W posiadłości Penhallow od rana panował całkowity szum. Każdy był zajęty czymś innym np.: Meredith myła naczynia po śniadaniu, Daimon wycierał kurze, Nael pielęgnował kwiaty w ogrodzie, Sebastian trzepał dywany a Kayla czyściła żyrandole w posiadłości. W tym czasie odpoczywała dwójka śmiertelnych dzieci. Właściciel wszystkich rodzinnych firm oraz następca tronu Francis Penhallow czytał dzisiejszą gazetę, natomiast jego siostra Lissiana Penhallow nie miała nic do roboty. Siedziała w fotelu patrząc na kwiaty w wazonie, które stały na stoliku do kawy przy kominku. Wzdychała z nudów parę razy, aż Francis zareagował.
-Lissiu proszę, znajdź sobie jakieś zajęcie. Nie chce cię wypraszać z salonu, ale chciałbym poczytać gazetę-powiedział chłopak, patrząc na swoją siostrę ponuro.
-Ale co mogłabym porobić w tak dużym domu? Nie ma nic do roboty od śmierci naszych rodziców. Ten dom jest dla mnie zbyt pusty- odpowiedziała dziewczynka ze łzami w oczach. Już miała zacząć porządnie płakać, kiedy brat podszedł do niej i położył swoje dłonie na jej ramionach.
-Może zapytasz się Kayli co mogłabyś porobić? Może ona wymyśli ci jakieś interesujące zajęcie- powiedział chłopak próbując się uśmiechnąć, ale coś mu nie wychodziło. Panience od razu na twarzy zawitał uśmiech. Wybiegła z pokoju uśmiechnięta, szukając swojego kamerdynera, a w tym samym czasie Francis usiadł z powrotem na fotelu, biorąc do ręki gazetę po czym ciężko westchnął.
Korytarze były ogromne, więc żeby znaleźć kogoś w tym domu trzeba było się bardzo postarać. Dziewczynka biegła tak przez parę sekund, po czym usiadła na podłodze opierając się o ścianę łapiąc powietrze do płuc. Ze względu na słabą kondycje ruchową, dziewczynka nie mogła długo biegać. Nagle z drzwi obok wyszła Kayla. Panienka od razu ucieszyła się na jej widok. Szybko wstała z podłogi, wytrzepała z brudu sukienkę i podeszła do dziewczyny chcąc ją o coś zapytać.
-Umm, Kayla czy mogłabyś mi pomóc w upieczeniu jakiegoś ciasta?- zapytała Lissiana z uśmiechem na ustach. Czerwonowłosa była troszeczkę zdziwiona przez to pytanie. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby jej pani coś piekła lub gotowała w tym domu. Po krótkiej chwili zdziwienie minęło.
-Oczywiście panienko, za chwilę, tylko muszę jeszcze pranie powiesić. Zajmie mi to 10 minut i zaraz do pani przyjdę dobrze?-odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem dziewczyna po czym poszła w stronę głównego korytarza ponieważ pralnia znajdowała się po drugiej stronie posiadłości. Lissianie od razu humor się poprawił. Była bardzo szczęśliwa, że może zrobić coś razem ze swoim demonem. Dziewczynka chciała pobiec do kuchni kiedy poczuła, że po czymś depcze. Podniosła swoją maleńką stopę, a pod nią był notes Kayli, który musiał jej przez przypadek wypaść. Lissiana podniosła go i od razu zaczęła go przeglądać. Na ostatniej stronie był kalendarz z zaznaczonymi wydarzeniami. Dziewczynka od razu przerzuciła na teraźniejszy miesiąc czyli marzec. W nim też był pozaznaczane jakieś wydarzenia, ale jedno przykuło uwagę dziewczyny. Data 27.03.- moje urodziny....Dziewczyna nie dowierzała w to co widziała. Nie wiedziała, że demony też obchodzą swoje urodziny,a Kayla ma je właśnie dziś. Chciała oddać notes czerwonowłosej, kiedy nagle doznała olśnienia. Lissiana postanowiła przygotować prezent dla Kayli i upiec jej sama tort. Dziewczynka pełna ekscytacji pobiegła do swojego pokoju by pomyśleć co mogłaby podarować swojemu kamerdynerowi. Rozmyślanie trwało długo ( bardzo długo...), aż w końcu panienka wpadła na pomysł by zrobić coś własnoręcznie. Byłby to cudowny podarek od serca...Dziewczynka podbiegła do swojej szafki z kartkami, kredkami, farbkami itp. Chciała zrobić laurkę dla Kayli która będzie najpiękniejsza na świecie. Lissiana była bardzo skupiona nad detalami, kontrastem i barwami rysunku. Kiedy skończyła to wzięła go do ręki i nie spodobał jej się za bardzo, dlatego odłożyła go na później.
Panienka wyszła z pokoju udając się w stronę kuchni. Rozmyślała nad tortem jaki zrobi dla Kayli. Czekoladowy, truskawkowy waniliowy...padały nazwy najróżniejszych smaków. Nie zwracała uwagi na swoje umiejętności kulinarne tylko od razu wzięła się do pieczenia. Pamiętała, że w szafce nad zlewem były trzymane różne książki kucharskie, więc wzięła pierwszą lepszą. Kiedy znalazła przepis na tort, wyciągnęła wszystkie potrzebne składniki i zaczęła robić ciasto. Ugniatanie było dla niej potwornie męczące, ale dla Kayli była w stanie zrobić wszystko. Kiedy ciasto było gotowe wzięła się za nadzienie do tortu. Dodała dwa składniki: czekoladę i truskawki, ponieważ nie mogła się zdecydować, który smak będzie lepszy. Wyciągnęła blachę po czym wrzuciła tam połowę ciasta, potem połowę masy do tortu, i znowu dała połowę ciasta, polewając to na koniec resztą płynnego nadzienia. Wyglądał tak smakowicie. Lissiana była z siebie bardzo dumna, że własnymi rękoma zrobiła tak piękny tort (mimo to, żę ubrudziła sobie sukienkę bo zapomniała założyć fartuszek). Wsadziła tort do piekarnika, który miał się piec 45 minut. Dla dziewczynki to była wieczność, więc usiadła na kuchennym taborecie i wzięła książkę kucharską by popatrzeć na resztę przepisów. Z upływem czasu, Lissiana poczuła senność od oglądania obrazków. Nie wiedziała kiedy usnęła....w pewnym momencie obudził ją dym wydobywający się z pieca. Panienka była wystraszona, więc szybko wyciągnęła ciasto z piekarnika po czym go wyłączyła. Ciasto było zwęglone, co sprawiło, że Lissianie zrobiło się przykro. Dziewczynka zaczęła głośno płakać. Płacz usłyszeli wszyscy w posiadłości przez cienkie ściany i otwarte okno w kuchni. W jednej chwili obsługa wraz z następcą tronu weszli do kuchni.
-Co tu się stało Lissiano?-zapytał Francis, gniewnie patrząc na siostrę. Dziewczynka cała zapłakana podniosła głowę.
-Bo chciałam zrobić coś sama, więc postanowiłam, że upiekę tort, a ja głupia zasnęłam przez przypadek i ciasto się spaliło- odpowiedziała Lissiana co chwila łapiąc oddech przez płacz. Kayla w jednej chwili wpadła do kuchni ostatnia, ponieważ myła okna na drugi końcu posiadłości. Kiedy dowiedziała się stało, przeraziła się.
-Dlaczego panienka chciała upiec akurat tort?-zapytała Kayla patrząc na spalone ciasto. Lissiana wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i wytarła twarz z łez.
-Ponieważ, przez przypadek zgubiłaś notes i zauważyłam w kalendarzu, że masz dzisiaj urodziny- odpowiedziała dziewczynka, oddając notes dziewczynie. Kiedy notes znalazł się z powrotem u Kayli w kieszeni, Lissiana przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy, po czym wybiegła z kuchni. Reszta również wyszła żeby pokój mógł się przewietrzyć. Po chwili zasapana następczyni tronu przyniosła laurkę, którą wcześniej zrobiła na wszelki wypadek.
-Wiem, że nie jest idealna, ale nie umiem ładnie rysować...chciałam ci zrobić po prostu prezent od serca ale nic mi dzisiaj nie wychodzi- odpowiedziała Lissiana ze łzami w oczach. Kayla wzięła kartkę i popatrzyła na nią. Widziała na niej siebie i Lissianę, która się do niej przytula, a pod spodem była napisane "Wszystkiego najlepszego". Kaylę zamurował taki piękny gest. Nigdy nie dostała takiej ręcznie zrobionej laurki. Dziewczyna popatrzyła na swoją panienkę.
-...Dziękuje...-powiedziała Kayla wesołym tonem po czym pocałowała Lissianę w czoło. Dziewczynka przetarła swoje oczy uśmiechając się. Sebastian był w szoku...nigdy nie spodziewałby się u swojej dziewczyny takiego miłego zachowania do śmiertelnika.
Kiedy służba skończyła na dziś swoją pracę, przygotowali Kayli małe przyjęcie. Wszyscy dobrze się bawili do samego rana. Myślę, że to były najlepsze urodziny jakie Kayla mogłaby mieć...
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KAYLA! ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz