czwartek, 17 grudnia 2015

Rozdział: 26

Służba udała się do jadalni, żeby omówić przebieg wyprawy. Zasiedli przy wielkim stole i każdy rozmyślał nad sytuacją. Przez kilka minut panowała martwa cisza.... Nie było słychać nawet oddechu "sąsiada" z krzesła. Wzroki demonów i jednego Shinigami wpatrzone były w bukiet, który Meredith położyła dziś rano do śniadania. W oddali było słychać tylko ciche cykanie wielkiego zegara ściennego, który za pięć minut miał wybić dziesiątą. Daimon w końcu nie wytrzymał tej ciszy i z hukiem wstał z krzesła i otwartymi dłońmi uderzył w stół.
- Słuchajcie mam tego dość! Macie jakieś pomysły?! Trzeba jak najszybciej wyruszać!
- Kochanie uspokój się. Zaraz Sebastian pewnie coś wymyśli i wtedy wyruszymy. Przecież tu chodzi o Kaylę- powiedziała Meredith, siedząc na krześle i trzymając chłopaka za lewą rękę w celu rozluźnienia go.
- I o Yuzuki. Nie zapominajcie o niej!- wtrącił się Grell, oburzony, że nikt nie pamięta o jej partnerce. Sebastian dalej się nie odzywał. Siedział w ciszy i rozmyślał. W sumie podobało mu się opiekowanie małą Kaylą. Ciągle rozpamiętywał ten moment, kiedy karmił ją z butelki, a ona złapała go za karmiącą dłoń swoimi małymi, pulchnymi rączkami. Na samą myśl chłopakowi robiło się ciepło w środku, lecz po chwili szybko wrócił do żywych, wstał i ruszył w kierunku głównego holu.

Koledzy byli zdziwieni takiej reakcji, ale poszli za nim by dowiedzieć się o co mu chodzi. Kiedy znaleźli się na holu zauważyli, że chłopak od samego początku patrzy się na witraż nad głównym wejściem, z skąd uciekła anielica. Sebastian z zamyśloną twarzą udał się na zewnątrz by popatrzeć na miejsce ucieczki z drugiej strony. Jego oczy spoglądały najpierw na witraż, a potem skierowały się w stronę lasu. Dostrzegł, że drzewa są połamane, a złamania prowadzą w stronę ruin jednej z kaplic, która została zburzona 80 lat temu. Nie czekając na kompanów, kamerdyner sprintem pobiegł w kierunku miejsca podejrzeń. Po paru minutach, Sebastian był na miejscu i dostrzegł, ze rzeczywiście, złamania kończą się w pobliżu tego miejsca. Po kilku sekundach dogonili do Meredith, Daimon i Nael. Z całej trójki tylko dziewczyna była zasapana i zmęczona biegiem. Bardzo zazdrościła siły i wysportowania bratu i starała się być tak samo silna jak on. Niestety tylko demony były na miejscu, ponieważ Grell....No nie miał tych umiejętności co demony. Zmęczony i ledwo żywy Shinigami dobiegł na miejsce po 10 minutach, ledwo co trzymając swoją kosę.
Kiedy cała załoga była razem, weszli w do ruin. Na ich terenie nie było żadnej żywej duszy. Żaden nie wyczuwał anielskiej aury ani ludzkiej osoby. Sebastian zaczął rozglądać się po całych ruinach, a zaraz po nim cała ekipa. Po pół godziny szukania, Grell padł ze zmęczenia na kamienną ławkę. Meredith za kamieniem w kamiennej ścianie znalazła błyszczącą na niebiesko brożke. Kiedy dziewczyna chciała go dotknąć, Sebastian szybkim ruchem, złapał siostrę za ramię i odciągnął ją w ostatniej chwili. Brożka, tak naprawdę była bombą, która wybuchała gdy tylko poczuje w pobliżu moc demona.
Grupa musiała szybko ewakuować się z ruin, ponieważ wybuch zniszczył całą ścianę, która była oparciem całej budowli. Wielka chmura kurzu była widoczna na kilkanaście metrów. Męska część załogi osłaniała koleżankę, żeby kamień nie spadł jej na głowę.
W oddali było słychać powolne kroki, zmieżajace w ich kierunku. Kiedy kurz opadł na dobre było dobrze widać sylwetkę osoby. Byłą to ta sama anielica, która odwiedziła ich niedawno. Jej szyderczy uśmiech pokazywał, że dziewczyna doskonale wiedziała po co przyszli.

-Będziecie musieli się bardzo postarać żeby mnie pokonać. Nie macie nawet żadnych magicznych umiejętności by stawić mi czoła- powiedziała dziewczyna, ciskając błyskawicą w wielkie drzewo, które po paru sekundach zniknęło z powierzchni ziemi. Grell od razu zaczął cofać się w stronę lasu, bo nie chciał tak marnie skończyć, lecz Nael złapał go za ramię.

-Co ty wyprawiasz?! Po tym wszystkim co zaszło tak od razu odchodzisz?!-zapytał Nael z wściekłą miną. Shinigami wyszarpał się z uścisku blondwłosego demona- Poza tym pomyśl jak Yuzuki będzie ci wdzięczna za ten uczynek? A może odwdzięczy ci się w miły sposób?
Grel tak pomyślał przez chwilę, aż w końcu zrozumiał.
-MOTYWACJA NA MAKSA!!!-krzyknął Shinigami odpalając swoją piłę łańcuchową.

-Nie oceniaj nas dopóki się z nami nie zmierzysz -Powiedziała Meredith wychodząc z tłumu naprzeciw anielicy. Czarnowłosa zamknęła oczy i wyglądała tak jakby na coś czekała. Była wewnątrz siebie bardzo skupiona i czekała na odpowiedni moment. W tym samym czasie anielica rozpostarła skrzydła i uniosła się ok. 9 metrów nad ziemią. Nie czekając na ruch przeciwnika, skupiła swoją energię i rzuciła w czarnowłosą kulą błyskawic. Kiedy nastąpił odpowiedni moment, Meredith otworzyła oczy, a w ich stronę zaczęła zbliżać się wielka fala tsunami! Woda ominęła przyjaciół dziewczyny i skierowała się na anioła. Fala uderzyła z wielkim ciśnieniem, przygniatając dziewczynę do ziemi.
Meredith, pełna spokoju czekała, aż jej przeciwniczka wstanie. Kiedy to nastąpiło, anielica zgarnęła swoje blond włosy z twarzy, na której był wyryty gniew.

-Teraz nie możesz latać, więc mamy równe szanse. No dalej zaatakuj mnie- powiedziała Meredith z takim tonem jakby wiedziała co się stanie. Kiedy anioł chciał zaatakować dziewczynę błyskawicą, przez jej ciało przeszedł prąd, powalając ją znowu na podłogę.- Teraz jesteś zupełnie bezbronna. Nie wiedziałaś, że woda przewodzi prąd?

-Ty suko! Zniszczę cię nawet bez błyskawicy tu i TERAZ!- krzyknęła blodnwłosa wyciągając sztylet.
Zbliżała się bardzo szybko, więc Meredith nie miała jak opracować strategi. Cudem ominęła ostrze, lecz niestety nie bez szwanku. Anielica drasnęła jej prawy policzek. Chłopaki byli bardzo zdenerwowani jak to się zakończy. Emocje były napięte. Serca wszystkich biły jak szalone, a oddechy częste i głośne. Kiedy reszta chciała pomóc dziewczynie, nad walczącymi pojawiły się dwa anioły: Jeden chłopak, dobrze zbudowany w białym smokingu oraz dziewczyna z fioletowymi włosami i w miętowej sukience.
- Anastasio, czemu ty się tak z nimi bawisz?- zapytał chłopak w białym smokingu. Anastasia odwróciła wzrok w stronę swoich sprzymierzeńców.
-Cristian? Iris? Co wy tu robicie?!- zapytała dziewczyna zszokowana wizytą.
-Przyszliśmy zobaczyć co robisz- powiedziała Iris z uśmiechem od ucha do ucha. Cristian osiadł na ziemie i zadał pytanie Sebastianowi.
-Czego wy od nas chcecie?
-Nasze koleżanki zostały zamienione w dzieci, przez waszą znajomą i chcemy dostać antidotum.
Anioł rozmyślał nad prośbą, po czym wyjął z kieszeni niebieską fiolkę i rzucił w stronę Meredith, która ledwo co ją złapała.
-To wam powinno pomóc. Nalejcie na główki waszych koleżanek 3 krople tego NIE WIĘCEJ!, a odzyskają dawną postać.
-Co?! oddajesz im antidotum tak bez walki?!- uniosła się Anastasia w stronę chłopaka z wyraźnym oburzeniem na twarzy.
-Nie chce mi się z nimi dzisiaj bić. A teraz wracamy.
-Co? Nieee, a ja chciałam się zmierzyć z tym ślicznym blondaskiem-powiedziała Iris uśmiechając się stronę Naela, który najwyraźniej walnął buraka na całej twarzy.
Anioły powoli zaczęły znikać, ale Cristian zdążył jeszcze powiedzieć coś do Sebastiana:
-Aha, i pozdrów Kaylę ode mnie.
Po tych słowach zniknęli. Nikt nie wiedział co się przed chwilą zdarzyło, lecz nie chcieli drążyć tematu. Najważniejsze teraz było to, żeby jak najszybciej wrócić do posiadłości.

Po 10 minutach drogi, kamerdynerzy od razu pobiegli do salonu gdzie znajdowali się Francis, Lissianna, Kayla i Yuzuki.
-I co? Znaleźliście antidotum?- zapytał Francis, który spoglądał zza gazety.
-Tak mój panie- powiedziała Meredith pokazując fiolkę. Dziewczyna podeszła do Kayli i tak jak powiedział Cristian nalała 3 krople na główkę przyjaciółki,a potem podeszła do Yuzuki i zrobiła to samo. Dzieci zaczęły świecić na niebiesko.....Oślepiające światło spowodowało, że nie wiadomo co się działo w tej chwili. Blask zniknął po pół minuty. Wszyscy odsłonili oczy by zobaczyć efekt. Nikt nie spodziewał się, aż tak dobrego efektu antidotum.
Dziewczęta odzyskały swoje dawne rozmiary i powoli wstały, otrzepując się z brudu. Sebastian i Grell patrzyli na dziewczyny z wielkim zaszokowaniem. W sumie nie dziwi mnie ich reakcja. Może dziewczyny rzeczywiście urosły, ale nie tylko one. Każda z nich miała włosy z długością do pasa!
-Kkayla tyyy...-Sebastian nie mógł wypowiedzieć z siebie żadnego słowa ze względu na nowy image dziewczyny. Był w niej jeszcze bardziej zauroczony niż wcześniej. To samo można było powiedzieć o Grell'u. Był wpatrzony w Yuzuki jak w obrazek.
Kayla zauważyła zmianę jaka w niej zaszła.
-Cóż, będę musiała je znowu obciąć- powiedziała dziewczyna łapiąc się za kosmyki, lecz Sebastian złapał ją za dłonie, ściskając je mocno.
-Zabraniam ci! Wyglądasz pięknie z długimi włosami.
Dziewczynę zamurowało. Myślała, że podoba się chłopakowi tylko w krótkich włosach, lecz teraz wiedziała jak bardzo się myliła.
-Ja też nie zetnę już włosów. Lepiej się w nich czuje- powiedziała Yuzuki wtulona w swoje włosy. <3

PROSZĘ O KOMENTARZE JAK WAM SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ ;)

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział: 25

To już drugi dzień odkąd anioł zagościł w posiadłości rodziny Penhallow. Ostatnie wydarzenie przewróciło życie służby oraz bliźniaków do góry nogami. Klątwa nie ustąpiła, przez co Kayla i Yuzuki były ciągle więzione w ciałach dzieci. Francis ustalił, że Grell zajmie się Yuzuki, a Sebastian Kaylą, ponieważ Meredith ma obowiązek usługiwać jemu, a nie swoim znajomym. Nael tymczasowo przejął opiekę nad Lissianną, ponieważ tylko on był w stanie znieść bajkowy świat dziewczynki.

Sebastian obudził się bardzo wcześnie, ponieważ musiał przygotować śniadanie dla ich wysokości, oraz dla Kayli. Kiedy ubierał śnieżnobiałą koszulę, spoglądał na śpiące dziecko, które leżało w kojcu, należące kiedyś do Lissianny, lecz leżało przez lata w piwnicy. Chłopak stracił rachubę czasu, przez co miał niewielkie opóźnienie. Sprintem pobiegł w kierunku kuchni, gdzie zaczął przygotowywać omlety z kozim mlekiem i malinami, sałatkę owocową a na deser pudding waniliowy z truskawkowym syropem. Oprócz tych przysmaków musiał jeszcze ugotować mleko w butelce dla Kayli.
Parę minut czekał, aż woda zacznie się gotować. Wiedział, że mleko nie może być za gorące, żeby dziecko nie poparzyło sobie podniebienia. Kiedy mleko w butelce zaczęło lekko bulgotać, Sebastian wyciągnął je z garnka, podwinął lewy rękaw marynarki i koszuli, po czym pokropił mlekiem nadgarstek. Było wprost idealne. Wszystkie dania były w 100% gotowe. Wyszedł z kuchni z wózkiem pełnym dań, kierując się w stronę jadalni. Wchodząc do wielkiej sali pełnej fresków, zobaczył Meredith i Daimona, przygotowujących stół do śniadania. Rozłożyli na stole różowo-złoty obrus ze złotymi zdobieniami, na środku stołu Meredith położyła wazon z żółtymi różami, Daimon zaczął rozkładać sztućce z najlepszej próbki srebra dostępnego na rynku oraz złote serwetki złożone w stożki. Na koniec Sebastian zaczął rozkładać talerze z przysmakami.

Kiedy praca została wykonana, Sebastian pobiegł w stronę swojego pokoju z butelką. Wszedł po cichu, żeby nie obudzić dziecka. Na jego nieszczęście, Kayla otworzyła oczy razem z otwierającymi się drzwiami.
Kiedy chłopak zamknął je za sobą, zauważył, że dziewczynka już wstała i trzyma się ogrodzenia łóżeczka. Sebastian uśmiechnął się do niej, podchodząc w stronę kojca. Położył butelkę na komodzie, żeby wziąć Kaylę na ręce. Kamerdyner usiadł na łóżku z niemowlakiem karmiąc ją na swoich kolanach. Nie zauważył kiedy Kayla podniosła rączki, obejmując butelkę i jednocześnie lewą rękę Sebastiana, patrząc na niego wielkimi oczkami. Chłopak patrzył na nią ciepłym spojrzeniem i pocałował ją w czoło. Czuł jak rodzi się w nim instynkt rodzicielski.
W jednej chwili z hukiem do pokoju wszedł Grell z płaczącą Yuzuki na rękach. Przez huk drzwi, Kayla również zaczęła płakać.
-Sebas-chan proszę, pomóż mi! Nie wiem co robić! Robię co mogę, a Yuzuki dalej płacze!
-Widzisz co zrobiłeś?! Przestraszyłeś Kaylę!
-Przepraszam ale ja sobie nie radzę z tym zadaniem.
- A próbowałeś ją karmić?
-Tak
-Próbowałeś z nią się bawić?
-Tak próbowałem wszystkiego!
-A próbowałeś ją przewinąć?
-....Yyy nie. Nie pomyślałem o tym.
-Ehhh, idź do łazienki i przewiń ją. W szafce po lewej stronie są pieluszki. Aha i zamknij za sobą drzwi.
Shinigami wyszedł z płaczącym dzieckiem na korytarz. Sebastian próbował uspokoić Kaylę kołysając ją na rękach, lecz to nie pomagało. Kiedy zaczął znowu karmić dziecko, płacz ustanął.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kayla po trzech godzinach zabawy z Sebastianem, zasnęła od razu po położeniu ją w łóżeczku. Chłopak nie mógł się napatrzeć na tak cudne stworzenie jak ona. Kiedy Sebastian przykrył dziecko kocykiem, do pokoju po cichu weszła Meredith.
-Posłuchaj Panicz Francis kazał mi wszystkich zawołać do jego biura.- powiedziała dziewczyna podchodząc do kojca. Poczuła takie ciepło w sobie widząc słodko śpiące dziecko. Zauważyła jak Sebastian troszczy się o dziewczynę w tej ciężkiej sytuacji, lecz nie mieli czasu na rozmowę o opiece nad dziećmi. Rodzeństwo po cichu zamknęło za sobą drzwi, po czym szybkim krokiem poszli w stronę biura.
Kiedy weszli, zauważyli, że wszyscy już byli na miejscu. Podeszli w stronę biurka i stanęli koło reszty służby.
- Posłuchajcie, tak dalej być nie może.-powiedział Francis, siedząc za biurkiem z poważnym wyrazem twarz- Kayla i Yuzuki muszą wrócić do pierwotnej postaci. Dlatego musicie znaleźć te anielice i stawić jej czoła, zabrać jej to berło i znaleźć antidotum na tą klątwę. Ruszycie za chwilę i nie radze wam wrócić z pustymi rękami. A TERAZ JAZDA!    

środa, 14 października 2015

Rozdział: 24

Jedyne miejsce w posiadłości, które nie zostało jeszcze sprawdzone to ogród do którego Nael zabrał ze sobą Yuzuki i Grell'a. Sebastian, Kayla, Meredith, Daimon, Lissianna i Francis towarzyszyli Will'owi w drodze na zewnątrz. Do ogrodu królewskiego prowadziły wielkie szklane drzwi z białymi, drewnianymi akcentami i pozłacaną klamką. Sebastian bez wahania otworzył szklane drzwi i prowadził dalej w wzdłuż ogrodu.
Po jego minie nie było widać ani trochę strachu ani zmartwienia. Szczerze mówiąc, Sebastian dalej miał uraz do Shinigami, a zwłaszcza do Will'a, który mocno zaszedł mu za skórę kiedy z Cielem prowadził dochodzenie w sprawie zaginięcia małych dzieci, które ślady prowadziły do cyrku "Arka Noego".
Przy fontannie siedział Nael, który na spokojnie przycinał gałązki krzaków róży. Kiedy zobaczył gościa, wstał, przywitał się i odpowiadał na pytania zadane przez Shinigami.
-Ależ proszę, może pan obejrzeć każdy zakamarek tego pięknego ogrodu, którym opiekuję się od dłuższego czasu- powiedział Nael uśmiechając się szeroko i pokazując lewą dłonią resztę ogrodu, który miał naprawdę wielką przestrzeń.
Will uważnie przyglądał się każdemu krzakowi, każdej grządce i każdemu drzewu napotkanemu po drodze. Jak na razie wszystko było w porządku. Po uciekinierach nie było ani śladu.
-Hmmm, no cóż nie udało mi się ich znaleźć w waszej posiadłości, ale to nie znaczy że wam ufam. Będę was miał na oku- po tych słowach, Will wskoczył na mur ogrodu po czym zniknął w drzewach otaczających posiadłość. Kiedy Nael wiedział, że zagrożenie minęło, podszedł do fontanny i wcisnął jeden z kamieni znajdujących się w jej dolnej części. Przed chłopakiem ukazała się dziura i kamienne schody prowadzące na dół. Z pomieszczenia wyskoczyli Grell i Yuzuki.
-Dziękuje wam bardzo za ochronę, ale nie możemy tu zostać na długo. Jutro zamierzamy opuścić posiadłość w poszukiwaniu jakiegoś innego schronienia.- powiedział Grell, obejmując Yuzuki prawym ramieniem.
-A jak zamierzacie dalej funkcjonować?-zapytał Nael zszokowany wiadomością na temat odejścia gości. Bardzo polubił tą dwójkę (Nale bardzo łatwo się zaprzyjaźnia).
-Z tych pieniędzy, które jeszcze nam zostały, zamierzamy założyć własną działalność Shinigami u Undertaker'a.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na następny dzień, Shinigami byli już gotowi do drogi. To pożegnanie nie było łatwe dla Lissianny, Naela oraz...Yuzuki. Bardzo polubiła całą gromadę służących oraz właścicieli domu. Nie chciała go opuszczać bo czuła się tutaj jak u siebie. Nie obeszło się bez uścisków dłoni oraz przytulania na do widzenia. Kiedy goście mieli już wychodzić, w domu zaczęło emanować dziwną energią.
Z miejsca gdzie wisiał diamentowy żyrandol zaczęło rozbłyskiwać światło o wiele bardziej mocniejsze niż z żyrandola. W powietrzu zwisała kobieta z blond włosami, błękitnymi oczami oraz bladą jak śnieg skórą. Była ubrana w białą, zwiewną suknię, a na stopach miała owinięte złote bluszcze winogrona.
-Która z was to Kayla Raven?- zapytała srogim głosem osoba. Kayla nie czekając na cud wyszła z tłumu by się ujawnić.
-Czego ode mnie chcesz?!
- Hmmm...czyli to ty? Mój przyjaciel dużo mi o tobie mówił. Nawet jesteście do siebie podobni....No ale cóż to jest prezent od niego!
-Coo!?
Dziewczyna spod rękawa wyciągnęła szklane berło z niebieskim klejnotem na czubku, który po chwili zaczął świecić. Z berła wystrzelił promień, który był niewyobrażalnie oślepiający. Nikt nie wiedział co się działo, lecz Yuzuki mogła dostrzec bieg wydarzeń dzięki swoim okularom Shinigami w postaci pilotek z przyciemnianymi szkłami. Młoda Shinigami pobiegła w kierunku demona w celu zepchnięcia jej z celownika, lecz nie poszło to tak jak ona zaplanowała. Kiedy promień strzelił w ziemię, cały hol był spowinięty dymem.
Nieznajoma natomiast uwolniła anielskie skrzydła po czym uciekła, rozbijając witraż nad głównym wejściem. Kiedy już dym opadł, Sebastian zobaczył Meredith, która zasłoniła Francisa przed urazem, Lissiannę, którą uratowali Nael i Daimon, Grella który musiał chronić się sam  :'(, tylko nie widział Kayli oraz Yuzuki. Gwałtownym ruchem wstał z podłogi i pobiegł tam gdzie jeszcze przed chwilą stała czerwonowłosa. TO co zobaczył było dla niego oraz dla pozostałych szokiem. Kayla i Yuzuki....zostały zamienione w... 2-latki!
Wyglądały wprost uroczo!!! Kayla miała wielkie, czerwone oczka i krótkie czerwone włoski, natomiast Yuzuki wielkie zielono-szare oczka pod malutkimi pilotkami i krótkie czarne włoski. Nawet ich ubranka się skurczyły. Kiedy Grell zobaczył co stało się z jego partnerką był przerażony a jednocześnie zachwycony urokiem dziewczynki.
-Cóż, wygląda na to, że będziemy musieli tu jeszcze zostać- powiedział Grell biorąc małą Yuzuki na ręce.

OPINIE O ROZDZIALE PROSZĘ W KOMENTARZACH  ^^

środa, 16 września 2015

Rozdział: 23

Powrót do "domu" okazał się dla kamerdynerów bardzo przyjemnym uczuciem. Szczególnie kiedy widzieli w jak opłakanym stanie znajduje się posiadłość. Odpoczynek musiał zamienić się w sprzątanie generalne.(Masakra!) Ale kiedy jest się demonem, takie sprzątanie nie sprawia problemu. Po całej pracy, grupa służących odpoczywała w kuchni przy filiżankach kawy i maślanych ciasteczkach w czasie gdy królewskie bliźniaki jeszcze spały. Atmosfera była bardzo przyjemna, w towarzystwie żartów i śmiechów wypełniające cały pokój. Całą sielankę zakłócił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę nie przeszkadzajcie sobie.-Powiedziała Meredith, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi. Ruszyła w kierunku głównego holu, który znajdował się po drugiej stronie jednego z pobocznych korytarzy wypełnionych portretami i obrazami ukazującymi krajobrazy z każdego krańca świata. Dzwonek zaczął dzwonić coraz intensywniej i szybciej, przez co czarnowłosa musiała przyspieszyć. Kiedy podirytowana dźwiękiem dziewczyna otworzyła drzwi, staranowały ją dwie osoby, które chciały jak najszybciej wejść do środka.
-Zamknij drzwi! SZYBKO!- krzyknęła męska postać. Meredith szybko spełniła prośbę gościa i z hukiem zamknęła za sobą wielkie wrota. Kiedy odwróciła się w stronę postaci, poczuła, że skądś je zna...Ten sam głos, te same sylwetki i błysk odbijający się od okularów...
-Pani Yuzuki i Pan Grell! Co wy tu....
-Nie mamy czasu na rozmowę chcemy się szybko zobaczyć z państwem Penhallow-krzyknął Grell. Meredith szybko upomniała Shinigami gestem ciszy.
-Nie możecie w tym momencie, ponieważ państwo jeszcze śpią po podróży. Nie wolno im przeszkadzać.
-Już nie śpimy....- Odezwał się chłopięcy głosik. Na schodach prowadzących na 1 piętro stali dwaj następcy tronu w piżamach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dobrze, a więc co was tu sprowadza?-powiedział Francis. Rozmowa toczy się już w zupełnie innym pokoju, a tak w ogóle to w salonie. Cały personel posiadłości stał na baczność obok swoich podopiecznych. Dwaj Shinigami siedzieli na kanapie naprzeciw właścicieli domu. Yuzuki milczała, spuszczając głowę w dół. Grell z trudem przełknął ślinę i zaczął rozmowę.
-Chciałbym prosić państwa o pomoc....
-Pomoc?
-Tak a w zasadzie to o nocleg. Jesteśmy zmuszeni prosić o to, ponieważ Will, ta wredna kreatura podstępem przyłapała mnie i Yuzuki na pocałunku....
Yuzuki w tym momencie zalała się jeszcze większym rumieńcem.
-.....I zostałem oskarżony o romans z uczennicą. Teraz ścigają nas wszystkie jednostki Shinigami. Raz udało nam się ich wykiwać dzięki sprytowi Yuzu, ale nie jestem pewny czy to długo podziała. Dlatego pomyślałem, że poprosimy was o pomoc. To miejsce to ostatnia rzecz jaka im wpadnie do głowy.
Francis długo zastanawiał się nad odpowiedzią. Lissiana patrzyła z niepokojem na brata oraz zmartwionych Shinigami, trzymających się za rękę. Kamerdynerzy również patrzyli się na chłopca, ale nie z niepokojem tylko z pogardą.
-Jestem wam winny przysługę za to, że pomogliście w ratowaniu mojej siostry. Dlatego pozwolę wam tu się zadomowić, ale wy też musicie pracować jak nasi słudzy. Umowa stoi?- Francis w tym momencie wyciągnął rękę przed Grellem. Po chwili wahania mężczyzna wyciągnął swoją dłoń w celu zawarcia umowy.
-Nasi kamerdynerzy pokażą wam co i jak. Zaczniecie prace za godzinę, a jeśli coś zrobicie nie tak....to lepiej żebym się o tym nie dowiedział. Chłopaki zajmiecie się panem Grellem, a dziewczęta panią Yuzuki. A teraz do pracy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Minął już tydzień od kiedy nasi goście pełnią rolę służących w posiadłości Penhallow. Na razie nic się nie dzieje, ponieważ Grell ma już doświadczenie co do służącego, za to Yuzuki zachowuje się trochę niezdarnie. Kiedy coś stłucze albo zepsuje, próbuje płakać, ale Kayla i Meredith uspokajają ją słowami "Nic się nie stało". Poza tym to wszystko było ok. Jak zawsze  kiedy bliźniaki śpią demony robią sobie przerwę w postaci filiżanki kawy i ciasteczek. Tym razem były to czekoladowo-waniliowe.

-Cóż muszę pochwalić pana Grella, że od tygodnia nic nie nabroił, a przy tym ani razu się do mnie nie dobierał- powiedział Sebastian, zamaczając swoje ciastko w kawie.
-To dlatego, że mam już miłość swojego życia, mimo że nie ma na sobie nic czerwonego to i tak jest dla mnie najważniejsza.- powiedział Grell przytulając do siebie młodą Shinigami.- Cieszę się, że jesteś z Kaylą. Ona docenia czerwień i za to ją lubię.

Kayla zaniemówiła, patrząc na Grella a potem na Sebastiana, który uśmiechał się do niej bez przerwy, po czym zanurzyła wargi w filiżance. Tą miłą jak zawsze sielankę, ktoś przerwał dzwonkiem do drzwi.
-Echh...Tym razem ja otworzę- powiedziała Kayla po czym z zabójczą prędkością wybiegła z kuchni w stronę drzwi frontowych. Po kilku sekundach była na miejscu. Popatrzyła przez judasza sprawdzić kto to...Nie wierze! Kayla wróciła ponownie do kuchni z jeszcze większą szybkością.-Will tutaj jest szybko chowajcie się!

-A...Ale gdzie?!-krzyknęła spanikowana Yuzuki, łapiąc mocno Grella za jego czerwoną marynarkę.
-W ogrodzie jest tajne wejście do schronu, szybko zaprowadzę was!-powiedział Nael wybiegając z Shinigami w stronę tylnych drzwi. Natomiast Daimon i Meredith pobiegli by otworzyć drzwi niezapowiedzianemu gościowi.
-Witamy pana w posiadłości Penhallow, w czym mogę służyć?-zapytał Daimon z fałszywym uśmiechem. Meredith by nie zwracać na siebie podejrzeń robiła to samo co jej chłopak.
-Szukam dwóch Shinigami: Grella Suttclif i Yuzuki Venus. Są poszukiwani przez wszystkie nasze oddziały- powiedział Will pokazując zdjęcie dwójki. Meredith wzięła zdjęcie do ręki.
-Nie znamy nikogo takiego- powiedziała czarnowłosa, lecz Shinigami nie wierzył jej nawet na słowo.
-Czy ja cię skądś znam? Przypominasz mi jednego z tych obleśnych demonów...-Daimon po tych słowach nie mógł się potrzymać i próbował rzucić się na Willa z rękami, lecz Meredith była szybsza i zablokowała.

-Kogo nazywasz obleśnym, okularniku?!
-Jak pan śmie nazywać nas obleśnymi?!
-Aha...Już wiem kim jesteś. Jesteś krewną tego....hmmm..Sebastiana prawda?
-Tak to mój brat, a tak w ogóle co panu do tego?

-A bo mam z nim niewyrównane rachunki...
W tym właśnie momencie do holu wbiegli Kayla i Sebastian.
-Och..Kogo ja widzę. Dawno się nie widzieliśmy Williamie T.Spears.-Powiedział Sebastian

Kayla patrzyła na niego z takim wyrzutem, jakby zaraz miała go przerzucić przez ogrodzenie posiadłości. W jednej chwili kosa Williama kierowała się w stronę Sebastiana, lecz Kayla zdołała go ochronić za pomocą róż (no co? Jak Sebastian używał sztućców to było ok?).
-Widzę, że znalazłeś sobie kogoś do obrony. Tylko szkoda, że to taki babochłop.
Sebastian po tych słowach ze strachem popatrzył na Kaylę i miał powód. Włosy dziewczyny dosłownie zaczęły się PALIĆ! Wystarczyła sekunda by podbiec do Shinigami i z całej siły sprzedać mu cios prosto w zęby. Po chwili mężczyzna leżał na podłodze.
-Ej gdzie są moje okulary?! Wiesz, że okularników się nie biję w twarz?!
-Ja pierdolę na zasady...-powiedziała dziewczyna odchodząc dumnie w stronę Sebastiana, obejmując jego lewe ramię. Shinigami zobaczył jakie ma potłuczone i zgniecione okulary, więc wyciągnął z kieszeni marynarki parę zapasową.
-Dobra potem się z wami rozliczę, ale najpierw chce przejrzeć tę posiadłość w celu odnalezienia uciekinierów.
Kamerdynerzy nie mieli nic przeciwko temu. Grupa zwiedziła cały dom, lecz został jeszcze ogród. Obyś Nael dobrze ich ukrył!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział: 22

Dzisiaj Kayla opuszcza salę chorych i jednocześnie wraca do świata ludzi. Wszystko było już spakowane i gotowe do drogi. Seraphine na wskutek licznych obrażeń zostanie tu jeszcze przez tydzień. W tym czasie Kayla pakowała swoje ostatnie rzeczy. Cała grupa czekała tylko i wyłącznie na nią wraz z jej bagażami, żeby nie musiała dźwigać w takim stanie. Kiedy czerwonowłosa kierowała się do wyjścia, do pokoju weszła Kaede, żeby się z nią pożegnać.
-Posłuchaj kochanie, zanim wyjdziesz chciałabym o czymś z tobą jeszcze porozmawiać. Usiądź proszę.
Dziewczyna posłuchała się swojej babci i usiadła na łóżku. Szamanka wzięła krzesło i postawiła naprzeciwko swojej wnuczki.
-Kayla chyba już wiesz co się stało z tobą w czasie igrzysk?
Dziewczyna potaknęła.
-Dobrze, ponieważ o tym chce z tobą pomówić. Sądze, że jesteś już wystarczająco dojrzała by poznać prawdę...." 18 lat temu w jednej ze świątyń była uwięziona bestia, która setki lat temu zagrażała nie tylko nam ale również aniołom. Z czasem bariera, która więziła bestię z czasem zaczęła słabnąć. Dla tego potwora to była idealna okazja na ucieczkę. Mnisi, którzy pilnowali więźnia słyszeli jak bestia zaczęła uderzać w barierę, żeby ją osłabić. Wojownicy robili co mogli by bariera się nie rozpadła, lecz wiedzieli, że na długo tego nie powstrzymają. Wiem o tym, ponieważ sama tam byłam. Rada ustaliła, że zapieczętują bestie w ciele jakiegoś demona, lecz nikt niestety nie nadawał się. Stwierdzono, że trzeba porwać jedną z dusz, która oczekuje w czyśćcu na sąd ostateczny. Jeden z najlepszych w tych czasach szpiegów podjął się tego zadania i solo wybrał się po duszę ( dusze w czyśćcu wyglądały jak niemowlęta).....Minęły trzy dni, kiedy wrócił. Nie czekaliśmy na decyzję rady tylko sami odprawiliśmy rytuał pieczęci. W czasie pieczętowania bestii, dziecko płakało i krzyczało jak opętane, lecz po 9 godzinach było już po wszystkim. Bestia zniknęła na dobre i nikt nie musiał już jej pilnować. Myśleliśmy, że wszystko za nami, lecz myliliśmy się. Po tygodniu niebo wypowiedziało nam wojnę, ponieważ dowiedziało się o porwaniu. To była najjaskrawsza wojna jaką przeżyłam. W czasie wojny umarli też rodzice Sebastiana i Meredith. Umierali na moich rękach....Nigdy tego nie zapomnę..."
-No dobrze babciu, ale...co ma jedne do drugiego?!
-Ta dusza....tym dzieckiem byłaś ty...

...Kayla zaniemówiła. Dowiedziała się przed chwilą, że jest pół bestią, która stanowi poważne zagrożenie dla jej bliskich. Głowa dziewczyny opadła...jej wargi zaczęły drżeć, a spod powiek poleciały łzy. Nie mogła potrzymać się od płaczu i nie nadążała z wycieraniem policzków. Kaede wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i podała wnuczce.
- Po zapieczętowaniu był jeszcze jeden problem oprócz wojny. Nie mogliśmy znaleźć dla ciebie domu i dlatego ja jedyna zgłosiłam się, w kwestii o opiekę nad tobą. A wiesz czemu to zrobiłam? Bo wiedziałam, że jesteś wyjątkowym dzieckiem.
Kaede promiennie uśmiechnęła się, odgarniając z twarzy dziewczyny jej czerwone włosy. Kayla przytuliła się mocno do swojej babci, płacząc na jej ramieniu, a szamanka głaskała ją po włosach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy Kayla się uspokoiła, pożegnała się z babcią i poszła w kierunku parku głównego, gdzie czekali na nią przyjaciele. Kiedy dziewczyna dotarła na miejsce spotkania, grupa wzięła swoje bagaże i ruszyła w kierunku ruin znajdujących się poza miastem. Wyprawa zajęła im z pół godziny lub więcej. W grupie znajdowały poszczególne osoby : Daimon, Nael, Meredith, Sebastian, Kayla, Francis i Lissiana ( ponieważ nie wiedzieli jak wrócić do domu).
Kiedy wszyscy byli gotowi wskoczyć do portalu, Kayla stała przy wejściu do ruin i wyglądała, jakby na kogoś czekała. Zaciekawiona Meredith podeszła do dziewczyny po cichu.
-Chodź już jesteśmy gotowi. Można ruszać.
-Poczekajcie proszę jeszcze chwilę ok?
Meredith zdziwiona zachowaniem dziewczyny, odeszła bez zastanowienia. Kiedy była już z pozostałymi przy portalu usiadła na swojej torbie i patrzyła się na Kaylę. Nagle z daleka było słychać jak ktoś idzie i stawia wielkie, potężne i głośne kroki. Nael i Daimon myśleli na początku, że to trzęsienie ziemi, ale po chwili było widać dwie ogromne sylwetki.
Daimon zaczął na cały głos się drzeć i ze strachu wskoczył na ramiona Meredith, która była zaskoczona zachowaniem chłopaka. Przed ich związkiem udawał Casanove i nieustraszonego, a tu nagle okazało się,że to wszystko było kłamstwo. Meredith z gniewną miną upuściła Daimona, który z hukiem spadł na kość ogonową. Chłopak popatrzył się na czarnowłosą, pocierając bolący tyłek. Dziewczyna zrobiła minę typu "Wstyd mi za ciebie"
Dwie wspomniane wcześniej sylwetki w końcu stanęły w jasnym świetle. Byli to dwumetrowi bliźniacy, umięśnieni jak hardcorowy koksu. Wyglądali dokładnie tak samo: blond włosy na żel, brązowe oczy i stroje zapaśnicze z logiem szkoły. Ci dwaj to kapitanowie szkolnej reprezentacji w zapasach. Brutus i Roco.
-Kayla, po co ty na nich czekałaś?!-powiedział Sebastian
-Ponieważ, ci dwaj wiszą mi przysługę. Pół roku temu pokonałam ich w jednym pojedynku i w zamian mają zrobić co im rozkaże. Niestety nie miałam nigdy okazji tego wykorzystać, ale teraz nie żałuję.
Kiedy już NAPRAWDĘ WSZYSCY byli na miejscu, można było rozpocząć powrót do domu. Kayla, Meredith i Lissiana skoczyły do portalu pierwsze, potem Francis, Nael, Sebastian, Daimon a na koniec Brutus i Roco. Miejsce "wysadzenia" nie zmienił się. Znowu grupa wylądowała w tym samym zakonie co wcześniej. Wzrok Kayli latał na wszystkie strony, lecz na próżno. Kiedy wszyscy wyszli na dwór, czerwonowłosa ucieszyła się...Jest. Ta sama zakonnica co widzieliśmy wcześniej.
-Brutus, Roco...Wiecie co macie robić- Dziewczyna pstryknęła palcami, a zapaśnicy poszli w stronę zakonnicy uśmiechnięci, złapali ją tak, by nie mogła uciec i zabrali ją do tej sławnej szopy:
Po chwili ciszy zaczęły się krzyki i....trzęsienie ziemi! Sebastian już domyślił się co tam się dzieje i nie spodziewał się, że Kayla jest do tego zdolna. Dziewczyna tylko chwilę popatrzyła się na szopę i odwróciła się w stronę lasu. Pod nosem było widać wyrazisty uśmiech oraz widoczny thug life.

