleliśmy, że wszystko za nami, lecz myliliśmy się. Po tygodniu niebo wypowiedziało nam wojnę, ponieważ dowiedziało się o porwaniu. To była najjaskrawsza wojna jaką przeżyłam. W czasie wojny umarli też rodzice Sebastiana i Meredith. Umierali na moich rękach....Nigdy tego nie zapomnę..."
-No dobrze babciu, ale...co ma jedne do drugiego?!
-Ta dusza....tym dzieckiem byłaś ty...
...Kayla zaniemówiła. Dowiedziała się przed chwilą, że jest pół bestią, która stanowi poważne zagrożenie dla jej bliskich. Głowa dziewczyny opadła...jej wargi zaczęły drżeć, a spod powiek poleciały łzy. Nie mogła potrzymać się od płaczu i nie nadążała z wycieraniem policzków. Kaede wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i podała wnuczce.
- Po zapieczętowaniu był jeszcze jeden problem oprócz wojny. Nie mogliśmy znaleźć dla ciebie domu i dlatego ja jedyna zgłosiłam się, w kwestii o opiekę nad tobą. A wiesz czemu to zrobiłam? Bo wiedziałam, że jesteś wyjątkowym dzieckiem.
Kaede promiennie uśmiechnęła się, odgarniając z twarzy dziewczyny jej czerwone włosy. Kayla przytuliła się mocno do swojej babci, płacząc na jej ramieniu, a szamanka głaskała ją po włosach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy Kayla się uspokoiła, pożegnała się z babcią i poszła w kierunku parku głównego, gdzie czekali na nią przyjaciele. Kiedy dziewczyna dotarła na miejsce spotkania, grupa wzięła swoje bagaże i ruszyła w kierunku ruin znajdujących się poza miastem. Wyprawa zajęła im z pół godziny lub więcej. W grupie znajdowały poszczególne osoby : Daimon, Nael, Meredith, Sebastian, Kayla, Francis i Lissiana ( ponieważ nie wiedzieli jak wrócić do domu).
Kiedy wszyscy byli gotowi wskoczyć do portalu, Kayla stała przy wejściu do ruin i wyglądała, jakby na kogoś czekała. Zaciekawiona Meredith podeszła do dziewczyny po cichu.
-Chodź już jesteśmy gotowi. Można ruszać.
-Poczekajcie proszę jeszcze chwilę ok?
Meredith zdziwiona zachowaniem dziewczyny, odeszła bez zastanowienia. Kiedy była już z pozostałymi przy portalu usiadła na swojej torbie i patrzyła się na Kaylę. Nagle z daleka było słychać jak ktoś idzie i stawia wielkie, potężne i głośne kroki. Nael i Daimon myśleli na początku, że to trzęsienie ziemi, ale po chwili było widać dwie ogromne sylwetki.
Daimon zaczął na cały głos się drzeć i ze strachu wskoczył na ramiona Meredith, która była zaskoczona zachowaniem chłopaka. Przed ich związkiem udawał Casanove i nieustraszonego, a tu nagle okazało się,że to wszystko było kłamstwo. Meredith z gniewną miną upuściła Daimona, który z hukiem spadł na kość ogonową. Chłopak popatrzył się na czarnowłosą, pocierając bolący tyłek. Dziewczyna zrobiła minę typu "Wstyd mi za ciebie"
Dwie wspomniane wcześniej sylwetki w końcu stanęły w jasnym świetle. Byli to dwumetrowi bliźniacy, umięśnieni jak hardcorowy koksu. Wyglądali dokładnie tak samo: blond włosy na żel, brązowe oczy i stroje zapaśnicze z logiem szkoły. Ci dwaj to kapitanowie szkolnej reprezentacji w zapasach. Brutus i Roco.
-Kayla, po co ty na nich czekałaś?!-powiedział Sebastian
-Ponieważ, ci dwaj wiszą mi przysługę. Pół roku temu pokonałam ich w jednym pojedynku i w zamian mają zrobić co im rozkaże. Niestety nie miałam nigdy okazji tego wykorzystać, ale teraz nie żałuję.
Kiedy już NAPRAWDĘ WSZYSCY byli na miejscu, można było rozpocząć powrót do domu. Kayla, Meredith i Lissiana skoczyły do portalu pierwsze, potem Francis, Nael, Sebastian, Daimon a na koniec Brutus i Roco. Miejsce "wysadzenia" nie zmienił się. Znowu grupa wylądowała w tym samym zakonie co wcześniej. Wzrok Kayli latał na wszystkie strony, lecz na próżno. Kiedy wszyscy wyszli na dwór, czerwonowłosa ucieszyła się...Jest. Ta sama zakonnica co widzieliśmy wcześniej.
-Brutus, Roco...Wiecie co macie robić- Dziewczyna pstryknęła palcami, a zapaśnicy poszli w stronę zakonnicy uśmiechnięci, złapali ją tak, by nie mogła uciec i zabrali ją do tej sławnej szopy:
Po chwili ciszy zaczęły się krzyki i....trzęsienie ziemi! Sebastian już domyślił się co tam się dzieje i nie spodziewał się, że Kayla jest do tego zdolna. Dziewczyna tylko chwilę popatrzyła się na szopę i odwróciła się w stronę lasu. Pod nosem było widać wyrazisty uśmiech oraz widoczny thug life.
Oceny za rozdział proszę w komentarzach. Dziękuję ;)
piątek, 7 sierpnia 2015
wtorek, 21 lipca 2015
Rozdział: 21
W sali chorych było cicho jak w grobie, dlatego że nikogo tam nie było oprócz śpiącej Kayli. Oddychała wolno i bezszelestnie, wtulając się w miękką poduszkę, która pachniała świeżą lawendą. Nie słyszała nawet otwierania drzwi, które po chwili i cicho się zamknęły. Nagle spod rolet do pokoju wpadło oślepiające światło, które zbudziło śpiącą dziewczynę. Kayla powoli otwierała oczy i wyglądała jakby wróciła wczoraj z imprezy gdzie za dużo wypiła. Jeżeli chodzi o alkohol, to Kayla nie należy do jaroszy. Czerwonowłosa usiadła na łóżku bardzo powoli.
-Aaaułaaa, moja głowa-Jęczała trzymając się za czoło. Nagle przed jej oczami pojawiła się ręka trzymająca szklankę z wodą. Dziewczyna dobrze znała tą maleńką rączkę w rękawiczce. Popatrzyła na przeciw i jej oczom ukazała się...
-Panienko Lissianno, co...ty tutaj robisz? Śmiertelnikom nie wolno wchodzić do naszego świata. Jeżeli ktoś się o tym dowie, to zabiją cię od razu. -Wyraz twarzy Kayli oraz jej głos świadczyło o tym, że nie żartowała. Jeszcze jedna rzecz nie dawała jej spokoju....Jak Lissianna znalazła przejście do piekła.
-Wczoraj wieczorem Sebastian wrócił do posiadłości i wszystko nam powiedział. Namówiłam go, żeby zabrał mnie i braciszka ze sobą jak będzie wracał do ciebie.
-Namówiła go Pani? Ale jak?
-Postawił nam ultimatum. Po pierwsze: Mamy się nie wychylać w waszym świecie, a po drugie: Chciał mieć z tobą wspólną sypialnię. Nie mam pojęcia po co...
Kayla zrobiła minę w stylu "Really Nygga?", po czym spytała gdzie znajduję się panicz Francis.
-Spokojnie, jest na korytarzu. Powiedział, że nie chce cię widzieć w tak żałosnym dla ciebie stanie.- To rozśmieszyło Kaylę i powiedziała, że jego też bardzo niemiło widzieć i powiedziała to tak głośno, żeby Francis to usłyszał
-Ale mniejsza z tym...proszę, napij się.
