piątek, 27 marca 2015

Rozdział: 16 SPECJALNY

W posiadłości Penhallow od rana panował całkowity szum. Każdy był zajęty czymś innym np.: Meredith myła naczynia po śniadaniu, Daimon wycierał kurze, Nael pielęgnował kwiaty w ogrodzie, Sebastian trzepał dywany a Kayla czyściła żyrandole w posiadłości. W tym czasie odpoczywała dwójka śmiertelnych dzieci. Właściciel wszystkich rodzinnych firm oraz następca tronu Francis Penhallow czytał dzisiejszą gazetę, natomiast jego siostra Lissiana Penhallow nie miała nic do roboty. Siedziała w fotelu patrząc na kwiaty w wazonie, które stały na stoliku do kawy przy kominku. Wzdychała z nudów parę razy, aż Francis zareagował.
-Lissiu proszę, znajdź sobie jakieś zajęcie. Nie chce cię wypraszać z salonu, ale chciałbym poczytać gazetę-powiedział chłopak, patrząc na swoją siostrę ponuro.
-Ale co mogłabym porobić w tak dużym domu? Nie ma nic do roboty od śmierci naszych rodziców. Ten dom jest dla mnie zbyt pusty- odpowiedziała dziewczynka ze łzami w oczach. Już miała zacząć porządnie płakać, kiedy brat podszedł do niej i położył swoje dłonie na jej ramionach.
-Może zapytasz się Kayli co mogłabyś porobić? Może ona wymyśli ci jakieś interesujące zajęcie- powiedział chłopak próbując się uśmiechnąć, ale coś mu nie wychodziło. Panience od razu na twarzy zawitał uśmiech. Wybiegła z pokoju uśmiechnięta, szukając swojego kamerdynera, a w tym samym czasie Francis usiadł z powrotem na fotelu, biorąc do ręki gazetę po czym ciężko westchnął.
Korytarze były ogromne, więc żeby znaleźć kogoś w tym domu trzeba było się bardzo postarać. Dziewczynka biegła tak przez parę sekund, po czym usiadła na podłodze opierając się o ścianę łapiąc powietrze do płuc. Ze względu na słabą kondycje ruchową, dziewczynka nie mogła długo biegać. Nagle z drzwi obok wyszła Kayla. Panienka od razu ucieszyła się na jej widok. Szybko wstała z podłogi, wytrzepała z brudu sukienkę i podeszła do dziewczyny chcąc ją o coś zapytać.
-Umm, Kayla czy mogłabyś mi pomóc w upieczeniu jakiegoś ciasta?- zapytała Lissiana z uśmiechem na ustach. Czerwonowłosa była troszeczkę zdziwiona przez to pytanie. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby jej pani coś piekła lub gotowała w tym domu. Po krótkiej chwili zdziwienie minęło.
-Oczywiście panienko, za chwilę, tylko muszę jeszcze pranie powiesić. Zajmie mi to 10 minut i zaraz do pani przyjdę dobrze?-odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem dziewczyna po czym poszła w stronę głównego korytarza ponieważ pralnia znajdowała się po drugiej stronie posiadłości. Lissianie od razu humor się poprawił. Była bardzo szczęśliwa, że może zrobić coś razem ze swoim demonem. Dziewczynka chciała pobiec do kuchni kiedy poczuła, że po czymś depcze. Podniosła swoją maleńką stopę, a pod nią był notes Kayli, który musiał jej przez przypadek wypaść. Lissiana podniosła go i od razu zaczęła go przeglądać. Na ostatniej stronie był kalendarz z zaznaczonymi wydarzeniami. Dziewczynka od razu przerzuciła na teraźniejszy miesiąc czyli marzec. W nim też był pozaznaczane jakieś wydarzenia, ale jedno przykuło uwagę dziewczyny. Data 27.03.- moje urodziny....Dziewczyna nie dowierzała w to co widziała. Nie wiedziała, że demony też obchodzą swoje urodziny,a Kayla ma je właśnie dziś. Chciała oddać notes czerwonowłosej, kiedy nagle doznała olśnienia. Lissiana postanowiła przygotować prezent dla Kayli i upiec jej sama tort. Dziewczynka pełna ekscytacji pobiegła do swojego pokoju by pomyśleć co mogłaby podarować swojemu kamerdynerowi. Rozmyślanie trwało długo ( bardzo długo...), aż w końcu panienka wpadła na pomysł by zrobić coś własnoręcznie. Byłby to cudowny podarek od serca...Dziewczynka podbiegła do swojej szafki z kartkami, kredkami, farbkami itp. Chciała zrobić laurkę dla Kayli która będzie najpiękniejsza na świecie. Lissiana była bardzo skupiona nad detalami, kontrastem i barwami rysunku. Kiedy skończyła to wzięła go do ręki i nie spodobał jej się za bardzo, dlatego odłożyła go na później.
Panienka wyszła z pokoju udając się w stronę kuchni. Rozmyślała nad tortem jaki zrobi dla Kayli. Czekoladowy, truskawkowy waniliowy...padały nazwy najróżniejszych smaków. Nie zwracała uwagi na swoje umiejętności kulinarne tylko od razu wzięła się do pieczenia. Pamiętała, że w szafce nad zlewem były trzymane różne książki kucharskie, więc wzięła pierwszą lepszą. Kiedy znalazła przepis na tort, wyciągnęła wszystkie potrzebne składniki i zaczęła robić ciasto. Ugniatanie było dla niej potwornie męczące, ale dla Kayli była w stanie zrobić wszystko. Kiedy ciasto było gotowe wzięła się za nadzienie do tortu. Dodała dwa składniki: czekoladę i truskawki, ponieważ nie mogła się zdecydować, który smak będzie lepszy. Wyciągnęła blachę po czym wrzuciła tam połowę ciasta, potem połowę masy do tortu, i znowu dała połowę ciasta, polewając to na koniec resztą płynnego nadzienia. Wyglądał tak smakowicie. Lissiana była z siebie bardzo dumna, że własnymi rękoma zrobiła tak piękny tort (mimo to, żę ubrudziła sobie sukienkę bo zapomniała założyć fartuszek). Wsadziła tort do piekarnika, który miał się piec 45 minut. Dla dziewczynki to była wieczność, więc usiadła na kuchennym taborecie i wzięła książkę kucharską by popatrzeć na resztę przepisów. Z upływem czasu, Lissiana poczuła senność od oglądania obrazków. Nie wiedziała kiedy usnęła....w pewnym momencie obudził ją dym wydobywający się z pieca. Panienka była wystraszona, więc szybko wyciągnęła ciasto z piekarnika po czym go wyłączyła. Ciasto było zwęglone, co sprawiło, że Lissianie zrobiło się przykro. Dziewczynka zaczęła głośno płakać. Płacz usłyszeli wszyscy w posiadłości przez cienkie ściany i otwarte okno w kuchni. W jednej chwili obsługa wraz z następcą tronu weszli do kuchni.
-Co tu się stało Lissiano?-zapytał Francis, gniewnie patrząc na siostrę. Dziewczynka cała zapłakana podniosła głowę.
-Bo chciałam zrobić coś sama, więc postanowiłam, że upiekę tort, a ja głupia zasnęłam przez przypadek i ciasto się spaliło- odpowiedziała Lissiana co chwila łapiąc oddech przez płacz. Kayla w jednej chwili wpadła do kuchni ostatnia, ponieważ myła okna na drugi końcu posiadłości. Kiedy dowiedziała się stało, przeraziła się.
-Dlaczego panienka chciała upiec akurat tort?-zapytała Kayla patrząc na spalone ciasto. Lissiana wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i wytarła twarz z łez.
-Ponieważ, przez przypadek zgubiłaś notes i zauważyłam w kalendarzu, że masz dzisiaj urodziny- odpowiedziała dziewczynka, oddając notes dziewczynie. Kiedy notes znalazł się z powrotem u Kayli w kieszeni, Lissiana przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy, po czym wybiegła z kuchni. Reszta również wyszła żeby pokój mógł się przewietrzyć. Po chwili zasapana następczyni tronu przyniosła laurkę, którą wcześniej zrobiła na wszelki wypadek.
-Wiem, że nie jest idealna, ale nie umiem ładnie rysować...chciałam ci zrobić po prostu prezent od serca ale nic mi dzisiaj nie wychodzi- odpowiedziała Lissiana ze łzami w oczach. Kayla wzięła kartkę i popatrzyła na nią. Widziała na niej siebie i Lissianę, która się do niej przytula, a pod spodem była napisane "Wszystkiego najlepszego". Kaylę zamurował taki piękny gest. Nigdy nie dostała takiej ręcznie zrobionej laurki. Dziewczyna popatrzyła na swoją panienkę.
-...Dziękuje...-powiedziała Kayla wesołym tonem po czym pocałowała Lissianę w czoło. Dziewczynka przetarła swoje oczy uśmiechając się. Sebastian był w szoku...nigdy nie spodziewałby się u swojej dziewczyny takiego miłego zachowania do śmiertelnika.
Kiedy służba skończyła na dziś swoją pracę, przygotowali Kayli małe przyjęcie. Wszyscy dobrze się bawili do samego rana. Myślę, że to były najlepsze urodziny jakie Kayla mogłaby mieć...

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KAYLA! ^^

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział: 15

Kayla obudziła się z mgłą na oczach. Nie chciało jej się wstawać bo była zmęczona, ponieważ ćwiczyła całą noc do walki z Seraphine. Noc była dla niej ciężka, ale zauważyła u ciebie wielkie efekty (i bardziej wyrzeźbiony brzuch). Poduszka i kołdra namawiały ją do pozostania w łóżku, ale niestety musiała wstać ze względu na porę śniadaniową, która kończy się za półtorej godziny. Wstała bardzo wolno, ponieważ po treningu miała wielkie zakwasy. Wolnym krokiem podeszła do swojej szafy i wyciągnęła swoje normalne ubrania, których nie nosi w świecie ludzi.
 Biorąc pod ręke czarną bokserkę, ulubioną czarną skórzaną kurtkę, legginsy, bieliznę oraz bordowe conversy poszła w stronę swojej łazienki, żeby się przebrać i umalować. Po 30 minutach czuła się już świetnie i pełna energii. Kiedy ogarnęła swój pokój, wyszła zamykając drzwi na kluczyk i schowała go do kieszeni w kurtce po czym, udała się do stołówki.
 Kiedy weszła do pokoju, zauważyła, że nikogo nie ma. Ucieszyła się z tego powodu, ponieważ mogła na spokojnie zjeść śniadanie. Kayla podeszła do stolika i wzięła "menu". Chciała wybrać wołowinę na śniadanie ze względu na to, że czerwonowłosa jest demonem zwierzęco-podobnym. Jej symbolem jest wilk, a wilki odżywiają się najczęściej mięsem, ale niestety na śniadanie mogła wybrać tylko kanapki z szynką albo smażonym boczkiem.
 Do tego również zamówiła kawę, aby całkowicie "wytrzeźwieć", ponieważ dziewczyna dalej ziewała. Minęło 10 minut od skończenia śniadania, ale Kayla chciała jeszcze posiedzieć na stołówce i w spokoju wypić kawę. Nagle do stołówki wbiegł zasapany Nael.
-O Kayla, wreszcie cie znalazłem- powiedział całkiem zdyszany chłopak. Czerwonowłosa była zaskoczona widokiem kolegi.
-Co się stało?-zapytała Kayla z poważną miną, ponieważ zauważyła, że Nael nie chciał z nią pogadać tylko oznajmić coś ważnego. W końcu chłopak złapał oddech.
-Coś jest nie tak z Meredith. Jest u twojej babci i nie jest w najlepszym stanie- wydusił z siebie blondyn. Dziewczyna od razu zerwała się z krzesła i pobiegła w stronę wyjścia, łapiąc za rękę Naela. Po krótkiej chwili, byli już pod gabinetem pielęgniarki, gdzie pracowała babcia Kaede. 
Z hukiem Kayla otworzyła drzwi... W sali byli również Sebastian i Daimon, który trzymał Meredith za rękę podczas gdy Kaede badała dziewczynę.
-Jak to się stało moje dziecko, że trafiłaś do mnie taka osłabiona i na dodatek mokra?-zapytała Kaede. Czarnowłosa, zmęczonym wzrokiem popatrzyła na szamankę.
- Nie wiem jak to się stało, ale nagle zakręciło mi się w głowie po czym się przewróciłam i zaczełam się sowicie pocić, a potem zaczęłam pluć zwyczajną wodą-odpowiedziała Meredith słabym i cichym głosem. Szamanka zastanawiała się co mogło spowodować takie schorzenia. 
Nigdy nikt nie przychodził do niej z taką chorobą...Po chwili zastanowienia, staruszka postanowiła zrobić dokładne prześwietlenie organizmu dziewczyny.
Dzięki swoim umiejętnościom mogła to zrobić bez żadnych urządzeń...wystarczyły jej tylko dłonie. Kaede potarła swoje dłonie o siebie po czym przyłożyła ręce 3 cm od czoła Meredith i wolno przejeżdżała w dół aż do stóp.
 Po chwili szamanka zauważyła w organiźmie, świecącą się na niebiesko małą kulkę. I wtedy wszystko stało się jasne. Kaede znała dobrze te światło.
Wyciągnęła z szafki leki przeciwbólowe i dała do połknięcia czarnowłosej, które po chwili dały chciany efekt. Dziewczyna od razu wstała z łóżka z uśmiechniętym wyrazem twarzy. Wszyscy odetchnęli z ulgą kiedy zauważyli, że nic nie jest ich przyjaciółce.
-Meredith kochanie, mogłybyśmy chwile porozmawiać na osobności?-zapytała staruszka. Czarnowłosa pokiwała głową po czym poprosiła przyjaciół o wyjście z pokoju.
-Ech, posłuchaj...wiem, co było przyczyną tych dziwnych schorzeń. Ty masz w sobie specjalny relikt zwany "Okiem Posejdona". Jest to mała kuleczka, którą ktoś musiał dać ci do zjedzenia kiedy byłaś mała...Nie musisz się bać moja droga...-powiedziała Kaede po tym jak zauważyła że Meredith była wystraszona.-Ten relikt, który w tobie tkwi daje ci możliwość kontrolowania wody, pozwoli ci porozumieć się ze wszystkimi morskimi zwierzętami oraz używania wody w celu bojowym. Te plucie wodą oznacza, że twoje umiejętności zaczynają się aktywować. I jeszcze jedno...zapamiętaj to sobie...woda to nie jest anielski żywioł. Nie musisz się tego wstydzić. Wszystkie żywioły są neutralne czyli są wspólne. I nie bój się pomogę ci opanować te moce, żebyś umiała ich użyć,dobrze?- zapytała na koniec staruszka uśmiechając się do dziewczyny. 
Meredith była w szoku po tym co usłyszała. Wyszła z gabinetu blada jak ściana co po chwili zauważyli wszyscy, którzy stali pod drzwiami i wszystko słyszeli.
-No to co teraz zrobisz?-zapytała Kayla ze zdziwioną miną. Meredith stała w osłupieniu ale po chwili dotarły do niej słowa koleżanki.
-Yyy, nie wiem jakoś to będzie-powiedziała czarnowłosa odchodząc w stronę swojego pokoju. Daimon współczuł swojej dziewczynie. Ta wiadomość to było dla niej za dużo, ale chłopak w głębi serca czuł, że Mer da radę w opanowaniu swojego żywiołu tylko nie wiedział kiedy to nastąpi...

środa, 18 marca 2015

Info

Z związku z tym że nie wiadomo czemu usunięto rozdział 13 jesteśmy zmuszeni zmienic numerację rozdziału 14 (teraz 13) i rozdziału 15 (teraz 14). Bardzo przepraszamy, ja czyli Kayla będę starać się przywrócić ten usunięty rozdział. Za utrudnienie szczerze przepraszamy

Kayla Raven & Mel

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział: 14

Chłopaki od razu trafili do sali chorych gdzie zajęła się nimi profesjonalna opieka medyczna. Mieli wiele siniaków i zadrapań, ale nie było to zagrożeniem dla życia. Obok Daimona siedziała zaniepokojona Meredith, która delikatnie głaskała go po głowie.
 Przy Naelu siedziała Kayla i nie wyglądała jakby zależało jej na kolegach. Mimo, że patrzyła na blondyna myślała tylko o walce między nią, a Seraphine. Słyszała, że ostro ćwiczyła na zaawansowanym treningu, a swoje własne ćwiczenia odwołała z powodu przyjaciół. A oprócz tego dalej myślała o Sebastianie i o jego niedopuszczalnym wybryku.
 Była zdziwiona ponieważ jeszcze nie widziała go na korytarzu. Może jest zbyt zajęty sprawami dotyczącymi zawodów, albo jej unika, żeby nie było bójki na oczach wszystkich jury i zawodników. W tym momencie do sali weszła Kaede. Jest ona tak zwaną "szamanką" całego królestwa piekielnego. Była ona dla Kayli jak babcia, ponieważ rudowłosa od dziecka nie miała nikogo, dopiero Kaede wzięła ją do domu i wychowuje Kaylę do tej pory.
-Witajcie dziewczynki miło, że przyszliście do chłopców, ale nie martwcie się, za niedługo odzyskają przytomność- powiedziała szamanka uśmiechając się w stronę swojej podopiecznej.
-...Babciu Kaede mogłabym z tobą porozmawiać na korytarzu?-zapytała rudowłosa. Kaede uśmiechnęła się pokazując głową, że za chwile tylko zajmie się poszkodowanymi.
Nikt się nie spodziewał remisu w ich pojedynku i to pierwszego w historii. Każdy obstawiał na Daimona, ale tłum był zaskoczony, że Nael zrobił tak duże postępy. Kuracja trwała co najmniej 10 minut. Po kontroli szamanka pokazała podopiecznej, że teraz mogą porozmawiać. Kayla i Kaede wyszły z sali, a Meredith chciała zostać przy chłopakach gdyby jeden z nich się obudził...Na korytarzu nie było nikogo...Nie było słychać żadnych kroków ani głosów, więc Kayla miała pewność, że nikt ich nie podsłuchuje.
-Posłuchaj babciu, bo mam takie jedno pytanie do ciebie. Chodzi mi o Seraphine...Czy ona rzeczywiście trenuje na najwyższym poziomie?-zapytała rudowłosa opierając się o ścianę i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Kaede przez chwile się zastanawiała co powiedzieć swojej "wnuczce". Nie chciała jej martwić, ale musiała powiedzieć prawdę.
-Tak, Seraphine ciężko trenuje od kiedy tutaj jest. Codziennie od rana do nocy ćwiczy by w końcu cię pokonać i wzbudzić u Sebastiana zainteresowanie...A tak poza tym, słyszałam co on ci zrobił kochanie. Tak mi przykro.-Powiedziała szamanka po czym przytuliła wnuczkę i zaczęła ją gładzić po włosach.
-Chciałam się tylko zapytać o Seraphine. Sebastian mnie nie obchodzi-powiedziała Kayla zimnym tonem. Staruszka nie mogła poznać swojej wnuczki. Nigdy jeszcze się tak nie zachowywała. Ta jej potężna postawa, bezuczuciowy ton, oraz oschłe zachowanie. Kaede wiedziała, że Sebastian bardzo ją skrzywdził, a Kayla takim zachowaniem chce pokazać, że ona tego nie przeżywa, ale tak naprawdę w głębi serca bardzo cierpi. Staruszce chciało się płakać na widok tego koszmaru jaki przeżywa jej wnuczka. Kayla ma tylko ją, a ona nie może jej pomóc. W jednej chwili na korytarzu rozległ się alarm informujący o rozpoczęciu nowego pojedynku. Meredith szybko wybiegła z sali i pociągnęła Kaylę za sobą. Kaede została w sali chorych by pilnować swoich pacjentów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszyscy zaczęli siadać na swoich miejscach na trybunach po usłyszeniu dźwięku drugiego dzwonka. Bardzo wyraźnie było widać jak dwie wielkie bramy stojące naprzeciw siebie, jednocześnie otwierają się. Po chwili nastąpił dźwięk trzeciego dzwonka. Na arenę weszły jakieś dwie dziewczyny, które będą walczyć bronią ciężką. Kiedy sędziowie ogłosili rozpoczęcie walki, uczestniczki dosłownie rzuciły się na siebie.
Ta walka nie wzbudzała u Kayli żadnej radości, ale u męskiej publiczności zainteresowanie nagle wzrosło, ponieważ jednej z uczestniczek rozpruła się koszulka i musiała walczyć w samym staniku.
Już rudowłosa zaczęła zasypiać, gdy nagle słychać było dźwięk zakończenia walki. Blondynka wygrała z szatynką, która leżała twarzą do ziemi, całkowicie wycieńczona. Nieoczekiwanie na środek areny wyszedł dyrektor z mikrofonem w ręku.
-Przepraszam wszystkich, ale proszę o ciszę, ponieważ pan Sebastian Michaelis chciałby coś powiedzieć-Powiedział dyrektor po czym odszedł z areny przekazując mikrofon Sebastianowi.Czarnowłosy również stanął na środku areny.
-Słuchajcie mnie wszyscy, mam dla was pewną wiadomość z którą chce się z wami podzielić. Otóż, zanim dotarłem z moją siostrą i z przyjaciółmi do piekła zrobiłem coś potwornego pewnej osobie- Powiedział Sebastian po czym popatrzył się na Kaylę, którą znalazł bez problemu w tłumie.- Zachowałem się głupio nie mówiąc ci o tym. Bolało mnie to, że widziałem jak przeze mnie płakałaś. Kocham cie i będę najszczęśliwszy na świecie jeśli mi to wybaczysz.-Sebastian zakończył swoje przemówienie, po czym ukląkł. Tłum był tak wzruszony, że było słychać takie "oooooo" ("jakie to słodkie" tak myślała publiczność). Meredith była zszokowana, że jej brat zrobił coś takiego...dlatego nie chciał wcześniej przeprosić Kayli, ponieważ czekał na odpowiedni moment...Napięcie ze strony wszystkich widzów był ogromny. Rudowłosa sama nie wiedziała co zrobić...po chwili wstała i poszła w stronę wyjścia. Chłopak był załamany, a na arenie zrobił się szum. Sebastian już chciał zejść z pola walki, kiedy przed jego oczami pokazała się Kayla. Na arenie nastąpiła martwa cisza, Meredith serce waliło jak młot. Nie wiedziała co się za chwile stanie.
Kayla patrzyła na Sebastiana zimnym spojrzeniem, a chłopak nie wiedział co się właśnie dzieje. Napięcie rosło coraz bardziej...Chłopak ledwo co przełykał ślinę...Po chwili, rudowłosa podniosła rękę. Sebastian wystraszył się, ponieważ dziewczyna zrobiła to gwałtownie. Wiedział, że za to dostanie solidnie w policzek, ale... jej dłoń opadła delikatnie na jego policzku, a po chwili poczuł...na swoich wargach, smak ust Kayli. Stres na arenie opadł, a w zamian po męskiej stronie trybuny zaczęły rozlegać się okrzyki weselne (np. "Gorzko, gorzko" albo "Ona temu winna")
W jednej sekundzie było słychać wściekły krzyk dziewczyny. To była Seraphine, która nie mogła znieść tego widoku, po czym wyszła z trybuny wraz z Li Feng ( hehe, dobrze ci tak...Bitch). Nikt nie zwrócił nawet uwagi na ten kabaret. Sebastian objął Kaylę, po czym przytulił ją do siebie. Jeszcze nigdy w swoim długim życiu nie poczuł się jak w raju.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział: 13

Jak co roku, w czasie turniej po dniu pojedynków przychodzi czas jednego dnia wolnego dla wszystkich. Nael chciał ten dzień poświęcić na solidny trening przed jutrzejszym dniem. Chciał poprawić swoje umiejętności w walce, ponieważ wiedział, że Daimon jest od niego znacznie silniejszy. Nieraz przegrywał z nim przepychanki przed szkołą.
Blondyn obiecał sobie, że tym razem nie przyniesie sobie wstydu przed wszystkimi, a szczególnie przed swoimi rodzicami, którzy powiedzieli, że na pewno przyjdą z jego dwuletnią siostrą zobaczyć jak ich syn wygrywa zawody. Bardzo się przejął, bo bał się, że ojciec będzie się go wstydził, a mama będzie zawiedziona. Sama myśl o tym sprawiała, że robiło mu się niedobrze.
 Błyskawicznie odrzucił te myśli, przebrał się w biały, dopasowujący się T-Shirt, czarne dresy i pomarańczowe Nike'i. Wyszedł ze swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. Siłownia była na drugi końcu budynku, więc spacer będzie trwał ok. 10 minut. Co chwila chłopak mijał pokoje swoich przyjaciół i innych znajomych ze szkoły. Po drodze Nael minął małą kawiarnie w której zauważył Meredith, która piła Espresso i jadła ciasteczka czekoladowe. Czarnowłosa również go zauważyła i pomachała do niego.
-Hej Nael, gdzie się wybierasz?-Zapytała Mer uśmiechając się do chłopaka, trzymając w ręku ciasteczko. Blondyn wszedł na chwile do kawiarni i przysiadł się do koleżanki.
-Idę na trening, a co?-zapytał Nael patrząc się na czarnowłosą. Chłopakowi zależało na czasie, ponieważ chciał jak najszybciej dotrzeć na siłownię.
-Nie nic sorki, że cię zatrzymuję, a przy okazji weź sobie jednego-powiedziała Meredith podnosząc talerzyk z ciasteczkami. Dziewczyna wiedziała, że Nael ma słabość do słodyczy mimo swojego wysportowanego ciała.
-No...dobra, wezmę jedno. Na razie potem się zobaczymy!-powiedział blondyn biorąc do ust ciastko. W połowie drogi chłopak zauważył Kaylę wchodzącą do swojej prywatnej siłowni ( Kayla ma umiejętność władania ogniem, a pod wpływem gniewu zdarza jej się spalić jakąś rzecz. Było raz tak kiedyś, że spaliła całą klasę przez głupie docinki Serapfhine.), która była ognioodporna. Drzwi zostawiła uchylone, więc Nael skorzystał z okazji by podglądać koleżankę.
 Kayla zaczęła trening na najwyższym poziomie. W jednej sekundzie w powietrzu unosiły się wstęgi stworzone z ognia. Za każdą ręką i nogą fruwała ognista płachta. Styl walki był piękny i pełen gracji, a Nael stracił poczucie czasu przez oglądanie treningu, ale w końcu ocknął się i pędem pobiegł w stronę siłowni. Było już naprawdę późno, a on zaliczył tylko bieganie. Kiedy dotarł na miejsce zauważył, że nikogo nie ma w pomieszczeniu.
 Spodziewał się chociaż Daimona, który jest tak zwanym "dzieckiem siłowni", ale jego też nie było i to strasznie Naela zdziwiło. Jeden plus jest taki, że ma całą siłownie dla ciebie i nie będzie musiał czekać w kolejce na dany sprzęt do ćwiczeń.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nadszedł czas pojedynku między Naelem a Daimonem. Przyjaciele nie byli zadowoleni, że po tylu latach będą musieli się bić na poważnie. Przed pojedynkiem było jeszcze 10 minut czasu. Nael chciał dotrzeć szybciej na miejsce, ale przed wejściem na arenę usłyszał znajomy głos.
-Nael, zatrzymaj się!- krzyknęła kobieta. Blondyn gwałtownie odwrócił głowę w kierunku dźwięku. Nie mógł uwierzyć własnym oczom...Do niego szli jego rodzice wraz z siostrą. Chłopak ucieszył się na ich widok. Przywitał się z ojcem i z matką, po czym wziął swoją siostrzyczkę na ręce.
-Mam nadzieję, że dasz radę i pokonasz Daimona. Wiem, że to niełatwe dla was obu, ale daj z siebie wszystko dobra młody?-zapytał ojciec Naela, klepiąc go w ramie. Nael potakiwał ojcu, ale nie był pewny czy da radę. Po chwili zadzwonił dzwonek alarmujący o rozpoczęciu pojedynku. Chłopak oddał swoją siostrę mamie, a potem udał się w stronę bramy prowadzącej na arenę. Daimon i Nael jednocześnie weszli na arenę, a tłum zaczął szaleć na ich widok. Chłopaki byli przygnieceni ilością widzów patrzących w tej chwili na nich. Presja i stres był dla nich bardzo duży, ale przy rozumie trzymała ich chęć wygranej. Wuwuzele zaczęły trąbić na znak rozpoczęcia walki. W ich pojedynku można było używać tylko pięści i nóg.
Obydwoje pobiegli w tym samym czasie naprzeciw siebie. Daimon chciał uderzyć Naela pięścią, ale blondyn w ostatniej chwili zablokował atak. Nael zaczął kontratakować nogami. Jeden cios trafił Daimona w brzuch.
-Cholera, widzę że trenowałeś, bo zawsze ze mną przegrywałeś przed szkołą-powiedział Daimon trzymając się za brzuch, ale po chwili czarnowłosy zaczął pluć krwią. Nael przeraził się tym, że tak skrzywdził kolegę, ale nie chciał stracić passy więc znowu zaczął atakować, ale tym razem z pięści. Chłopak nie spodziewał się, że Daimon szykuje na niego pułapkę. W jednej chwili czarnowłosy podniósł się i uderzył blondyna pod żuchwą. Nael odsunął się trzymając się za brodę.
Taka walka trwała jeszcze z 15 minut, aż w końcu chłopaki zrozumieli, że trzeba to zakończyć. Obydwoje byli poobijani równo. Przyjaciele szykowali się do ostatecznego ataku. Wzięli rozbieg i mieli zamiar uderzyć wzajemnie pięściami. Byli coraz bliżej siebie, każdy z nich celował przeciwnikowi w twarz i nagle...nie wiadomo skąd wzięła się wielka chmura kurzu. Przez minute nikt nic nie widział, dopiero jak chmura opadła, otrzymano ostateczny wynik:
-Proszę państwa stała się rzecz niewiarygodna! Po raz pierwszy w historii naszego turnieju mamy remis!-powiedział szkolny komentator -Niech ktoś zabierze ich do pielęgniarki.

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział: 12

Dzień zaczął się jak każdy inny. Obsługa zaczęła swoje zadania w kuchni, by przygotować śniadanie. Meredith i Kayla poszły obudzić królewskie rodzeństwo, a Nael poszedł sprawdzić pocztę. Zasłony sypialni wolno zaczęły się odchylać wpuszczając do różowego pokoju promyki wschodzącego słońca. Światło padało na twarz panienki, żeby ją zbudzić, lecz ona przewróciła się na drugą stronę.
-Proszę wstawać panienko, zaraz z pani bratem zejdziemy na śniadanie- Powiedziała Kayla zdejmując kołdrę z ciała Lissiany. Jej blada skóra błyszczała w słońcu co pięknie komponowało się z jej brzoskwiniową piżamą. Dziewczynka zaczęła się budzić i ledwo co podniosła się z poduszki, przecierając oczy i ziewając.
-Jak ci się spało panienko?-zapytała rudowłosa. Lissiana podniosła głowę patrząc na nią śpiącymi oczami.
-Bardzo fajnie- Powiedziała dziewczynka uśmiechając się do swojego kamerdynera. Kayla zaczęła przygotowywać poranną toaletę. Przyniosła suknię, buty, bieliznę, i biżuterię. Kamerdyner zdjął piżamę po czym...chciał, żeby panienka sama założyła bieliznę (hehe chcielibyście wy zboczuchy XP). Kayla założyła morską suknie swojej pani po czym zaczęła ubierać jej buty a na końcu biżuterie. Po umyciu zębów i twarzy czas na... włosy. Lissiana miała długie i gęste włosy, a uczesanie ich to było prawdziwe wyzwanie. Nawet Kayla miała z nimi problem, ale w końcu udało jej się ogarnąć ten gąszcz. Zeszły obydwie na dół do jadalni gdzie wszyscy na nich czekali. Włosy Lissiany były spięte spinką z tyłu, a jej dwa ogromne loki opadały na klatkę piersiową.
-Znowu przyszłyście ostatnie- wypomniał im to Francis, który przeglądał gazetę przy stole.
-Przepraszam braciszku, wiesz, że moje włosy ciężko się układa. To zajmuje trochę czasu-powiedziała dziewczynka szczerym tonem. Francis już nie zwracał na to uwagi tylko kazał podać śniadanie. Stół został wyposażony w różne, apetycznie wyglądające dania. Kiedy rodzeństwo jadło już śniadanie, obsługa na chwile opuściła jadalnie, ponieważ Daimon zauważył przez okno Naela który machał rękami, żeby wszyscy zeszli na dół. Obsługa zaczęła biec w kierunku wyjścia prosto do ogrodu gdzie znajdował się blondyn. Nael stał koło fontanny i trzymał czarny list w dłoni.
-Słuchajcie dostaliśmy wiadomość ze szkoły. Cała nasza piątka musi wrócić na szkolny turniej.-Powiedział Nael. Wszyscy byli zdziwieni, że tak szybko dostali wiadomość o turnieju. przecież on zaczyna się w lipcu, a mamy koniec maja.
-A napisali kiedy będzie ten turniej?- zapytał Daimon. Nael popatrzyła na kartkę po czym doznał szoku.
-....Jutro...-powiedział tępym głosem chłopak. Wszystkich ogarnęła martwa cisza.
-CCOOOO?! TO JUŻ JUTRO!?-Grupa krzyknęła chórem. Jak oni mogli dostać wiadomość tak późno. Nawet nie byli spakowani, ale to nie wszystko. Po pierwsze byli zdziwieni, że turniej rozpoczyna się za wcześnie, a po drugie...nie wiedzą jak dostać się do piekła bo wszystkie portale jakie znają są zamknięte. Mówiąc krótko...mieli przejebane.
-Czekajcie, chyba wiem gdzie może być jeden ukryty portal-powiedziała Meredith. Grupa zaczęła jej uważnie słuchać.- W pobliżu Londynu jest taki jeden zakon. Podobno tam były kiedyś ziemie, które należały do demonów. Możemy tam zobaczyć czy nie ma portalu.
Własnie wtedy do ogrodu wszedł Francis z Lissianą. Panicz patrzył na nich groźnie.
-Trzeba posprzątać po śniadaniu więc, jazda do jadalni, a tak poza tym gdzie się wybieracie?-zapytał Francis.
-Mój panie, musimy wrócić do domu ponieważ mamy turniej szkolny i musimy w nim uczestniczyć inaczej oblejemy test i będziemy zmuszeni rozerwać nasz pakt- Powiedziała Meredith. Lissiana od razu się zgodziła bo nie chciała tracić Kayli, ponieważ bardzo ją lubiła, więc błagała brata by im pozwolił. Po długiej namowie chłopak ustąpił i pozwolił im opuścić posiadłość na czas turnieju.
Lissiana kiedy to usłyszała wyściskała brata po czym rozkazała się wszystkim spakować, ponieważ zaraz będą musieli ruszyć.


 Londyn znajdował się poza morzem więc, musieli jeszcze przepłynąć statkiem. Tak wolna jazda bardzo się dłużyła, ale po baardzo dłużącym się rejsie, w końcu trafili do celu swojej podróży. Sebastian był przerażony, ponieważ był już tutaj z Cielem. Bał się, że spotka tamtą osobę...Kayla o niej nie wie, ale boi się kary jaka go czeka. Mimo to wszedł do katedry i to szybkim krokiem bo miał nadzieję, że nie spotka tej osoby.
-O witaj, miło że wróciłeś. Widzę, że masz inne towarzystwo-powiedział znany Sebastianowi dziewczęcy głos. Nie mylił się...była to ta sama dziewczyna z którą...to zrobił z przymusu.
-A przepraszam kim pani jest i skąd pani go zna?-zapytała Meredith. Dziewczyna spojrzała na nią ze zdziwieniem. Oczywiście odpowiedziała na pytanie.
-Nazywam się Matilda Simmons. Znamy się od kiedy uczynił mnie nieczystą. Nawet nie znam jego imienia- Zakonnica mówiła to drugie zdanie szczęśliwym tonem. Sebastian wiedział, że ma przechlapane kiedy Kayla się dowie o co chodzi tej zakonnicy.
-A o co chodzi pani z tą "nieczystą"?-zapytała Kayla z zainteresowaniem. Matilda podeszła do Kayli po czy zaczęła jej szeptać do ucha. Rudowłosa była zszokowana tym co usłyszała. Podeszła się na Sebastiana i popatrzyła się na niego.
-Jak mogłeś...-powiedziała Kayla cichym głosem. Chłopak nie umiał jej tego wytłumaczyć więc siedział w milczeniu.-Jak mogłeś mi wmawiać takie bzdury o tym jak kochałeś mnie od dziecka, że nie wiedziałeś jak mi to powiedzieć przez tyle że mnie kochasz. Muszę się dowiadywać o tym od tej rudej dziwki!?
-Tylko nie dziwki, czerwonowłosa szmato!-krzyknęła Matilda. Kayla nie umiała się powstrzymać. Podbiegła do zakonnicy po czym walneła ją z pięści w twarz. Widziała jak z jej ust wypadły dwa zęby trzonowe. Po zadanym ciosie Kayla chciała tak samo potraktować Sebastiana, ale zatrzymała pięść w ostatniej chwili.
-Jak mogłeś?-Powiedziała Kayla szlochającym głosem. Cała jej złość przemieniła się w łzy i rozpacz. Dziewczyna wybiegła z katedry zalana łzami.


Przyjaciele nie mogli uwierzyć w to co się stało.
-Zrobię to za nią-Powiedziała Meredith po czym uderzyła brata z liścia- Nie znałam cię od tej strony bracie.
Po tych słowach Meredith pobiegła za Kaylą by ją pocieszyć. Nael i Daimon zrobili to samo.
-Ale dałeś ciała stary- powiedział Daimon wychodząc z Naelem z katedry. Sebastian wiedział, że Kayla mu tego nie wybaczy. Czuł, że cały jego świat runął. Znalazł na podłodze list, który Nael zgubił. Przeczytał go dokładnie i dowiedział się, że on będzie zasiadać w tym roku w jury, więc musiał się spieszyć. Wziął swoje rzeczy poszedł szukać portalu.

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział: 11 SPECJALNY

Po paru dniach Meredith w końcu zaczęła normalnie funkcjonować. Czekało ją wiele pracy żeby nadrobić te zaległości, ale dziewczyna sobie poradzi, ponieważ ma geny swojego starszego brata. Ubrała się w coś porządnego co sama wzieła ze swojego domu. Były to czarne spodnie z wysokim stanem , biała koszula ze srebrymi guzikami oraz czarny kardigan
(sweter z guzikami), do tego również czarne balerinki. Kiedy się wreszcie ogarneła i wyszła z pokoju, ruszyła w stronę salonu. Wszyscy na nią czekali wraz z Daimonem. Kiedy chłopak ją zobaczył w pełni zdrową, wstał z fotela, objął ukochaną po czym sprzedał jej czułego całusa. Meredith była zdziwiona, ponieważ Sebastian patrzył na nich uśmiechnięty.
- Ee, braciszku ty nic nie powiesz ?- spytała dziewczyna. Czuła, że coś jest nie tak z jej bratem, ponieważ on nie lubił jak Daimon się do niej przystawiał w szkole, a teraz kiedy są razem, on jest szczęśliwy.
-Mi to już nie przeszkadza, ponieważ Daimon pokazał, że umie być poważny w danej sytuacji i zauważyłem, że mu na tobie zależy, kiedy byłaś ranna.- Powiedział Sebastian. Dziewczyna była szczęśliwa, że jej nadopiekuńczy brat zaakceptował Daimona. Czuła się wtedy bardzo szczęśliwa.
- Zróbcie sobie dziś wszyscy wolne moi drodzy- Powiedziała Lissiana z szerokim uśmiechem. Demony patrzyły na nią z osłupieniem.
-COOOOOOOOOOO?!- wykrzykneły chórem cała demoniczna obsługa.
-No właśnie...COOOOO?!- Powtórzył jej brat Francis. Widać, że nie był zadowolony z pomysłu siostry. Kochał ją, ale wydawało mu się, że jest dla tych demonów za miła. Niedość, że Meredith nic nie robiła bo była ranna to jeszcze dostała dodatkowy dzień wolny.
-Och uspokój się braciszku. Daje im dzień wolnego, ponieważ dziś są Walentynki, święto zakochanych- powiedziała dziewczynka uśmiechając w stronę obsługi.
- Po co to komu?! Ja nie potrzebuje wolnego! Mogę dzisiaj pracować- Powiedziała Kayla zrywając się z fotela. Reszta grupy wyszła z pomieszczenia. Kayla też chciała wyjść, lecz ktoś ją złapał za ręke.
-Poczekaj, Kayla...- powiedziała Lissiana- chce z tobą porozmawiać na osobności. Panienka usiadła na kanapie, a zaraz po niej jej kamerdyner. Kayla czuła się źle w sukience więc przebrała się w nowy "strój roboczy". Były to czarne legginsy, biała, jedwabna koszula i czarny żakiet dopięty tylko w połowie ( nice :3 ), a do tego czarne glany.
Dziewczynka patrzyła na demona prosto w oczy po czym zapytała- Kayla, czy ty nikogo nie kochasz? W kwestii takiej prawdziwej miłości, nie chodzi mi oczywiście o miłość do przyjaciół.
-Nie...- Powiedziała Kayla ciężko wzdychając. Wiedziała, że jej nie wolno nikogo pokochać, ponieważ ona za niedługo zostanie wybrana do armii piekielnej. Była specjalnie szkolona do tego. Jej osoba służy jedynie do zabijania. Lissiana spojrzała na nią ze smutkiem po czym się do niej przytuliła.
-Spokojnie, jeszcze znajdziesz sobie kogoś-Powiedziała panienka. Kaylę zamurowała ta reakcja. Zwykle ( jak jej to opowiadał Sebastian) nasi "pracodawcy" są dla kamerdynerów podli i niemili. Czuła, że pofarciło jej się.
-Dobrze panienko, ja teraz muszę przygotować drugie śniadanie. Na co panienka ma ochotę?- spytała "sztucznie" się uśmiechając.
-Hmmm niech pomyślę...aha, omlet z przepiórzych jaj usmarzony na prosciutto z koprem włoskim i kaparami- odpowiedziała Lissiana. Kayla stała, patrząc się na panienkę z wytrzeszczem.
-Z czym?- Zapytała rudowłosa. Pierwszy raz słyszała o czym takim jak kapar.
- Z pośpiechem- Odpowiedziała dziewczynka po czym zaśmiała się pod nosen. Kayla wyszła z pokoju myśląc gdzie znajdzie coś takiego.
- Ale ludzie mają pomysły- Pomyślała, no ale niestety. Podjeła zadanie kamerdynera, więc musi zrobić wszystko co ona rozkaże.Musi poszukać w całym mieście tego czegoś. Kiedy dziewczyna znikneła wśród korytarzy, Lissiana pobiegła poszukać Sebastiana. Z nim też chciała koniecznie pogadać. Wreszcie znalazła go w bibliotece, właśnie wycierał książki z kurzu ( a trochę tych książek było ).
-Umm, Sebastian?- Podeszła następczyni tronu do wysokiego mężczyzny ubranego na czarno.
-??? .Co się stało panienko? W czymś pomóc?- Zapytał chłopak. W porównaniu do wzrostu Lissiana była tak wysoka jak jego nogi.
-Chciałam z tobą porozmawiać- odpowiedziała dziewczynka. Obydwoje usiedli na fotelach do czytania znajdujące się na drugim końcu pokoju. Sebastian odłożył ścierkę na poręcz swojego fotela.- Sebastian, czy ty lubisz Kaylę?- zapytała.
-Ummm, yyy....- Chłopak nie wiedział co powiedzieć. To pytanie zawiesiło go zupełnie.
- Spokojnie, nic jej nie powiem. To może inaczej. Jaka była kiedyś. Opisz mi waszą znajomość- Dziewczynka nie dawała za wygraną. Chciała w pełni wszystko wiedzieć. Zawsze była bardzo przekonująca.
-Więc tak hmm.... Poznałem ją jak miałem 8 lat. Bawiłem się z siostrą na placu zabaw. Meredith nigdy nie miała kogoś z kim się mogła pobawić...miała tylko mnie. Nagle moja siostra poszła na polanę, która była blisko placu by pozbierać kwiaty (budowaliśmy zamek z piasku, a ona chciała go upiększyć). Nagle zobaczyłem czerwonowłosą dziewczynkę, która stała sama przy ogrodzieniu placu zabaw. To była Kayla. Chciałem do niej podejść i zaprosić do zabawy kiedy nagle usłyszałem krzyki Meredith. Zobaczyłem, że pewna dziewczynka znęca się nad moją siostrą. To była Seraphine, najgorsze co mogło spotkać Meredith. Chciałem jej pomóc, ale nagle zauważyłem, że Kayla idzie w ich stronę i nagle powiedziała:
-Zostaw tą dziewczynę w spokoju!-Powiedziała Kayla
-Heh, bo co mi zrobisz? Nie masz tyle siły by mnie zmusić! Przy moich umiejętnościach jesteś nikim!-Powiedziała złośliwie Seraphine. Na te słowa Kayla nie wytrzymała i sprzedała jej taką bułę (uderzenie pięścią) w twarz, aż Seraphine się przewróciła. Po jej upadku, Kayla rzuciła się na nią i zablokowała ręce i nogi Seraphine. Byłem pod wielkim wrażeniem jej umiejętności w tak młodym wieku. Kiedy było wszystkim podniosłem Meredith z ziemi po czym podziękowałem Kayli, a potem zapytałem ją czy chce się przyłączyć do zabawy. I tak zaczeła się nasza przyjaźń. Wiem, że to głupio zabrzmi, ale kiedy widze Kaylę to czuje...takie ciepło w środku. Kayla jest piękna i miła i ma twardy charakter.
-Aha mam cie!- krzykneła Lissiana wskazując na Sebastiana palcem- Wiedziałam, że ją kochasz!
-...No dobrze tu mnie panienka ma. Dałem się podejść jak dziecko- powiedział chłopak, po czym się zarumienił.
-Jak ją kochasz to weź jej powiedz. Znacie się tyle lat. Nie wstydź się- poweidziała dziewczynka uśmiechając się. Sebastian pokiwał w kierunku Lissiany po czym wyszedł szybki krokiem z pokoju. Szukał Kayle w wielu pokojach, aż w końcu znalazł ją w ogrodzie. Była zmęczona, ponieważ szukała po całym mieście tego rzadkiego składnika do śniadania. Siedziała na ławce i patrzyła na fontannę. Sebastian podszedł do ławki, a potem usiał koło niej.
-O cześć Sebastian, fajnie cie widzieć, słuchaj wiesz ile musiałam się naszukać by znaleść ten kapar!?- powiedziała rudowłosa zmęczonym głosem. Widać było, że nieźle się naszukała.
-Umm, Kayla ja muszę ci coś powiedzieć...tylko nie uciekaj-powiedział Sebastian. Dziewczyna już czuła strach.-Ja....cię ll...lubię...-odpowiedział w końcu chłopak wzdychając.
-Ja też cię lubię jesteśmy w końcu przyjaciółmi co nie?-odpowiedziała Kayla, uśmiechając się lekko. Sebastianowi było jeszcze ciężej jej to wytłumaczyć przez to, że tak ładnie się uśmiechała. Z trudem przełknął ślinę po czym jeszcze raz powiedział:
-Ale nie chodzi mi o przyjaźń. Ja.... cię kocham- Jego ton się ściszał z następnym słowem. Wtedy Kayla już zrozumiała i patrzyła na niego z niedowierzaniem- od dziecka się w tobie kocham. Zawsze kiedy się bawiliśmy, patrzyłem się na ciebie jak pięknie się śmiałaś wraz z moją siostrą. Nic nie mówiłem przez tyle lat, ponieważ bałem się twojej reakcji...- Sebastian skończył przemowę z głową w dolę. Po chwili dziewczyna podniosła jego głowę, chwytając go za podbródek po czym...pocałowała go w usta. Chłopak nie dowierzał, że ta chwila nadeszła. Czuł pełne szczęście. Chciał by ta chwila się nie kończyła.
-Ja też cię kocham...-odpowiedziała dziewczyna wtulając się w niego. Chłopak objął ją w talii i siedzieli tak przez 10 minut. Ta chwila była dla nich wspaniałym wydarzeniem.


Parę kilometrów stąd na dachu jednego z budynków dwaj Shinigami obserwowali ulicę patrząc czy w pobliżu nie ma żadnych ofiar. Grell patrzył na Yuzuki jak bardzo skupia się na pracy. Zrobiła na nim ogromne wrażenie, więc w walentynki chciał dać jej jakiś upominek. Wyciągnął z płaszcza pudełko w kształcie serca owinięte czerwoną wstążką (znak rozpoznawczy) i podszedł do dziewczyny.
-Proszę to dla ciebie z okazji walentynek- Powiedział Grell wręczając Yuzuki pudełko. Dziewczyna rozwiązała wstążkę, zdjęła wieczko, a w pudełku był naszyjnik z turkusowym kamieniem, który bardzo jej się spodobał w takim jednym sklepie jubilerskim.
- A ja też mam dla pana coś na tą okazję, proszę zamknąć oczy-Powiedziała Yuzuki. Chłopak posłuchał ją i przymknął powieki. Yuzuki zbliżyła się do niego, położyła dłonie na jego ramionach po czym pocałowała go. Grell otworzył oczy i patrzył na swojego kompana. Nie przeszkadzał mu ten prezent wręcz przeciwnie...bardzo mu się spodobał. Nie wiedział, że Yuzuki tak dobrze całuje. Przytulił ją do ciebie i całowali się tak jeszcze przez jakiś czas.

TEN ODCINEK ZOSTAŁ NAPISANY SPECJALNIE DLA WAS W DZIEŃ ZAKOCHANYCH WRAZ Z MEL ŻYCZYMY WAM WESOŁYCH WALENTYNEK I TAKIEJ MIŁOŚCI NA PRZYSZŁOŚĆ JAK KAYLI I SEBASTIANA LUB MEREDITH I DAIMONA LUB YUZUKI I GRELLA

                                                                                                                   KAYLA RAVEN & MEL