Oceny za rozdział proszę w komentarzach. Dziękuję ;)

piątek, 7 sierpnia 2015

Witam. Chciałabym przedstawić niektóre dziewczyny
występujące w naszym blogu. Postacie zostały zrobione w gierce o nazwie : Anime Birthday Card. Miłego oglądania <3



Lissianna Penhallow


Meredith Michaelis



Kayla Raven


Seraphine Allen


Li Feng


Yuzuki Venus


Anastiasia Beaucort


Iris Parker












wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział: 21

W sali chorych było cicho jak w grobie, dlatego że nikogo tam nie było oprócz śpiącej Kayli. Oddychała wolno i bezszelestnie, wtulając się w miękką poduszkę, która pachniała świeżą lawendą. Nie słyszała nawet otwierania drzwi, które po chwili i cicho się zamknęły. Nagle spod rolet do pokoju wpadło oślepiające światło, które zbudziło śpiącą dziewczynę. Kayla powoli otwierała oczy i wyglądała jakby wróciła wczoraj z imprezy gdzie za dużo wypiła. Jeżeli chodzi o alkohol, to Kayla nie należy do jaroszy. Czerwonowłosa usiadła na łóżku bardzo powoli.
-Aaaułaaa, moja głowa-Jęczała trzymając się za czoło. Nagle przed jej oczami pojawiła się ręka trzymająca szklankę z wodą. Dziewczyna dobrze znała tą maleńką rączkę w rękawiczce. Popatrzyła na przeciw i jej oczom ukazała się...
-Panienko Lissianno, co...ty tutaj robisz? Śmiertelnikom nie wolno wchodzić do naszego świata. Jeżeli ktoś się o tym dowie, to zabiją cię od razu. -Wyraz twarzy Kayli oraz jej głos świadczyło o tym, że nie żartowała. Jeszcze jedna rzecz nie dawała jej spokoju....Jak Lissianna znalazła przejście do piekła.
-Wczoraj wieczorem Sebastian wrócił do posiadłości i wszystko nam powiedział. Namówiłam go, żeby zabrał mnie i braciszka ze sobą jak będzie wracał do ciebie.
-Namówiła go Pani? Ale jak?
-Postawił nam ultimatum. Po pierwsze: Mamy się nie wychylać w waszym świecie, a po drugie: Chciał mieć z tobą wspólną sypialnię. Nie mam pojęcia po co...
Kayla zrobiła minę w stylu "Really Nygga?", po czym spytała gdzie znajduję się panicz Francis.
-Spokojnie, jest na korytarzu. Powiedział, że nie chce cię widzieć w tak żałosnym dla ciebie stanie.- To rozśmieszyło Kaylę i powiedziała, że jego też bardzo niemiło widzieć i powiedziała to tak głośno, żeby Francis to usłyszał
-Ale mniejsza z tym...proszę, napij się.
Czerwonowłosa sięgnęła po szklankę, która już od 5 minut stała przed jej oczami. Lekko przechyliła szklane naczynie, kiedy do pokoju weszła czteroosobowa grupa. Widząc wcześniej Francisa na korytarzu i Lissianę w sali, wszystkich zamurowało oprócz Sebastiana, który był za to odpowiedzialny. I cała historia zaczęła się od początku kiedy Nael zapytał się: "Co Państwo tutaj robią?!". Kiedy Lissianna wszystko opowiedział, trójka demonów popatrzyła gniewnie na starszego kolegę.
-No wiem wiem, no ale co ja miałem zrobić? Kiedy za pierwszym razem odmówiłem, panienka zaczęła płakać, także według mnie każdy z was by tak postąpił.- Sebastian nie miał żadnego poczucia winy, chociaż wiedział jak mogłoby się to skończyć. Wtedy drzwi do pokoju się otworzyły. W witrynie stał Francis, który patrzył na wszystkich tępym, a jednocześnie gniewnym spojrzeniem.
-Znudziło mi się sterczenie na korytarzu jak kołek-Powiedział opierając się o ścianę. Meredith, Daimon, Nael i Lissianna siedzieli przy łóżku Kayli, pytając jak się czuję, a Sebastian jak zawsze, wymieniał róże w wazonie. Cała sielanka została przerwana, przez ponownie otworzone drzwi. Postać nie była wysoka....Mniej więcej tego samego wzrostu co królewskie bliźnięta.
-Wreszcie cię znalazłem!....Ile można na ciebie czekać Sebastianie!? A obiecałeś, że nigdy mnie nie opuścisz!- krzyknęła osoba, zaciskając pięści- A ty Kayla, jak mogłaś zepsuć tą walkę!? Przez ciebie straciłem masę pieniędzy!
-A kim pan jest, że śmie pan na nią krzyczeć?!- Lissianna nie wytrzymała i puściła na obcego spojrzenie, jakie jeszcze w życiu nie zrobiła. Kayla nie mogła uwierzyć, że jej pani się zezłościła tylko dlatego, że ktoś nakrzyczał na jej kamerdynera.
-Jestem Ciel Phantomhive, jeden z największych biznesmenów w skali świata podziemnego. Nie słyszałaś o firmie "Phantom" produkującą zabawki?
-Nie miałam okazji
Ciel popatrzył na Francisa który zasypiał, ciągle oparty o ścianę. Zauważył u niego brak czarnych paznokci oraz brak pentagramu. Chłopak wściekł się niesamowicie. Szybkim ruchem złapał Lissiannę za nadgarstek i zdjął jej rękawiczki. Tak jak myślał...Brak czarnych paznokci i pentagramu.
-Kto śmiał wpuścić ludzi do naszego świata?!Śmiertelnicy mają tu wstęp wzbroniony!
Ciel kierował się w stronę wyjścia, kiedy nagle zatrzymała go Lissianna. Chłopak próbował przedostać się, lecz bez skutku. W ostateczności, Ciel odepchnął dziewczynę, która z kolei upadła na ziemie. Francisowi się to nie spodobało i rzucił się na Ciela w obronie swojej siostry. Szlachta zaczęła się szarpać i lać po twarzach. Po chwili do gry weszły pięści i nogi. Kiedy chłopcy upadli na ziemię, Meredith i Sebastian próbowali rozdzielić swoich panów. Kayla chciała pomóc leżącej na ziemi Lissiannie, otrzepać się z kurzu, lecz chwila nieuwagi, jej noga zaplątała się o prześcieradło i dziewczyna upadła na ziemie. Nael i Daimon śmiali się, ledwo utrzymując równowagę, lecz kiedy zobaczyli, że Kayla leży na podłodze, szybko pobieli by ją podnieść.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy wszyscy się uspokoili, i bliźniaki przedstawiły się, to Ciel przeprosił Lissiannę i Francisa za niegodne siebie zachowanie wobec dziedziców tronu. Pod namową panienki zgodził się nie zawiadomić starszyzny o intruzach pod warunkiem, że rodzina królewska będzie reklamować zabawki firmy "Phantom".
Kiedy wszyscy wyszli by Kayla mogła odpocząć, okazało się, że jutro dziewczyna wychodzi z sali chorych i wraca do świata ludzi wraz ze swoimi przyjaciółmi. Ech...było gorąco czasami ale też śmiesznie.
Mam nadzieję, że seria odcinków w świecie demonów wam się podobała :). Jeśli tak to proszę pisać w komentarzach ;D

piątek, 8 maja 2015

Rozdział: 20

Przez kilka miesięcy Kayla nie dawała znaku życia. Wszyscy codziennie ją odwiedzali by sprawdzić czy ich przyjaciółka wybudziła się ze śpiączki, ale niestety jej stan się nie poprawiał. Każdego dnia Sebastian przychodził do niej, przynosząc codziennie jej ulubione czerwone róże.
Meredith z bólem patrzyła na swojego brata, który zawsze codziennie siadał obok łóżka Kayli, obejmując swoimi dłońmi jej dłoń, przykładając ją do swojej spuszczonej głowy. Czasami było wyraźnie słychać za drzwiami ciche szlochanie chłopaka. Męczył się strasznie z myślą, że czerwonowłosa nigdy się nie obudzi. Jedyne co wszystkim pozostało to czekanie na cud.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okolice spowijała ciemność, która wzbudzała niepewność i strach. Była tam zupełnie sama i czuła jak przytłacza ją samotność. Nagle poczuła jak coś zbliża się za jej plecami. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła i zobaczyła... siebie podczas swojej walki finałowej. Kayla była przestraszona widząc jak wygląda jej druga osobowość.
Zjawa patrzyła się na nią swoimi czarno-czerwonymi oczami w taki sposób, jakby chciała pozbyć się niechcianego gościa. Miała wyostrzone kły i pazury, a jej włosy wyglądał jakby były rozczochrane. Prawdziwa Kayla zaczęła się powoli cofać, ale zjawa naśladowała ją i szła za nią.
-Co ci jest? Boisz się samej siebie?-zapytała opętana Kayla uśmiechając się złośliwie. W pewnym momencie prawdziwa czerwonowłosa przestała się cofać.
-To nieprawda, nie jesteś mną!- krzyknęła Kayla. Wraz z jej krzykiem rozległo się głośne echo.
-Naprawdę? A spójrz na to. Tak wyglądałaś podczas ostatniej walki- druga Kayla podniosła rękę pod którą ukazał się obraz pokazujący, jak Kayla się zachowywała podczas zawodów. Dziewczyna była przerażona widokiem swojego zachowania. Widziała przerażenie swoich przyjaciół i innych osób.
-A teraz pokaże ci co się dzieje z tobą teraz- opętana znowu podniosła rękę z której tym razem ukazał się moment w którym widać jak wszyscy stoją przed łóżkiem Kayli, zasmuceni.- W tym momencie, JA przejmuje władze nad tym ciałem- krzyknęła ciemna strona, po czym rzuciła się na prawdziwą Kaylę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przyjaciele bardzo długo stali przy łóżku czerwonowłosej przygnębieni jak nigdy w życiu. Było już późno, więc Daimon, Meredith i Nael kierowali się w stronę wyjścia. Tylko Sebastian chciał zostać przy nieprzytomnej przez całą noc. Czarnowłosa nie mogła dalej patrzeć na cierpienie swojego starszego brata, więc podeszła do niego i położyła swoją rękę na jego ramieniu.
-Słuchaj, wiem, że się martwisz, ale musisz trochę odpocząć. Spokojnie, jutro też tu przyjdziemy-powiedziała Meredith, podnosząc brata z krzesła. Kiedy Daimon otwierał drzwi wyjściowe, nagle Kayla zaczęła głośno krzyczeć. Grupa była przerażona i szybko podbiegła do nieprzytomnej. Jej tatuaże zaczęły znowu się świecić, a po chwili gasły i tak co chwila. Nikt nie wiedział co trzeba robić więc Meredith znowu pobiegła po babcie Kaede. Czerwonowłosa trzymała mocno prześcieradło, szamocząc się jakby coś ją trzymało. Chłopaki próbowali przytrzymać dziewczynę by nie spadła z łóżka.Po krótkiej chwili Meredith wbiegła do pokoju z szamanką.
-Sebastian, twoja lewa ręka!- krzyknęła staruszka. Sebastian zdjął rękawiczkę i przyłożył ją do ust Kayli. Po paru sekundach, dziewczyna znowu spała normalnie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Walka między Kaylą a jej drugą osobowością trwała bardzo długo, więc prawdziwa nie miała tak dużo sił jak wcześniej. Do ledwo zipiącej powoli podchodziła ciemniejsza strona.
-Tutaj nie możesz mnie pokonać. To jest wymiar,w którym tylko ja mam władze.- powiedziała opętana, wyciągając spod czarnego płaszcza, który miała na sobie, wielki czarny miecz, jednocześnie podnosząc go- To koniec...- Ostrze szybko zbliżało się do głowy czerwonowłosej.... W ułamku sekundy, Kayla zatrzymała miecz gołymi rękami, jednocześnie bardzo szybko zabierając go z rąk swojej mrocznej strony. Zjawa nawet nie poczuła kiedy jej własna broń, wbiła się jej w brzuch.
-Co?....To niemożliwe....jak?....ty?....-powiedziała ciemna strona plując krwią. Czerwonowłosa popatrzyła na nią z pogardą, ściskając coraz mocniej rękojeść.
-Wygląda na to, że ty nie masz tak wielkiej władzy nad moim umysłem jak ci się wydawało-powiedziała Kayla, pchając miecz jeszcze głębiej w brzuch przeciwnika. Mroczna strona zniknęła, zmieniając się w pył.......Dziewczyna wygrała znacząco tą walkę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sebastian był w szoku po ostatnim incydencie, więc wolał zostać z dziewczyną w przypadku kolejnego ataku złości. Było już po północy, chłopak nawet na chwilę nie spuścił oka. Bał się co będzie dalej. Nawet nie zauważył kiedy oczy skleiły mu się...............Obudziło go ciche jęczenie.
..............................To była Kayla, która podniosła się z łóżka o własnych siłach. Sebastian nie mógł uwierzyć, że czerwonowłosa jeszcze żyje! Jego serce było tak przepełnione szczęściem, że rzucił się na nią i za nic nie chciał puścić. Dziewczyna poczuła jak po jej szyi płyną łzy.
-Sebastian, dlaczego płaczesz?- zapytała Kayla tępym głosem. Sebastian podniósł głowę i popatrzył się na ukochaną ze łzami w oczach.
-To nic takiego. To tylko łzy szczęścia- odpowiedział chłopak, ponownie tuląc do siebie dziewczynę.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział: 19

Kaylę zżerał wielki stres. To dzisiaj miała się odbyć walka finałowa na oczach całej szkoły i nie tylko. Jej przeciwnikiem była Seraphine, dziewczyna która jej nienawidzi za to, że Sebastian bardziej się interesuje czerwonowłosą niż nią. Od wielu lat toczą ze sobą wojnę, a teraz będą walczyć ze sobą na oczach prawie całego miasta. Po za tym chodzą plotki, że Seraphine dużo ćwiczyła do tego dnia, a Kayla bała się, że nie da rady jej pokonać.
Czerwonowłosa siedziała na swoim łóżku, patrząc się w podłogę. Jej ręce strasznie się trzęsły, jak nigdy. Dziewczyna czuła, że zaraz umrze przez nerwicę, gdy nagle było słychać pukanie do drzwi.
-Kayla jesteś tam?- To była Meredith. Czarnowłosa przyszła by pocieszyć koleżankę przed tak ważnym starciem. Dziewczyna zauważyła, że drzwi były otwarte, więc śmiało weszła do środka.