Czerwonowłosa sięgnęła po szklankę, która już od 5 minut stała przed jej oczami. Lekko przechyliła szklane naczynie, kiedy do pokoju weszła czteroosobowa grupa. Widząc wcześniej Francisa na korytarzu i Lissianę w sali, wszystkich zamurowało oprócz Sebastiana, który był za to odpowiedzialny. I cała historia zaczęła się od początku kiedy Nael zapytał się: "Co Państwo tutaj robią?!". Kiedy Lissianna wszystko opowiedział, trójka demonów popatrzyła gniewnie na starszego kolegę.
-No wiem wiem, no ale co ja miałem zrobić? Kiedy za pierwszym razem odmówiłem, panienka zaczęła płakać, także według mnie każdy z was by tak postąpił.- Sebastian nie miał żadnego poczucia winy, chociaż wiedział jak mogłoby się to skończyć. Wtedy drzwi do pokoju się otworzyły. W witrynie stał Francis, który patrzył na wszystkich tępym, a jednocześnie gniewnym spojrzeniem.
-Znudziło mi się sterczenie na korytarzu jak kołek-Powiedział opierając się o ścianę. Meredith, Daimon, Nael i Lissianna siedzieli przy łóżku Kayli, pytając jak się czuję, a Sebastian jak zawsze, wymieniał róże w wazonie. Cała sielanka została przerwana, przez ponownie otworzone drzwi. Postać nie była wysoka....Mniej więcej tego samego wzrostu co królewskie bliźnięta.
-Wreszcie cię znalazłem!....Ile można na ciebie czekać Sebastianie!? A obiecałeś, że nigdy mnie nie opuścisz!- krzyknęła osoba, zaciskając pięści- A ty Kayla, jak mogłaś zepsuć tą walkę!? Przez ciebie straciłem masę pieniędzy!
-A kim pan jest, że śmie pan na nią krzyczeć?!- Lissianna nie wytrzymała i puściła na obcego spojrzenie, jakie jeszcze w życiu nie zrobiła. Kayla nie mogła uwierzyć, że jej pani się zezłościła tylko dlatego, że ktoś nakrzyczał na jej kamerdynera.
-Jestem Ciel Phantomhive, jeden z największych biznesmenów w skali świata podziemnego. Nie słyszałaś o firmie "Phantom" produkującą zabawki?
-Nie miałam okazji
Ciel popatrzył na Francisa który zasypiał, ciągle oparty o ścianę. Zauważył u niego brak czarnych paznokci oraz brak pentagramu. Chłopak wściekł się niesamowicie. Szybkim ruchem złapał Lissiannę za nadgarstek i zdjął jej rękawiczki. Tak jak myślał...Brak czarnych paznokci i pentagramu.
-Kto śmiał wpuścić ludzi do naszego świata?!Śmiertelnicy mają tu wstęp wzbroniony!
Ciel kierował się w stronę wyjścia, kiedy nagle zatrzymała go Lissianna. Chłopak próbował przedostać się, lecz bez skutku. W ostateczności, Ciel odepchnął dziewczynę, która z kolei upadła na ziemie. Francisowi się to nie spodobało i rzucił się na Ciela w obronie swojej siostry. Szlachta zaczęła się szarpać i lać po twarzach. Po chwili do gry weszły pięści i nogi. Kiedy chłopcy upadli na ziemię, Meredith i Sebastian próbowali rozdzielić swoich panów. Kayla chciała pomóc leżącej na ziemi Lissiannie, otrzepać się z kurzu, lecz chwila nieuwagi, jej noga zaplątała się o prześcieradło i dziewczyna upadła na ziemie. Nael i Daimon śmiali się, ledwo utrzymując równowagę, lecz kiedy zobaczyli, że Kayla leży na podłodze, szybko pobieli by ją podnieść.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy wszyscy się uspokoili, i bliźniaki przedstawiły się, to Ciel przeprosił Lissiannę i Francisa za niegodne siebie zachowanie wobec dziedziców tronu. Pod namową panienki zgodził się nie zawiadomić starszyzny o intruzach pod warunkiem, że rodzina królewska będzie reklamować zabawki firmy "Phantom".
Kiedy wszyscy wyszli by Kayla mogła odpocząć, okazało się, że jutro dziewczyna wychodzi z sali chorych i wraca do świata ludzi wraz ze swoimi przyjaciółmi. Ech...było gorąco czasami ale też śmiesznie.
Mam nadzieję, że seria odcinków w świecie demonów wam się podobała :). Jeśli tak to proszę pisać w komentarzach ;D
-Aaaułaaa, moja głowa-Jęczała trzymając się za czoło. Nagle przed jej oczami pojawiła się ręka trzymająca szklankę z wodą. Dziewczyna dobrze znała tą maleńką rączkę w rękawiczce. Popatrzyła na przeciw i jej oczom ukazała się...
-Panienko Lissianno, co...ty tutaj robisz? Śmiertelnikom nie wolno wchodzić do naszego świata. Jeżeli ktoś się o tym dowie, to zabiją cię od razu. -Wyraz twarzy Kayli oraz jej głos świadczyło o tym, że nie żartowała. Jeszcze jedna rzecz nie dawała jej spokoju....Jak Lissianna znalazła przejście do piekła.
-Wczoraj wieczorem Sebastian wrócił do posiadłości i wszystko nam powiedział. Namówiłam go, żeby zabrał mnie i braciszka ze sobą jak będzie wracał do ciebie.
-Namówiła go Pani? Ale jak?
-Postawił nam ultimatum. Po pierwsze: Mamy się nie wychylać w waszym świecie, a po drugie: Chciał mieć z tobą wspólną sypialnię. Nie mam pojęcia po co...
Kayla zrobiła minę w stylu "Really Nygga?", po czym spytała gdzie znajduję się panicz Francis.
-Spokojnie, jest na korytarzu. Powiedział, że nie chce cię widzieć w tak żałosnym dla ciebie stanie.- To rozśmieszyło Kaylę i powiedziała, że jego też bardzo niemiło widzieć i powiedziała to tak głośno, żeby Francis to usłyszał
-Ale mniejsza z tym...proszę, napij się.
Czerwonowłosa sięgnęła po szklankę, która już od 5 minut stała przed jej oczami. Lekko przechyliła szklane naczynie, kiedy do pokoju weszła czteroosobowa grupa. Widząc wcześniej Francisa na korytarzu i Lissianę w sali, wszystkich zamurowało oprócz Sebastiana, który był za to odpowiedzialny. I cała historia zaczęła się od początku kiedy Nael zapytał się: "Co Państwo tutaj robią?!". Kiedy Lissianna wszystko opowiedział, trójka demonów popatrzyła gniewnie na starszego kolegę.
-No wiem wiem, no ale co ja miałem zrobić? Kiedy za pierwszym razem odmówiłem, panienka zaczęła płakać, także według mnie każdy z was by tak postąpił.- Sebastian nie miał żadnego poczucia winy, chociaż wiedział jak mogłoby się to skończyć. Wtedy drzwi do pokoju się otworzyły. W witrynie stał Francis, który patrzył na wszystkich tępym, a jednocześnie gniewnym spojrzeniem.
-Znudziło mi się sterczenie na korytarzu jak kołek-Powiedział opierając się o ścianę. Meredith, Daimon, Nael i Lissianna siedzieli przy łóżku Kayli, pytając jak się czuję, a Sebastian jak zawsze, wymieniał róże w wazonie. Cała sielanka została przerwana, przez ponownie otworzone drzwi. Postać nie była wysoka....Mniej więcej tego samego wzrostu co królewskie bliźnięta.
-Wreszcie cię znalazłem!....Ile można na ciebie czekać Sebastianie!? A obiecałeś, że nigdy mnie nie opuścisz!- krzyknęła osoba, zaciskając pięści- A ty Kayla, jak mogłaś zepsuć tą walkę!? Przez ciebie straciłem masę pieniędzy!
-A kim pan jest, że śmie pan na nią krzyczeć?!- Lissianna nie wytrzymała i puściła na obcego spojrzenie, jakie jeszcze w życiu nie zrobiła. Kayla nie mogła uwierzyć, że jej pani się zezłościła tylko dlatego, że ktoś nakrzyczał na jej kamerdynera.
-Jestem Ciel Phantomhive, jeden z największych biznesmenów w skali świata podziemnego. Nie słyszałaś o firmie "Phantom" produkującą zabawki?
-Nie miałam okazji
Ciel popatrzył na Francisa który zasypiał, ciągle oparty o ścianę. Zauważył u niego brak czarnych paznokci oraz brak pentagramu. Chłopak wściekł się niesamowicie. Szybkim ruchem złapał Lissiannę za nadgarstek i zdjął jej rękawiczki. Tak jak myślał...Brak czarnych paznokci i pentagramu.
-Kto śmiał wpuścić ludzi do naszego świata?!Śmiertelnicy mają tu wstęp wzbroniony!
Ciel kierował się w stronę wyjścia, kiedy nagle zatrzymała go Lissianna. Chłopak próbował przedostać się, lecz bez skutku. W ostateczności, Ciel odepchnął dziewczynę, która z kolei upadła na ziemie. Francisowi się to nie spodobało i rzucił się na Ciela w obronie swojej siostry. Szlachta zaczęła się szarpać i lać po twarzach. Po chwili do gry weszły pięści i nogi. Kiedy chłopcy upadli na ziemię, Meredith i Sebastian próbowali rozdzielić swoich panów. Kayla chciała pomóc leżącej na ziemi Lissiannie, otrzepać się z kurzu, lecz chwila nieuwagi, jej noga zaplątała się o prześcieradło i dziewczyna upadła na ziemie. Nael i Daimon śmiali się, ledwo utrzymując równowagę, lecz kiedy zobaczyli, że Kayla leży na podłodze, szybko pobieli by ją podnieść.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy wszyscy się uspokoili, i bliźniaki przedstawiły się, to Ciel przeprosił Lissiannę i Francisa za niegodne siebie zachowanie wobec dziedziców tronu. Pod namową panienki zgodził się nie zawiadomić starszyzny o intruzach pod warunkiem, że rodzina królewska będzie reklamować zabawki firmy "Phantom".
Kiedy wszyscy wyszli by Kayla mogła odpocząć, okazało się, że jutro dziewczyna wychodzi z sali chorych i wraca do świata ludzi wraz ze swoimi przyjaciółmi. Ech...było gorąco czasami ale też śmiesznie.
Mam nadzieję, że seria odcinków w świecie demonów wam się podobała :). Jeśli tak to proszę pisać w komentarzach ;D
piątek, 8 maja 2015
Rozdział: 20
Przez kilka miesięcy Kayla nie dawała znaku życia. Wszyscy codziennie ją odwiedzali by sprawdzić czy ich przyjaciółka wybudziła się ze śpiączki, ale niestety jej stan się nie poprawiał. Każdego dnia Sebastian przychodził do niej, przynosząc codziennie jej ulubione czerwone róże.
Meredith z bólem patrzyła na swojego brata, który zawsze codziennie siadał obok łóżka Kayli, obejmując swoimi dłońmi jej dłoń, przykładając ją do swojej spuszczonej głowy. Czasami było wyraźnie słychać za drzwiami ciche szlochanie chłopaka. Męczył się strasznie z myślą, że czerwonowłosa nigdy się nie obudzi. Jedyne co wszystkim pozostało to czekanie na cud.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okolice spowijała ciemność, która wzbudzała niepewność i strach. Była tam zupełnie sama i czuła jak przytłacza ją samotność. Nagle poczuła jak coś zbliża się za jej plecami. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła i zobaczyła... siebie podczas swojej walki finałowej. Kayla była przestraszona widząc jak wygląda jej druga osobowość.
Zjawa patrzyła się na nią swoimi czarno-czerwonymi oczami w taki sposób, jakby chciała pozbyć się niechcianego gościa. Miała wyostrzone kły i pazury, a jej włosy wyglądał jakby były rozczochrane. Prawdziwa Kayla zaczęła się powoli cofać, ale zjawa naśladowała ją i szła za nią.
-Co ci jest? Boisz się samej siebie?-zapytała opętana Kayla uśmiechając się złośliwie. W pewnym momencie prawdziwa czerwonowłosa przestała się cofać.
-To nieprawda, nie jesteś mną!- krzyknęła Kayla. Wraz z jej krzykiem rozległo się głośne echo.
-Naprawdę? A spójrz na to. Tak wyglądałaś podczas ostatniej walki- druga Kayla podniosła rękę pod którą ukazał się obraz pokazujący, jak Kayla się zachowywała podczas zawodów. Dziewczyna była przerażona widokiem swojego zachowania. Widziała przerażenie swoich przyjaciół i innych osób.
-A teraz pokaże ci co się dzieje z tobą teraz- opętana znowu podniosła rękę z której tym razem ukazał się moment w którym widać jak wszyscy stoją przed łóżkiem Kayli, zasmuceni.- W tym momencie, JA przejmuje władze nad tym ciałem- krzyknęła ciemna strona, po czym rzuciła się na prawdziwą Kaylę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przyjaciele bardzo długo stali przy łóżku czerwonowłosej przygnębieni jak nigdy w życiu. Było już późno, więc Daimon, Meredith i Nael kierowali się w stronę wyjścia. Tylko Sebastian chciał zostać przy nieprzytomnej przez całą noc. Czarnowłosa nie mogła dalej patrzeć na cierpienie swojego starszego brata, więc podeszła do niego i położyła swoją rękę na jego ramieniu.
-Słuchaj, wiem, że się martwisz, ale musisz trochę odpocząć. Spokojnie, jutro też tu przyjdziemy-powiedziała Meredith, podnosząc brata z krzesła. Kiedy Daimon otwierał drzwi wyjściowe, nagle Kayla zaczęła głośno krzyczeć. Grupa była przerażona i szybko podbiegła do nieprzytomnej. Jej tatuaże zaczęły znowu się świecić, a po chwili gasły i tak co chwila. Nikt nie wiedział co trzeba robić więc Meredith znowu pobiegła po babcie Kaede. Czerwonowłosa trzymała mocno prześcieradło, szamocząc się jakby coś ją trzymało. Chłopaki próbowali przytrzymać dziewczynę by nie spadła z łóżka.Po krótkiej chwili Meredith wbiegła do pokoju z szamanką.
-Sebastian, twoja lewa ręka!- krzyknęła staruszka. Sebastian zdjął rękawiczkę i przyłożył ją do ust Kayli. Po paru sekundach, dziewczyna znowu spała normalnie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Walka między Kaylą a jej drugą osobowością trwała bardzo długo, więc prawdziwa nie miała tak dużo sił jak wcześniej. Do ledwo zipiącej powoli podchodziła ciemniejsza strona.
-Tutaj nie możesz mnie pokonać. To jest wymiar,w którym tylko ja mam władze.- powiedziała opętana, wyciągając spod czarnego płaszcza, który miała na sobie, wielki czarny miecz, jednocześnie podnosząc go- To koniec...- Ostrze szybko zbliżało się do głowy czerwonowłosej.... W ułamku sekundy, Kayla zatrzymała miecz gołymi rękami, jednocześnie bardzo szybko zabierając go z rąk swojej mrocznej strony. Zjawa nawet nie poczuła kiedy jej własna broń, wbiła się jej w brzuch.
