czwartek, 5 marca 2015

Rozdział: 13

Jak co roku, w czasie turniej po dniu pojedynków przychodzi czas jednego dnia wolnego dla wszystkich. Nael chciał ten dzień poświęcić na solidny trening przed jutrzejszym dniem. Chciał poprawić swoje umiejętności w walce, ponieważ wiedział, że Daimon jest od niego znacznie silniejszy. Nieraz przegrywał z nim przepychanki przed szkołą.
Blondyn obiecał sobie, że tym razem nie przyniesie sobie wstydu przed wszystkimi, a szczególnie przed swoimi rodzicami, którzy powiedzieli, że na pewno przyjdą z jego dwuletnią siostrą zobaczyć jak ich syn wygrywa zawody. Bardzo się przejął, bo bał się, że ojciec będzie się go wstydził, a mama będzie zawiedziona. Sama myśl o tym sprawiała, że robiło mu się niedobrze.
 Błyskawicznie odrzucił te myśli, przebrał się w biały, dopasowujący się T-Shirt, czarne dresy i pomarańczowe Nike'i. Wyszedł ze swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. Siłownia była na drugi końcu budynku, więc spacer będzie trwał ok. 10 minut. Co chwila chłopak mijał pokoje swoich przyjaciół i innych znajomych ze szkoły. Po drodze Nael minął małą kawiarnie w której zauważył Meredith, która piła Espresso i jadła ciasteczka czekoladowe. Czarnowłosa również go zauważyła i pomachała do niego.
-Hej Nael, gdzie się wybierasz?-Zapytała Mer uśmiechając się do chłopaka, trzymając w ręku ciasteczko. Blondyn wszedł na chwile do kawiarni i przysiadł się do koleżanki.
-Idę na trening, a co?-zapytał Nael patrząc się na czarnowłosą. Chłopakowi zależało na czasie, ponieważ chciał jak najszybciej dotrzeć na siłownię.
-Nie nic sorki, że cię zatrzymuję, a przy okazji weź sobie jednego-powiedziała Meredith podnosząc talerzyk z ciasteczkami. Dziewczyna wiedziała, że Nael ma słabość do słodyczy mimo swojego wysportowanego ciała.
-No...dobra, wezmę jedno. Na razie potem się zobaczymy!-powiedział blondyn biorąc do ust ciastko. W połowie drogi chłopak zauważył Kaylę wchodzącą do swojej prywatnej siłowni ( Kayla ma umiejętność władania ogniem, a pod wpływem gniewu zdarza jej się spalić jakąś rzecz. Było raz tak kiedyś, że spaliła całą klasę przez głupie docinki Serapfhine.), która była ognioodporna. Drzwi zostawiła uchylone, więc Nael skorzystał z okazji by podglądać koleżankę.
 Kayla zaczęła trening na najwyższym poziomie. W jednej sekundzie w powietrzu unosiły się wstęgi stworzone z ognia. Za każdą ręką i nogą fruwała ognista płachta. Styl walki był piękny i pełen gracji, a Nael stracił poczucie czasu przez oglądanie treningu, ale w końcu ocknął się i pędem pobiegł w stronę siłowni. Było już naprawdę późno, a on zaliczył tylko bieganie. Kiedy dotarł na miejsce zauważył, że nikogo nie ma w pomieszczeniu.
 Spodziewał się chociaż Daimona, który jest tak zwanym "dzieckiem siłowni", ale jego też nie było i to strasznie Naela zdziwiło. Jeden plus jest taki, że ma całą siłownie dla ciebie i nie będzie musiał czekać w kolejce na dany sprzęt do ćwiczeń.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nadszedł czas pojedynku między Naelem a Daimonem. Przyjaciele nie byli zadowoleni, że po tylu latach będą musieli się bić na poważnie. Przed pojedynkiem było jeszcze 10 minut czasu. Nael chciał dotrzeć szybciej na miejsce, ale przed wejściem na arenę usłyszał znajomy głos.
-Nael, zatrzymaj się!- krzyknęła kobieta. Blondyn gwałtownie odwrócił głowę w kierunku dźwięku. Nie mógł uwierzyć własnym oczom...Do niego szli jego rodzice wraz z siostrą. Chłopak ucieszył się na ich widok. Przywitał się z ojcem i z matką, po czym wziął swoją siostrzyczkę na ręce.
-Mam nadzieję, że dasz radę i pokonasz Daimona. Wiem, że to niełatwe dla was obu, ale daj z siebie wszystko dobra młody?-zapytał ojciec Naela, klepiąc go w ramie. Nael potakiwał ojcu, ale nie był pewny czy da radę. Po chwili zadzwonił dzwonek alarmujący o rozpoczęciu pojedynku. Chłopak oddał swoją siostrę mamie, a potem udał się w stronę bramy prowadzącej na arenę. Daimon i Nael jednocześnie weszli na arenę, a tłum zaczął szaleć na ich widok. Chłopaki byli przygnieceni ilością widzów patrzących w tej chwili na nich. Presja i stres był dla nich bardzo duży, ale przy rozumie trzymała ich chęć wygranej. Wuwuzele zaczęły trąbić na znak rozpoczęcia walki. W ich pojedynku można było używać tylko pięści i nóg.
Obydwoje pobiegli w tym samym czasie naprzeciw siebie. Daimon chciał uderzyć Naela pięścią, ale blondyn w ostatniej chwili zablokował atak. Nael zaczął kontratakować nogami. Jeden cios trafił Daimona w brzuch.
-Cholera, widzę że trenowałeś, bo zawsze ze mną przegrywałeś przed szkołą-powiedział Daimon trzymając się za brzuch, ale po chwili czarnowłosy zaczął pluć krwią. Nael przeraził się tym, że tak skrzywdził kolegę, ale nie chciał stracić passy więc znowu zaczął atakować, ale tym razem z pięści. Chłopak nie spodziewał się, że Daimon szykuje na niego pułapkę. W jednej chwili czarnowłosy podniósł się i uderzył blondyna pod żuchwą. Nael odsunął się trzymając się za brodę.
Taka walka trwała jeszcze z 15 minut, aż w końcu chłopaki zrozumieli, że trzeba to zakończyć. Obydwoje byli poobijani równo. Przyjaciele szykowali się do ostatecznego ataku. Wzięli rozbieg i mieli zamiar uderzyć wzajemnie pięściami. Byli coraz bliżej siebie, każdy z nich celował przeciwnikowi w twarz i nagle...nie wiadomo skąd wzięła się wielka chmura kurzu. Przez minute nikt nic nie widział, dopiero jak chmura opadła, otrzymano ostateczny wynik:
-Proszę państwa stała się rzecz niewiarygodna! Po raz pierwszy w historii naszego turnieju mamy remis!-powiedział szkolny komentator -Niech ktoś zabierze ich do pielęgniarki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz