środa, 4 maja 2016

Rozdział 27

Przepraszam was za taką długą przerwę, a powstała ona ze względu na to ze mam problemy ze szkoła a konkretnie babą od matmy. Nw czy zdam ale jebie już na to, tak więc wracajmy do opowiadania.

Na jakiś czas przestępstwa ustępowały w mieście i służba nie miała nic do roboty. Król Francis postanowił otworzyć punkt zgłoszeń i problemów w swoim pałacu by ludzie mogli tam spisywać jakieś zażalenia lub skargi na sąsiadów lub zgłaszać przestępstwo by służba nie bawiła się w detektywa. Mieszkańcy od razu na tym skorzystali, ale czasem nadużywają tego przywileja. W nagrodę za dobrą służbę, król kupił kamerdynerom telewizor (pierwszy model na świecie) i nowe radio, oraz oddał jeden z pokoi do udekorowania go według gustu służby i wykorzystywania go do pracy.

Tym razem przy biurku do obsługi siedziała Meredith i sama obsługiwała petentów. Daimon i Kayla oglądali boks w nowym telewizorze, niedaleko od biurka, Sebastian uczył bliźnięta gry na skrzypcach kilkadziesiąt pokoi dalej, a Nael jak zwykle przy kwiatach w ogrodzie. Do Meredith stała baardzo długa kolejka składająca się z ok. 20 osób.
-Która to runda?-Spytała Kayla kolegę, uderzając go z otwartej dłoni w lewe ramię.
-Uspokój się dopiero szósta, jeszcze pięć.
-Widziałeś jak mu przywalił?! W tył głowy- Odpowiedziała dziewczyna, szturchając w tył głowy Daimona.-A teraz w jajaj- Nie powstrzymując się w odpowiedniej chwili dziewczyna uderzyła chłopaka w czuły punkt, a on trzymając się w miejsce ostatniego uderzenia otworzył usta w kształt 0.
-Sędzia chyba jest ociemniały!-Kontynuowała, klepiąc Daimona po głowie.- Ale mamy szczęście, będziemy mieć mistrza świata. KO CHAM ślepców, niech żyją ślepi, jutro wyśle prośbę o przyjmowanie ślepych w każdym zawodzie. Ty popatrz...HAHA UGRYZŁ GO!

-Czy wie pan co to był za kot?-Spytała Meredith petenta z podrapaną w nos córką , pisząc coś na kartce.
-Tak, Pers sąsiadów z na przeciwka i to się zdarza nie pierwszy raz.-W tym samym czasie, Kayla ugryzła marynarkę Daimona.
-WYDRAP MU OCZY NA CO CZEKASZ BIERZ GO!
-I co według pana mamy zrobić?
-UŚPIĆ TEGO KOTA ZANIM KTOŚ BĘDZIE MIAŁ GŁĘBSZE RANY!
-ZABIJ GO! (Kayla)
-Obiecuje Panu, że poślę tam najkrwawszego kamerdynera z naszej służby.
-A mogłaby to być ta pani?- odpowiedział mężczyzna pokazują na Kaylę, która za bardzo okazywała emocje.
-Obiecuję, że tak się stanie- powiedziała czarnowłosa sprzedając uśmiech do petenta.- proszę następną osobę!
-Co to ma być?! Uderzył do po komendzie stop!- krzyknęła czerwonowłosa, patrząc jak jej idol obrywa od przeciwnika, a sparing kończy się jego przegraną.
-Na moje oko to on zaraz wstanie, tylko zbiera siły-Odpowiedział kolega, pocieszając dziewczynę.
-Nooo to już koniec- Kayla usiadła na parapecie, łapiąc się rozpaczliwie za głowę.

Kiedy petenci już sobie poszli, Kayla dostała od Lissianny zadania do zrobienia zadane przez jej brata. Dziewczyna nie wiedziała jak się do tego zabrać. Po krótkiej chwili, popatrzyła na biurko.
-Meruś, pomogłabyś mi?-Zapytała Kayla z tonem niewiniątka. Czarnowłosa nie zwracała na nią uwagi.-Wiem jak ty miałaś dużo roboty ja oglądałam mecz, ale obiecuję ci, że z tym koniec. Już nigdy nie będę oglądała boksu...ww pracy.
Po dłuższym zastanowieniu...
-No dobra...pomogę ci.
-Ja to mam fart co?! Nic nie wspomniałam o piłce nożnej i narciarstwie.- Dziewczyna z dumą oparła się szafkę z której spadły kwiatki i paprotki Nael'a, a z doniczek wysypała się ziemia wprost na dywan.
-Ty to miałaś fart.
-Może poczekamy, aż twój brat wróci.
-Miotła jest w kuchni-odpowiedizała Meredith z lekkim uśmiechem.

Późnym popołudniem zaczęło padać. Przez okna nie było widać nawet drzew w ogrodzie. Sebastian, Meredith i Kayla siedzieli w "swoim" pokoju, a Nael i Daimon poszli patrolować ulice miasta. Meredith czytała książkę, a pozostała dwójka zajmowała się sobą nawzajem. Nagle drzwi do pokoju otwierają się z hukiem. W progu stali Daimon i Nael w płaszczach przeciwdeszczowych.
-Wiecie co stoi przed pałacem?-Zapytał Daimon.
-NIE!-Odpowiedzieli mu koledzy, wracając do swoich poprzednich czynności.
-A chcecie się dowiedzieć?
-NIE!
-Przed pałacem stoi wózek z niemowlakiem-Odpowiedział w końcu Nael.
-Sam tak stoi?-zapytała Meredith nie odrywając nosa z książki
-Tak sam…bez matki-Odpowiedział Nael ze smutnym wyrazem twarzy. W pokoju nastała cisza. Sebastian i Kayla przestali zajmować się sobą, a Meredith przestała czytać.
-NO TO BIEGNIJCIE PO TEN WÓZEK ZANIM DZIECKO SIĘ PRZEZIĘBI!-Krzyknął Sebastian, jednocześnie zrywając się z kanapy. Na tą komendę, Nael pobiegł na dwór, a Daimon powiesił płaszcz na wieszaku przy drzwiach, po czym rozsiadł się zmęczony w fotelu.
Nie minęła minuta, kiedy Nael wbiegł z wózkiem do pokoju, a z niego wydobywał się płacz dziecka. Wszyscy oprócz Kayli pobiegli zobaczyć niemowlę. W wózku była kartka po której grupa zbladła. Cisza byłą za bardzo krępująca.
-Zostawcie ten wózek przy drzwiach frontowych, dopóki rodzice po niego nie wrócą.-odezwała się Kayla
-Ojciec nie wróci…Zostawił list-Powiedział tępym tonem Daimon po czym dał czerwonowłosej kartkę.
-Hmmm (dziewczyna zaczyna czytać) „Zaopiekujcie się Sabriną R”, a skąd wiecie, że to do nas?
-Nie do nas…do ciebie-odpowiedziała jej koleżanka, bujając wózek by dziecko przestało płakać.
-JAK TO DO MNIE?!
-Twoje nazwisko to Raven zgadza się?-Zapytał Nael
-No tak…aaale nie wmówicie mi, że to moje!-Dziewczynę zszokowało, a jednocześnie roześmiało poczucie humoru kolegów-Sebastian no powiedz im coś…
-…Podobna do ciebie-Odpowiedział jej z miną „Ty chyba sobie żartujesz?!”
-Naprawdę?- Kayla podeszła do wózka sama porównać. Dziecko dalej płakało, a jak zobaczyło dziewczynę  to ucichło.-Ja się tak nie krzywię jak zobaczę kogoś miłego.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, Sebastian szybko opuścił okój, a zaraz po nim wyszła jego siostra.
-Hej a wy dokąd?!-Krzyknęła Kayla,łapiąc Daimona i Naela za ramię.-Wy mi ją tu przynieśliście, to też mi z nią pomożecie. Daimon leć do sklepu i kup….to co się daje małym dziewczynkom, aha i kilo pampersów. A ty Nael pomożesz mi tutaj na miejscu. Na początek….weź ją uśpij bo mnie boli głowa.
Kayla usiadła fotelu, łapiąc się za głowę, a Nael chodził z dzieckiem po pokoju próbując je uśpić, lecz nic nie pomagało. Nael znalazł i bibliotece książkę na temat opieki nad dziećmi.
-Mi się wydaję, że ona chce jeść
-JEŚĆ?! ONA CHCE JEŚĆ!
-Uspokój się jesteś w szoku.
-Musimy dać jej jeść.
Do pokoju wchodzi Daimon z torbą pełną różnych zabawek, ubranek i paczką pampersów pod pachą.
-Jestem ciekawy kto za to wszystko zapłaci-odpowiedział Daimon z jeszcze jedną paczką pampersów w ustach.
-Oj tam. Wujek Francis się zrzuci, czyyli zapłaci.-Odpowiedziała Kayla czytając rozdział o praniu ubranek (jaka temperatura wody, jaki proszek lub mydło użyć by dziecko nie dostało alergii itp.)
-Uprałem pampersa- powiedział Nael, dumnie trzymając swoje pranie nad miską z wodą. Kiedy dziewczyna to zobaczyła, zamknęła książkę nie zdejmując wzroku z chłopaka, po czym podeszła do niego próbując mu je zabrać.
-Zaczekaj…Musi wyschnąć- Nael położył pranie przy kominku.
Po porze karmienia, Kayla dała rozkaz Daimonowi by nosił dziewczynkę na rękach dopóki się jej nie odbije. Dziewczyna wróciła do czytania, a Nael dalej zajmował się praniem.
*burp*
-! BEKNĘŁA!
-Przestań bo ogłuchnie!- Krzyknęła czerwonowłosa, sama ze strachu zrywając się z fotela, po czym zabrała dziecko z rąk kolegi i położyła ją do wózka. Cała trójca zebrała się przy niemowlaku.
-Towarzyska panienka-powiedział Nael lekko się uśmiechając w stronę dziecka
(Dialog Kayla-Daimon)
-Wiadomo, ma to po mnie
-A co ma po ojcu?- zapytał zaciekawiony Daimon
-No przecież to idiota, nic by po nim nie odziedziczyła
-Skąd wiesz, że to idiota?
-A czy normalna osoba oddała obcym ludziom takie cudo?
-Oj tam obcym. Jesteś jej mamą.
-Nie nie jestem
-Znowu zaczynasz?
-No nie mogę być jej mamą, bo jedyną osobą z którą TO robię…Jest Sebastian. A tak poza tym widziałeś, żebym kiedykolwiek była w ciąży?
Chłopak zamilkł.
Coś trzeba z nią zrobić-powiedział Nael- trzeba ją oddać. Tylko gdzie?
-….Do domu dziecka?!-zapytał przerażony Daimon
-Przyznam się do niej i zostanie z nami.
-Nie pozwolą ci zachować nie swoje dziecko- odpowiedział jej Nael stanowczo.

Nagle było słychać ciche pukanie do drzwi. Daimon poszedł zobaczyć kto to, a Nael i Kayla powoli wychodzili z pokoju razem z wózkiem. Po pewnym czasie do drzwi podbiegli Sebastian, Meredith i bliźnięta.
Daimon delikatnie otworzył drzwi , a za nimi stała kobieta w czarnym płaszczu, którą szybko zaprosił do środka by mogła schronić się przed deszczem.
-Dobry wieczór-odezwała się kobieta- Zostawiłam tu rano wózek. O właśnie tamten.- Kiedy kobieta dotknęła daszku wózka, Kayla gwałtownie się z nim cofnęła.
-Skąd pani może wiedzieć, że to akurat pani dziecko?- Zapytał Kayla
-Ponieważ zostawiłam list w jej wózku.
-Nieprawda. Ten list zostawił ojciec tego niemowlęcia i napisał „Zaopiekujcie się Sabriną R” R jak Raven. Ja jestem Raven
-To wcale nie tak chciałam napisać „Zaopiekujcie się Sabriną Ratunku!”, ale pióro przestało mi pisać i zostało R. Proszę mi oddać dziecko!- Mimo starań kobiety odzyskania wózka, Kayla była dla niej za szybka.
-Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera
-No dobrze. Pójdę za to do piekła, ale wie pani to był..chwilowy okres…załamania.
-Załamania? A ja już zdążyłam się zakochać…Ty głupia kobieto- Czerwonowłosa patrzyła czule na dziewczynkę która przeżuwała swoje palce u rąk.
-No wie pani miałam…Trudne dni.


Kiedy sytuacja została wyjaśniona, kobieta zabrała wózek, przeprosiła za zamieszanie i odeszła, nigdy już nie wracając.

czwartek, 17 grudnia 2015

Rozdział: 26

Służba udała się do jadalni, żeby omówić przebieg wyprawy. Zasiedli przy wielkim stole i każdy rozmyślał nad sytuacją. Przez kilka minut panowała martwa cisza.... Nie było słychać nawet oddechu "sąsiada" z krzesła. Wzroki demonów i jednego Shinigami wpatrzone były w bukiet, który Meredith położyła dziś rano do śniadania. W oddali było słychać tylko ciche cykanie wielkiego zegara ściennego, który za pięć minut miał wybić dziesiątą. Daimon w końcu nie wytrzymał tej ciszy i z hukiem wstał z krzesła i otwartymi dłońmi uderzył w stół.
- Słuchajcie mam tego dość! Macie jakieś pomysły?! Trzeba jak najszybciej wyruszać!
- Kochanie uspokój się. Zaraz Sebastian pewnie coś wymyśli i wtedy wyruszymy. Przecież tu chodzi o Kaylę- powiedziała Meredith, siedząc na krześle i trzymając chłopaka za lewą rękę w celu rozluźnienia go.
- I o Yuzuki. Nie zapominajcie o niej!- wtrącił się Grell, oburzony, że nikt nie pamięta o jej partnerce. Sebastian dalej się nie odzywał. Siedział w ciszy i rozmyślał. W sumie podobało mu się opiekowanie małą Kaylą. Ciągle rozpamiętywał ten moment, kiedy karmił ją z butelki, a ona złapała go za karmiącą dłoń swoimi małymi, pulchnymi rączkami. Na samą myśl chłopakowi robiło się ciepło w środku, lecz po chwili szybko wrócił do żywych, wstał i ruszył w kierunku głównego holu.

Koledzy byli zdziwieni takiej reakcji, ale poszli za nim by dowiedzieć się o co mu chodzi. Kiedy znaleźli się na holu zauważyli, że chłopak od samego początku patrzy się na witraż nad głównym wejściem, z skąd uciekła anielica. Sebastian z zamyśloną twarzą udał się na zewnątrz by popatrzeć na miejsce ucieczki z drugiej strony. Jego oczy spoglądały najpierw na witraż, a potem skierowały się w stronę lasu. Dostrzegł, że drzewa są połamane, a złamania prowadzą w stronę ruin jednej z kaplic, która została zburzona 80 lat temu. Nie czekając na kompanów, kamerdyner sprintem pobiegł w kierunku miejsca podejrzeń. Po paru minutach, Sebastian był na miejscu i dostrzegł, ze rzeczywiście, złamania kończą się w pobliżu tego miejsca. Po kilku sekundach dogonili do Meredith, Daimon i Nael. Z całej trójki tylko dziewczyna była zasapana i zmęczona biegiem. Bardzo zazdrościła siły i wysportowania bratu i starała się być tak samo silna jak on. Niestety tylko demony były na miejscu, ponieważ Grell....No nie miał tych umiejętności co demony. Zmęczony i ledwo żywy Shinigami dobiegł na miejsce po 10 minutach, ledwo co trzymając swoją kosę.
Kiedy cała załoga była razem, weszli w do ruin. Na ich terenie nie było żadnej żywej duszy. Żaden nie wyczuwał anielskiej aury ani ludzkiej osoby. Sebastian zaczął rozglądać się po całych ruinach, a zaraz po nim cała ekipa. Po pół godziny szukania, Grell padł ze zmęczenia na kamienną ławkę. Meredith za kamieniem w kamiennej ścianie znalazła błyszczącą na niebiesko brożke. Kiedy dziewczyna chciała go dotknąć, Sebastian szybkim ruchem, złapał siostrę za ramię i odciągnął ją w ostatniej chwili. Brożka, tak naprawdę była bombą, która wybuchała gdy tylko poczuje w pobliżu moc demona.
Grupa musiała szybko ewakuować się z ruin, ponieważ wybuch zniszczył całą ścianę, która była oparciem całej budowli. Wielka chmura kurzu była widoczna na kilkanaście metrów. Męska część załogi osłaniała koleżankę, żeby kamień nie spadł jej na głowę.
W oddali było słychać powolne kroki, zmieżajace w ich kierunku. Kiedy kurz opadł na dobre było dobrze widać sylwetkę osoby. Byłą to ta sama anielica, która odwiedziła ich niedawno. Jej szyderczy uśmiech pokazywał, że dziewczyna doskonale wiedziała po co przyszli.

-Będziecie musieli się bardzo postarać żeby mnie pokonać. Nie macie nawet żadnych magicznych umiejętności by stawić mi czoła- powiedziała dziewczyna, ciskając błyskawicą w wielkie drzewo, które po paru sekundach zniknęło z powierzchni ziemi. Grell od razu zaczął cofać się w stronę lasu, bo nie chciał tak marnie skończyć, lecz Nael złapał go za ramię.

-Co ty wyprawiasz?! Po tym wszystkim co zaszło tak od razu odchodzisz?!-zapytał Nael z wściekłą miną. Shinigami wyszarpał się z uścisku blondwłosego demona- Poza tym pomyśl jak Yuzuki będzie ci wdzięczna za ten uczynek? A może odwdzięczy ci się w miły sposób?
Grel tak pomyślał przez chwilę, aż w końcu zrozumiał.
-MOTYWACJA NA MAKSA!!!-krzyknął Shinigami odpalając swoją piłę łańcuchową.

-Nie oceniaj nas dopóki się z nami nie zmierzysz -Powiedziała Meredith wychodząc z tłumu naprzeciw anielicy. Czarnowłosa zamknęła oczy i wyglądała tak jakby na coś czekała. Była wewnątrz siebie bardzo skupiona i czekała na odpowiedni moment. W tym samym czasie anielica rozpostarła skrzydła i uniosła się ok. 9 metrów nad ziemią. Nie czekając na ruch przeciwnika, skupiła swoją energię i rzuciła w czarnowłosą kulą błyskawic. Kiedy nastąpił odpowiedni moment, Meredith otworzyła oczy, a w ich stronę zaczęła zbliżać się wielka fala tsunami! Woda ominęła przyjaciół dziewczyny i skierowała się na anioła. Fala uderzyła z wielkim ciśnieniem, przygniatając dziewczynę do ziemi.
Meredith, pełna spokoju czekała, aż jej przeciwniczka wstanie. Kiedy to nastąpiło, anielica zgarnęła swoje blond włosy z twarzy, na której był wyryty gniew.

-Teraz nie możesz latać, więc mamy równe szanse. No dalej zaatakuj mnie- powiedziała Meredith z takim tonem jakby wiedziała co się stanie. Kiedy anioł chciał zaatakować dziewczynę błyskawicą, przez jej ciało przeszedł prąd, powalając ją znowu na podłogę.- Teraz jesteś zupełnie bezbronna. Nie wiedziałaś, że woda przewodzi prąd?