-Co?....To niemożliwe....jak?....ty?....-powiedziała ciemna strona plując krwią. Czerwonowłosa popatrzyła na nią z pogardą, ściskając coraz mocniej rękojeść.
-Wygląda na to, że ty nie masz tak wielkiej władzy nad moim umysłem jak ci się wydawało-powiedziała Kayla, pchając miecz jeszcze głębiej w brzuch przeciwnika. Mroczna strona zniknęła, zmieniając się w pył.......Dziewczyna wygrała znacząco tą walkę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sebastian był w szoku po ostatnim incydencie, więc wolał zostać z dziewczyną w przypadku kolejnego ataku złości. Było już po północy, chłopak nawet na chwilę nie spuścił oka. Bał się co będzie dalej. Nawet nie zauważył kiedy oczy skleiły mu się...............Obudziło go ciche jęczenie.
..............................To była Kayla, która podniosła się z łóżka o własnych siłach. Sebastian nie mógł uwierzyć, że czerwonowłosa jeszcze żyje! Jego serce było tak przepełnione szczęściem, że rzucił się na nią i za nic nie chciał puścić. Dziewczyna poczuła jak po jej szyi płyną łzy.
-Sebastian, dlaczego płaczesz?- zapytała Kayla tępym głosem. Sebastian podniósł głowę i popatrzył się na ukochaną ze łzami w oczach.
-To nic takiego. To tylko łzy szczęścia- odpowiedział chłopak, ponownie tuląc do siebie dziewczynę.
Meredith z bólem patrzyła na swojego brata, który zawsze codziennie siadał obok łóżka Kayli, obejmując swoimi dłońmi jej dłoń, przykładając ją do swojej spuszczonej głowy. Czasami było wyraźnie słychać za drzwiami ciche szlochanie chłopaka. Męczył się strasznie z myślą, że czerwonowłosa nigdy się nie obudzi. Jedyne co wszystkim pozostało to czekanie na cud.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okolice spowijała ciemność, która wzbudzała niepewność i strach. Była tam zupełnie sama i czuła jak przytłacza ją samotność. Nagle poczuła jak coś zbliża się za jej plecami. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła i zobaczyła... siebie podczas swojej walki finałowej. Kayla była przestraszona widząc jak wygląda jej druga osobowość.
Zjawa patrzyła się na nią swoimi czarno-czerwonymi oczami w taki sposób, jakby chciała pozbyć się niechcianego gościa. Miała wyostrzone kły i pazury, a jej włosy wyglądał jakby były rozczochrane. Prawdziwa Kayla zaczęła się powoli cofać, ale zjawa naśladowała ją i szła za nią.
-Co ci jest? Boisz się samej siebie?-zapytała opętana Kayla uśmiechając się złośliwie. W pewnym momencie prawdziwa czerwonowłosa przestała się cofać.
-To nieprawda, nie jesteś mną!- krzyknęła Kayla. Wraz z jej krzykiem rozległo się głośne echo.
-Naprawdę? A spójrz na to. Tak wyglądałaś podczas ostatniej walki- druga Kayla podniosła rękę pod którą ukazał się obraz pokazujący, jak Kayla się zachowywała podczas zawodów. Dziewczyna była przerażona widokiem swojego zachowania. Widziała przerażenie swoich przyjaciół i innych osób.