Zobaczyła swoją przyjaciółkę strasznie przygnębioną. Nigdy nie widziała jej w takim stanie. Zawsze to Kayla ją wspierała kiedy wyglądała tak samo, a teraz jest na odwrót. Meredith podeszła do czerwonowłosej, usiadła koło niej po czym przytuliła ją. Rodzina Michaelisów nigdy nie słynęła z troskliwości i czułości, ale czarnowłosa chciała pokonać swoją bezduszną naturę. Kayla czując bicie jej serca, również objęła przyjaciółkę, natomiast Meredith nie poczuła żadnego bicia tak jakby Kayla...wcale nie miała serca. Czarnowłosa przeraziła się chwilowo, kryjąc to przed dziewczyną.
-Chodź, już czas-powiedziała Meredith. Na te słowa Kayla pokiwała głową, po czym obydwie wstały z łóżka, kierując się w stronę drzwi. Czerwonowłosa zamknęła je na kluczyk, po czym udała się w stronę głównych drzwi areny razem z Meredith.
Dziewczyna stanęła przed wielkimi drzwiami, które za chwile miały się przed nią otworzyć. Na pożegnanie Meredith ponownie przytuliła się do Kayli po czym udała się na trybuny. Czerwonowłosej ciężko było przełykać ślinę przez stres, ale niestety musiała to przełamać i pokazać, że jest nie do pokonania. Usłyszawszy trzeci dzwonek, popatrzyła się na sufit myśląc o swoich przyjaciołach i o Lissianie. Jej uroczy wygląd i słodkie zachowanie pozwalały jej się zrelaksować. W pewnej chwili drzwi zaczęły się powoli otwierać. Dziewczyna ruszyła na przód...

Słychać było krzyki wszystkich ludzi, którzy przyszli kibicować zawodniczkom. Wyraźnie Kayla słyszała swoich przyjaciół. Ciężko było ich nie usłyszeć, ponieważ Daimon nie wiadomo jak, przyniósł na stadion plastikową wuwuzele. Uczestniczki patrzyły na siebie gniewnymi spojrzeniami. Obydwie wiedziały, że zaraz zacznie się "Dance Macabre" (Taniec Śmierci).
-I co Seraphine? Myślisz, że ćwiczenia ci pomogą?-Kayla chciała trochę podroczyć się z rywalką by się jeszcze raz zrelaksować.
-Pierdol się!-odkrzyknęła Seraphine z rozwścieczoną miną. Na trybunałach było słychać od męskiej publiczności głośne "UUuuuu". Kayla uśmiechnęła się natomiast pod nosem.
-Chyba cię- na te słowa wyrażone przed czerwonowłosą, na arenie było słychać bardzo głośne śmiechy. Nawet Sebastian pod nosem trochę się śmiał. Na takie upokorzenia Seraphine nie mogła sobie dłużej pozwolić. Przysięgła sobie, że dzisiaj zabije swoją przeciwniczkę na tej arenie i to na poważnie.
Na dźwięk gongu, blondynka rzuciła się na Kaylę ze sztyletem w ręku, który wyciągnęła spod podwiązki na prawej nodze.
Czerwonowłosa nie spodziewała się, że zaatakuję ją z taką szybkością. Rzeczywiście Seraphine ćwiczyła tylko dlatego by...udowodnić Sebastianowi, że jest lepsza od Kayli. To na dziewczynie nie robiło wrażenia i nie obchodziły ją ambicje przeciwniczki...chciała ją po prostu pokonać. Kayla chciała jeszcze dopiec rywalce jak tylko ją obali. Po kilku zadanych, nietrafnych atakach, czerwonowłosej udało się przewrócić blondynkę na ziemie.
-Zapomniałam ci powiedzieć najważniejsze-Kayla wolno podeszła do Seraphine i wyszeptała jej coś do ucha. W blondynce coś pękło, ponieważ wybuchła w niej wielka agresja. Seraphine udało się w końcu drasnąć Kaylę w okolicę pępka. Drasnęła jeden z jej tatuaży, który był najbardziej wrażliwy ze wszystkich, ponieważ od razu zaczął świecić na fioletowo, a zaraz po nim, tatuaże na ramionach. Kayla przejechała ręką po swoim brzuchu i popatrzyła na swoją zakrwawioną dłoń. Dziewczyna czuła jakby w środku coś jej się gotowało. Czuła też jak traci nad sobą panowanie.

Przyjaciele wraz z Sebastianem patrzyli na to z przerażeniem. W jednej chwili ich przyjaciółka zmieniała się w bestie. Jej tęczówki zmieniły kolor na czerwony a gałki oczne na czarny. Jej małe kły nagle urosły i zmieniły rozmiar na zęby jak u tygrysa szablo zębnego. Na dodatek jej ciało otaczała mroczna aura.
Po chwili milczenia, Kayla nagle pobiegła w stronę rywalki, łapiąc ją za głowę i podnosząc ją ponad ziemią i rzucając nią w mur areny. Seraphine straciła przytomność pod odłamkami muru, które na nią upadły. Kayla zaczęła nagle głośno ryczeć jakby to nie był jej głos ani nie ta sama osoba. Meredith z przerażeniem podniosła się z miejsca i pobiegła po babcie Kaede. Może ona mogłaby pomóc Kayli. W końcu czarnowłosa znalazła staruszkę w punkcie medycznym.
Kiedy zasapana dziewczyna powiedziała babci co się stało, Kaede od razu pobiegła w stronę areny razem z Meredith. Staruszka widząc co jest nie tak podbiegła do stolika Jury.
-Sebastianie, musisz ze mną pójść.-powiedziała Kaede biegnąc z chłopakiem w stronę swojej wnuczki. Byli zaledwie 10 metrów od dziewczyny.
-Sebastian, potrzebna mi będzie twoja ręka z pentagramem. Podaj mi ją- powiedziała babcia. Chłopak bez zastanowienia podał dłoń szamance. Kaede szybko chwyciła jego dłoń i w środek jego pentagramu wbiła strzykawkę z jakąś substancją, która zaczęła bardzo piec Sebastiana.
-Dobrze teraz zasłoń tą ręką usta Kayli, po czym pomyśl o niej w normalnej formie-powiedziała babcia. Chłopak powoli podchodził do dziewczyny od tyłu,
po czym gwałtownym ruchem zasłonił jej usta. Kayla przez chwile stawiała opór, ale po chwili straciła przytomność. Jej tatuaże przestały się świecić, wielkie kły wraz ze strasznymi oczami zniknęły. Szamanka wiedziała, że już wszystko w porządku.

Kayla wraz z Seraphine zostały przeniesione do punktu medycznego tylko że Kaylę dali do prywatnej sali. Sebastian siedział przy czerwonowłosej, trzymając ją za rękę, czekając aż się obudzi. Wiedział też, że kiedy odzyska świadomość czeka ją sługa i poważna rozmowa....

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział: +18 DLA DOROSŁYCH (Z DEDYKACJĄ DLA ELI)

Czerwonowłosa leżała na łóżku przez parę godzin. Nawet nie poczuła kiedy nastąpił wieczór. Dzisiaj miał się odbyć w bankiet z okazji rundy finałowej i zbliżającego się końca turnieju. Kaylę nie interesowały takie imprezy więc wolała zostać w pokoju i odpoczywać sobie przed jutrzejszym dniem. Z drugiej strony chciała się zabawić we własnym towarzystwie, ponieważ Nael, Daimon i Meredith byli na bankiecie.
Wyszła nie zamykając za sobą drzwi, kierując się na wschodnie skrzydło. Słyszała o nowo otwartym barze "Mammon" zaraz przy głównym holu. Ta wyprawa trwała ok 7 minut. Ogółem w środku baru jest bardzo przyjemnie, górował tam przede wszystkim wystrój w stylu Reagge (wszystko było widać przez szklane ściany) . Dziewczyna bez zastanowienia weszła do środka, a na dzień dobry odpowiedział jej znajomy głos.
-Kogo moje oczy widzą! Miło cię widzieć Kayla!- był to głos chłopaka, który był trochę zjarany. Czerwonowłosa podeszła do lady, a zza niej wyskoczył ciemnoskóry chłopak.
-Ariok?! Co ty tu robisz?! Wszyscy myśleli, że wyjechałeś poza miasto kiedy cie wywalili ze szkoły za ten ostatni wybryk-Kayla z niedowierzaniem patrzyła na znanego jej chłopaka. Kiedyś chodzili do tej samej klasy, ale rok temu Ariok został wyrzucony za puszczanie petard pod sekretariatem, dlatego, że był zagrożony z trzech ścisłych przedmiotów, a jemu nie pozwolili poprawiać, bo według nich było za późno.
-No bo wyjechałem ale po pół roku wróciłem i za zarobioną kasę otworzyłem sobie tutaj bar-odpowiedział chłopak- Ale mniejsza z tym, proszę na mój koszt.-powiedział, stawiając na blacie drinka.
Ariok to wielki fan Reggae i Boba Marleya, poza tym łatwo można to zauważyć. Chłopak miał ciemno-brązowe dredy do pasa i niedługą bródkę. Był ubrany w czarną koszulkę z marihuaną na środku, zielone dresy i w biało-zielone Nike'i. Ciemnoskóry brunet nie ma łatwego charakteru, ale po zapaleniu swojej dziewczyny Marysi robi się wyluzowany.
Kiedy chłopak postawił drinka, schylił się i wyciągnął spod lady skręta, wziął go do ust po czym zapalił go. Po krótkim zaciągnięciu się, zaczął się dusić jednocześnie się śmiejąc.
-Ale dobry towar, musisz tego spróbować, chcesz?-zapytał Ariok podając Kayli skręta, lecz ona odmówiła...nie chciała palić tylko z nim porozmawiać.
Mieli sobie wiele do powiedzenia. Kayla zaczeła mówić o tym, że żyje teraz w świecie ludzi jako lokaj wraz z Meredith, Naelem, Daimonem i Sebastianem i mówiła jeszcze o innych rzeczach, które rozbawiały chłopaka. Po paru minutach Ariok sam zaczął mówić, jak zrobił karirę w agencji reklamowej, dzięki której zdobył tak duże pieniądze na realizacje swoich marzeń. Cała sielanka trwała około godziny.
Przyjaciele rozmawiali i śmiali cię co chwilę z samych siebie.
Całą tą miłą atmosferę zauważył przechodzący obok Sebastian, który patrzył przez szybę z niedowierzaniem...nie mógł uwierzyć, że Ariok wrócił do miasta. Nie przepadał za nim od kiedy Kayla cały czas robiła z nim te głupie żarty w szkole. Czuł się po prostu zazdrosny i odepchnięty...nie chciał by koszmar sprzed roku się powtórzył. Czarnowłosy w tym momencie nie kontrolował swoich emocji i pełen gniewu wszedł do środka.
-Oooo cześć Seba, siadaj, pogadamy sobieee...-powiedział Ariok, który już się zjarał i czuł się a maksa wyluzowany, lecz Sebastianowi nie było teraz do śmiechu.
-Przepraszam, ale Kayla ze mną wychodzi w tej chwili!!!-krzyknął czarnowłosy, łapiąc Kaylę za rękę i wyprowadzając ją z baru. Szedł bardzo szybko, mocno ściskając czerwonowłosą za nadgarstek. Chciał porozmawiać z nią na osobności, więc zaprowadził ją do swojego pokoju. Kiedy byli w u Sebastiana, chłopak puścił Kaylę, która pod wpływem szarpaniny upadła na podłogę.
-Dlaczego z nim rozmawiałaś, przecież pamiętasz co on chciał z nami zrobić!!- jego ton podwyższał się z każdym zdaniem. Czerwonowłosa czuła przerażenie w głębi serca.- Nie pamiętasz, że on próbował nas wszystkich spalić żywcem?!...PYTAM SIĘ WIĘC MI ODPOWIEDZ!!!-Sebastian osiągnął maksymalny poziom furii w sobie. Kayla miała głowę spuszczoną w dół...po krótkiej ciszy było słychać ciche szlochanie.
-Widzisz, dlatego ci ciągle w pełni nie ufam... Ciągle mnie krzywdzisz fizycznie i psychicznie-powiedziała zapłakana Kayla podnosząc głowę. Chłopak zdał sobie sprawę, że nie uważał na słowa. Obiecał jej, że nigdy już jej nie skrzywdzi, ale niestety złamał obietnicę. Ich związek zmierzał ku rozpadowi, a Sebastian tego nie chciał. Podszedł do dziewczyny, podniósł z ziemi i przytulił do siebie.
-Przepraszam...nie powinienem na ciebie krzyczeć-wyszeptał chłopak. Kayla również go przytuliła, jednocześnie wybaczając mu. Wiedziała, że jest zbyt miękka dla niego i musi to w sobie zmienić, ale nie dawała rady ponieważ za bardzo go kochała.
Sebastian na przeprosiny pocałował ją delikatnie w usta, a po chwili był gotów do bardziej śmielszych kroków. Objął dziewczynę w pasie, podnosząc ją nisko nad ziemią i zaniósł ją w stronę swojego łóżka. Kayla nie zdawała sobie sprawy co zamierza jej ukochany. W jednej chwili, Sebastian położył ją na świeżej pościeli o bordowym kolorze. Czarnowłosy zaczął nad Kaylą wisieć opierając się o materac rękami.
Sebastian zaczął całować ją coraz namiętniej i gwałtowniej. Zaczął po chwili zdejmować z niej bluzkę. Dziewczyna zaczęła zdawać sobie sprawę co chłopak chce zrobić.
-Puszczaj mnie w tej chwili. Ja nie chce...-Kayla zaczęła się szarpać, lecz niestety na marne. Sebastian był od nie znacznie silniejszy.
-Przestań się już opierać. Wiem, że tego chcesz, a ja mogę ci to dać. Wystarczy mi jedno twoje słowo-powiedział po cichu chłopak, ściągając dziewczynie spodnie. Patrzył na jej wyrzeźbione, opalone ciało i czerwoną bieliznę która sprawiała u Sebastiana podniecenie. Kayla była cała czerwona na twarzy z zawstydzenia, lecz nie chciała być czarnowłosemu dłużna, więc zaczęła rozpinać jego koszulę. Sebastian miał bardzo wyrzeźbiony i umięśniony tors, który nie był tak opalony jak ciało Kayli.
Chłopak posadził dziewczynę na łóżku i odwrócił ją do siebie plecami. Kayla miała tatuaże, zaczynające się na plecach, a kończące się na nadgarstkach. Sebastian patrzył na jej plecy przez chwilę.
-Skąd masz te tatuaże?- zapytał czarnowłosy. Kayla odwróciła głowę w jego stronę z przygnębionym wyrazem twarzy.
-Nie mam pojęcia. Kaede mi mówiła, że mam je od swoich narodzin- odpowiedziała czerwonowłosa, głaszcząc się po swoje tatuaże na prawym ramieniu. Po tej krótkiej rozmowie chłopka znów zaczął działać. Całował ją po karku i delikatnie zjeżdżał wargami w dół, aż dotarł do stanika. Kiedy zębami zaczął go rozpinać, Kayla czuła przyjemne mrowienie. Gdy stanik spadł, Sebastian położył na łóżku dziewczynę brzuchem do góry. W jego oczach wyglądała tak niewinne i delikatnie...taką Kaylę chciał zobaczyć przez całe życie.
Sebastian zaczął całować ją po szyi, po obojczykach i wokół piersi. Dziewczyna zaczęła wzdychać kiedy, czarnowłosy zaczął schodzić niżej. Kayla zauważyła, że Sebastian przesadza, kiedy zaczął zdejmować spodnie.
-Nie!...rozmyśliłam się...yyy nie chce tego proszę, zostaw mnie- powiedziała Kayla przerażonym głosem. Zdawała sobie sprawę, że seks to poważna sprawa i bała się najgorszego...ciąży. Sebastian nie chciał słyszeć sprzeciwu. Bardzo pragnął dać swojej ukochanej coś czego nie zapomni do końca życia.
-Nie bój się, postaram się być delikatny-odpowiedział Sebastian uśmiechając się fałszywie. Kayla wiedziała, że kłamie i tym bardziej tego nie chciała, mimo, że wypiła parę drinków w barze Arioka to i tak zachowywała zdrowy umysł. Prosiła chłopaka by tego nie robi, ponieważ boi się konsekwencji, ale za każdym razem kiedy go błagała, on jeszcze bardziej jej pragnął. Dziewczyna wiedziała, że nie odwoła tego co zaczęła. Postanowiła, że jakoś przezwycięży ból i da Sebastianowi to co chce....
....W pewnym momencie poczuła jak Sebastian w nią wszedł.
Czuła wielki ból, ale po paru chwilach czuła się swobodnie i przyjemnie. W jednej chwili stali się jednym ciałem i oboje nie chcieli, żeby to się skończyło. Poruszali się jednym tempem i oboje odczuwali tą samą przyjemność. Sebastian po chwili położył się na swojej ukochanej, łapiąc ją w talii.
Podniósł się razem z nią i usiedli (tylko, że ona na nim).

Sebastian by być bardziej kreatywny zaczął całować ją po całej szyi. Uczucie między nimi rosło coraz bardziej z każdym ruchem ich ciał. No ale niestety ten czas skończył się po godzinie czasu, kiedy obydwoje doszli.
Zaczęli wspólnie sapać ze zmęczenia. Nawet nie zauważyli kiedy wspólnie zasnęli, przykryci kołdrą i wtuleni do siebie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnego dnia Kayla obudziła się koło śpiącego jeszcze Sebastiana. Przypomniała sobie, że dziś ma walczyć z Seraphine w rundzie finałowej, więc szybko się ubrała, pocałowała Sebastiana w policzek i wyszła z pokoju. Kiedy szła zauważyła Meredith, która szła w kierunku pokoju Daimona. Na widok czerwonowłosej koleżanki pomachała jej na dzień dobry.
-Witaj Kayluś, jaki ci minął wieczór?...A co ty masz taką dziwną minę?- zapytała Meredith patrząc ze zmartwieniem na przyjaciółkę.
-Wiesz coś mnie tyłek bardzo boli-Powiedziała Kayla po czym poszła w stronę swojego pokoju trzymając się za swoje cztery litery.

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział: 17

Dni turnieju przemijały bardzo szybko. Kayla widziała wszystkie walki Sefaphine i zauważyła u niej wielką poprawę. Tak samo było na odwrót. Dziewczyny regularnie ćwiczyły do rundy finałowej, który zakończy cały turniej, ale nie miały dużo czasu. Meredith też nie miała łatwo po tym o czym się dowiedziała o sobie. Kaede cały czas bierze ją na treningi nad jeziorem Agrat.
Co prawda potrafi już unieść wodę, tworząc z niej barierę, potrafi również zamienić wodę w lodowe sople, ale to nie wystarczy. Sebastian z zainteresowaniem patrzył jak Kayla trenuje z manekinami treningowymi.
Koordynacja i styl, jaki występuje w jej atakach nie ma sobie równych. To wygląda jakby dziewczyna drażniła się z przeciwnikiem. Dla chłopaka ten widok był jak kojący balsam. Miał mieć dzisiaj spotkanie z innymi sędziami w sprawie rundy finałowej, ale małe spóźnienie nikomu nie zaszkodzi. Otrząsnął się wtedy kiedy zauważył, że Kayla wychodzi z sali.
Chłopaka ogarnęło przerażenie, ponieważ nie wiedział gdzie się schować, więc zaczął improwizować i wskoczył na sufit. Kiedy dziewczyna wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi chciała ruszyć na zachodnie skrzydło budynku, ale nagle coś ją zatrzymało. Zaczęła poruszać nosem jak królik.
-Myślałeś, że cię nie wyczuje? Heh...śmieszny jesteś-powiedziała Kayla, kierując wzrok na sufit, gdzie wisiał czarnowłosy.
Zapomniał o tym, że jego dziewczyna posiada bardzo czuły węch i potrafi wyczuć każdego.-Czemu mnie podglądałeś?
-Ummm...jakby ci to wytłumaczyć...Jestem z tobą w związku, chyba mogę cię teraz legalnie podglądać!-wykrztusił z siebie Sebastian zeskakując z sufitu. W głowie dziewczyny zapaliła się lampka.
-Teraz?...Legalnie?...-zapytała dziewczyna. Chłopak przed chwilą zdał sobie sprawę, że właśnie się wydał.-Spokojnie...nie gniewam się na ciebie.
-Naprawdę? Uff...nawet nie wiesz jak mi ulżyło-odparł Sebastian trzymając się za klatkę piersiową przy okolicy serca. Kayla nagle odwróciła wzrok prosto na chłopaka. Popatrzyła na niego przez chwilę otępiałym wzrokiem, po czym poszła w swoją stronę.
Nagle w Sebastianie uruchomiła się jakaś reakcja przez którą, chłopak złapał ją za rękę i przyparł do ściany odcinając jej drogę ucieczki przez ręce.
-Zauważyłem, że od czasu kiedy się pogodziliśmy, jesteś dla mnie bardziej oschła, dlaczego?-zapytał zaniepokojony chłopak.
Czerwonowłosa zaśmiała się bezgłośnie pod nosem.
-Heh, ponieważ nie wierzę ci jeszcze w zupełności, po tym ostatnim wybryku-powiedziała dziewczyna patrząc na niego ozięble. Teraz Sebastian wiedział o co chodzi Kayli...była po prostu zazdrosna, że nie zrobił "tego" jeszcze z nią.

-Zaraz zupełnie mi zaufasz...-po tym słowach Sebastian skradł pocałunek z ust Kayli. Jej usta miały smak różanej pomadki "bebe". Dziewczyna na początku stawiała opór uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. Już miała oddać ostateczne uderzenie, kiedy Sebastian złapał ją za nadgarstek i jej dłoń położył na swoim karku. Po chwili dziewczyna przyłożyła drugą dłoń, i zaczęła czochrać jego czarne włosy. Sebastian wiedział, że Kayla już nie będzie uciekać więc objął ją w pasie, głaskając jej biodra.
Tą miłą chwile przerwał jeden z ochrony. Był zszokowany widząc jak sędzia całuje się z uczestniczką turnieju.
-Panie Sebastianie...reszta sędziów się o pana niepokoi. Wysłali mnie, żebym pana poszukał-powiedział ochroniarz. Kayla od razu się ogarnęła i odeszła stamtąd jak najszybciej. Sebastian był załamany i wściekły, ponieważ stracił idealną okazję na "konsumpcje", ale oczywiście ktoś musiał mu przeszkodzić.
-Co! Mam prawo do prywatności z ukochaną osobą tak czy nie?!-powiedział pełen złości chłopak. Ochroniarz wystraszył się tak mocno, że stracił mowę na pewien czas. Jedyne co zrobił to pokazał ręką, że Sebastian ma pójść przodem.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kayla bardzo szybko wróciła do swojego pokoju, zamykając z hukiem drzwi. Była zawstydzona, że ktoś przyłapał ją i Sebastiana na obściskiwaniu się na korytarzu, ale wiedziała też, że może się to roznieść po całej szkole...w sumie...dziewczynie pojawił się na twarzy szeroki uśmiech, ponieważ wyobrażała sobie jak się zachowa Seraphine kiedy się o tym dowie.
W końcu dziewczyna otrząsnęła się ze swoich marzeń i odzyskała rozsądne myślenie. Położyła na stoliku przy drzwiach swój bidon z wodą i ręcznik, który zabrała ze sobą na trening i położyła się na swoim łóżku. Ten krótki, a w sumie przyjemny czas z Sebastianem sprawił, że dziewczyna szybciej zasnęła.