-Ty suko! Zniszczę cię nawet bez błyskawicy tu i TERAZ!- krzyknęła blodnwłosa wyciągając sztylet.
Zbliżała się bardzo szybko, więc Meredith nie miała jak opracować strategi. Cudem ominęła ostrze, lecz niestety nie bez szwanku. Anielica drasnęła jej prawy policzek. Chłopaki byli bardzo zdenerwowani jak to się zakończy. Emocje były napięte. Serca wszystkich biły jak szalone, a oddechy częste i głośne. Kiedy reszta chciała pomóc dziewczynie, nad walczącymi pojawiły się dwa anioły: Jeden chłopak, dobrze zbudowany w białym smokingu oraz dziewczyna z fioletowymi włosami i w miętowej sukience.
- Anastasio, czemu ty się tak z nimi bawisz?- zapytał chłopak w białym smokingu. Anastasia odwróciła wzrok w stronę swoich sprzymierzeńców.
-Cristian? Iris? Co wy tu robicie?!- zapytała dziewczyna zszokowana wizytą.
-Przyszliśmy zobaczyć co robisz- powiedziała Iris z uśmiechem od ucha do ucha. Cristian osiadł na ziemie i zadał pytanie Sebastianowi.
-Czego wy od nas chcecie?
-Nasze koleżanki zostały zamienione w dzieci, przez waszą znajomą i chcemy dostać antidotum.
Anioł rozmyślał nad prośbą, po czym wyjął z kieszeni niebieską fiolkę i rzucił w stronę Meredith, która ledwo co ją złapała.
-To wam powinno pomóc. Nalejcie na główki waszych koleżanek 3 krople tego NIE WIĘCEJ!, a odzyskają dawną postać.
-Co?! oddajesz im antidotum tak bez walki?!- uniosła się Anastasia w stronę chłopaka z wyraźnym oburzeniem na twarzy.
-Nie chce mi się z nimi dzisiaj bić. A teraz wracamy.
-Co? Nieee, a ja chciałam się zmierzyć z tym ślicznym blondaskiem-powiedziała Iris uśmiechając się stronę Naela, który najwyraźniej walnął buraka na całej twarzy.
Anioły powoli zaczęły znikać, ale Cristian zdążył jeszcze powiedzieć coś do Sebastiana:
-Aha, i pozdrów Kaylę ode mnie.
Po tych słowach zniknęli. Nikt nie wiedział co się przed chwilą zdarzyło, lecz nie chcieli drążyć tematu. Najważniejsze teraz było to, żeby jak najszybciej wrócić do posiadłości.

Po 10 minutach drogi, kamerdynerzy od razu pobiegli do salonu gdzie znajdowali się Francis, Lissianna, Kayla i Yuzuki.
-I co? Znaleźliście antidotum?- zapytał Francis, który spoglądał zza gazety.
-Tak mój panie- powiedziała Meredith pokazując fiolkę. Dziewczyna podeszła do Kayli i tak jak powiedział Cristian nalała 3 krople na główkę przyjaciółki,a potem podeszła do Yuzuki i zrobiła to samo. Dzieci zaczęły świecić na niebiesko.....Oślepiające światło spowodowało, że nie wiadomo co się działo w tej chwili. Blask zniknął po pół minuty. Wszyscy odsłonili oczy by zobaczyć efekt. Nikt nie spodziewał się, aż tak dobrego efektu antidotum.
Dziewczęta odzyskały swoje dawne rozmiary i powoli wstały, otrzepując się z brudu. Sebastian i Grell patrzyli na dziewczyny z wielkim zaszokowaniem. W sumie nie dziwi mnie ich reakcja. Może dziewczyny rzeczywiście urosły, ale nie tylko one. Każda z nich miała włosy z długością do pasa!
-Kkayla tyyy...-Sebastian nie mógł wypowiedzieć z siebie żadnego słowa ze względu na nowy image dziewczyny. Był w niej jeszcze bardziej zauroczony niż wcześniej. To samo można było powiedzieć o Grell'u. Był wpatrzony w Yuzuki jak w obrazek.
Kayla zauważyła zmianę jaka w niej zaszła.
-Cóż, będę musiała je znowu obciąć- powiedziała dziewczyna łapiąc się za kosmyki, lecz Sebastian złapał ją za dłonie, ściskając je mocno.
-Zabraniam ci! Wyglądasz pięknie z długimi włosami.
Dziewczynę zamurowało. Myślała, że podoba się chłopakowi tylko w krótkich włosach, lecz teraz wiedziała jak bardzo się myliła.
-Ja też nie zetnę już włosów. Lepiej się w nich czuje- powiedziała Yuzuki wtulona w swoje włosy. <3

PROSZĘ O KOMENTARZE JAK WAM SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ ;)

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział: 25

To już drugi dzień odkąd anioł zagościł w posiadłości rodziny Penhallow. Ostatnie wydarzenie przewróciło życie służby oraz bliźniaków do góry nogami. Klątwa nie ustąpiła, przez co Kayla i Yuzuki były ciągle więzione w ciałach dzieci. Francis ustalił, że Grell zajmie się Yuzuki, a Sebastian Kaylą, ponieważ Meredith ma obowiązek usługiwać jemu, a nie swoim znajomym. Nael tymczasowo przejął opiekę nad Lissianną, ponieważ tylko on był w stanie znieść bajkowy świat dziewczynki.

Sebastian obudził się bardzo wcześnie, ponieważ musiał przygotować śniadanie dla ich wysokości, oraz dla Kayli. Kiedy ubierał śnieżnobiałą koszulę, spoglądał na śpiące dziecko, które leżało w kojcu, należące kiedyś do Lissianny, lecz leżało przez lata w piwnicy. Chłopak stracił rachubę czasu, przez co miał niewielkie opóźnienie. Sprintem pobiegł w kierunku kuchni, gdzie zaczął przygotowywać omlety z kozim mlekiem i malinami, sałatkę owocową a na deser pudding waniliowy z truskawkowym syropem. Oprócz tych przysmaków musiał jeszcze ugotować mleko w butelce dla Kayli.
Parę minut czekał, aż woda zacznie się gotować. Wiedział, że mleko nie może być za gorące, żeby dziecko nie poparzyło sobie podniebienia. Kiedy mleko w butelce zaczęło lekko bulgotać, Sebastian wyciągnął je z garnka, podwinął lewy rękaw marynarki i koszuli, po czym pokropił mlekiem nadgarstek. Było wprost idealne. Wszystkie dania były w 100% gotowe. Wyszedł z kuchni z wózkiem pełnym dań, kierując się w stronę jadalni. Wchodząc do wielkiej sali pełnej fresków, zobaczył Meredith i Daimona, przygotowujących stół do śniadania. Rozłożyli na stole różowo-złoty obrus ze złotymi zdobieniami, na środku stołu Meredith położyła wazon z żółtymi różami, Daimon zaczął rozkładać sztućce z najlepszej próbki srebra dostępnego na rynku oraz złote serwetki złożone w stożki. Na koniec Sebastian zaczął rozkładać talerze z przysmakami.

Kiedy praca została wykonana, Sebastian pobiegł w stronę swojego pokoju z butelką. Wszedł po cichu, żeby nie obudzić dziecka. Na jego nieszczęście, Kayla otworzyła oczy razem z otwierającymi się drzwiami.
Kiedy chłopak zamknął je za sobą, zauważył, że dziewczynka już wstała i trzyma się ogrodzenia łóżeczka. Sebastian uśmiechnął się do niej, podchodząc w stronę kojca. Położył butelkę na komodzie, żeby wziąć Kaylę na ręce. Kamerdyner usiadł na łóżku z niemowlakiem karmiąc ją na swoich kolanach. Nie zauważył kiedy Kayla podniosła rączki, obejmując butelkę i jednocześnie lewą rękę Sebastiana, patrząc na niego wielkimi oczkami. Chłopak patrzył na nią ciepłym spojrzeniem i pocałował ją w czoło. Czuł jak rodzi się w nim instynkt rodzicielski.
W jednej chwili z hukiem do pokoju wszedł Grell z płaczącą Yuzuki na rękach. Przez huk drzwi, Kayla również zaczęła płakać.
-Sebas-chan proszę, pomóż mi! Nie wiem co robić! Robię co mogę, a Yuzuki dalej płacze!
-Widzisz co zrobiłeś?! Przestraszyłeś Kaylę!
-Przepraszam ale ja sobie nie radzę z tym zadaniem.
- A próbowałeś ją karmić?
-Tak
-Próbowałeś z nią się bawić?
-Tak próbowałem wszystkiego!
-A próbowałeś ją przewinąć?
-....Yyy nie. Nie pomyślałem o tym.
-Ehhh, idź do łazienki i przewiń ją. W szafce po lewej stronie są pieluszki. Aha i zamknij za sobą drzwi.
Shinigami wyszedł z płaczącym dzieckiem na korytarz. Sebastian próbował uspokoić Kaylę kołysając ją na rękach, lecz to nie pomagało. Kiedy zaczął znowu karmić dziecko, płacz ustanął.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kayla po trzech godzinach zabawy z Sebastianem, zasnęła od razu po położeniu ją w łóżeczku. Chłopak nie mógł się napatrzeć na tak cudne stworzenie jak ona. Kiedy Sebastian przykrył dziecko kocykiem, do pokoju po cichu weszła Meredith.
-Posłuchaj Panicz Francis kazał mi wszystkich zawołać do jego biura.- powiedziała dziewczyna podchodząc do kojca. Poczuła takie ciepło w sobie widząc słodko śpiące dziecko. Zauważyła jak Sebastian troszczy się o dziewczynę w tej ciężkiej sytuacji, lecz nie mieli czasu na rozmowę o opiece nad dziećmi. Rodzeństwo po cichu zamknęło za sobą drzwi, po czym szybkim krokiem poszli w stronę biura.
Kiedy weszli, zauważyli, że wszyscy już byli na miejscu. Podeszli w stronę biurka i stanęli koło reszty służby.
- Posłuchajcie, tak dalej być nie może.-powiedział Francis, siedząc za biurkiem z poważnym wyrazem twarz- Kayla i Yuzuki muszą wrócić do pierwotnej postaci. Dlatego musicie znaleźć te anielice i stawić jej czoła, zabrać jej to berło i znaleźć antidotum na tą klątwę. Ruszycie za chwilę i nie radze wam wrócić z pustymi rękami. A TERAZ JAZDA!    

środa, 14 października 2015

Rozdział: 24

Jedyne miejsce w posiadłości, które nie zostało jeszcze sprawdzone to ogród do którego Nael zabrał ze sobą Yuzuki i Grell'a. Sebastian, Kayla, Meredith, Daimon, Lissianna i Francis towarzyszyli Will'owi w drodze na zewnątrz. Do ogrodu królewskiego prowadziły wielkie szklane drzwi z białymi, drewnianymi akcentami i pozłacaną klamką. Sebastian bez wahania otworzył szklane drzwi i prowadził dalej w wzdłuż ogrodu.
Po jego minie nie było widać ani trochę strachu ani zmartwienia. Szczerze mówiąc, Sebastian dalej miał uraz do Shinigami, a zwłaszcza do Will'a, który mocno zaszedł mu za skórę kiedy z Cielem prowadził dochodzenie w sprawie zaginięcia małych dzieci, które ślady prowadziły do cyrku "Arka Noego".
Przy fontannie siedział Nael, który na spokojnie przycinał gałązki krzaków róży. Kiedy zobaczył gościa, wstał, przywitał się i odpowiadał na pytania zadane przez Shinigami.
-Ależ proszę, może pan obejrzeć każdy zakamarek tego pięknego ogrodu, którym opiekuję się od dłuższego czasu- powiedział Nael uśmiechając się szeroko i pokazując lewą dłonią resztę ogrodu, który miał naprawdę wielką przestrzeń.
Will uważnie przyglądał się każdemu krzakowi, każdej grządce i każdemu drzewu napotkanemu po drodze. Jak na razie wszystko było w porządku. Po uciekinierach nie było ani śladu.
-Hmmm, no cóż nie udało mi się ich znaleźć w waszej posiadłości, ale to nie znaczy że wam ufam. Będę was miał na oku- po tych słowach, Will wskoczył na mur ogrodu po czym zniknął w drzewach otaczających posiadłość. Kiedy Nael wiedział, że zagrożenie minęło, podszedł do fontanny i wcisnął jeden z kamieni znajdujących się w jej dolnej części. Przed chłopakiem ukazała się dziura i kamienne schody prowadzące na dół. Z pomieszczenia wyskoczyli Grell i Yuzuki.
-Dziękuje wam bardzo za ochronę, ale nie możemy tu zostać na długo. Jutro zamierzamy opuścić posiadłość w poszukiwaniu jakiegoś innego schronienia.- powiedział Grell, obejmując Yuzuki prawym ramieniem.
-A jak zamierzacie dalej funkcjonować?-zapytał Nael zszokowany wiadomością na temat odejścia gości. Bardzo polubił tą dwójkę (Nale bardzo łatwo się zaprzyjaźnia).
-Z tych pieniędzy, które jeszcze nam zostały, zamierzamy założyć własną działalność Shinigami u Undertaker'a.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na następny dzień, Shinigami byli już gotowi do drogi. To pożegnanie nie było łatwe dla Lissianny, Naela oraz...Yuzuki. Bardzo polubiła całą gromadę służących oraz właścicieli domu. Nie chciała go opuszczać bo czuła się tutaj jak u siebie. Nie obeszło się bez uścisków dłoni oraz przytulania na do widzenia. Kiedy goście mieli już wychodzić, w domu zaczęło emanować dziwną energią.
Z miejsca gdzie wisiał diamentowy żyrandol zaczęło rozbłyskiwać światło o wiele bardziej mocniejsze niż z żyrandola. W powietrzu zwisała kobieta z blond włosami, błękitnymi oczami oraz bladą jak śnieg skórą. Była ubrana w białą, zwiewną suknię, a na stopach miała owinięte złote bluszcze winogrona.
-Która z was to Kayla Raven?- zapytała srogim głosem osoba. Kayla nie czekając na cud wyszła z tłumu by się ujawnić.
-Czego ode mnie chcesz?!
- Hmmm...czyli to ty? Mój przyjaciel dużo mi o tobie mówił. Nawet jesteście do siebie podobni....No ale cóż to jest prezent od niego!
-Coo!?
Dziewczyna spod rękawa wyciągnęła szklane berło z niebieskim klejnotem na czubku, który po chwili zaczął świecić. Z berła wystrzelił promień, który był niewyobrażalnie oślepiający. Nikt nie wiedział co się działo, lecz Yuzuki mogła dostrzec bieg wydarzeń dzięki swoim okularom Shinigami w postaci pilotek z przyciemnianymi szkłami. Młoda Shinigami pobiegła w kierunku demona w celu zepchnięcia jej z celownika, lecz nie poszło to tak jak ona zaplanowała. Kiedy promień strzelił w ziemię, cały hol był spowinięty dymem.
Nieznajoma natomiast uwolniła anielskie skrzydła po czym uciekła, rozbijając witraż nad głównym wejściem. Kiedy już dym opadł, Sebastian zobaczył Meredith, która zasłoniła Francisa przed urazem, Lissiannę, którą uratowali Nael i Daimon, Grella który musiał chronić się sam  :'(, tylko nie widział Kayli oraz Yuzuki. Gwałtownym ruchem wstał z podłogi i pobiegł tam gdzie jeszcze przed chwilą stała czerwonowłosa. TO co zobaczył było dla niego oraz dla pozostałych szokiem. Kayla i Yuzuki....zostały zamienione w... 2-latki!
Wyglądały wprost uroczo!!! Kayla miała wielkie, czerwone oczka i krótkie czerwone włoski, natomiast Yuzuki wielkie zielono-szare oczka pod malutkimi pilotkami i krótkie czarne włoski. Nawet ich ubranka się skurczyły. Kiedy Grell zobaczył co stało się z jego partnerką był przerażony a jednocześnie zachwycony urokiem dziewczynki.
-Cóż, wygląda na to, że będziemy musieli tu jeszcze zostać- powiedział Grell biorąc małą Yuzuki na ręce.

OPINIE O ROZDZIALE PROSZĘ W KOMENTARZACH  ^^

środa, 16 września 2015

Rozdział: 23

Powrót do "domu" okazał się dla kamerdynerów bardzo przyjemnym uczuciem. Szczególnie kiedy widzieli w jak opłakanym stanie znajduje się posiadłość. Odpoczynek musiał zamienić się w sprzątanie generalne.(Masakra!) Ale kiedy jest się demonem, takie sprzątanie nie sprawia problemu. Po całej pracy, grupa służących odpoczywała w kuchni przy filiżankach kawy i maślanych ciasteczkach w czasie gdy królewskie bliźniaki jeszcze spały. Atmosfera była bardzo przyjemna, w towarzystwie żartów i śmiechów wypełniające cały pokój. Całą sielankę zakłócił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę nie przeszkadzajcie sobie.-Powiedziała Meredith, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi. Ruszyła w kierunku głównego holu, który znajdował się po drugiej stronie jednego z pobocznych korytarzy wypełnionych portretami i obrazami ukazującymi krajobrazy z każdego krańca świata. Dzwonek zaczął dzwonić coraz intensywniej i szybciej, przez co czarnowłosa musiała przyspieszyć. Kiedy podirytowana dźwiękiem dziewczyna otworzyła drzwi, staranowały ją dwie osoby, które chciały jak najszybciej wejść do środka.
-Zamknij drzwi! SZYBKO!- krzyknęła męska postać. Meredith szybko spełniła prośbę gościa i z hukiem zamknęła za sobą wielkie wrota. Kiedy odwróciła się w stronę postaci, poczuła, że skądś je zna...Ten sam głos, te same sylwetki i błysk odbijający się od okularów...
-Pani Yuzuki i Pan Grell! Co wy tu....
-Nie mamy czasu na rozmowę chcemy się szybko zobaczyć z państwem Penhallow-krzyknął Grell. Meredith szybko upomniała Shinigami gestem ciszy.
-Nie możecie w tym momencie, ponieważ państwo jeszcze śpią po podróży. Nie wolno im przeszkadzać.
-Już nie śpimy....- Odezwał się chłopięcy głosik. Na schodach prowadzących na 1 piętro stali dwaj następcy tronu w piżamach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dobrze, a więc co was tu sprowadza?-powiedział Francis. Rozmowa toczy się już w zupełnie innym pokoju, a tak w ogóle to w salonie. Cały personel posiadłości stał na baczność obok swoich podopiecznych. Dwaj Shinigami siedzieli na kanapie naprzeciw właścicieli domu. Yuzuki milczała, spuszczając głowę w dół. Grell z trudem przełknął ślinę i zaczął rozmowę.
-Chciałbym prosić państwa o pomoc....
-Pomoc?
-Tak a w zasadzie to o nocleg. Jesteśmy zmuszeni prosić o to, ponieważ Will, ta wredna kreatura podstępem przyłapała mnie i Yuzuki na pocałunku....
Yuzuki w tym momencie zalała się jeszcze większym rumieńcem.
-.....I zostałem oskarżony o romans z uczennicą. Teraz ścigają nas wszystkie jednostki Shinigami. Raz udało nam się ich wykiwać dzięki sprytowi Yuzu, ale nie jestem pewny czy to długo podziała. Dlatego pomyślałem, że poprosimy was o pomoc. To miejsce to ostatnia rzecz jaka im wpadnie do głowy.
Francis długo zastanawiał się nad odpowiedzią. Lissiana patrzyła z niepokojem na brata oraz zmartwionych Shinigami, trzymających się za rękę. Kamerdynerzy również patrzyli się na chłopca, ale nie z niepokojem tylko z pogardą.
-Jestem wam winny przysługę za to, że pomogliście w ratowaniu mojej siostry. Dlatego pozwolę wam tu się zadomowić, ale wy też musicie pracować jak nasi słudzy. Umowa stoi?- Francis w tym momencie wyciągnął rękę przed Grellem. Po chwili wahania mężczyzna wyciągnął swoją dłoń w celu zawarcia umowy.
-Nasi kamerdynerzy pokażą wam co i jak. Zaczniecie prace za godzinę, a jeśli coś zrobicie nie tak....to lepiej żebym się o tym nie dowiedział. Chłopaki zajmiecie się panem Grellem, a dziewczęta panią Yuzuki. A teraz do pracy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Minął już tydzień od kiedy nasi goście pełnią rolę służących w posiadłości Penhallow. Na razie nic się nie dzieje, ponieważ Grell ma już doświadczenie co do służącego, za to Yuzuki zachowuje się trochę niezdarnie. Kiedy coś stłucze albo zepsuje, próbuje płakać, ale Kayla i Meredith uspokajają ją słowami "Nic się nie stało". Poza tym to wszystko było ok. Jak zawsze  kiedy bliźniaki śpią demony robią sobie przerwę w postaci filiżanki kawy i ciasteczek. Tym razem były to czekoladowo-waniliowe.

