MEREDITH!!!!-krzyknęła rudowłosa na widok krwawiącej i nieprzytomnej przyjaciółki. Jej poziom wściekłości wzrósł z maksymalną prędkością. W ułamku sekundy wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet, który nie zdołała użyć (była taka sytuacja w chyba 2 rozdziały wcześniej). Z wielką furią zaczęła dźgać starszego mężczyznę prosto w serce. Sebastian zauważył że jej oczy zaczęły zmieniać kolor na czerwony ale za chwilę zmieniły się w poprzedni złoty odcień. Po wyżyciu się, Kayla się uspokoiła po czym upuściła sztylet na podłogę.
-Słuchajcie nie ma dużo czasu, musimy się pospieszyć!- krzyknął Daimon po czym wziął ranną dziewczynę na ręce.
-Yuzuki, mogłabyś oddać w moje ręce panienkę Lissianę?- zapytała Kayla, dysząc po zadanych ciosach. Młoda Shinigami oddała małą następczynię tronu na ręce demonowi po czym dziewczynka przytuliła się do jej klatki piersiowej. Było wyraźnie widać, że była wyczerpana fizycznie i psychicznie.
-Daimon ma racje szybko!-Sebastian popędził grupę. Biegł pierwszy, żeby poprowadzić ich w dobrym kierunku do wyjścia. Dobrze pamiętał gdzie ono jest. Liczyła się każda sekunda!
Kiedy w końcu wybiegli z budynku za nimi biegła cała ochrona. Większość była już wyczerpana od tego biegania. Sebastian nie widział innej możliwości jak tylko walczyć z tymi ludźmi. Nagle usłyszał tętent koni ciągnących karetę, które biegły w ich kierunku. Karoca nagle się zatrzymała przed nimi.
- Hejka, podwieść was?- Karetą kierował Nael. Wszyscy ucieszyli się na jego widok i od razu wsiedli do niej. Tylko Grell i Yuzuki nie wsiedli. Woleli wskoczyć na dach jakiegoś domu. Demony pojechały w kierunku posiadłości.
-Eee...słuchaj Yuzuki. Miałem ci ją dać jak wrócimy do biblioteki Shinigami, ale już trudno...proszę-Powiedział Grell wręczając Yuzuki... jej własną kosę śmierci! Dziewczyna była szczęśliwa, zaczęła skakać ze szczęścia, aż w końcu...pocałowała z radości swojego partnera.
-Ojej przepraszam...-Dziewczyna w końcu się ogarnęła. Zakryła usta dłońmi i wystraszona patrzyła na rudowłosego. Bała się, że zacznie na nią krzyczeć.
-...Nic się nie stało...- Powiedział Grell uśmiechając się do niej.- to może wrócimy do bazy, co?
-....dobrze.....- powiedziała szeptem dziewczyna.
Kareta jechała bardzo szybko. Konie nie miały już sił mimo to blondyn kazał im biec szybciej. Daimon miał na swoich umięśnionych udach głowę Meredith gdzie na jej wargach była widoczna krew. Chłopak głaskał jej głowę i mówił do niej szeptem "Wszystko będzie dobrze"
Kiedy wrócili do posiadłości szybko pobiegli do głownego salonu. Położyli dziewczyną na kanapie i zatrzymali najpierw krwotok z jej brzucha.
-Chyba wiem jak jej pomóc- Powiedział Daimon wyciągając z kieszeni szmaragd w którym była niezwykła zawartość. Demony nie mają mocy ożywiania jak anioły, ale mogą używać podobnych artefaktów. Chłopak złamał kamień z którego wydobywała się turkusowa maź.
Daimon nalał ją na dłonie po czym położył je na brzuchu Meredith. Substancja powoli zaczęła się wchłaniać w ranę. Powoli zaczęła się goić. Zniecierpliwiony demon przyłożył ucho do jej ust by sprawdzić czy oddycha......udało się. Meredith ożyła. Sebastian szczęśliwy przytulił Daimona w ramach podziękowania, po czym wziął siostrę na ręce i zaniósł do jej pokoju.
Następnego dnia Daimon przyniósł nieprzytomnej dziewczynie śniadanie do łóżka. Przez przypadek przewrócił pusty wazon na jej szafce nocnej ale się nie stłukł. Dziewczyna zaczęła się budzić.
-Daimon...co ty tu robisz?-zapytała Meredith nieprzytomnym głosem-Dlaczego jeszcze żyje?
-Przyniosłem ci śniadanie. A żyjesz dlatego, że...ja cię...uleczyłem -Powiedział chłopak. Czarnowłosa nie mogła uwierzyć w to co mówi.-Bałem się o ciebie czy przeżyjesz ponieważ... zależy mi na tobie.
-...Daimon..-Meredith była zszokowana tą odpowiedzią. Zbliżyła się do niego, a on do niej.Już mieli się styknąć ustami, kiedy nagle do pokoju wszedł Nael uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Słuchajcie, dostaliśmy wiadomość od dyrektora szkoły. Ja, ty Daimon i Sebastian mamy zostać w tej posiadłości i pomagać dziewczynom do końca ich służby tutaj! Czyż to nie cudowne!? Będziemy wszyscy razem jak kiedyś!
-Naprawdę? To cudownie!- Powiedziała Meredith.
Nael zamknął drzwi do pokoju. Kiedy już nikt im nie przeszkadzał zastygli w czułym i przyjemnym pocałunku.
piątek, 6 lutego 2015
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Rozdział 9
Szli ostrożnie po schodach, najciszej jak się dało. Na przedzie stał Sebastian, który prowadził resztę na górę. Jak na razie nigdzie nie było widać strażników. To wywołało liczne podejrzenia, ale mogli tylko iść dalej. Było im to na rękę. Nie mogli tracić czasu na walkę. Musieli odbić Lissianę.
- Nie wydaje wam się tu za... cicho? - Powiedziała po pewnym czasie Meredith, a reszta grupy przytaknęła jej głowami.
Przez chwilę myślała, że strażnicy po prostu poszli jeść, czy coś w tym stylu.
Wyszli z lochów i szli przez pusty korytarz. Każdy rozglądał się wokół siebie i w myślach zadawali sobie to samo pytanie, którego nikt nie miał odwagi wypowiedzieć na głos, aby nie zwabić strażników. Gdzie się wszyscy podziali?
Cisza wydawała się nieznośna, ale otaczała ich z każdej strony. Meredith słyszała przyspieszone oddechy innych. Adrenalina powoli ich pobudzała, a wroga można było spodziewać się z każdej strony.
- Kayla... - Sebastian urwał i zatrzymał ich gestem.
Damon zmrużył oczy, starając się dostrzec to, co zobaczył czarnowłosy. Otwarte drzwi, a w nich znajomy głosik. W tym momencie zrozumiał czemu wymówił imię czerwonowłosej. Chciał dać jej do zrozumienia, że muszą być ostrożni.
Dziewczyna skinęła głową, w geście zrozumienia i ostrożnie zaczęli iść w tamtym kierunku.
Na łóżku siedziała Lissiana z morką od łez twarzą i śladami na nadgarstkach od wiążących ją lin. Szlochała cicho.
- Panienko... - Zaczęła ognistowłosa, powoli wchodząc do pokoju.
Dziewczynka spojrzała na nią z przestrachem, ale po chwili popędziła ku niej i ją przytuliła. Brakowało jej swojego obrońcy i powiernicy za razem.
- Kayla... Uciekajmy. - Pociągnęła nosem, nadal jej nie puszczając.
Nagle ktoś głośno kichnął, a wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę Grella.
- To takie urooooocze! - Wytarł łezkę. - Miłość, która jest niczym rozkwitający pąk...
Sebastian przyłożył mu rękę do twarzy, tym samym zatykając mu usta. Grell wyglądał na co najmniej zadowolonego, że jego ukochany Sebcio wreszcie się nim zainteresował.
Wnet rozległ się alarm.
Światła zaczęły migać na czerwony kolor, a na korytarzu dało się usłyszeć szybkie kroki ludzi.
- GRELL! - Krzyknęli na jego chórem, a Żniwiarz zrobił przepraszającą minę.
Yuzuki wzięła Lissianę na ręce i zaczęli biec przez korytarz.
Wydawał się niemiłosiernie długi. Słyszeli jak strażnicy przeładowują broń i biegną ku nim z obu stron. Wszyscy przygotowali swoje ostrza i stanęli w pozycjach bojowych. Nie uciekali. Nie mieli najmniejszego zamiaru.
Pierwszą kulę wypuścił starszy mężczyzna, który po chwili leżał na ziemi cały we krwi. Daimon podszedł do niego i wyciągnął swój nóż.
- Ktoś chce jeszcze szybko zginąć? - Z uśmiechem zatoczył krąg nożem, a luzie zaczęli się odsuwać. Zaśmiał się urywanym śmiechem, ale zaraz zobaczył, jak ktoś celuje ku Meredith obróconej tyłem.
W jednej minucie stało się tyle, że tylko demon mógł to ogarnąć. Mer zdążyła uniknąć ciosu i zaczęła się strzelanina. Jako, ze Demony były szybsze i silniejsze, z wrodzona gracją unikali lub chwytali pociski w palce. Na końcu został tylko jeden człowiek. Pan posiadłości.
- Czyń honory. - Sebastian podał jej nóż.
Kayla ułożyła go odpowiednio w dłoni i przywarła mężczyznę do ściany. Strach czaił się w jego oczach, a jego ciało dygotało. Przystawiła czubek ostrza do jego piersi i już miała je zatopić, gdy główne drzwi otworzyły się z hukiem.
Strzał padł szybko i celnie, a człowiek po chwili uciekł, rozgryzając z kim ma poczynienia.
- Seb... - Meredith spojrzała na swój brzuch. Osunęła się na ziemię. A krew zaczęła bluzgać podłogę.
- Nie wydaje wam się tu za... cicho? - Powiedziała po pewnym czasie Meredith, a reszta grupy przytaknęła jej głowami.
Przez chwilę myślała, że strażnicy po prostu poszli jeść, czy coś w tym stylu.
Wyszli z lochów i szli przez pusty korytarz. Każdy rozglądał się wokół siebie i w myślach zadawali sobie to samo pytanie, którego nikt nie miał odwagi wypowiedzieć na głos, aby nie zwabić strażników. Gdzie się wszyscy podziali?
Cisza wydawała się nieznośna, ale otaczała ich z każdej strony. Meredith słyszała przyspieszone oddechy innych. Adrenalina powoli ich pobudzała, a wroga można było spodziewać się z każdej strony.
- Kayla... - Sebastian urwał i zatrzymał ich gestem.
Damon zmrużył oczy, starając się dostrzec to, co zobaczył czarnowłosy. Otwarte drzwi, a w nich znajomy głosik. W tym momencie zrozumiał czemu wymówił imię czerwonowłosej. Chciał dać jej do zrozumienia, że muszą być ostrożni.
Dziewczyna skinęła głową, w geście zrozumienia i ostrożnie zaczęli iść w tamtym kierunku.
Na łóżku siedziała Lissiana z morką od łez twarzą i śladami na nadgarstkach od wiążących ją lin. Szlochała cicho.
- Panienko... - Zaczęła ognistowłosa, powoli wchodząc do pokoju.
Dziewczynka spojrzała na nią z przestrachem, ale po chwili popędziła ku niej i ją przytuliła. Brakowało jej swojego obrońcy i powiernicy za razem.
- Kayla... Uciekajmy. - Pociągnęła nosem, nadal jej nie puszczając.
Nagle ktoś głośno kichnął, a wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę Grella.
- To takie urooooocze! - Wytarł łezkę. - Miłość, która jest niczym rozkwitający pąk...
Sebastian przyłożył mu rękę do twarzy, tym samym zatykając mu usta. Grell wyglądał na co najmniej zadowolonego, że jego ukochany Sebcio wreszcie się nim zainteresował.
Wnet rozległ się alarm.
Światła zaczęły migać na czerwony kolor, a na korytarzu dało się usłyszeć szybkie kroki ludzi.
- GRELL! - Krzyknęli na jego chórem, a Żniwiarz zrobił przepraszającą minę.
Yuzuki wzięła Lissianę na ręce i zaczęli biec przez korytarz.
Wydawał się niemiłosiernie długi. Słyszeli jak strażnicy przeładowują broń i biegną ku nim z obu stron. Wszyscy przygotowali swoje ostrza i stanęli w pozycjach bojowych. Nie uciekali. Nie mieli najmniejszego zamiaru.
Pierwszą kulę wypuścił starszy mężczyzna, który po chwili leżał na ziemi cały we krwi. Daimon podszedł do niego i wyciągnął swój nóż.
- Ktoś chce jeszcze szybko zginąć? - Z uśmiechem zatoczył krąg nożem, a luzie zaczęli się odsuwać. Zaśmiał się urywanym śmiechem, ale zaraz zobaczył, jak ktoś celuje ku Meredith obróconej tyłem.
W jednej minucie stało się tyle, że tylko demon mógł to ogarnąć. Mer zdążyła uniknąć ciosu i zaczęła się strzelanina. Jako, ze Demony były szybsze i silniejsze, z wrodzona gracją unikali lub chwytali pociski w palce. Na końcu został tylko jeden człowiek. Pan posiadłości.
- Czyń honory. - Sebastian podał jej nóż.
Kayla ułożyła go odpowiednio w dłoni i przywarła mężczyznę do ściany. Strach czaił się w jego oczach, a jego ciało dygotało. Przystawiła czubek ostrza do jego piersi i już miała je zatopić, gdy główne drzwi otworzyły się z hukiem.
Strzał padł szybko i celnie, a człowiek po chwili uciekł, rozgryzając z kim ma poczynienia.
- Seb... - Meredith spojrzała na swój brzuch. Osunęła się na ziemię. A krew zaczęła bluzgać podłogę.
wtorek, 13 stycznia 2015
Rozdział:8
Minęło kilka godzin od kiedy Kayla się obudziła ale i tak wszyscy dalej ją trzymali w swoich ramionach. Rudowłosa bynajmniej miała z tego jakąś korzyść...było jej ciepło , a wadą tego było brak własnej przestrzeni. W końcu dziewczyna wyrwała się z przyjacielskiego grupowego uścisku i podeszła w stronę krat. Powoli wyciągnęła rękę w ich stronę i nagle pojawiła się iskra przez którą po dziewczynie przeszedł dreszcz. Wiedziała, że przy uwięzieniu jej grupy maczały palce anioły.
Ciężko jest złamać taką barierę zwłaszcza przy takich mizernych umiejętnościach. Miała jeden pomysł, ale nie wiedziała czy się uda. Cofnęła się trzy kroki do tyłu, zrobiła głęboki wdech... i w jednej sekundzie, pięści rudowłosej zajęły się ogniem. Uderzyła w kraty z całej siły próbując przebić się, lecz niestety zostały tylko tylko porysowane, a na nogi Kayli zostały przez to porażone prądem i strasznie ją bolały.
Meredith siedziała w milczeniu. Nie wiedziała jak się stąd wydostać. Zauważyła, że bariera jest naprawdę silna ponieważ Kayla nie mogła sobie z nią poradzić. Wspólne umiejętności całej czwórki też by nic nie dało. Krótko mówiąc... Nic nie da się zrobić.
Rudowłosa była załamana...Jeszcze nigdy się tak nie czuła...tak...bezradnie. Usiadła na podłodze opierając się o ścianę, powoli podnosząc głowę w stronę sufitu. Wiedziała, że zawiodła swoją panią i nie uratuje ją od przymusowego ślubu.
Sebastian smutnym wzrokiem popatrzył na nią po czym powoli podszedł do ściany gdzie siedziała Kayla, usiadł koło niej po czym...przytulił ją czule do siebie.
-Spokojnie jakoś się stąd wydostaniemy... obiecuje ci to- Wyszeptał jej do ucha Sebastian. Kayla była zszokowana i trochę skrępowana. Ten ciepły uścisk miał pokazać Kayli, że czarnowłosy chłopak bardzo się o nią troszczy i nie pozwoli, żeby była smutna. Dziewczyna chciała się zrewanżować, więc również go przytuliła. Dla Meredith nie miało to już znaczenia. Wiedziała, że jej przyjaciółka potrzebuje pocieszenia, dlatego nic nie mówiła.
-Ee... Meruś, może to nieodpowiedni moment...ale...mogę się też do ciebie przytulić?-zapytał Daimon który stał naprzeciwko czarnowłosej.
-Eh, jak musisz- Dziewczynie nie zależało na czułościach, ale nie chciała zrobić przykrości koledze. Chłopak rzucił się na nią i mocno ją wyściskał. Meredith też objęła go rękami i przytuliła się do jego klatki piersiowej...czuła jak mocno bije mu serce, a jego koszula pachniała perfumami. W tym momencie Mer poczuła do Daimona coś więcej niż przyjaźń.
Nagle, tą miłą atmosferę przerwał dźwięk rozbitej szyby na korytarzu. Grupa słyszała, że idą w ich stronę dwie osoby. Kayla wiedziała, że to ich szansa na ucieczkę, więc wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet. Wtedy rozległ się błysk od czegoś metalowego co oślepiło wszystkich więźniów.
-Co jest do cholery?!- spytała dziewczyna z rubinowymi włosami. Przed ich celą ujawniły się dwie sylwetki. Wyglądało na to,że to mężczyna i kobieta.
-Kim wy jesteście?- spytała Meredith ze złym nastawieniem do gości. Męska sylwetka bliżyła się do krat po czym chwyciła je dwoma rękami.
-Chcemy wam pomóc a ty dziewucho się do nas tak odzywasz?-powiedział nieznajomy. Sebastian dziwnie skojarzył ten głos, ale nie mógł sobie przypomnieć kto to był. W jednej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk uruchamiania piły łańcuchowej, która bez problemu przepiłowała kraty.
Demony patrzyły na to z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że zwykła piła złamała anielską pieczęć.
-W końcu cię znalazłem...- Powiedział mężczyzna-...Sebastianku!!! Nagle z cienia wyszedł facet ubrany w czerwony płaszcz o długich, czerwonych włosach. Sebastian chciał szybko uwolnić się od uścisku tego kolesia bo wiedział, że Kayla na to patrzy i nie chciał z siebie zrobić geja.
-Zawsze mnie odpychałeś...lubię jak zgrywasz takiego niedostępnego!- Wykrzyknął nieznajomy.
-Panie Grell proszę się uspokoić! Nigdy między nami nic nie było!- wykrzyknął Sebastian trochę podirytowany.
-Nigdy nie mów nigdy Sebciu!- powiedział Grell wysyłając mu całusa, na co Sebastian machnął ręką jako gest odrzucenia.
-E przepraszam nie chce przerywać tych zalotów, ale chciałabym się przedstawić- odpowiedział nieznajoma- Jestem Yuzuki Venus, kosiarz rangi średniej. Jestem towarzyszką pana Grella, który jest dla mnie wzorem do naśladowania- uśmiechnęła się Yuzuki. Partnerka Grella była ubrana w uniform (wybrany przez siebie) przypominający zbroję, a na nosie miała czarne okulary (przypominające kujonki). Miała krótkie, czarne włosy oraz piękne zielono-niebieskie oczy oraz była o pół głowy niższa od Grella.
-Jak to możliwe, że tak łatwo złamaliście tak silną pieczęć, która nas tu trzymała!?-Spytała rudowłosa- Użyłam najsilniejszego swoje uderzenia i nic.
-Cóż... my Shinigami jesteśmy osobami neutralnymi.Możemy złamać każdą pieczęć swoimi kosami śmierci-Powiedziała Yuzuki, delikatnie się uśmiechając- Ja jeszcze swojej nie mam, ale niedługo ją dostane.
-Eh, no dobra pośpieszmy się. Musimy szybko wyjść z tych piwnic na górę. Kayla...jesteś ranna..chodź, wezmę cię na ręce.-Powiedział Sebastian podnosząc koleżankę. Grell był strasznie zazdrosny o Kaylę... sądził, że to jego Sebastian powinien nosić na rękach.
-Umm, Panie Grell, może chodźmy za nimi- zapytała niewinnie i cicho Yuzuki widząc, że jej starszy partner jest wściekły. Grell westchnął ciężko.
-Eh, no dobrze chodźmy Yuzuki- mówiąc te słowa, Grell wziął dziewczynę za rękę biegnąc za grupą demonów.
Ciężko jest złamać taką barierę zwłaszcza przy takich mizernych umiejętnościach. Miała jeden pomysł, ale nie wiedziała czy się uda. Cofnęła się trzy kroki do tyłu, zrobiła głęboki wdech... i w jednej sekundzie, pięści rudowłosej zajęły się ogniem. Uderzyła w kraty z całej siły próbując przebić się, lecz niestety zostały tylko tylko porysowane, a na nogi Kayli zostały przez to porażone prądem i strasznie ją bolały.
Meredith siedziała w milczeniu. Nie wiedziała jak się stąd wydostać. Zauważyła, że bariera jest naprawdę silna ponieważ Kayla nie mogła sobie z nią poradzić. Wspólne umiejętności całej czwórki też by nic nie dało. Krótko mówiąc... Nic nie da się zrobić.
Rudowłosa była załamana...Jeszcze nigdy się tak nie czuła...tak...bezradnie. Usiadła na podłodze opierając się o ścianę, powoli podnosząc głowę w stronę sufitu. Wiedziała, że zawiodła swoją panią i nie uratuje ją od przymusowego ślubu.
Sebastian smutnym wzrokiem popatrzył na nią po czym powoli podszedł do ściany gdzie siedziała Kayla, usiadł koło niej po czym...przytulił ją czule do siebie.
-Spokojnie jakoś się stąd wydostaniemy... obiecuje ci to- Wyszeptał jej do ucha Sebastian. Kayla była zszokowana i trochę skrępowana. Ten ciepły uścisk miał pokazać Kayli, że czarnowłosy chłopak bardzo się o nią troszczy i nie pozwoli, żeby była smutna. Dziewczyna chciała się zrewanżować, więc również go przytuliła. Dla Meredith nie miało to już znaczenia. Wiedziała, że jej przyjaciółka potrzebuje pocieszenia, dlatego nic nie mówiła.
-Ee... Meruś, może to nieodpowiedni moment...ale...mogę się też do ciebie przytulić?-zapytał Daimon który stał naprzeciwko czarnowłosej.
-Eh, jak musisz- Dziewczynie nie zależało na czułościach, ale nie chciała zrobić przykrości koledze. Chłopak rzucił się na nią i mocno ją wyściskał. Meredith też objęła go rękami i przytuliła się do jego klatki piersiowej...czuła jak mocno bije mu serce, a jego koszula pachniała perfumami. W tym momencie Mer poczuła do Daimona coś więcej niż przyjaźń.
Nagle, tą miłą atmosferę przerwał dźwięk rozbitej szyby na korytarzu. Grupa słyszała, że idą w ich stronę dwie osoby. Kayla wiedziała, że to ich szansa na ucieczkę, więc wyciągnęła spod swojej podwiązki sztylet. Wtedy rozległ się błysk od czegoś metalowego co oślepiło wszystkich więźniów.
-Co jest do cholery?!- spytała dziewczyna z rubinowymi włosami. Przed ich celą ujawniły się dwie sylwetki. Wyglądało na to,że to mężczyna i kobieta.
-Kim wy jesteście?- spytała Meredith ze złym nastawieniem do gości. Męska sylwetka bliżyła się do krat po czym chwyciła je dwoma rękami.
-Chcemy wam pomóc a ty dziewucho się do nas tak odzywasz?-powiedział nieznajomy. Sebastian dziwnie skojarzył ten głos, ale nie mógł sobie przypomnieć kto to był. W jednej chwili wszyscy usłyszeli dźwięk uruchamiania piły łańcuchowej, która bez problemu przepiłowała kraty.
Demony patrzyły na to z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że zwykła piła złamała anielską pieczęć.
-W końcu cię znalazłem...- Powiedział mężczyzna-...Sebastianku!!! Nagle z cienia wyszedł facet ubrany w czerwony płaszcz o długich, czerwonych włosach. Sebastian chciał szybko uwolnić się od uścisku tego kolesia bo wiedział, że Kayla na to patrzy i nie chciał z siebie zrobić geja.
-Zawsze mnie odpychałeś...lubię jak zgrywasz takiego niedostępnego!- Wykrzyknął nieznajomy.
-Panie Grell proszę się uspokoić! Nigdy między nami nic nie było!- wykrzyknął Sebastian trochę podirytowany.
-Nigdy nie mów nigdy Sebciu!- powiedział Grell wysyłając mu całusa, na co Sebastian machnął ręką jako gest odrzucenia.
-E przepraszam nie chce przerywać tych zalotów, ale chciałabym się przedstawić- odpowiedział nieznajoma- Jestem Yuzuki Venus, kosiarz rangi średniej. Jestem towarzyszką pana Grella, który jest dla mnie wzorem do naśladowania- uśmiechnęła się Yuzuki. Partnerka Grella była ubrana w uniform (wybrany przez siebie) przypominający zbroję, a na nosie miała czarne okulary (przypominające kujonki). Miała krótkie, czarne włosy oraz piękne zielono-niebieskie oczy oraz była o pół głowy niższa od Grella.
-Jak to możliwe, że tak łatwo złamaliście tak silną pieczęć, która nas tu trzymała!?-Spytała rudowłosa- Użyłam najsilniejszego swoje uderzenia i nic.
-Cóż... my Shinigami jesteśmy osobami neutralnymi.Możemy złamać każdą pieczęć swoimi kosami śmierci-Powiedziała Yuzuki, delikatnie się uśmiechając- Ja jeszcze swojej nie mam, ale niedługo ją dostane.
-Eh, no dobra pośpieszmy się. Musimy szybko wyjść z tych piwnic na górę. Kayla...jesteś ranna..chodź, wezmę cię na ręce.-Powiedział Sebastian podnosząc koleżankę. Grell był strasznie zazdrosny o Kaylę... sądził, że to jego Sebastian powinien nosić na rękach.
-Umm, Panie Grell, może chodźmy za nimi- zapytała niewinnie i cicho Yuzuki widząc, że jej starszy partner jest wściekły. Grell westchnął ciężko.
-Eh, no dobrze chodźmy Yuzuki- mówiąc te słowa, Grell wziął dziewczynę za rękę biegnąc za grupą demonów.
czwartek, 8 stycznia 2015
Rozdział : 7
Oszołomienie trwało jeszcze kilka godzin przez które wszyscy byli w głębokim śnie.Meredith pierwsza otworzyła oczy nie mając świadomości gdzie się znajduje. Zauważyła, że na jej prawym ramieniu leży nieprzytomny Daimon. Czarnowłosa jeszcze przez moment wpatrywała się w kolegę, który spał z takim słodkim i niewinnym wyrazem twarzy. Po chwili odwróciła wzrok na lewe ramie gdzie spała Kayla, a na jej ramieniu rudowłosej leżał Sebastian. Czarnowłosa natychmiast obudziła Daimona, unosząc ramię i trzęsąc nim ręką. Chłopak nie chciał wstać, ponieważ Meredith tak ładnie pachniała, a jej skóra była tak miła w dotyku, ale po chwili w pełni się obudził.
Obydwoje zauważyli, że znajdują się w celi. Było tam wilgotno, zimno i prawie ciemno , ponieważ mieli tylko jedno, małe okienko. Daimon popatrzył w lewo na resztę swojej grupy i zaczął mieć skojarzenia widząc jak jego kumpel i ruda koleżanka śpią koło siebie opierając się nawzajem głowami.
-Hehe, ja mu zazdroszczę. Sam bym się też chętnie do Kaylusi przytulił - Daimon miał taki wyraz twarzy która wyrażała, że właśnie sobie wyobraża taką scenę.
- Zamknij się!- Meredith dalej była wściekła że widzi swoją przyjaciółkę i jej brata w takiej sytuacji mimo, że robią to nieświadomie.- Ty obudź Sebastiana, a ja obudzę Kayle- Powiedziała Meredith po czym zaczęła szturchać rudą dziewczynę, ale nic z tego. Natomiast Sebastian od razu się obudził i krzyknął " To nie ja !", a potem zauważył gdzie jest. Widział również, że Kayla jest dalej nieprzytomna i nie chce się obudzić.
-To bez sensu. Daimon, połóż Kaylę na pryczy. Spróbuje jeszcze raz ją obudzić.- powiedziała czarnowłosa.
Chłopak wziął koleżankę na ręce po czym położył na na łóżku. Kayla była cała poobijana i krwawiła z wielu miejsc. Sebastian bardzo martwił się o Kaylę. Wiedział, że nie ma nikogo, więc traktuje ją jak członka rodziny.
-Ale wszystko będzie w porządku prawda?- Zapytał z wielkim niepokojem swoją siostrę.
- Nie wiem, będę próbować, a jak się nie uda to poczekamy, aż sama się obudzi- Powiedziała dziewczyna patrząc się na stan koleżanki.
-Ale czemu nie obudziła się tak szybko jak my?- Zapytał Daimon, siadają obok Kayli na pryczy. Meredith popatrzyła na Daimona z wielkim smutkiem na twarzy i odpowiedziała smutnym tonem:
- Wydaje mi się, że to dlatego bo Kayla stała najbliżej tej przeklętej księgi- Meredith po chwili znowu spojrzała na Kaylę- Nigdy mnie nie słucha... DLACZEGO TY ZAWSZE MUSISZ DZIAŁAĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ! NIE PODARUJE CI TEGO JAK SIĘ NIE OBUDZISZ SŁYSZYSZ!!!- Meredith z wielkim żalem zaczęła krzyczeć do przyjaciółki, lecz odpowiedziała jej cisza. Nie wytrzymując tego wszystkiego, czarnowłosa z wściekłości zacisnęła wargi po czym...zaczęła płakać. Przytuliła się do brzucha Kayli, płacząc i szlochając. Dziewczyna nie wyobrażała sobie bez niej życia. W dzieciństwie nie miała żadnych przyjaciół, tylko Kayla wyciągnęła do niej rękę z prośbą o przyjaźń. Sebastianowi i Daimonowi też poleciały łzy na policzkach. Wszyscy bardzo ją lubili, dlatego też chcieli zobaczyć jak ich przyjaciółka jeszcze raz otwiera oczy.
-Co wy robicie. Ryczycie jakby ktoś umarł- Nagle wszyscy usłyszeli znajomy głos po czym, podnieśli głowy i zobaczyli Kaylę ze zdziwioną miną. Dla wszystkich to było mega szczęście! Nie mogli się powstrzymać i rzucili się na towarzyszkę tuląc ją mocno.
-Nigdy więcej nas tak nie strasz- powiedziała Meredith ze łzami w oczach.
- Zobaczysz, nie daruje ci jak jeszcze raz tak będziesz żartować- powiedział Daimon uśmiechając się szeroko w stronę koleżanki.
- Nie pozwolimy ci znowu umrzeć dlatego nigdy się nie puścimy- Sebastian po tych słowach uniósł głowę i popatrzył na rudowłosą. Jej policzki się zaczerwieniły.
-Hehe, mogę was zapewnić, że na razie nigdzie się z tąd nie wybieram- Powiedziała Kayla uśmiechając się delikatnie.
Obydwoje zauważyli, że znajdują się w celi. Było tam wilgotno, zimno i prawie ciemno , ponieważ mieli tylko jedno, małe okienko. Daimon popatrzył w lewo na resztę swojej grupy i zaczął mieć skojarzenia widząc jak jego kumpel i ruda koleżanka śpią koło siebie opierając się nawzajem głowami.
-Hehe, ja mu zazdroszczę. Sam bym się też chętnie do Kaylusi przytulił - Daimon miał taki wyraz twarzy która wyrażała, że właśnie sobie wyobraża taką scenę.
- Zamknij się!- Meredith dalej była wściekła że widzi swoją przyjaciółkę i jej brata w takiej sytuacji mimo, że robią to nieświadomie.- Ty obudź Sebastiana, a ja obudzę Kayle- Powiedziała Meredith po czym zaczęła szturchać rudą dziewczynę, ale nic z tego. Natomiast Sebastian od razu się obudził i krzyknął " To nie ja !", a potem zauważył gdzie jest. Widział również, że Kayla jest dalej nieprzytomna i nie chce się obudzić.
-To bez sensu. Daimon, połóż Kaylę na pryczy. Spróbuje jeszcze raz ją obudzić.- powiedziała czarnowłosa.
Chłopak wziął koleżankę na ręce po czym położył na na łóżku. Kayla była cała poobijana i krwawiła z wielu miejsc. Sebastian bardzo martwił się o Kaylę. Wiedział, że nie ma nikogo, więc traktuje ją jak członka rodziny.
-Ale wszystko będzie w porządku prawda?- Zapytał z wielkim niepokojem swoją siostrę.
- Nie wiem, będę próbować, a jak się nie uda to poczekamy, aż sama się obudzi- Powiedziała dziewczyna patrząc się na stan koleżanki.