piątek, 27 marca 2015

Rozdział: 16 SPECJALNY

W posiadłości Penhallow od rana panował całkowity szum. Każdy był zajęty czymś innym np.: Meredith myła naczynia po śniadaniu, Daimon wycierał kurze, Nael pielęgnował kwiaty w ogrodzie, Sebastian trzepał dywany a Kayla czyściła żyrandole w posiadłości. W tym czasie odpoczywała dwójka śmiertelnych dzieci. Właściciel wszystkich rodzinnych firm oraz następca tronu Francis Penhallow czytał dzisiejszą gazetę, natomiast jego siostra Lissiana Penhallow nie miała nic do roboty. Siedziała w fotelu patrząc na kwiaty w wazonie, które stały na stoliku do kawy przy kominku. Wzdychała z nudów parę razy, aż Francis zareagował.
-Lissiu proszę, znajdź sobie jakieś zajęcie. Nie chce cię wypraszać z salonu, ale chciałbym poczytać gazetę-powiedział chłopak, patrząc na swoją siostrę ponuro.
-Ale co mogłabym porobić w tak dużym domu? Nie ma nic do roboty od śmierci naszych rodziców. Ten dom jest dla mnie zbyt pusty- odpowiedziała dziewczynka ze łzami w oczach. Już miała zacząć porządnie płakać, kiedy brat podszedł do niej i położył swoje dłonie na jej ramionach.
-Może zapytasz się Kayli co mogłabyś porobić? Może ona wymyśli ci jakieś interesujące zajęcie- powiedział chłopak próbując się uśmiechnąć, ale coś mu nie wychodziło. Panience od razu na twarzy zawitał uśmiech. Wybiegła z pokoju uśmiechnięta, szukając swojego kamerdynera, a w tym samym czasie Francis usiadł z powrotem na fotelu, biorąc do ręki gazetę po czym ciężko westchnął.
Korytarze były ogromne, więc żeby znaleźć kogoś w tym domu trzeba było się bardzo postarać. Dziewczynka biegła tak przez parę sekund, po czym usiadła na podłodze opierając się o ścianę łapiąc powietrze do płuc. Ze względu na słabą kondycje ruchową, dziewczynka nie mogła długo biegać. Nagle z drzwi obok wyszła Kayla. Panienka od razu ucieszyła się na jej widok. Szybko wstała z podłogi, wytrzepała z brudu sukienkę i podeszła do dziewczyny chcąc ją o coś zapytać.
-Umm, Kayla czy mogłabyś mi pomóc w upieczeniu jakiegoś ciasta?- zapytała Lissiana z uśmiechem na ustach. Czerwonowłosa była troszeczkę zdziwiona przez to pytanie. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby jej pani coś piekła lub gotowała w tym domu. Po krótkiej chwili zdziwienie minęło.
-Oczywiście panienko, za chwilę, tylko muszę jeszcze pranie powiesić. Zajmie mi to 10 minut i zaraz do pani przyjdę dobrze?-odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem dziewczyna po czym poszła w stronę głównego korytarza ponieważ pralnia znajdowała się po drugiej stronie posiadłości. Lissianie od razu humor się poprawił. Była bardzo szczęśliwa, że może zrobić coś razem ze swoim demonem. Dziewczynka chciała pobiec do kuchni kiedy poczuła, że po czymś depcze. Podniosła swoją maleńką stopę, a pod nią był notes Kayli, który musiał jej przez przypadek wypaść. Lissiana podniosła go i od razu zaczęła go przeglądać. Na ostatniej stronie był kalendarz z zaznaczonymi wydarzeniami. Dziewczynka od razu przerzuciła na teraźniejszy miesiąc czyli marzec. W nim też był pozaznaczane jakieś wydarzenia, ale jedno przykuło uwagę dziewczyny. Data 27.03.- moje urodziny....Dziewczyna nie dowierzała w to co widziała. Nie wiedziała, że demony też obchodzą swoje urodziny,a Kayla ma je właśnie dziś. Chciała oddać notes czerwonowłosej, kiedy nagle doznała olśnienia. Lissiana postanowiła przygotować prezent dla Kayli i upiec jej sama tort. Dziewczynka pełna ekscytacji pobiegła do swojego pokoju by pomyśleć co mogłaby podarować swojemu kamerdynerowi. Rozmyślanie trwało długo ( bardzo długo...), aż w końcu panienka wpadła na pomysł by zrobić coś własnoręcznie. Byłby to cudowny podarek od serca...Dziewczynka podbiegła do swojej szafki z kartkami, kredkami, farbkami itp. Chciała zrobić laurkę dla Kayli która będzie najpiękniejsza na świecie. Lissiana była bardzo skupiona nad detalami, kontrastem i barwami rysunku. Kiedy skończyła to wzięła go do ręki i nie spodobał jej się za bardzo, dlatego odłożyła go na później.
Panienka wyszła z pokoju udając się w stronę kuchni. Rozmyślała nad tortem jaki zrobi dla Kayli. Czekoladowy, truskawkowy waniliowy...padały nazwy najróżniejszych smaków. Nie zwracała uwagi na swoje umiejętności kulinarne tylko od razu wzięła się do pieczenia. Pamiętała, że w szafce nad zlewem były trzymane różne książki kucharskie, więc wzięła pierwszą lepszą. Kiedy znalazła przepis na tort, wyciągnęła wszystkie potrzebne składniki i zaczęła robić ciasto. Ugniatanie było dla niej potwornie męczące, ale dla Kayli była w stanie zrobić wszystko. Kiedy ciasto było gotowe wzięła się za nadzienie do tortu. Dodała dwa składniki: czekoladę i truskawki, ponieważ nie mogła się zdecydować, który smak będzie lepszy. Wyciągnęła blachę po czym wrzuciła tam połowę ciasta, potem połowę masy do tortu, i znowu dała połowę ciasta, polewając to na koniec resztą płynnego nadzienia. Wyglądał tak smakowicie. Lissiana była z siebie bardzo dumna, że własnymi rękoma zrobiła tak piękny tort (mimo to, żę ubrudziła sobie sukienkę bo zapomniała założyć fartuszek). Wsadziła tort do piekarnika, który miał się piec 45 minut. Dla dziewczynki to była wieczność, więc usiadła na kuchennym taborecie i wzięła książkę kucharską by popatrzeć na resztę przepisów. Z upływem czasu, Lissiana poczuła senność od oglądania obrazków. Nie wiedziała kiedy usnęła....w pewnym momencie obudził ją dym wydobywający się z pieca. Panienka była wystraszona, więc szybko wyciągnęła ciasto z piekarnika po czym go wyłączyła. Ciasto było zwęglone, co sprawiło, że Lissianie zrobiło się przykro. Dziewczynka zaczęła głośno płakać. Płacz usłyszeli wszyscy w posiadłości przez cienkie ściany i otwarte okno w kuchni. W jednej chwili obsługa wraz z następcą tronu weszli do kuchni.
-Co tu się stało Lissiano?-zapytał Francis, gniewnie patrząc na siostrę. Dziewczynka cała zapłakana podniosła głowę.
-Bo chciałam zrobić coś sama, więc postanowiłam, że upiekę tort, a ja głupia zasnęłam przez przypadek i ciasto się spaliło- odpowiedziała Lissiana co chwila łapiąc oddech przez płacz. Kayla w jednej chwili wpadła do kuchni ostatnia, ponieważ myła okna na drugi końcu posiadłości. Kiedy dowiedziała się stało, przeraziła się.
-Dlaczego panienka chciała upiec akurat tort?-zapytała Kayla patrząc na spalone ciasto. Lissiana wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i wytarła twarz z łez.
-Ponieważ, przez przypadek zgubiłaś notes i zauważyłam w kalendarzu, że masz dzisiaj urodziny- odpowiedziała dziewczynka, oddając notes dziewczynie. Kiedy notes znalazł się z powrotem u Kayli w kieszeni, Lissiana przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy, po czym wybiegła z kuchni. Reszta również wyszła żeby pokój mógł się przewietrzyć. Po chwili zasapana następczyni tronu przyniosła laurkę, którą wcześniej zrobiła na wszelki wypadek.
-Wiem, że nie jest idealna, ale nie umiem ładnie rysować...chciałam ci zrobić po prostu prezent od serca ale nic mi dzisiaj nie wychodzi- odpowiedziała Lissiana ze łzami w oczach. Kayla wzięła kartkę i popatrzyła na nią. Widziała na niej siebie i Lissianę, która się do niej przytula, a pod spodem była napisane "Wszystkiego najlepszego". Kaylę zamurował taki piękny gest. Nigdy nie dostała takiej ręcznie zrobionej laurki. Dziewczyna popatrzyła na swoją panienkę.
-...Dziękuje...-powiedziała Kayla wesołym tonem po czym pocałowała Lissianę w czoło. Dziewczynka przetarła swoje oczy uśmiechając się. Sebastian był w szoku...nigdy nie spodziewałby się u swojej dziewczyny takiego miłego zachowania do śmiertelnika.
Kiedy służba skończyła na dziś swoją pracę, przygotowali Kayli małe przyjęcie. Wszyscy dobrze się bawili do samego rana. Myślę, że to były najlepsze urodziny jakie Kayla mogłaby mieć...

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KAYLA! ^^

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział: 15

Kayla obudziła się z mgłą na oczach. Nie chciało jej się wstawać bo była zmęczona, ponieważ ćwiczyła całą noc do walki z Seraphine. Noc była dla niej ciężka, ale zauważyła u ciebie wielkie efekty (i bardziej wyrzeźbiony brzuch). Poduszka i kołdra namawiały ją do pozostania w łóżku, ale niestety musiała wstać ze względu na porę śniadaniową, która kończy się za półtorej godziny. Wstała bardzo wolno, ponieważ po treningu miała wielkie zakwasy. Wolnym krokiem podeszła do swojej szafy i wyciągnęła swoje normalne ubrania, których nie nosi w świecie ludzi.
 Biorąc pod ręke czarną bokserkę, ulubioną czarną skórzaną kurtkę, legginsy, bieliznę oraz bordowe conversy poszła w stronę swojej łazienki, żeby się przebrać i umalować. Po 30 minutach czuła się już świetnie i pełna energii. Kiedy ogarnęła swój pokój, wyszła zamykając drzwi na kluczyk i schowała go do kieszeni w kurtce po czym, udała się do stołówki.
 Kiedy weszła do pokoju, zauważyła, że nikogo nie ma. Ucieszyła się z tego powodu, ponieważ mogła na spokojnie zjeść śniadanie. Kayla podeszła do stolika i wzięła "menu". Chciała wybrać wołowinę na śniadanie ze względu na to, że czerwonowłosa jest demonem zwierzęco-podobnym. Jej symbolem jest wilk, a wilki odżywiają się najczęściej mięsem, ale niestety na śniadanie mogła wybrać tylko kanapki z szynką albo smażonym boczkiem.
 Do tego również zamówiła kawę, aby całkowicie "wytrzeźwieć", ponieważ dziewczyna dalej ziewała. Minęło 10 minut od skończenia śniadania, ale Kayla chciała jeszcze posiedzieć na stołówce i w spokoju wypić kawę. Nagle do stołówki wbiegł zasapany Nael.
-O Kayla, wreszcie cie znalazłem- powiedział całkiem zdyszany chłopak. Czerwonowłosa była zaskoczona widokiem kolegi.
-Co się stało?-zapytała Kayla z poważną miną, ponieważ zauważyła, że Nael nie chciał z nią pogadać tylko oznajmić coś ważnego. W końcu chłopak złapał oddech.
-Coś jest nie tak z Meredith. Jest u twojej babci i nie jest w najlepszym stanie- wydusił z siebie blondyn. Dziewczyna od razu zerwała się z krzesła i pobiegła w stronę wyjścia, łapiąc za rękę Naela. Po krótkiej chwili, byli już pod gabinetem pielęgniarki, gdzie pracowała babcia Kaede. 
Z hukiem Kayla otworzyła drzwi... W sali byli również Sebastian i Daimon, który trzymał Meredith za rękę podczas gdy Kaede badała dziewczynę.
-Jak to się stało moje dziecko, że trafiłaś do mnie taka osłabiona i na dodatek mokra?-zapytała Kaede. Czarnowłosa, zmęczonym wzrokiem popatrzyła na szamankę.
- Nie wiem jak to się stało, ale nagle zakręciło mi się w głowie po czym się przewróciłam i zaczełam się sowicie pocić, a potem zaczęłam pluć zwyczajną wodą-odpowiedziała Meredith słabym i cichym głosem. Szamanka zastanawiała się co mogło spowodować takie schorzenia. 
Nigdy nikt nie przychodził do niej z taką chorobą...Po chwili zastanowienia, staruszka postanowiła zrobić dokładne prześwietlenie organizmu dziewczyny.
Dzięki swoim umiejętnościom mogła to zrobić bez żadnych urządzeń...wystarczyły jej tylko dłonie. Kaede potarła swoje dłonie o siebie po czym przyłożyła ręce 3 cm od czoła Meredith i wolno przejeżdżała w dół aż do stóp.
 Po chwili szamanka zauważyła w organiźmie, świecącą się na niebiesko małą kulkę. I wtedy wszystko stało się jasne. Kaede znała dobrze te światło.
Wyciągnęła z szafki leki przeciwbólowe i dała do połknięcia czarnowłosej, które po chwili dały chciany efekt. Dziewczyna od razu wstała z łóżka z uśmiechniętym wyrazem twarzy. Wszyscy odetchnęli z ulgą kiedy zauważyli, że nic nie jest ich przyjaciółce.
-Meredith kochanie, mogłybyśmy chwile porozmawiać na osobności?-zapytała staruszka. Czarnowłosa pokiwała głową po czym poprosiła przyjaciół o wyjście z pokoju.
-Ech, posłuchaj...wiem, co było przyczyną tych dziwnych schorzeń. Ty masz w sobie specjalny relikt zwany "Okiem Posejdona". Jest to mała kuleczka, którą ktoś musiał dać ci do zjedzenia kiedy byłaś mała...Nie musisz się bać moja droga...-powiedziała Kaede po tym jak zauważyła że Meredith była wystraszona.-Ten relikt, który w tobie tkwi daje ci możliwość kontrolowania wody, pozwoli ci porozumieć się ze wszystkimi morskimi zwierzętami oraz używania wody w celu bojowym. Te plucie wodą oznacza, że twoje umiejętności zaczynają się aktywować. I jeszcze jedno...zapamiętaj to sobie...woda to nie jest anielski żywioł. Nie musisz się tego wstydzić. Wszystkie żywioły są neutralne czyli są wspólne. I nie bój się pomogę ci opanować te moce, żebyś umiała ich użyć,dobrze?- zapytała na koniec staruszka uśmiechając się do dziewczyny. 
Meredith była w szoku po tym co usłyszała. Wyszła z gabinetu blada jak ściana co po chwili zauważyli wszyscy, którzy stali pod drzwiami i wszystko słyszeli.
-No to co teraz zrobisz?-zapytała Kayla ze zdziwioną miną. Meredith stała w osłupieniu ale po chwili dotarły do niej słowa koleżanki.
-Yyy, nie wiem jakoś to będzie-powiedziała czarnowłosa odchodząc w stronę swojego pokoju. Daimon współczuł swojej dziewczynie. Ta wiadomość to było dla niej za dużo, ale chłopak w głębi serca czuł, że Mer da radę w opanowaniu swojego żywiołu tylko nie wiedział kiedy to nastąpi...