-Cóż muszę pochwalić pana Grella, że od tygodnia nic nie nabroił, a przy tym ani razu się do mnie nie dobierał- powiedział Sebastian, zamaczając swoje ciastko w kawie.
-To dlatego, że mam już miłość swojego życia, mimo że nie ma na sobie nic czerwonego to i tak jest dla mnie najważniejsza.- powiedział Grell przytulając do siebie młodą Shinigami.- Cieszę się, że jesteś z Kaylą. Ona docenia czerwień i za to ją lubię.

Kayla zaniemówiła, patrząc na Grella a potem na Sebastiana, który uśmiechał się do niej bez przerwy, po czym zanurzyła wargi w filiżance. Tą miłą jak zawsze sielankę, ktoś przerwał dzwonkiem do drzwi.
-Echh...Tym razem ja otworzę- powiedziała Kayla po czym z zabójczą prędkością wybiegła z kuchni w stronę drzwi frontowych. Po kilku sekundach była na miejscu. Popatrzyła przez judasza sprawdzić kto to...Nie wierze! Kayla wróciła ponownie do kuchni z jeszcze większą szybkością.-Will tutaj jest szybko chowajcie się!

-A...Ale gdzie?!-krzyknęła spanikowana Yuzuki, łapiąc mocno Grella za jego czerwoną marynarkę.
-W ogrodzie jest tajne wejście do schronu, szybko zaprowadzę was!-powiedział Nael wybiegając z Shinigami w stronę tylnych drzwi. Natomiast Daimon i Meredith pobiegli by otworzyć drzwi niezapowiedzianemu gościowi.
-Witamy pana w posiadłości Penhallow, w czym mogę służyć?-zapytał Daimon z fałszywym uśmiechem. Meredith by nie zwracać na siebie podejrzeń robiła to samo co jej chłopak.
-Szukam dwóch Shinigami: Grella Suttclif i Yuzuki Venus. Są poszukiwani przez wszystkie nasze oddziały- powiedział Will pokazując zdjęcie dwójki. Meredith wzięła zdjęcie do ręki.
-Nie znamy nikogo takiego- powiedziała czarnowłosa, lecz Shinigami nie wierzył jej nawet na słowo.
-Czy ja cię skądś znam? Przypominasz mi jednego z tych obleśnych demonów...-Daimon po tych słowach nie mógł się potrzymać i próbował rzucić się na Willa z rękami, lecz Meredith była szybsza i zablokowała.

-Kogo nazywasz obleśnym, okularniku?!
-Jak pan śmie nazywać nas obleśnymi?!
-Aha...Już wiem kim jesteś. Jesteś krewną tego....hmmm..Sebastiana prawda?
-Tak to mój brat, a tak w ogóle co panu do tego?

-A bo mam z nim niewyrównane rachunki...
W tym właśnie momencie do holu wbiegli Kayla i Sebastian.
-Och..Kogo ja widzę. Dawno się nie widzieliśmy Williamie T.Spears.-Powiedział Sebastian

Kayla patrzyła na niego z takim wyrzutem, jakby zaraz miała go przerzucić przez ogrodzenie posiadłości. W jednej chwili kosa Williama kierowała się w stronę Sebastiana, lecz Kayla zdołała go ochronić za pomocą róż (no co? Jak Sebastian używał sztućców to było ok?).
-Widzę, że znalazłeś sobie kogoś do obrony. Tylko szkoda, że to taki babochłop.
Sebastian po tych słowach ze strachem popatrzył na Kaylę i miał powód. Włosy dziewczyny dosłownie zaczęły się PALIĆ! Wystarczyła sekunda by podbiec do Shinigami i z całej siły sprzedać mu cios prosto w zęby. Po chwili mężczyzna leżał na podłodze.
-Ej gdzie są moje okulary?! Wiesz, że okularników się nie biję w twarz?!
-Ja pierdolę na zasady...-powiedziała dziewczyna odchodząc dumnie w stronę Sebastiana, obejmując jego lewe ramię. Shinigami zobaczył jakie ma potłuczone i zgniecione okulary, więc wyciągnął z kieszeni marynarki parę zapasową.
-Dobra potem się z wami rozliczę, ale najpierw chce przejrzeć tę posiadłość w celu odnalezienia uciekinierów.
Kamerdynerzy nie mieli nic przeciwko temu. Grupa zwiedziła cały dom, lecz został jeszcze ogród. Obyś Nael dobrze ich ukrył!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział: 22

Dzisiaj Kayla opuszcza salę chorych i jednocześnie wraca do świata ludzi. Wszystko było już spakowane i gotowe do drogi. Seraphine na wskutek licznych obrażeń zostanie tu jeszcze przez tydzień. W tym czasie Kayla pakowała swoje ostatnie rzeczy. Cała grupa czekała tylko i wyłącznie na nią wraz z jej bagażami, żeby nie musiała dźwigać w takim stanie. Kiedy czerwonowłosa kierowała się do wyjścia, do pokoju weszła Kaede, żeby się z nią pożegnać.
-Posłuchaj kochanie, zanim wyjdziesz chciałabym o czymś z tobą jeszcze porozmawiać. Usiądź proszę.
Dziewczyna posłuchała się swojej babci i usiadła na łóżku. Szamanka wzięła krzesło i postawiła naprzeciwko swojej wnuczki.
-Kayla chyba już wiesz co się stało z tobą w czasie igrzysk?
Dziewczyna potaknęła.
-Dobrze, ponieważ o tym chce z tobą pomówić. Sądze, że jesteś już wystarczająco dojrzała by poznać prawdę...." 18 lat temu w jednej ze świątyń była uwięziona bestia, która setki lat temu zagrażała nie tylko nam ale również aniołom. Z czasem bariera, która więziła bestię z czasem zaczęła słabnąć. Dla tego potwora to była idealna okazja na ucieczkę. Mnisi, którzy pilnowali więźnia słyszeli jak bestia zaczęła uderzać w barierę, żeby ją osłabić. Wojownicy robili co mogli by bariera się nie rozpadła, lecz wiedzieli, że na długo tego nie powstrzymają. Wiem o tym, ponieważ sama tam byłam. Rada ustaliła, że zapieczętują bestie w ciele jakiegoś demona, lecz nikt niestety nie nadawał się. Stwierdzono, że trzeba porwać jedną z dusz, która oczekuje w czyśćcu na sąd ostateczny. Jeden z najlepszych w tych czasach szpiegów podjął się tego zadania i solo wybrał się po duszę ( dusze w czyśćcu wyglądały jak niemowlęta).....Minęły trzy dni, kiedy wrócił. Nie czekaliśmy na decyzję rady tylko sami odprawiliśmy rytuał pieczęci. W czasie pieczętowania bestii, dziecko płakało i krzyczało jak opętane, lecz po 9 godzinach było już po wszystkim. Bestia zniknęła na dobre i nikt nie musiał już jej pilnować. Myśleliśmy, że wszystko za nami, lecz myliliśmy się. Po tygodniu niebo wypowiedziało nam wojnę, ponieważ dowiedziało się o porwaniu. To była najjaskrawsza wojna jaką przeżyłam. W czasie wojny umarli też rodzice Sebastiana i Meredith. Umierali na moich rękach....Nigdy tego nie zapomnę..."
-No dobrze babciu, ale...co ma jedne do drugiego?!
-Ta dusza....tym dzieckiem byłaś ty...

...Kayla zaniemówiła. Dowiedziała się przed chwilą, że jest pół bestią, która stanowi poważne zagrożenie dla jej bliskich. Głowa dziewczyny opadła...jej wargi zaczęły drżeć, a spod powiek poleciały łzy. Nie mogła potrzymać się od płaczu i nie nadążała z wycieraniem policzków. Kaede wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i podała wnuczce.
- Po zapieczętowaniu był jeszcze jeden problem oprócz wojny. Nie mogliśmy znaleźć dla ciebie domu i dlatego ja jedyna zgłosiłam się, w kwestii o opiekę nad tobą. A wiesz czemu to zrobiłam? Bo wiedziałam, że jesteś wyjątkowym dzieckiem.
Kaede promiennie uśmiechnęła się, odgarniając z twarzy dziewczyny jej czerwone włosy. Kayla przytuliła się mocno do swojej babci, płacząc na jej ramieniu, a szamanka głaskała ją po włosach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy Kayla się uspokoiła, pożegnała się z babcią i poszła w kierunku parku głównego, gdzie czekali na nią przyjaciele. Kiedy dziewczyna dotarła na miejsce spotkania, grupa wzięła swoje bagaże i ruszyła w kierunku ruin znajdujących się poza miastem. Wyprawa zajęła im z pół godziny lub więcej. W grupie znajdowały poszczególne osoby : Daimon, Nael, Meredith, Sebastian, Kayla, Francis i Lissiana ( ponieważ nie wiedzieli jak wrócić do domu).
Kiedy wszyscy byli gotowi wskoczyć do portalu, Kayla stała przy wejściu do ruin i wyglądała, jakby na kogoś czekała. Zaciekawiona Meredith podeszła do dziewczyny po cichu.
-Chodź już jesteśmy gotowi. Można ruszać.
-Poczekajcie proszę jeszcze chwilę ok?
Meredith zdziwiona zachowaniem dziewczyny, odeszła bez zastanowienia. Kiedy była już z pozostałymi przy portalu usiadła na swojej torbie i patrzyła się na Kaylę. Nagle z daleka było słychać jak ktoś idzie i stawia wielkie, potężne i głośne kroki. Nael i Daimon myśleli na początku, że to trzęsienie ziemi, ale po chwili było widać dwie ogromne sylwetki.
Daimon zaczął na cały głos się drzeć i ze strachu wskoczył na ramiona Meredith, która była zaskoczona zachowaniem chłopaka. Przed ich związkiem udawał Casanove i nieustraszonego, a tu nagle okazało się,że to wszystko było kłamstwo. Meredith z gniewną miną upuściła Daimona, który z hukiem spadł na kość ogonową. Chłopak popatrzył się na czarnowłosą, pocierając bolący tyłek. Dziewczyna zrobiła minę typu "Wstyd mi za ciebie"
Dwie wspomniane wcześniej sylwetki w końcu stanęły w jasnym świetle. Byli to dwumetrowi bliźniacy, umięśnieni jak hardcorowy koksu. Wyglądali dokładnie tak samo: blond włosy na żel, brązowe oczy i stroje zapaśnicze z logiem szkoły. Ci dwaj to kapitanowie szkolnej reprezentacji w zapasach. Brutus i Roco.
-Kayla, po co ty na nich czekałaś?!-powiedział Sebastian
-Ponieważ, ci dwaj wiszą mi przysługę. Pół roku temu pokonałam ich w jednym pojedynku i w zamian mają zrobić co im rozkaże. Niestety nie miałam nigdy okazji tego wykorzystać, ale teraz nie żałuję.
Kiedy już NAPRAWDĘ WSZYSCY byli na miejscu, można było rozpocząć powrót do domu. Kayla, Meredith i Lissiana skoczyły do portalu pierwsze, potem Francis, Nael, Sebastian, Daimon a na koniec Brutus i Roco. Miejsce "wysadzenia" nie zmienił się. Znowu grupa wylądowała w tym samym zakonie co wcześniej. Wzrok Kayli latał na wszystkie strony, lecz na próżno. Kiedy wszyscy wyszli na dwór, czerwonowłosa ucieszyła się...Jest. Ta sama zakonnica co widzieliśmy wcześniej.
-Brutus, Roco...Wiecie co macie robić- Dziewczyna pstryknęła palcami, a zapaśnicy poszli w stronę zakonnicy uśmiechnięci, złapali ją tak, by nie mogła uciec i zabrali ją do tej sławnej szopy:
Po chwili ciszy zaczęły się krzyki i....trzęsienie ziemi! Sebastian już domyślił się co tam się dzieje i nie spodziewał się, że Kayla jest do tego zdolna. Dziewczyna tylko chwilę popatrzyła się na szopę i odwróciła się w stronę lasu. Pod nosem było widać wyrazisty uśmiech oraz widoczny thug life.

Oceny za rozdział proszę w komentarzach. Dziękuję ;)