-Ale czemu nie obudziła się tak szybko jak my?- Zapytał Daimon, siadają obok Kayli na pryczy. Meredith popatrzyła na Daimona z wielkim smutkiem na twarzy i odpowiedziała smutnym tonem:
- Wydaje mi się, że to dlatego bo Kayla stała najbliżej tej przeklętej księgi- Meredith po chwili znowu spojrzała na Kaylę- Nigdy mnie nie słucha... DLACZEGO TY ZAWSZE MUSISZ DZIAŁAĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ! NIE PODARUJE CI TEGO JAK SIĘ NIE OBUDZISZ SŁYSZYSZ!!!- Meredith z wielkim żalem zaczęła krzyczeć do przyjaciółki, lecz odpowiedziała jej cisza. Nie wytrzymując tego wszystkiego, czarnowłosa z wściekłości zacisnęła wargi po czym...zaczęła płakać. Przytuliła się do brzucha Kayli, płacząc i szlochając. Dziewczyna nie wyobrażała sobie bez niej życia. W dzieciństwie nie miała żadnych przyjaciół, tylko Kayla wyciągnęła do niej rękę z prośbą o przyjaźń. Sebastianowi i Daimonowi też poleciały łzy na policzkach. Wszyscy bardzo ją lubili, dlatego też chcieli zobaczyć jak ich przyjaciółka jeszcze raz otwiera oczy.
-Co wy robicie. Ryczycie jakby ktoś umarł- Nagle wszyscy usłyszeli znajomy głos po czym, podnieśli głowy i zobaczyli Kaylę ze zdziwioną miną. Dla wszystkich to było mega szczęście! Nie mogli się powstrzymać i rzucili się na towarzyszkę tuląc ją mocno.
-Nigdy więcej nas tak nie strasz- powiedziała Meredith ze łzami w oczach.
- Zobaczysz, nie daruje ci jak jeszcze raz tak będziesz żartować- powiedział Daimon uśmiechając się szeroko w stronę koleżanki.
- Nie pozwolimy ci znowu umrzeć dlatego nigdy się nie puścimy- Sebastian po tych słowach uniósł głowę i popatrzył na rudowłosą. Jej policzki się zaczerwieniły.
-Hehe, mogę was zapewnić, że na razie nigdzie się z tąd nie wybieram- Powiedziała Kayla uśmiechając się delikatnie.
niedziela, 23 listopada 2014
Rozdział: 6
Grupa młodych demonów wreszcie ruszyła z misją ratunkową, tym razem wszystko zostało przemyślane i przygotowane tak jak zawsze chciała postępować Meredith. Na tą okazje wybrali najelegantszą karoce w posiadłości. Kształtem przypominała bombkę choinkową ,która była cała czarna, a koła, brzegi karocy i ramy okien były pozłacane. Z tyłu widniał herb rodziny Penhallow, czyli feniks otoczony własnymi płomieniami, a na czubku pojazdu była zawieszona flaga biało,pomarańczowo, czerwona.
Wszyscy siedzieli w milczeniu ponieważ nikomu nie chciało się rozmawiać po tym co się stało. Meredith ze smutkiem patrzyła się na Kaylę, która opierała podbródek o swoją dłoń i patrzyła przez okno zmartwiona, myśląc tylko o Lissianie.
W końcu zajechali pod dom gdzie miała się rozpocząć uroczystość. To był Dom całego klanu Silent. Dom wyglądał na zewnątrz pięknie: wielki, biały dom w stylu barokowym, lecz wszyscy z daleka czuli odrażający zapach kryminału za drzwiami.
Przed budynkiem stał wielki i napakowany ochroniarz i garniturze. Wyglądał idiotycznie, więc Kayla z trudem powstrzymywała śmiech, zasłaniając usta. Grupa podeszła do mężczyzny patrząc się wysoko w górę by zobaczyć jego głowę.
-Dzień dobry, poproszę o państwa zaproszenie.-Powiedział, bardzo grubym tonem. To było takie wrażenie jakby ziemia się zatrzęsła.
Meredith szybko wyciągnęła rękę przed siebie z kartką. Nawet ją to przeraziło.
-mhmm...Dobrze mogą państwo wejść-Po tym słowach otworzył drzwi i zrobił gest drugą ręką zapraszając do środka. Grupka weszła powoli, by pokazać swoje maniery. Skręcili na boczny korytarz i zaczęli po cichu dyskutować.
-Dobra, teraz musimy udawać "pary"-powiedziała Mer po czym przeszły jej dreszcze na samą myśl.
-Ooo to jja będę z Merusią-uniósł się Daimon biorąc ją pod ramię.
-Aaa idioto, nie ściskaj tak mojej ręki będę miała przez ciebie siniaki- Meredith zrobiła taką minę jakby się dusiła i próbowała poluźnić uścisk kolegi. Sebastian patrzył na Daimona jakby chciał go zabić.
-A tylko ją skrzywdzisz to pożałujesz, wiesz, że jestem od ciebie silniejszy- Sebastian wyciągnął palec wskazujący przed twarzą Daimona.
-yy okay okay, ja tylko bardzo lubię Merusie i chce tylko udawać-Powiedział demon wiedząc,że stąpa po kruchym lodzie.
-Dobra nie kłóćmy się, Mer nie gniewaj się, ale chce by twój brat mi towarzyszył-powiedziała Kayla bardzo niewinnym i spokojnym tonem co było trochę dziwne ponieważ Kayla lubi podnosić głos i rzadko mówiła spokojnie.
-Nie no okay wiem, że to tylko na pokaz nie mam nic przeciwko-powiedziała Meredith mimo, że w głębi nie chciała tego widzieć jak jej najlepsza przyjaciółka i jej starszy brat idą razem jakby byli ze sobą.
Chłopcy wzięli swoje partnerki pod ramie i udali się na salę, gdzie miał się odbyć ślub, usiedli blisko ołtarza, by Kayla wiedziała co się dzieje z Lissianą. Kiedy już wszyscy goście przybyli na miejsce zaczęła się uroczystość. Wszyscy wstali, a przy ołtarzu stał już pan młody.
-Patrzcie, to ten niby przyszły mąż mojej pani. Pff....Ona zasługuje na coś lepszego-Powiedziała Kayla, szturchając Mer łokciem. Nagle drzwi do sali otworzyły się a w nich stała Lissiana ubrana w suknię ślubną, która powoli szła w stronę ołtarza. Inni goście tego nie widzieli, ale miała związanie ręce szorstkim sznurem co sprawiało jej ból i robiło jej bolące odciski na rekach. Kayla to poczuła i zaczęła czuć gniew. Miała ochotę wskoczyć tam przed ołtarz i zabić wszystkich na sali oprócz przyjaciół i swojej pani.
Kiedy ksiądz zaczął ceremonie i zapytał czy Lissiana bierze go za męża nastała cisza. Nie miała ochoty wymawiać tych słów komuś kogo nie kocha. Ojciec pana młodego to zauważył i kazał strażnikowi dyskretnie zranić ją nożem. Lissianie spływała łza po lewym policzku a z rany leciała krew. Już miała powiedzieć "biorę" gdy nagle Kayla wstała.
-Co ty robisz do cholery?-zapytała Meredith gniewnie patrząc na koleżankę.
-Robię to co do mnie należy- Po tych słowach,oczy Kayli zmieniły barwę na róż.
-Kayla! - Lissiana była szczęśliwa widząc swojego lokaja chciała do niej pobiec, ale w ostatniej chwili złapał ją jeden z ochroniarzy.
-Wiedziałem,że przyjdziecie porwać przyszłą,żonę mojego syna wy piekielne ścierwa- powiedział Baron zrywając się z miejsca.
-Skąd wiesz kim jesteśmy?!- Meredith była zszokowana tymi słowami.
-Przyszedł do mnie jeden z waszych największych wrogów i wszystko mi wytłumaczył-powiedział, trzymając dla nich niespodziankę za plecami.
-Cholera...był tutaj anioł-Sebastian od razu wiedział czyja to sprawka, ponieważ on również gardził aniołami.
-Mam tu coś dla was demony-krzyknął Baron Silent po czym wyciągnął anielską księgę, którą skierował na demony. Z księgi wydostał się piorun na tyle silny by powalić najsilniejszego demona w piekle.
Ból był nie do zniesienia, a po chwili wszyscy stracili przytomność.
-Dobra, straże zabierzcie ich do celi a ceremonie przesuwamy na pojutrze- Kayli udało się tylko te słowa usłyszeć z ust Barona po czym nastąpiła ciemność....
Wszyscy siedzieli w milczeniu ponieważ nikomu nie chciało się rozmawiać po tym co się stało. Meredith ze smutkiem patrzyła się na Kaylę, która opierała podbródek o swoją dłoń i patrzyła przez okno zmartwiona, myśląc tylko o Lissianie.
W końcu zajechali pod dom gdzie miała się rozpocząć uroczystość. To był Dom całego klanu Silent. Dom wyglądał na zewnątrz pięknie: wielki, biały dom w stylu barokowym, lecz wszyscy z daleka czuli odrażający zapach kryminału za drzwiami.
Przed budynkiem stał wielki i napakowany ochroniarz i garniturze. Wyglądał idiotycznie, więc Kayla z trudem powstrzymywała śmiech, zasłaniając usta. Grupa podeszła do mężczyzny patrząc się wysoko w górę by zobaczyć jego głowę.
-Dzień dobry, poproszę o państwa zaproszenie.-Powiedział, bardzo grubym tonem. To było takie wrażenie jakby ziemia się zatrzęsła.
Meredith szybko wyciągnęła rękę przed siebie z kartką. Nawet ją to przeraziło.
-mhmm...Dobrze mogą państwo wejść-Po tym słowach otworzył drzwi i zrobił gest drugą ręką zapraszając do środka. Grupka weszła powoli, by pokazać swoje maniery. Skręcili na boczny korytarz i zaczęli po cichu dyskutować.
-Dobra, teraz musimy udawać "pary"-powiedziała Mer po czym przeszły jej dreszcze na samą myśl.
-Ooo to jja będę z Merusią-uniósł się Daimon biorąc ją pod ramię.
-Aaa idioto, nie ściskaj tak mojej ręki będę miała przez ciebie siniaki- Meredith zrobiła taką minę jakby się dusiła i próbowała poluźnić uścisk kolegi. Sebastian patrzył na Daimona jakby chciał go zabić.
-A tylko ją skrzywdzisz to pożałujesz, wiesz, że jestem od ciebie silniejszy- Sebastian wyciągnął palec wskazujący przed twarzą Daimona.
-yy okay okay, ja tylko bardzo lubię Merusie i chce tylko udawać-Powiedział demon wiedząc,że stąpa po kruchym lodzie.
-Dobra nie kłóćmy się, Mer nie gniewaj się, ale chce by twój brat mi towarzyszył-powiedziała Kayla bardzo niewinnym i spokojnym tonem co było trochę dziwne ponieważ Kayla lubi podnosić głos i rzadko mówiła spokojnie.
-Nie no okay wiem, że to tylko na pokaz nie mam nic przeciwko-powiedziała Meredith mimo, że w głębi nie chciała tego widzieć jak jej najlepsza przyjaciółka i jej starszy brat idą razem jakby byli ze sobą.
Chłopcy wzięli swoje partnerki pod ramie i udali się na salę, gdzie miał się odbyć ślub, usiedli blisko ołtarza, by Kayla wiedziała co się dzieje z Lissianą. Kiedy już wszyscy goście przybyli na miejsce zaczęła się uroczystość. Wszyscy wstali, a przy ołtarzu stał już pan młody.
-Patrzcie, to ten niby przyszły mąż mojej pani. Pff....Ona zasługuje na coś lepszego-Powiedziała Kayla, szturchając Mer łokciem. Nagle drzwi do sali otworzyły się a w nich stała Lissiana ubrana w suknię ślubną, która powoli szła w stronę ołtarza. Inni goście tego nie widzieli, ale miała związanie ręce szorstkim sznurem co sprawiało jej ból i robiło jej bolące odciski na rekach. Kayla to poczuła i zaczęła czuć gniew. Miała ochotę wskoczyć tam przed ołtarz i zabić wszystkich na sali oprócz przyjaciół i swojej pani.
Kiedy ksiądz zaczął ceremonie i zapytał czy Lissiana bierze go za męża nastała cisza. Nie miała ochoty wymawiać tych słów komuś kogo nie kocha. Ojciec pana młodego to zauważył i kazał strażnikowi dyskretnie zranić ją nożem. Lissianie spływała łza po lewym policzku a z rany leciała krew. Już miała powiedzieć "biorę" gdy nagle Kayla wstała.
-Co ty robisz do cholery?-zapytała Meredith gniewnie patrząc na koleżankę.
-Robię to co do mnie należy- Po tych słowach,oczy Kayli zmieniły barwę na róż.
-Kayla! - Lissiana była szczęśliwa widząc swojego lokaja chciała do niej pobiec, ale w ostatniej chwili złapał ją jeden z ochroniarzy.
-Wiedziałem,że przyjdziecie porwać przyszłą,żonę mojego syna wy piekielne ścierwa- powiedział Baron zrywając się z miejsca.
-Skąd wiesz kim jesteśmy?!- Meredith była zszokowana tymi słowami.
-Przyszedł do mnie jeden z waszych największych wrogów i wszystko mi wytłumaczył-powiedział, trzymając dla nich niespodziankę za plecami.
-Cholera...był tutaj anioł-Sebastian od razu wiedział czyja to sprawka, ponieważ on również gardził aniołami.
-Mam tu coś dla was demony-krzyknął Baron Silent po czym wyciągnął anielską księgę, którą skierował na demony. Z księgi wydostał się piorun na tyle silny by powalić najsilniejszego demona w piekle.
Ból był nie do zniesienia, a po chwili wszyscy stracili przytomność.
-Dobra, straże zabierzcie ich do celi a ceremonie przesuwamy na pojutrze- Kayli udało się tylko te słowa usłyszeć z ust Barona po czym nastąpiła ciemność....
INFO:
Przepraszamy.Strona "Artbook" została usunięta z powodu utrudnień dla adminów. Jakby ktoś chciałby obrazek jaki był do tej pory na Artbook'u prosze zgłaszać się do admina Kayla Raven (ja).
Jeszcze raz przepraszamy. :(
Jeszcze raz przepraszamy. :(
piątek, 14 listopada 2014
Rozdział 5
Meredith westchnęła i udała się za przyjaciółką. Dlaczego ona zawsze musi taka być? Taka… Taka… Nieokiełznana. To słowo idealnie pasowało do jej nieutemperowanego charakteru.
- Kayla czekaj. – Położyła jej rękę na ramieniu i odwróciła do siebie czerwonowłosą. Jej oczy posyłały mordercze spojrzenie i, gdyby ono mogło zabijać, Mer leżałaby już pod ścianą cała zakrwawiona. – Posłuchaj mnie. Ochłoń. – Powiedziała najspokojniej jak mogła. Poczuła jak Kayla rozluźnia mięśnie. – Teraz wrócimy do salonu i obmyślimy plan…
- Ale Lissiana. – Przerwała jej. W złotych oczach można było dostrzec lekki niepokój.
Meredith westchnęła.
- Skoro porwali Lissianę i zmusili ją do ślubu, to jej nie zabiją. – Jej ton był wręcz lodowaty, jakby wyłączyła wszelkie uczucia i zostało zimne rozumowanie. – Mogą ją trochę pokaleczyć, ale masz znak i poczujesz, gdy coś jej się stało.
Kayla niepewnie kiwnęła głową i udała się w raz z czarnowłosą do salonu. Chłopacy nic sobie nie zrobili z ich nagłego odejścia i zamiaru skoczenia śmierci w ramiona. Daimon rozłożył się na kanapie. Jedną nogę zahaczył o oparcie, druga zwisała z siedzenia, a ręce włożył pod głowę. Sebastian, który jeszcze najzwyczajniej nie odwykł od bycia lokajem, znowu nalał wszystkim herbaty, a Nael usadowił się w kącie i zaczął czytać jakąś książkę wyraźnie zaciekawiony.
Meredith przyłożyła rękę do twarzy w tak zwanym facepalm’ie.
- Dzięki, że TAK zareagowaliście na misję samobójczą Kayli. – Ogarnęła wzrokiem pomieszczenie raz jeszcze. Przynajmniej filiżanki stały jeszcze całe. Ostatnim razem, gdy zostawiła tę trójkę w Piekle u dyrektorki, wszystkie szklane elementy wylądowały na podłodze. Teraz pewnie pada pytanie za co poszli na dywanik. Mały incydent ze świeczkami i salą symulacyjną. Daimon postanowił sobie ‘poćwiczyć’, a Nael, Sebastian i Meredith chcieli mu tylko pomóc, co skończyło się jeszcze większym wybuchem ognia.
- A jak mieliśmy Meruś? – Z początku myślała, że Daimon śpi, bo miał zamknięte oczy i oddychał głęboko.
- Nie nazywaj mnie tak. – Założyła ręce na piersi i zepchnęła jego nogi z kanapy.
Sama usiadła i spojrzała na Sebastiana, który nalewał już trzecią filiżankę. Przecież Demony nie piją i nie jedzą tego, co zwykli ludzie… Przyzwyczajenie? Nie. Raczej zachowanie pozorów.
Daimon przeszedł do pozycji siedzącej i spojrzał tymi swoimi ciemnobrązowymi oczami na Meredith.
- Mogliśmy przecież zamknąć ją w uścisku i nie puszczać. O tak. – Objął czarnowłosą i przyciągnął do siebie.
Mer starała się wyrwać, ale niezbyt jej to wychodziło. Czuła ciepło Daimona i jego oddech na swoim karku. Jego dobrze umięśnione ręce obejmowały w talii siostrę Sebastiana.
- Zostaw moją siostrę. – Chłodny głos jej brata sprawił, że przeszły jej ciarki po plecach.
Daimon momentalnie się od niej odsunął, zerknął na nią kątem oka z lekkim uśmiechem i podszedł do swojego zaczytanego przyjaciela, który zapomniał, że wszyscy są wokół. Jego zielone oczy śledziły tekst uważnie, a blond włosy poruszały się wraz z jego ruchami głowy. Nagle Daimon wyrwał mu książkę i odłożył ją na pobliską półkę. Wyciągnął rękę w stronę przyjaciela, a ten przyjął ją i razem zasiedli przy stole.
- Dobra. – Meredith pochyliła się i przerzucała spojrzenie na różne osoby. – Plan jest następujący. Idziemy na ten ‘ślub’ i udajemy jakbyśmy się pogodzili z naszym marnym żywotem. No i potem odbijamy Lissianę. – Wzruszyła ramionami.
Nael zaśmiał się urwanym śmiechem.
- Fajnie, że wzięłaś pod uwagę, że porywacz jest baronem i ma dobrze przyszykowane wojsko. Na dodatek zostawił wam zaproszenie, co było dość śmiałym posunięciem. – Podsumował Nael. Jego analityczny umysł wreszcie zaczął pracować an pełnych obrotach.
- Zatem co robimy? – Kayla uderzyła w stół pięściami wyraźnie zirytowana czekaniem.
Nael rozsiadł się wygodniej w fotelu.
- Ja zostanę i przypilnuję Francisa. – Kiwnął głową w stronę czarnowłosej. – Meredith i Kayla wkradną się do pałacu w roli dam do towarzystwa dla Lissiany. – Obie dziewczyny zgodziły się z blondynem. – A Sebastian i Daimon będą wam towarzyszyć, jako wasi partnerzy…
- Słucham? – Zapytała z niedowierzaniem Meredith.
- Dla zabezpieczenia. – Nael powstrzymywał uśmiech, ale coś mu nie wychodziło. – Nie chcemy, żeby ktoś się przyczepił i skierował nasz plan na złą drogę.
Meredith burknęła coś pod nosem, a Daimon wydawał być się tym faktem zadowolony. Sebastianowi też to nie przeszkadzało.
- To kiedy zaczynamy? – Odezwał się Michaelis.
Nael spojrzał na nich, jakby ich oceniając, ale po chwili machnął ręką.
- Idźcie w tym czym jesteście. No już i powodzenia. – Uśmiechnął się dodając im otuchy.
Dziewczyny nadal były ubrane w swoje suknie, a chłopcy mieli surduty. Wyszli z rezydencji i wsiedli do karety. Woźnica, gdy upewnił się, że wszystko jest zamknięte, dał znak do odjazdu i konie ruszyły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)