środa, 18 marca 2015

Info

Z związku z tym że nie wiadomo czemu usunięto rozdział 13 jesteśmy zmuszeni zmienic numerację rozdziału 14 (teraz 13) i rozdziału 15 (teraz 14). Bardzo przepraszamy, ja czyli Kayla będę starać się przywrócić ten usunięty rozdział. Za utrudnienie szczerze przepraszamy

Kayla Raven & Mel

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział: 14

Chłopaki od razu trafili do sali chorych gdzie zajęła się nimi profesjonalna opieka medyczna. Mieli wiele siniaków i zadrapań, ale nie było to zagrożeniem dla życia. Obok Daimona siedziała zaniepokojona Meredith, która delikatnie głaskała go po głowie.
 Przy Naelu siedziała Kayla i nie wyglądała jakby zależało jej na kolegach. Mimo, że patrzyła na blondyna myślała tylko o walce między nią, a Seraphine. Słyszała, że ostro ćwiczyła na zaawansowanym treningu, a swoje własne ćwiczenia odwołała z powodu przyjaciół. A oprócz tego dalej myślała o Sebastianie i o jego niedopuszczalnym wybryku.
 Była zdziwiona ponieważ jeszcze nie widziała go na korytarzu. Może jest zbyt zajęty sprawami dotyczącymi zawodów, albo jej unika, żeby nie było bójki na oczach wszystkich jury i zawodników. W tym momencie do sali weszła Kaede. Jest ona tak zwaną "szamanką" całego królestwa piekielnego. Była ona dla Kayli jak babcia, ponieważ rudowłosa od dziecka nie miała nikogo, dopiero Kaede wzięła ją do domu i wychowuje Kaylę do tej pory.
-Witajcie dziewczynki miło, że przyszliście do chłopców, ale nie martwcie się, za niedługo odzyskają przytomność- powiedziała szamanka uśmiechając się w stronę swojej podopiecznej.
-...Babciu Kaede mogłabym z tobą porozmawiać na korytarzu?-zapytała rudowłosa. Kaede uśmiechnęła się pokazując głową, że za chwile tylko zajmie się poszkodowanymi.
Nikt się nie spodziewał remisu w ich pojedynku i to pierwszego w historii. Każdy obstawiał na Daimona, ale tłum był zaskoczony, że Nael zrobił tak duże postępy. Kuracja trwała co najmniej 10 minut. Po kontroli szamanka pokazała podopiecznej, że teraz mogą porozmawiać. Kayla i Kaede wyszły z sali, a Meredith chciała zostać przy chłopakach gdyby jeden z nich się obudził...Na korytarzu nie było nikogo...Nie było słychać żadnych kroków ani głosów, więc Kayla miała pewność, że nikt ich nie podsłuchuje.
-Posłuchaj babciu, bo mam takie jedno pytanie do ciebie. Chodzi mi o Seraphine...Czy ona rzeczywiście trenuje na najwyższym poziomie?-zapytała rudowłosa opierając się o ścianę i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Kaede przez chwile się zastanawiała co powiedzieć swojej "wnuczce". Nie chciała jej martwić, ale musiała powiedzieć prawdę.
-Tak, Seraphine ciężko trenuje od kiedy tutaj jest. Codziennie od rana do nocy ćwiczy by w końcu cię pokonać i wzbudzić u Sebastiana zainteresowanie...A tak poza tym, słyszałam co on ci zrobił kochanie. Tak mi przykro.-Powiedziała szamanka po czym przytuliła wnuczkę i zaczęła ją gładzić po włosach.
-Chciałam się tylko zapytać o Seraphine. Sebastian mnie nie obchodzi-powiedziała Kayla zimnym tonem. Staruszka nie mogła poznać swojej wnuczki. Nigdy jeszcze się tak nie zachowywała. Ta jej potężna postawa, bezuczuciowy ton, oraz oschłe zachowanie. Kaede wiedziała, że Sebastian bardzo ją skrzywdził, a Kayla takim zachowaniem chce pokazać, że ona tego nie przeżywa, ale tak naprawdę w głębi serca bardzo cierpi. Staruszce chciało się płakać na widok tego koszmaru jaki przeżywa jej wnuczka. Kayla ma tylko ją, a ona nie może jej pomóc. W jednej chwili na korytarzu rozległ się alarm informujący o rozpoczęciu nowego pojedynku. Meredith szybko wybiegła z sali i pociągnęła Kaylę za sobą. Kaede została w sali chorych by pilnować swoich pacjentów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszyscy zaczęli siadać na swoich miejscach na trybunach po usłyszeniu dźwięku drugiego dzwonka. Bardzo wyraźnie było widać jak dwie wielkie bramy stojące naprzeciw siebie, jednocześnie otwierają się. Po chwili nastąpił dźwięk trzeciego dzwonka. Na arenę weszły jakieś dwie dziewczyny, które będą walczyć bronią ciężką. Kiedy sędziowie ogłosili rozpoczęcie walki, uczestniczki dosłownie rzuciły się na siebie.
Ta walka nie wzbudzała u Kayli żadnej radości, ale u męskiej publiczności zainteresowanie nagle wzrosło, ponieważ jednej z uczestniczek rozpruła się koszulka i musiała walczyć w samym staniku.
Już rudowłosa zaczęła zasypiać, gdy nagle słychać było dźwięk zakończenia walki. Blondynka wygrała z szatynką, która leżała twarzą do ziemi, całkowicie wycieńczona. Nieoczekiwanie na środek areny wyszedł dyrektor z mikrofonem w ręku.
-Przepraszam wszystkich, ale proszę o ciszę, ponieważ pan Sebastian Michaelis chciałby coś powiedzieć-Powiedział dyrektor po czym odszedł z areny przekazując mikrofon Sebastianowi.Czarnowłosy również stanął na środku areny.
-Słuchajcie mnie wszyscy, mam dla was pewną wiadomość z którą chce się z wami podzielić. Otóż, zanim dotarłem z moją siostrą i z przyjaciółmi do piekła zrobiłem coś potwornego pewnej osobie- Powiedział Sebastian po czym popatrzył się na Kaylę, którą znalazł bez problemu w tłumie.- Zachowałem się głupio nie mówiąc ci o tym. Bolało mnie to, że widziałem jak przeze mnie płakałaś. Kocham cie i będę najszczęśliwszy na świecie jeśli mi to wybaczysz.-Sebastian zakończył swoje przemówienie, po czym ukląkł. Tłum był tak wzruszony, że było słychać takie "oooooo" ("jakie to słodkie" tak myślała publiczność). Meredith była zszokowana, że jej brat zrobił coś takiego...dlatego nie chciał wcześniej przeprosić Kayli, ponieważ czekał na odpowiedni moment...Napięcie ze strony wszystkich widzów był ogromny. Rudowłosa sama nie wiedziała co zrobić...po chwili wstała i poszła w stronę wyjścia. Chłopak był załamany, a na arenie zrobił się szum. Sebastian już chciał zejść z pola walki, kiedy przed jego oczami pokazała się Kayla. Na arenie nastąpiła martwa cisza, Meredith serce waliło jak młot. Nie wiedziała co się za chwile stanie.
Kayla patrzyła na Sebastiana zimnym spojrzeniem, a chłopak nie wiedział co się właśnie dzieje. Napięcie rosło coraz bardziej...Chłopak ledwo co przełykał ślinę...Po chwili, rudowłosa podniosła rękę. Sebastian wystraszył się, ponieważ dziewczyna zrobiła to gwałtownie. Wiedział, że za to dostanie solidnie w policzek, ale... jej dłoń opadła delikatnie na jego policzku, a po chwili poczuł...na swoich wargach, smak ust Kayli. Stres na arenie opadł, a w zamian po męskiej stronie trybuny zaczęły rozlegać się okrzyki weselne (np. "Gorzko, gorzko" albo "Ona temu winna")
W jednej sekundzie było słychać wściekły krzyk dziewczyny. To była Seraphine, która nie mogła znieść tego widoku, po czym wyszła z trybuny wraz z Li Feng ( hehe, dobrze ci tak...Bitch). Nikt nie zwrócił nawet uwagi na ten kabaret. Sebastian objął Kaylę, po czym przytulił ją do siebie. Jeszcze nigdy w swoim długim życiu nie poczuł się jak w raju.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział: 13

Jak co roku, w czasie turniej po dniu pojedynków przychodzi czas jednego dnia wolnego dla wszystkich. Nael chciał ten dzień poświęcić na solidny trening przed jutrzejszym dniem. Chciał poprawić swoje umiejętności w walce, ponieważ wiedział, że Daimon jest od niego znacznie silniejszy. Nieraz przegrywał z nim przepychanki przed szkołą.
Blondyn obiecał sobie, że tym razem nie przyniesie sobie wstydu przed wszystkimi, a szczególnie przed swoimi rodzicami, którzy powiedzieli, że na pewno przyjdą z jego dwuletnią siostrą zobaczyć jak ich syn wygrywa zawody. Bardzo się przejął, bo bał się, że ojciec będzie się go wstydził, a mama będzie zawiedziona. Sama myśl o tym sprawiała, że robiło mu się niedobrze.
 Błyskawicznie odrzucił te myśli, przebrał się w biały, dopasowujący się T-Shirt, czarne dresy i pomarańczowe Nike'i. Wyszedł ze swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. Siłownia była na drugi końcu budynku, więc spacer będzie trwał ok. 10 minut. Co chwila chłopak mijał pokoje swoich przyjaciół i innych znajomych ze szkoły. Po drodze Nael minął małą kawiarnie w której zauważył Meredith, która piła Espresso i jadła ciasteczka czekoladowe. Czarnowłosa również go zauważyła i pomachała do niego.
-Hej Nael, gdzie się wybierasz?-Zapytała Mer uśmiechając się do chłopaka, trzymając w ręku ciasteczko. Blondyn wszedł na chwile do kawiarni i przysiadł się do koleżanki.
-Idę na trening, a co?-zapytał Nael patrząc się na czarnowłosą. Chłopakowi zależało na czasie, ponieważ chciał jak najszybciej dotrzeć na siłownię.
-Nie nic sorki, że cię zatrzymuję, a przy okazji weź sobie jednego-powiedziała Meredith podnosząc talerzyk z ciasteczkami. Dziewczyna wiedziała, że Nael ma słabość do słodyczy mimo swojego wysportowanego ciała.
-No...dobra, wezmę jedno. Na razie potem się zobaczymy!-powiedział blondyn biorąc do ust ciastko. W połowie drogi chłopak zauważył Kaylę wchodzącą do swojej prywatnej siłowni ( Kayla ma umiejętność władania ogniem, a pod wpływem gniewu zdarza jej się spalić jakąś rzecz. Było raz tak kiedyś, że spaliła całą klasę przez głupie docinki Serapfhine.), która była ognioodporna. Drzwi zostawiła uchylone, więc Nael skorzystał z okazji by podglądać koleżankę.
 Kayla zaczęła trening na najwyższym poziomie. W jednej sekundzie w powietrzu unosiły się wstęgi stworzone z ognia. Za każdą ręką i nogą fruwała ognista płachta. Styl walki był piękny i pełen gracji, a Nael stracił poczucie czasu przez oglądanie treningu, ale w końcu ocknął się i pędem pobiegł w stronę siłowni. Było już naprawdę późno, a on zaliczył tylko bieganie. Kiedy dotarł na miejsce zauważył, że nikogo nie ma w pomieszczeniu.
 Spodziewał się chociaż Daimona, który jest tak zwanym "dzieckiem siłowni", ale jego też nie było i to strasznie Naela zdziwiło. Jeden plus jest taki, że ma całą siłownie dla ciebie i nie będzie musiał czekać w kolejce na dany sprzęt do ćwiczeń.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nadszedł czas pojedynku między Naelem a Daimonem. Przyjaciele nie byli zadowoleni, że po tylu latach będą musieli się bić na poważnie. Przed pojedynkiem było jeszcze 10 minut czasu. Nael chciał dotrzeć szybciej na miejsce, ale przed wejściem na arenę usłyszał znajomy głos.
-Nael, zatrzymaj się!- krzyknęła kobieta. Blondyn gwałtownie odwrócił głowę w kierunku dźwięku. Nie mógł uwierzyć własnym oczom...Do niego szli jego rodzice wraz z siostrą. Chłopak ucieszył się na ich widok. Przywitał się z ojcem i z matką, po czym wziął swoją siostrzyczkę na ręce.
-Mam nadzieję, że dasz radę i pokonasz Daimona. Wiem, że to niełatwe dla was obu, ale daj z siebie wszystko dobra młody?-zapytał ojciec Naela, klepiąc go w ramie. Nael potakiwał ojcu, ale nie był pewny czy da radę. Po chwili zadzwonił dzwonek alarmujący o rozpoczęciu pojedynku. Chłopak oddał swoją siostrę mamie, a potem udał się w stronę bramy prowadzącej na arenę. Daimon i Nael jednocześnie weszli na arenę, a tłum zaczął szaleć na ich widok. Chłopaki byli przygnieceni ilością widzów patrzących w tej chwili na nich. Presja i stres był dla nich bardzo duży, ale przy rozumie trzymała ich chęć wygranej. Wuwuzele zaczęły trąbić na znak rozpoczęcia walki. W ich pojedynku można było używać tylko pięści i nóg.
Obydwoje pobiegli w tym samym czasie naprzeciw siebie. Daimon chciał uderzyć Naela pięścią, ale blondyn w ostatniej chwili zablokował atak. Nael zaczął kontratakować nogami. Jeden cios trafił Daimona w brzuch.
-Cholera, widzę że trenowałeś, bo zawsze ze mną przegrywałeś przed szkołą-powiedział Daimon trzymając się za brzuch, ale po chwili czarnowłosy zaczął pluć krwią. Nael przeraził się tym, że tak skrzywdził kolegę, ale nie chciał stracić passy więc znowu zaczął atakować, ale tym razem z pięści. Chłopak nie spodziewał się, że Daimon szykuje na niego pułapkę. W jednej chwili czarnowłosy podniósł się i uderzył blondyna pod żuchwą. Nael odsunął się trzymając się za brodę.
Taka walka trwała jeszcze z 15 minut, aż w końcu chłopaki zrozumieli, że trzeba to zakończyć. Obydwoje byli poobijani równo. Przyjaciele szykowali się do ostatecznego ataku. Wzięli rozbieg i mieli zamiar uderzyć wzajemnie pięściami. Byli coraz bliżej siebie, każdy z nich celował przeciwnikowi w twarz i nagle...nie wiadomo skąd wzięła się wielka chmura kurzu. Przez minute nikt nic nie widział, dopiero jak chmura opadła, otrzymano ostateczny wynik:
-Proszę państwa stała się rzecz niewiarygodna! Po raz pierwszy w historii naszego turnieju mamy remis!-powiedział szkolny komentator -Niech ktoś zabierze ich do pielęgniarki.