-A teraz pokaże ci co się dzieje z tobą teraz- opętana znowu podniosła rękę z której tym razem ukazał się moment w którym widać jak wszyscy stoją przed łóżkiem Kayli, zasmuceni.- W tym momencie, JA przejmuje władze nad tym ciałem- krzyknęła ciemna strona, po czym rzuciła się na prawdziwą Kaylę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przyjaciele bardzo długo stali przy łóżku czerwonowłosej przygnębieni jak nigdy w życiu. Było już późno, więc Daimon, Meredith i Nael kierowali się w stronę wyjścia. Tylko Sebastian chciał zostać przy nieprzytomnej przez całą noc. Czarnowłosa nie mogła dalej patrzeć na cierpienie swojego starszego brata, więc podeszła do niego i położyła swoją rękę na jego ramieniu.
-Słuchaj, wiem, że się martwisz, ale musisz trochę odpocząć. Spokojnie, jutro też tu przyjdziemy-powiedziała Meredith, podnosząc brata z krzesła. Kiedy Daimon otwierał drzwi wyjściowe, nagle Kayla zaczęła głośno krzyczeć. Grupa była przerażona i szybko podbiegła do nieprzytomnej. Jej tatuaże zaczęły znowu się świecić, a po chwili gasły i tak co chwila. Nikt nie wiedział co trzeba robić więc Meredith znowu pobiegła po babcie Kaede. Czerwonowłosa trzymała mocno prześcieradło, szamocząc się jakby coś ją trzymało. Chłopaki próbowali przytrzymać dziewczynę by nie spadła z łóżka.Po krótkiej chwili Meredith wbiegła do pokoju z szamanką.
-Sebastian, twoja lewa ręka!- krzyknęła staruszka. Sebastian zdjął rękawiczkę i przyłożył ją do ust Kayli. Po paru sekundach, dziewczyna znowu spała normalnie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Walka między Kaylą a jej drugą osobowością trwała bardzo długo, więc prawdziwa nie miała tak dużo sił jak wcześniej. Do ledwo zipiącej powoli podchodziła ciemniejsza strona.
-Tutaj nie możesz mnie pokonać. To jest wymiar,w którym tylko ja mam władze.- powiedziała opętana, wyciągając spod czarnego płaszcza, który miała na sobie, wielki czarny miecz, jednocześnie podnosząc go- To koniec...- Ostrze szybko zbliżało się do głowy czerwonowłosej.... W ułamku sekundy, Kayla zatrzymała miecz gołymi rękami, jednocześnie bardzo szybko zabierając go z rąk swojej mrocznej strony. Zjawa nawet nie poczuła kiedy jej własna broń, wbiła się jej w brzuch.
-Co?....To niemożliwe....jak?....ty?....-powiedziała ciemna strona plując krwią. Czerwonowłosa popatrzyła na nią z pogardą, ściskając coraz mocniej rękojeść.
-Wygląda na to, że ty nie masz tak wielkiej władzy nad moim umysłem jak ci się wydawało-powiedziała Kayla, pchając miecz jeszcze głębiej w brzuch przeciwnika. Mroczna strona zniknęła, zmieniając się w pył.......Dziewczyna wygrała znacząco tą walkę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sebastian był w szoku po ostatnim incydencie, więc wolał zostać z dziewczyną w przypadku kolejnego ataku złości. Było już po północy, chłopak nawet na chwilę nie spuścił oka. Bał się co będzie dalej. Nawet nie zauważył kiedy oczy skleiły mu się...............Obudziło go ciche jęczenie.
..............................To była Kayla, która podniosła się z łóżka o własnych siłach. Sebastian nie mógł uwierzyć, że czerwonowłosa jeszcze żyje! Jego serce było tak przepełnione szczęściem, że rzucił się na nią i za nic nie chciał puścić. Dziewczyna poczuła jak po jej szyi płyną łzy.
-Sebastian, dlaczego płaczesz?- zapytała Kayla tępym głosem. Sebastian podniósł głowę i popatrzył się na ukochaną ze łzami w oczach.
-To nic takiego. To tylko łzy szczęścia- odpowiedział chłopak, ponownie tuląc do siebie dziewczynę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)